czwartek, 19 czerwca 2014


Recenzja książki pt. „Sztuka uwodzenia” 
autorstwa S. Young

  Przyznam się szczerze, że z twórczością  Young podczas lektury „Sztuki uwodzenia” miałam kontakt po raz pierwszy, dlatego nie mogłam w żaden konkretny sposób nastawić  się co do książki, nie mogłam snuć wobec niej żadnych sprecyzowanych i klarownych oczekiwań. Wiedziałam o niej jedynie tyle, że jest dobra, ale przecież uznanie jej za dobrą uzależnione jest  gustów osób, które o niej w ten sposób piszą. I choć jak wyznałam, nie znam poprzednich książek autorki, po lekturze „Sztuki uwodzenia” sama mogę powiedzieć o Young, że jest dobra. A nawet więcej. Samantha Young jest jedną z lepszych autorek, z jakimi miałam kontakt, a możecie mi wierzyć, lub nie, mam kontakt z wieloma. I wcale nie muszę czytać więcej jej utworów, żeby to stwierdzić. Na dodatek, tak samo dobra jak autorka, jest jej powieść. Jest to naprawdę świetna książka, która przerosła moje najśmielsze oczekiwania.

  Zacznę od tego, że książka jest naprawdę porządnie wydana. Twarda, dopracowana okładka, dobrze dobrana czcionka. Jest leciutka. W żaden sposób nie odpycha. Aż chce się ją wziąć w ręce i czytać. Może nie jest to wcale istotne dla tych, którzy nie oceniają książek po okładce, ale dla wielu czytelników szata graficzna z pewnością ma znaczenie. Pochwalić należy tu więc wydawców, bo to przecież oni włożyli ogrom pracy w to, żeby z zewnątrz wszystko tak porządnie wyglądało.

  Przechodząc jednak do konkretów, jak mogliście przeczytać o „Sztuce uwodzenia” na moim blogu wcześniej, jest to książka o Olivii, bibliotekarce, która po stracie matki, przenosi się razem z ojcem do Edynburga, gdzie oboje starają ułożyć  sobie życie na nowo. I choć Liv ma grono wiernych i oddanych przyjaciół, wymarzoną pracę oraz kochanego, troskliwego ojca, czegoś jej w życiu brakuje. A tym czymś, właściwie kimś, jest mężczyzna. I choć wpadł jej w oko przystojny doktorant, często bywający w akademickiej bibliotece, wszelkie ich  kontakty, ze względu na brak doświadczenia Olivii w tej dziedzinie, sprowadzają się jedynie do wymienienia kilku zdań na temat książek. Olivia nie za bardzo wie, jak mogłaby to zmienić i kiedy na ślubie pary przyjaciół porządnie się upija, opowiada o swoich problemach Nate’owi, który jest jej wiernym i oddanym przyjacielem, choć z zewnątrz to po prostu przystojny podrywacz, który spotyka się z kobietami tylko i wyłącznie na jedną noc. Nate, jak na prawdziwego przyjaciela przystało, decyduje się pomóc Olivii. Pomoc ma przyjąć postać lekcji z pewności siebie i flirtowania. I choć żadne z przyjaciół tego nie planowało, na lekcjach coraz bardziej zbliżają się do siebie. Mając tego świadomość oboje decydują, że Nate nauczy Olivię sztuki sypiania z mężczyznami w praktyce. I obiecują sobie, że w żaden sposób nie wpłynie to na ich przyjaźń.

  Nie trudno się domyślić, że lekcje stają się coraz bardziej intymne, namiętne. Atmosfera staje się coraz bardziej gorąca, przez co przekształcają się one w burzliwy romans, a Benjamin, dla którego Olivia tak bardzo się stara, w pewnym momencie przestaje mieć znaczenie i kobieta zaczyna go unikać. Gdyby tego mało, przyjaciele oraz ojciec Olivii orientują się w tym, co dzieje się między parą przyjaciół. I gdy wydaje się, że oboje zakochują się w sobie, na skutek pewnych wydarzeń z przeszłości Nate wycofuje się, zostawiając Liv ze złamanym sercem. I chyba ze względu na to, że nie chcę zdradzać wam wszystkiego, w tym momencie powinnam skończyć mówić o fabule, bo odbiorę wam najlepsze, ponieważ w tym momencie zaczyna się robić naprawdę ciekawie…

  Konkludując, przed zabraniem się za lekturę „Sztuki uwodzenia” wiele o niej czytałam i każda zapowiedź książki zdawała się przyklejać jej etykietkę „książka o seksie”. Cóż, nie da się ukryć, że jest to główny wątek utworu, jednak dla mnie książka ta zdecydowanie ma kilka głębszych warstw, o których nie da się nie powiedzieć, a o których po lekturze powieści nie da się nie myśleć.

  Samantha Young porusza w utworze wiele naprawdę ważnych problemów, z którymi muszę mierzyć się z pozoru beztroscy, szczęśliwi  młodzi ludzie. Patrząc na książkę całościowo, nie sposób nie uchwycić, że Young wskazuje na to, jak cienka jest granica między damsko-męską przyjaźnią, a czymś więcej, i jak łatwo jest ją przekroczyć w stosunku do tego, jak ciężko jest potem za tę linię wrócić. I choć przecież najpiękniejsze związki wyrastają właśnie z przyjaźni, to czy warto narażać się na potencjalną stratę nie tylko ukochanego, ale przede wszystkim najlepszego przyjaciela?

   „Sztuka uwodzenia” jest też książką o radzeniu sobie ze stratą. Olivia straciła matkę. Nate stracił ukochaną. Oboje, pomimo upływu czasu, nie potrafią się od tego odciąć. Oboje walczą z duchami przeszłości, które nieraz wydają się całkowicie brać górę nad ich zachowaniem. Olivia nie potrafi nadrobić zaległości, które nazbierały się w jej życiu przez fakt, że w młodości opiekowała się chorą matką. Nie potrafi przeskoczyć pewnych braków. Nate natomiast nie potrafi kochać, traktuje kobiety przedmiotowo, ponieważ Alana jest dla niego ciągle kimś ważnym. Nie potrafi, a może nie chce zapomnieć. Young  wnikliwie opisuje próby radzenia sobie przez bohaterów z tą startą. Rozprawia o miłości, a zarazem o żalu do tych, którzy bezpowrotnie odeszli. O próbach układania sobie życia na nowo,  co wbrew pozorom wcale nie jest takie łatwe. W pewnym momencie Olivia traci też Nate. Co więcej, Nate również traci Olivię. Autorka bazując na tej sytuacji ukazuje walkę między tym, co wydaje się być racjonalne, co mówi głowa, a między tym, co dyktuje im serce. Wskazuje na dychotomię rządzącą ludźmi. Bo wbrew pozorom po rozstaniu żadnemu z nich jest łatwo. Oboje walczą. Nawet nie tyle, co ze sobą nawzajem, ale przede wszystkim zmagają się sami ze sobą…

  W „Sztuce uwodzenia” pojawia się też wątek przemocy domowej. Pojawia się problem alkoholizmu. Toksycznej miłości do rodziców mimo wyrządzonych krzywd… Powieść nie jest książką banalną. Nie jest to odmóżdżająca lektura, po którą sięga się tylko i wyłącznie dla zabicia czasu. Autorka w niby banalny wątek miłosny w znakomity sposób przemyca tak wiele. W perfekcyjny sposób prowokuje do myślenia. W moich oczach to naprawdę zasługuje na uznanie.

  Na pochwałę zasługuje też dobry styl autorki. Choć stroni od wyszukanych opisów podpadających pod prozę poetycką, momentami przemyca ciekawe porównania oparte o wyszukane środki stylistyczne, co z pewnością nie umknie uwadze czytelnika. Poza tym akcja jest dynamiczna, nie ma w niej przestojów, co z pewością również jest plusem powieści. 

  Na zakończenie, powiem tylko, że gdy zaczęłam czytać „Sztukę uwodzenia” zrobiłam to z zamiarem, że tylko ją zacznę. I kiedy zaczęłam, nie mogłam jej odłożyć. Dopiero, gdy przewróciłam ostatnią stronę zorientowałam się, że pochłonęłam ją całą i jest już środek nocy. A może odpowiedniej byłoby powiedzieć, że to ona pochłonęła mnie?


  Polecam. Zdecydowanie polecam wszystkim, którzy chcą przeczytać coś niebanalnego a o miłości. Powtórzę się teraz, ale„Sztuka uwodzenia” to naprawdę dobra powieść. 



Za możliwość przeczytania książki 
i egzemplarz recenzyjny dziękuję serdecznie wydawnictwu: 


12 komentarzy:

  1. Ojej. Jak zaczęłam czytać twoją recenzje to niemal poczułam te gorące uczucia i emocje, jakie panują w tej książce. Bardzo lubię takie pikantne powieści, dlatego z ogromną przyjemnością zagłębię się w „Sztuce uwodzenia” . Już nie mogę się doczekać!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło mi to słyszeć. Jak dla mnie to naprawdę świetna, wbrew pozorom wartościowa książka. Zachęcam do lektury i pozdrawiam serdecznie! :)

      Usuń
  2. Czuję, że będę częściej zaglądać na Twojego bloga!

    OdpowiedzUsuń
  3. uhhh! możesz być pewna, że przeczytam tę książkę. co więcej - już zaczynam jej szukać :) ostatnio mam ochotę na takie klimaty. już nie mogę się doczekać! a recenzja - bardzo rzetelna. jestem u Ciebie pierwszy raz, ale już mi się podoba :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książka dostępna jest w empiku, ostatnio jak byłam to sie na nią natchnęłam, nawet podobno jest jakaś promocja ;) Bardzo miło mi slyszeć Twoje słowa, zapraszam częściej i sama będę odwiedzać!

      Usuń
    2. Uwielbiam Twojego bloga <3

      Usuń
  4. Mam wrażenie, że już słyszałam o tej książce! :D
    Ciekawy tytuł - zapamiętam go sobie!

    OdpowiedzUsuń
  5. Pewnie słyszałaś, ja trafiałam na informację o niej już na kilku blogach. Zapamiętuj, zapamiętuj, bo warto ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Już zapisuję ją do listy muszę mieć. Lubie takie powieści, a ta wydaje się bardzo ciekawa. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno się nią nie rozczarujesz :)

      Usuń
  7. Zatem nie pozostaje mi nic innego tylko ją przeczytać ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. I jak początkowo byłam nastawiona na nie wobec tej książki, to po przeczytaniu Twojej rzetelnej i konkretnej recenzji, jestem zdecydowanie na tak!:)

    OdpowiedzUsuń