wtorek, 1 lipca 2014

Historia, która zachwyca, czyli
 o "Najdłuższej podróży" Nicholasa Sparksa



 "Skoro bowiem istnieje niebo, 
odnajdziemy się,
 bo bez Ciebie nieba nie ma"


 Dziś przybliżę wam najnowszą powieść mojego ulubionego, najulubieńszego autora ze wszystkich, za którego po prostu wyszłabym za mąż, gdyby jego dzieci nie były starsze ode mnie, i którego dażę miłością dozgonną, bo wg mnie nikt nie umie pisać jak on. Mowa oczywiście o "Najdłuższej podróży" Nicholasa Sparksa, opasłej powieści, po którą chciałam sięgnąć już w wakacje, na spokojnie, aby móc delektować się stroną po stronie. Bo właśnie to jest coś, co lubię najbardziej na świecie: mój kocyk i Sparks (w zestawie, rzecz jasna), i na to ta książka zasługuje.  

  Wybaczcie, że nie wstawiam tu zdjęcia polskiej okładki, ale ona po prostu mi się nie podoba. Dużo bardziej wolałam wcześniejsze wydania Sparksa. Ale to już niestety nawaliło wydawnictwo, nie Bogu ducha winny autor i jego najnowsza perełka. 

  Fabuła powieści rozgrywa się na dwóch płaszczyznach. Rozdziały, osadzone na początku lutego 2011 roku, opowiadające o uwięzionym w samochodzie, przeszło dziewięćdziesięcioletnim mężczyźnie imieniem Ira, przeplatają się z losami Sophi i Luke'a, których poznajemy cztery miesiące wcześniej od dnia wypadku. Kiedy z rozdziału na rozdział w historii Iry mijają godziny i doby, akcja ukazująca losy młodych bohaterów pędzi znacznie szybciej, aby w kulminacyjnym momencie obie te historie mogły majestatycznie się połączyć.

  Zacznę od przybliżenia losów Iry, bo to od niego Sparks zaczyna fabułę. Jest to weteran wojenny, schorowany staruszek, który uległ poważnemu wypadkowi, wypadł z drogi i spadł w dół skarpy zakleszczony w samochodzie. Jest zima. Śnieg pada i pada przykrywając auto. Ira jest poturbowany, ma problemy nawet z najdrobniejszym ruchem. Jego największym problemem jest narastające z chwilą na chwilę pragnienie... a może ból i krew zalegająca w gardle? I kiedy już wydaje się być pogodzony z tym, że umrze, w jego uwięzieniu zaczyna towarzyszyć mu jego żona, Ruth, która zmarła przed dziewięcioma laty. To ona trzyma Irę przy życiu. To wspominanie ich nie zawsze kolorowej przeszłości nie pozwala mu jeszcze odejść. Wspomnienia, oczywiście skrupulatnie przez Sparksa zaplanowane, są opowieścią o ich młodości, ale przede wszystkim silnie powiązane z kolekcją obrazów, której oboje są właścicielami, a która aktualnie warta jest potężne pieniądze, pomimo tego, że gdy  kupowali obrazy, nie znaczyły one praktycznie nic.

  Z drugiej strony poznajemy losy Sophii i Luke'a. Ona, uzdolniona studentka ostatniego roku historii sztuki, on kowboj zajmujący się ranczem i ujeżdżający byki. Ona, nadal wiodąca beztroske życie na campusie, on martwiący się o matkę, obciążone hipoteką ranczo, ledwie wiążący koniec z końcem. Poznają się w dość nieciekawych okolicznościach, a mimo tego jakaś siła sprawia, że zakochują się w sobie mimo potężnych różnic. I kiedy ich miłość rozkwita i wydaje się, że wszystko zdaje się płynąć ku dobremu, na jaw wychodzi bolesna tajemnica, z którą i ona i on nie do końca potrafią sobie poradzić. 

  I kiedy wszystko wydaje się być na straconej pozycji zarówno dla Iry jak i dla młodych bohaterów, ich losy, w niesamowity sposób łączą się, aby odmienić wszystko. 

  Książki Sparksa są specyficzne. Każdy, kto czytał którąkolwiek z jego książek przyzna, że jego styl kreowania rzeczywistości oraz pisania jest naprawdę charakterystyczny tylko i wyłącznie dla niego. Wydaje mi się, że po kilkukrotnej lekturze każdej z jego powieści nie miałabym problemów z rozpoznaniem następnej. Jest w nich to coś. Ta sama iskierka, ale w żadnym wypadku nie ten sam schemat. Chyba nikt jak on nie potrafi wprowadzić mnie w ten małomiasteczkowy klimat, w niezwykłe życie zwykłych bohaterów. Moje serce za każdym razem podbija chwila, kiedy on bierze ją w ramiona w kuchni i wyłączany jest palnik pod posiłkiem. To niesamowity, klimatyczny moment, na który wyczekuję zawsze przez cały utwór, a który, według mnie, jest znakiem charakterystycznym autora i bez którego powieść nie byłaby taka sama. Poza tym listy, które Sparks wplata w powieść. Zawsze tak samo wzruszające. Niby proste, niby banalne, a jednak niesamowite. Zachwycające.

  Nie sposób nie napisać też, że Sparks opanował po prostu do perfekcji zachwycanie formą powieści. We wcześniejszych może nie, ale w ostatnich po prostu zachwyca mnie tym, z jaką łatwością łączy, wydawałoby się, kompletnie oderwane od siebie losy bohaterów, w spójną, nie banalną całość. I to, że nigdy nie potrafię przewidzieć zakończenia, bo nie wszystkie jego powieści kończą się happy endem. I choć mniej więcej w połowie utworu wydaje mi się, że wiem, jak się on skończy, to zawsze jest jakieś zaskoczenie. Zawsze jest jakaś wisienka na torcie, i nie sposób tego nie docenić.  

  Poza tym Sparks zaskakuje profesjonalizmem w dziedzinie, o której pisze. W tym wypadku po prostu powala jego wiedza na temat II wojny światowej, zwłaszcza z perspektywy Żydów i Stanów Zjednoczonych. Zaskakuje jego orientacja w temacie sztuki nowoczesnej i nie tylko. Rzuca nazwami i nazwiskami jak z rękawa. Z jego powieści naprawdę można się czegoś nauczyć i pochwalają to nawet osoby, którym gatunek, w jakim się specjalizuje, nie do końca jest bliski. 

  Mając świadomość tego, że mogłabym wychwalać powieści Nicholasa Sparksa w nieskończoność, przytaczać setki argumentów, dla których sądzę, że jego powieści nie są banalne i płytkie, ale problematyczne, a przy tym niezmiernie wyciszajace, podsumuję tę niesamowicie nieprofesjonalną recenję zachętą. Jeśli lubicie melodramaty łamane na romanse, jeśli jeszcze nie znacie mojego ulubionego autora, sięgnijcie po niego koniecznie. Bo jeśli go znacie, nie muszę was zachęcać. Sami będziecie chcieli siegnąć po niego kolejny raz. 




Powieść wydana przez wydawnictwo: Albatros


11 komentarzy:

  1. Lubię od czasu do czasu poczytać Sparksa, doskonale się przy nich odprężam. Zgadzam się z Tobą, że jego książki można rozpoznać od razu: po trosze dzięki jego stylowi, a po trosze niestety dzięki powtarzalności pewnych wątków. Jak dotąd zawiodłam się tylko na jednej jego powieści (nie pamiętam tytułu), a najbardziej spodobał mi się chyba ,,Anioł stróż". Chciałabym też przeczytać ,,Bezpieczną przystań".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja najmniej lubię "Noce w Rodanthe", poza tym żadna dla mnie nie jest zła. A "Bezpieczną przystań" musisz przeczytać koniecznie, uwielbiam ją! :)

      Usuń
    2. Z jego książek które przeczytałam do tej pory to właśnie "Noce w..", tak jak Tobie, podobały mi się najmniej :)

      Usuń
  2. Ale emocjonalna i szczera recenzja:) Czytałam jedną powieśc autora, mianowicie "Obiecaj mi", która była magiczna, ale i melancholijna. Przeczytam z pewnością jeszcze inne utwory autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Obiecaj mi" to niestety nie Sparks, tylko Evans :)

      Usuń
  3. Przeczytałam kiedyś jedną książkę Sparksa i nie za bardzo mi się spodobała. Pewnie brzmi to dziwnie, bo chyba nie znam póki co żadnej osoby, która by się tym autorem nie zachwycała, ale jego książki a przynajmniej ta jedna nie są w moim klimacie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co kto lubi, prawda? Ja też mam autorów, którzy biją rekordy popularności a do mnie nie trafiają. To chyba po prostu kwestia gustu ;)

      Usuń
  4. Dawno dawno temu czytałam "I wciąż ją kocham" Sparksa - kiedy jeszcze trwały prace nad filmem i takie emocje wywołała we mnie ta książka, że oderwać się od niej nie mogłam... tylko zakończenie mi się nie podobało. Ale czasem tak bywa. Natomiast co do tej - czuję się zachęcona! :) Piękna recenzja.

    OdpowiedzUsuń
  5. Sparks skradł mi serce podczas czytania i oglądania ''Ostatniej piosenki''. To było wtedy moje pierwsze spotkanie z prozą autora i od razu bardzo udane. Znam również inne jego dzieła, chociaż bardzie adaptacje filmowe niż książki np.: Wciąż ją kocham, Ostatnia piosenka, Pamiętnik, Szczęściarz, Szkoła uczuć, List w butelce, Noce w Rodanthe. Jak widać niemal wszystkie jego filmy obejrzałam, zaś tylko jedną książkę przeczytałam :) Muszę zatem nadrobić zaległości w tej kwestii. Oczywiście na powyższą pozycję chętnie się skuszę.

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie znam nic Sparksa. Znaczy widziałam filmy na podstawie jego książek, ale nigdy nic nie czytałam :(

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie czytałam jeszcze książek tego autora, ale po zapoznaniu się z Twoją recenzją poczułam potrzebę nadrobienia...

    OdpowiedzUsuń