wtorek, 26 sierpnia 2014

Historia najlepszego z najlepszych opisana 
w "Najemniku" autorstwa J. Geddes


   "Nazywają ich "psami wojny". Podejmując ogromne ryzyko, biorą udział w różnych konfliktach zbrojnych. Zimni profesjonaliści - najemnicy. Nie ma lepszych specjalistów od zabijania. Bez nich nie wygrywa się wojen."

  Przywykliśmy do bezpiecznego, względnie stabilnego życia w pokoju. Choć co jakiś czas gdzieś w świecie wybuchają nowe konflikty zbrojne, albo ponownie rozgorzewają te stare, my i nasz poukładany świat nie mamy przecież co się obawiać. Nie mamy nic do stracenia. 

 John Geddes, autor, a zarazem glówny bohater "Najemnika" wielokrotnie, właściwie na własne życzenie posmakował tego drugiego życia. Tego, które nam wydaje się odległe i nierealne. Tego, o którym nieraz słyszymy w telewizji. 

   Były żołnierz sił zbrojnych zaprasza nas na przejażdzkę po najniebezpieczniejszej na świecie autostradzie zwanej drogą śmierci lub drogą piekła. Drogą z Jordanii do Bagdadu, którą dla własnego bezpieczeństwa lepiej wcale się nie poruszać, chyba, że ma się przy sobie kogoś takiego jak on. Człowieka do zabijania. Kontraktora. Najemnika. A tym bardziej jego: najlepszego z najlepszych. Prywatnego ochroniarza najbardziej cenionego na rynku, na własne życzenie biorącego udział w wojnie dla pieniędzy. 

    W książce Geddes opowiedział swoją historię. Opisał, jak to się stało, że najemnikiem został, opowiedział o mrożącej krew w żyłąch pracy, która wiele razy najzwyczajniej w świecie nie pozbawiła go życia. Zabiera czytelnika w podróż do prawdziwie męskiego, brutalnego świata, w którym nie ma miejsca na sentymenty. Liczy się szybkość i precyzja, a każdy najmniejszy błąd, każda sekunda zawahania kosztuje ludzie życie.  O czymś, co przeciętnym ludzim spędzałoby sen z powiek, pisze jak o czynnościach najbardziej naturalnych na świecie, nie tracąc przy tym swojej autentyczności. Zabiera czytelnika w jak najbardziej realny świat wojny. Tej prawdziwej, która wciąż toczy się niedaleko nas. 

    Długo szukałam słowa, aby opisać nim "Najemnika". Na myśl przychodzi mi tylko jedno: jest mocny. 

   John Geddes opowiedział w "Najemniku" nie tylko o sobie. Opisał również historie swoich kolegów i najbardziej jaskrawe sytuacje, które podczas pracy w Iraku mu się zdarzyły. Ukazuje się nam nie tylko jako bohater, ale też jako fenomenalny obserwator i znawca ludzikiej psychiki, zjawiska dehumanizacji. Ale Geddes zrobił coś wiecej" przede wszystkim opisał konflikt, który wszyscy dobrze znamy od zupełnie innej strony. Nie bawił się w opis polityki skłóconych plemion oraz krajów, ale całą historię odpowiedział zza kulis. Opisał wszystko od tej mrocznej strony, o której przeciętny człowiek nie ma zielonego pojęcia. I może i lepiej, że nie ma, bo gdyby wiedział, z pewnością nie mógłby dalej prowadzić swojego spokojnego życia. Żyć z świadomością, że nie robi zupełnie nic.    

    "Najemnik" nie jest bowiem kolejną ugrzecznioną książką o żołnierzu, któremu przyszło czynnie służyć w jakimś konfilkcie zbrojnym. Geddes pracę najemnika wybiera sam. Świadomie bierze na siebie ryzyko utraty życia z jednego prostego powodu: uzależnił się od adrenaliny, a kiedy człowiek posmakuje ryzyka, za nic w świecie nie da zamknąć się w pokoju z biurkiem i wrócić do normalnej pracy. Choć gdzieś daleko ma rodzinę, ma kochającą kobietę, nie potrafi ze swojej pracy zrezygnować. Może to trochę przerwotne stwierdzenie, ale kocha ją nad życie. I to dosłownie. 
   
     "Najemnik" liczy sobie zaledwie 320 stron. Geddes na tej niewielkiej liczbie papieru opisuje jednak nader dużo. Prwokuje do myślenia. Zadaje pytania i udziela na nie konkretnych odpowiedzi. Udziela wskazówek i przestrzega. Opowiada o swojej pracy, jak gdyby była czymś najzupełniej normalnym na świecie. Pisze bez patetyzmu, który dostrzec możemy w wielu tego typu utworach. I wiecie co? Chwała mu za to, bo dzięki tej zwyczajności zarówno on, jak i jego książka, zasłużyły na miano nadzwyczajnych. 


Za egzemplarz recenzencki utworu dziękuję serdecznie wydawnictwu:




10 komentarzy:

  1. Bardzo interesująca! Nie wiedziałam o jej istnieniu. Muszę mieć. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książka dopiero wczoraj miała premierę, więc to nic dziwnego ;)

      Usuń
  2. Zainteresowałaś mnie :) Zapiszę tytuł :)

    OdpowiedzUsuń
  3. A mnie zaś ten tytuł nie do końca przekonuje. Choć muszę koniecznie zaznaczyć, że jak wcześniej, przeglądając ofertę wydawnictwa, nawet na tę książkę nie zwróciłam uwagi, to po Twojej recenzji, już trochę inaczej odbieram ten utwór:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak to jest, jak się przeczyta jakąś recenzję. Sama bardzo często tak mam ;)

      Usuń
  4. Ciesze się, że u Ciebie nie tylko recenzje książek dla kobiet. Aż chce się odwiedzać przez to Twojego bloga :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Staram się jak najbardziej urozmaicać, żeby każdy znalazł tu coś dla siebie ;)

      Usuń
  5. Myślę, że po książkę mogłaby mnie zaciekawić, bo porusza temat, o którym mam mgliste pojęcie. Jestem ciekawa jak to tak naprawdę wygląda i jak na wojnę patrzą sami żołnierze. Gdy będę miała okazję to na pewno sięgnę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja rówież byłam zadowolona, że ktoś przedstawia historię, którą niby się zna, ale od środka. Polecam Ci tę lekturę :)

      Usuń