piątek, 27 czerwca 2014

Moja emocjonalna recenzja 
"Wymarzonego czasu" Magdaleny Kordel


  Każdy zagorzały czytelnik ma nieraz tak, że niemalże z czcią, po uprzednim mentalnym przygotowaniu i w absolutnej ciszy oraz skupieniu, sięga po wyczekaną książkę ulubionego autora, bo wie, że spotka tam właśnie to, co w książkach uwielbia najbardziej oraz to, za co pokochał literaturę. Ma świadomość tego, że przeniesie się, do wyczekanego z niecierpliwością, innego świata oraz całkowicie pozwoli mu się pochłonąć, przepadnie, zginie na jakiś czas i dopiero po przewróceniu ostatniej strony utworu wróci do rzeczywistości. A przede wszystkim wie, że jaka by ta książka nie była, nie rozczaruje się nią, ponieważ ze wzgledu na autora, ona na pewno będzie wspaniała. Czyż nie jest to znajome uczucie? Tytułem wstępu i jak mogliście się z pewnością domyślić, towarzyszyło mi ono, kiedy sięgałam po "Wymarzony czas". 

  Przechodząc do książki,  "Wymarzony czas" to kolejny już literacki  powrót do małej miejscowości położonej w górach, do Malowniczego, oraz dalsza odsłona losów Madeline, Julki, Krysi i wielu innych postaci, z którymi czytelnik mógł nawiązać bliższą relację podczas lektury "Wymarzonego domu", a nawet pierwszej książki autorki, "Uroczyska" oraz jego kontynuacji. (Jeśli ktoś, kto nie czytał "Wymarzonego domu" śledzi teraz wzrokiem tę recenzję proponuję mu, niech przestanie i wróci tu dopiero po nadrobieniu zaległości. Jeśli jednak znacie już Madeline, nie musicie sobie przetywać.) Autorka kontynuuje opowieść, rozbudowuje znane wątki jednocześnie wprowadzając do niej nowe, nowych bohaterów, a przede wszystkim nowe, choć nie banalne, problemy. Kiedy starałam całościowo spojrzeć się na utwór, doszłam do wniosku, że  "Wymarzony czas" to pierwsza powieść o mieszkańcach Malowniczego, w której nad miasteczkiem na chwilę zachodzi słońce. Kłopoty Madeline z przyznaniem opieki nad dziećmi, pojawiająca się nagle Marta i jej tajemnicza przeszłość, a może nawet stosowniej byłoby powiedzieć: teraźniejszość, wielki powrót Kacpra i jego destrukcyjny wpływ na losy Krysi oraz Julki... Mało tego, nawet  nieustannie plotkująca Pani Kraśniakowa ma swój tajemniczy problem i wydaje się być jakaś cicha i skryta! To wszystko czytelnikowi, który zna już twórczość Magdaleny Kordel wydać się może nieco zaskakujące, inne od tego, z czym miał kontakt podczas lektury poprzednich powieści.. A jednocześnie może budzić podziw, bo przecież nie sztuka stać w miejscu. Trzeba iść na przód i siegać po nowości. I muszę przyznać, że Pani Magdalenie naprawdę dobrze to wychodzi i naprawdę mi tym imponuje. 


  Madeline na dobre zadomawia się w Malowniczem. Tak, jak zapowiedziała w poprzedniej części utworu, stara się o opiekę nad Marcysią i Anią. I kiedy już wydaje się, że dziewczynki są prawie jej, sprawy związane z domem dziecka zaczynają się komplikować, co początkowo wywołuje załamanie nerwowe bohaterki. Do tego ten uroczy chłopiec i jego: "Kiedy będą pytali kogo chcesz, powiedz, że chcesz Frania.". Madeline na początku utworu naprawdę nie czuje się fatalnie. Do jej problemów swoje dokłada też dawna przyjaciółka jeszcze ze studiów, która zjawia się niespodziewanie, a nawet Krysia, która radzić musi sobie z powrotem Kacpra, który upokorzony, za cel stawia sobie zemstę. Jak można się jednak domyśleć, Madeline nie jest kobietą łatwo się poddającą i po chwilowym załamaniu, przynajmniej zewnętrznie zbiera się sobie i postanawia stanąć na przekó wszystkiemu i wszystkim i walczyć o realizację swoich celów. Nie chcąc zdradzać za dużo fabuły, zachęcę tylko do lektury, bo nie jedno naprawdę was zaskoczy.

  Poza tym nie sposób nie wspomnieć o świetnym warsztacie Pani Magdaleny. Choć jest ona mistrzynią w tworzeniu niesamowitego klimatu powieści, tym razem popisała się również formą. Moją uwagę zaskarbiła sobie niesamowita końcówka rozdziału XL, której autorce pozazdrościć mogą twórcy naprawdę światowej sławy. Wspaniale wprowadziła w końcowe zdarzenia utworu, a u mnie prywatnie spowodowała, że usiadłam, choć zwykle czytam półleżąc i pochylona nad książkąm niemalże trzęsąc się z niecierpliwości, a może raczej ciekawości jak głupia zaczęłam przerzucać kolejne  i kolejne strony trwając w oczekiwaniu i niepewności. Zastosowany przez autorkę zabieg naprawdę świetnie się tu sprawdził i spowodował, że moje uwielbienie dla niej jeszcze wzroslo, choć przyznam szczerze, że myślałam, że nie jest tu już możliwe. 

  Na zakończenie tej mojej emocjonalnej i bardzo subiektywnej recenzji, napisze tylko, że  "Wymarzony czas", tak samo jak pozostałe powieści Pani Magdaleny, naprawdę mnie zachwycił. I wywołał we mnie chwilowe otępienie, objawiajace się tym, że po ukończeniu lektury przez jakiś czas nie miałam ochoty na żadne inne. Chciałam gościć w Malowiczem jak najdłużej, do czego i was serdecznie zachecam!


Książka wydana przez wydawnictwo: Znak

8 komentarzy:

  1. Ta okładka jest przecudna. Wprost nie mogę się na nią napatrzeć:) Co do fabuły, również mnie zainteresowała, dlatego z przyjemnością przeczytam tę książkę.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nawet nie wiesz jak ja Ci zazdroszczę, że miałaś możliwość przeczytania tej książki. Też chcę ją mieć!

    OdpowiedzUsuń
  3. Szykuję się na tą książkę już troszkę czasu. Z chęcią przeczytałabym historię pani Magdy, a okładka jest po prostu super! pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Czytałam jakiś czas temu "Wymarzony dom" - pierwszą część cyklu "Malownicze". Bardzo mi przypadła do gustu. Po Twojej bardzo intrygującej recenzji zamierzam sięgnąć i po tą pozycję.

    OdpowiedzUsuń
  5. Słyszałam o tej autorce wiele dobrego - chętnie bym przeczytała :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Czytałam pierwszą część i również byłam mocno urzeczona:) Właśnie za takie piękne historie, uwielbiam powieści obyczajowe. Mam nadzieję, że w najbliższym czasie przeczytam drugi tom "Malowniczego".

    OdpowiedzUsuń
  7. A u mnie "Wymarzony czas" w kolejce na półce z książkami do przeczytania. :) Po Twojej recenzji podwójnie nie mogę się doczekać czytania. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niezmiernie miło mi to słyszeć! :)

      Usuń