sobota, 7 czerwca 2014



Książka, która łamie stereotypy,
 czyli o "Chacie" W.P Younga


   Aż wstyd się przyznać, ale "Chata" przez długi czas była książką, którą omijałam szerokim łukiem, a to tylko dlatego, że właścicielką jedynego, dostępnego mi egzeplarza była moja siostra, która czyta książki zupełnie odmienne od tych, które uwielbiam. I do tej pory pluję sobie w twarz, dlaczego byłam tak oporna w przeczytaniu czegoś, co zachwyciło mnie tak, jak mało która ksiażka i na trwałe zapadło w pamięć. Ale może zacznę od początku... 

   Fabuła utworu rozpoczyna się od momentu, w którym Missy, ukochana córka Mackenziego zostaje porwana na obozowisku, na które razem z ojcem udała się na biwak. To dramatyczne wydarzenie staję się punktem wyjścia dla całej fabuły, gdyż ciało dziewczynki przez 4 lata nie zostało odnalezione. Podrążony w rozpaczy ojciec, nie potrafi pogodzić się ze stratą dziecka i nieustannie zadaje sobie pytanie, jak to możliwe, aby dobry i kochający Bóg mógł pozwolić na coś takiego. Jak mógł skazać niewinne dziecko na cierpienie. Trwając w żałobie Mackenzie odpycha od siebie rodzinę i nie potrafi odnaleźć się w otaczającej go rzeczywistości aż do czasu, kiedy dostaje tajemniczy list, który okazuje się być listem od samego Boga. I tu zaczyna się coś, czego nie da się streścić ani opisać. Coś, od czego po prostu nie sposób się oderwać... 

    "Chata" to powieść z najwyższej półki. Autor w genialny sposób rozprawia o problemach, które dręczą każdego człowieka wplatając je w ciepłą i pełną humoru akcję. A przede wszystkim łamie stereotypy. Byłam naprawdę w szoku, kiedy Mack stanął twarzą w twarz z pampuśną murzynką, która okazła się być Bogiem Ojcem. Young poruszył bardzo ważny temat, z którym nie potrafi poradzić sobie tak wielu ludzi. Próbuje wytłumaczyć istotę cierpienia i muszę przyznać, że w pewien sposób mu sie to udaje, chociaż nie podaje jasnej i klarownej definicji. Powiedzmy sobie szczerze, niewiele jest na współczesnym rynku książek, które bijąc rekordy popularności niosłyby tak głębokie przesłanie, jak "Chata". I chyba nie powinnam mówić o niej już nic więcej, poza tym, że zachecam każdego, kto jeszcze jej nie przeczytał do zrobienia tego, bo warto.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz