środa, 16 lipca 2014

"Sekret mojego męża" L. Moriarty
- o liście, który nie miał być przeczytany



  Zauważyłam ostatnio, że piszę tu o samych dobrych książkach i może wydawać się wam, że każdą sie zachwycam. Cóż. Muszę więc wyjaśnić wam, że ja po prostu czytam książki, które z samego założenia mogą mi się spodobać, bo czytam dla przyjemności. Dlaczego więc miałabym czytać coś, co mnie zmęczy? No dobrze... nieraz czytam dla ciekawości. I wtedy jest gorzej. Ale przecież nie o tym!


„Małżeństwo stanowi w końcu formę obłędu:
 miłość krążąca ciągle gdzieś na granicy irytacji.”


  Przechodząc jednak do rzeczy, o "Sekrecie mojego męża" czytałam wiele pochlebnych recenzji i wyczekiwałam na tę książkę naprawdę niecierpliwie. Bo kto nie chciałby przeczytać czegoś, co intryguje już jednym zdaniem zamieszczonym na okładce? "Najdroższa Cecilio! Skoro czytasz ten list, to znaczy, że nie żyję."

  Liane Moriarty, to australijska pisarka, mająca na swoim koncie już 5 powieści. Z tego, co można wyczytać, każda z nich trafiła na listę bestsellerów i przełożona na kilkadziesiąt języków. "Sekret mojego męża" to najnowsza powieść autorki, która od zeszłego roku nie wypada poza listy najlepszych bestsellerów w wielu krajach. Jej prawa do tłumaczenia sprzedano już do ponad 30 krajów, więc naprawdę jest imponująco. W Polsce wydana została pod patronatem klubu "Kobiety to czytają".

  Książka to opasła opowieść o losach kilku rodzin, kilkoro ludzi. Ludzi, którzy powierzchownie się znają. Żyją przecież w tym samym środowisku. Nie łączą ich jednak zażyłe więzi i relacje. To po prostu kilkoro ludzi, prowadzących (w większości) zwykłe życie, w którym nagle pojawia się odkryta tajemnica. A właściwie, tajemnice.

  Poznajemy Cecilię. Szczęśliwą żonę Johna-Paula oraz matkę trójki córeczek. Roztrajkotaną przewodniczącą komitetu rodzicielskiego w szkole świętej Anieli. To właśnie jej, choć pozbawione ostatnio namiętności, życie, wydaje się być wręcz nieskazitelne, do momentu, gdy kobieta znajduje na strychu list męża. I kiedy już przeskakuje dylemat: otworzyć/nie otwierać, jej życie zaczyna dramatycznie się zmieniać...

  Kolejna kobieta, to Rachel. Starsza księgowa ze szkoły św. Anieli. Jej jedyną pociechą jest Jackob, kilkuletni wnuczek, oraz syn z żoną, za którą Rachel właściwie nie przepada, bo przypomina jej zmarłą córkę. Tak. Janie została w młodości zamordowana, a przez tyle lat nadal nie ustalono, kto dokonał się tego czynu... W dodatku synowa dostała pracę i zabiera jej wnuka, jej jedyną radość.

  Mamy też Tess. Tess, tak jak Cecilia, jest szczęśliwą żoną i matką. W jej życiu obecna jest też kuzynka, Felicity, z którą już od dzieciństwa są bardzo blisko. Wszystko robią razem. Wszystkim się dzielą... ale sielanka pryska, gdy Tess dowiaduje się, że od jakiegoś czasu dzieli się z nią również mężem.

  Jest również Conor. Były ksiegowy i chłopak Tess, aktualnie wuefista w szkole św. Anieli. To on ostatni widział zamordowaną Janie. To jego Rachel uważa za zabójcę. To o nim policja mówi: on nie powiedział nam wszystkiego. Tylko, czy to on rzeczywiście jest winny?

  I choć wątki wydają się być zupełnie oderwane od siebie, a wszyscy Ci ludzie tak naprawdę wcale dobrze się nie znają, to nagle okazuje się, że łączy ich o wiele więcej, niż wydawać by się mogło na pierwszy rzut oka. Oderwane od siebie elementy w logiczny sposób łączą się w spójną całość, by finalnie zszokować czytelnika. Niczym matematyczne zadanie, w którym wiele jest danych, a tylko podstawione do wzoru robią wrażenie, bo dają sensowny wynik. I nie mogę nie napisać, że Moriarty obliczanie tego równania krok po kroku naprawdę się udaje.

  Co podoba mi się w utworze, poza imponującym pomysłem na fabułę oraz świetnym epilogiem, to sposób w jaki  autorka dawkuje napięcie i jak majestatycznie przeciąga strunę zdradzenia czytelnikowi tajemnicy. Robi to w perfekcyjny sposób, a odbiorca w pewnym momencie orientuje się, że 500 stron minęło mu naprawdę błyskawicznie. Naprawdę przemyślana fabuła, co w świecie książek zdarza się spotykać mi ostatnio dość rzadko, oraz charakterystyczni, ciekawie wykreowani bohaterowie, sprawiają, że od tej książki nie sposób się oderwać. I choć ostatnio odpoczywam od matematyki, nie zmarnowałam czasu obliczające te równanie. 

  Podsumowując, jeśli macie ochotę przeczytać książkę, która pochłonie was do reszty oraz podbije wasze serca oryginalnością, śmiało możecie po nią sięgać. To doskonały utwór odrywający od rzeczywistości. Przenoszący do innego, naprawdę dobrze wykreowanego świata, w którym nie ma miejca na dopowiedzenia. Jeśli więc chcecie naprawdę dobrze się bawić podczas lektury, do czego rozwikływanie tajemnic świetnie się nadaje, zachęcam. Bo o to przecież w literaturze chodzi. 


Książkę przeczytałam dzięki klubowi: Kobiety to czytają

5 komentarzy:

  1. Widzę, że to lektura w sam raz dla mnie ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zachęciłaś mnie i to bardzo. Muszę mieć tę powieść.

    OdpowiedzUsuń
  3. Jakoś mnie nie ciągnie do tej książki, ale skoro twierdzisz, ze jest oryginalna, to będę ją mieć na uwadze.

    OdpowiedzUsuń
  4. To wspaniale! Dobrze, że pojawiają się takie właśnie książki :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Książka może trafić w mój gust - będę musiała się za nią rozejrzeć :) W dodatku jestem ciekawa autorki, bo rzadko czytam australijskich pisarzy

    OdpowiedzUsuń