poniedziałek, 9 czerwca 2014

O niepodważalnym geniuszu, czyli recenzja zbioru opowiadań pt. "Historie miłosne" , którego autorem jest E.E. Schmitt

 
Eric Emmanuel Schmitt to niepodważalnie autor, którego śmiało możemy zaliczyć już do klasyków literatury. Tajemniczy francuski pisarz bijący rekordy popularności, z którego utworów aż bije sponiewieraną dziś filozofią, od której ludzie tak bardzo się wzbraniają. A mimo tego chyba nie ma dziś czytelnika, który nie słyszał nigdy o "Oskarze i Pani Róży" czy "Trucicielce". Chyba właśnie dlatego i ja postanowiłam przybliżyć wam jeden z utworów Schmitta, który wywarł na mnie ogromne wrażenie i do którego lubię wracać. 

  "Historie miłosne" to zbiór siedmiu histori, których motywem przewodnim,  jak sam tytuł mówi, jest miłość. Jak to można było spodziewać się po autorze, nie jest to prosta i łatwa miłość w ujęciu klasycznym. Taka, jaką przesycony jest dzisiejszy rynek wydawniczy. Schmitt każde z opowiadań pisze o miłości w pewien sposób trudnej, szokującej. W każdej histori uderza nas coś niebanalnego, co skłania do refleksji, a przede wszystkim pozostaje w pamieci na długi czas, jak chćby pierwsze z opowiadań pt. "Marzycielka z Ostendy", które mi osobiście spędziło sen z powiek przez kilka nocy. 
  
  Historia ta opisuje losy pewnej samotnej kobiety, która uwięziona na starość w niedużym domku, opowiada o przeszłosci turyście, który wynajmuje u niej pokoje któregoś lata. Kobieta mówi mu o romansie mającym miał miejsce wiele lat temu, kiedy to podczas jednego ze spacerów spotkała na plaży nagiego mężczyznę i postanowiła mu pomóc, co zaowocowało gorącą miłością odwzajemnioną przez obie strony. I choć opowiada ona w sposób bardzo wiarygodny, to w swoją opowieść wplata tak wiele klasycznych wątków literackich, że sam czytelnik zaczyna wątpić w to, czy przydarzyła się ona naprawdę, czy jest tylko wymysłem cierpiącej na samotność starszej pani. Historią poskładaną z tych, które proponują nam dobrze znani twórcy. I choć opowiadanie teoretycznie jest o miłości, to nie sposób nie spojrzeć na nie w kontekście starości i samotności. W kontekście tego, jak młodzi ludzie traktują osoby zdane same na siebie. A jednocześnie w kontekście współćzesności i spoglądania na miłość przez pryzmat cielesności... 
  Schmitt zaskoczył mnie swoim geniuszem pomimo tego, że byłam na to przygotowana. Kolejny raz w jego twórczości uderzył mnie perfekcjonizm. To, jak wszystko w jego utworach jest dokładnie przemyślane i w jaki sposób wzbudza, można powiedzieć, nawet skrajne emocje. A do tego, pomimo, że każde opowiadanie jest skrajnie inne, wszystkie one składają się na spójną całość. Wielkim plusem utworu jest również to, że ma on klika warst. Rozbawi czytelnika nieobytego z ciężką literaturą światowej sławy, ale trafi i do tego, którego uznać moża za konesera, gdyż on dostrzeże w opowiadaniach esencję, jaką u Schmitta zdecydowanie jest szeroko rozumiany egzystencjalizm. I może właśnie tu tkwi sekret geniuszu tego autora?

1 komentarz:

  1. Po takiej recenzji aż chce się poznać bliżej twórczość autora, pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń