sobota, 12 lipca 2014

"Powrót na Majorkę" Anny Klary Majewskiej 
- książka, która mnie urzekła


"-Lepsze dziś jajko niż jutro kokota!
  -Ko-ko-SZa! Mamo, ko-ko-SZa!
 -Przestańcie się tak kłócić o te zwierzęta! -
 ocknął się Michaś. -
Możemy już iść czy babcia jeszcze zemdleje?"


  Książka, o której dziś wam napiszę, to klasyczny przykład literatury, którą po prostu ubóstwiam i bardzo się cieszę, że przeczytałam ją właśnie w te słoneczne, wakacyjne dni, bo dopełniła mi tej idylli wręcz idealnie. Stuprocentowa wakacyjna lektura, choć mam wrażenie, że w zimowy wieczór też się sprawdzi zaspokajając nasze tęsknoty, bo w pewnym momencie sama zapragnęłam rzucić to moje szare, Polskie życie i lecieć na wyspę, którą podczas lektury nie sposób się nie zachwycić.  Mowa oczywiście o "Powrocie na Majorkę" Anny Klary Majewskiej. 


  Na wstępie kilka słów o autorce, gdyż wydaje mi się, że wielu z was może jej nie znać, gdyż i ja przed leturą książki również o niej nie slyszałam, a jest to osoba, której dorobek zawodowy może conajmniej imponować. Pisarka, felietonistka, projektantka oraz redaktor naczelna jednego z podróżniczych magazynów. W życiu prywatnym mama Franka, który jest już dorosłym chłopcem, oraz żona bankowca. Jest córką reżysera i pisarza Janusza Majewskiego oraz znanej pani fotograf Zofii Nasierowskiej. Wydała (poza "Powrotem na Majorkę") 3 książki: pierwszą część utworu, o którym mowa, o tytule "Rok na Majorce" oraz poradnik dla pań pt. "Jak dobrze wyjść za mąż po czterdziestce" i "Sekrety" napisane wraz dwiema innymi autorkami. Zwiedziła spory kawał świata i prywatnie myślę, że to dlatego jej opisy wyspy są tak dobre. 

  Przechodząc do książki, "Powrót na Majorkę" to zwariowana, przezabawna (tak, sama wielokrotnie śmiałam się w głos podczas lektury, a nie robię tego często!) powieść obyczajowa, jak dla mnie zdecydowanie podpadająca pod komedię charakterów. Zbliżająca się nieuchronnie do czterdziestych urodzin Magda ma dość życia w Warszawie. Zbuntowany nastolatek, nad którym (do czasu) w żaden sposób nie da się zapanować. Zapracowany konkubent zaniedbujący życie rodzinne i wszystko inne. Umierająca co chwila matka  (która podbiła moje serce przekręcaniem każdego związku frazeologicznego, którego używała )pragnąca więcej potomstwa, niż jedna sztuka. Brat gej pragnący za wszelką cenę zabrać syna Magdy na wakacje razem ze swoim partnerem. Ojciec, wchodzący w coraz bliższe relacje z młodziutką sekretarką... jak na dłuższą metę żyć w takich warunkach? Sposób jest tylko jeden. Magda, pod byle pretekstem ucieka z tego zwariowanego życia na Majorkę, którą kocha miłością bezgraniczną, a na której, mimo tego, że również wiele się dzieje, udaje jej się w końcu odpocząć. I powiem szczerze, jak to po takich powieściach, spodziewałam się banalnego finału fabuły, a autorka zupełnie mnie zaskoczyła. Na plus, oczywiście, bo dzięki temu nie wyszła jej kolejna banalna książka, w której bohaterka rzuca wszystko i zaczyna nowe życie, lecz naprawdę przyzwoita powieść kobieca. 

  Co urzekło mnie w tej książce, poza fabułą, to to, że w smaczny sposób Majewska wyjaskrawia dzisiejsze tematy tabu. Wbrew pozorom nie ośmiesza ich ani nie ironizuje, jak robi to wielu twórców, lecz przemyca je w naprawdę sprytny sposób do fabuły sprawiając, że lektura nie jest książką oczywistą i może pobudzić komórki mózgowe czytelnika do refleksji. Ciekawa jestem, jaki zamysł miała autorka wprowadzając te tematy. Czy chciała, żeby po prostu było się z czego pośmiać, czy stało za tym coś więcej? Cóż, na chwilę obecną jest to dla mnie naprawdę ciekawą zagadką wartą rozwiązania i mogę tylko spekulować. W każdym razie, zrobiło to na mnie wrażenie oraz zaintrygowało. 

  Przechodząc do jezyka. Warsztat Pani Majewskiej jest naprawde dobry. Od pierwszych stron zachwyca płynność potocznego języka, dynamizm oraz przeogromne poczucie humoru. Autorka biegle operuje figurami stylistycznymi, a co miłe, nawet specjalistycznym słownictwem z różnych dziedziń, czego wcale się po niej nie spodziewałam, a co zaskoczyło mnie podczas lektury. No i te przepiękne opisy Majorki... 

  Podsumowując, ja pokochałam "Powrót na Majorkę" całym sercem, czego właściwie się nie spodziewałam. Język jest potoczny i sprawia, że czyta się ją naprawdę łatwo, a setki przekomicznych sytuacji (skąd Pani Majewska je bierze?) sprawiają, że po prostu nie sposób nie śmiać się podczas lektury. To przyjemna powieść podbijająca kobiece serca i z pewnością sięgnę po kolejną powieść autorki. Mam też nadzieję, że "Powrót na Majorkę" trafi do naprawdę wielu czytelniczek, ponieważ zdecydowanie na to zasluguje. Zachęcam was do podróży na Majorkę razem ze zwariowaną Magdą. Na pewno nie pożałujecie. A co gorsza, jestem pewna, że nie będziecie chcieli z niej wracać...



Za egzemplarz recenzencki dziękuję serdecznie wydawnictwu:

6 komentarzy:

  1. Chętnie poznam tę książkę :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Książka rzeczywiście wydaje się idealna na lato, może nie czytam takich często, ale mają w sobie urok :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Czytałam już dziś recenzję tej książki na innym blogu - nie tak pochlebną jak Twoja. Muszę sama przeczytać i przekonać się na własnej skórze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak pisałam, ta ksiąka należy gatunkowo i pod względem formy do tych, któe lubię najbardziej, więc jak moja recenzja miałaby być nie pochlebna? :) No ale wiadomo, gusta są różne. Ja naprawdę uśmiałam się podczas lektury i ciężko było mi się z nią rozstać! :)

      Usuń
  4. Brzmi ciekawie!

    OdpowiedzUsuń
  5. Wydaje mi się, że ta książka umiliłaby mój wakacyjny wypoczynek :))

    OdpowiedzUsuń