sobota, 27 września 2014

Czarny kryminał w najlepszym wydaniu
czyli "Marcowe fiołki" P. Kerra


"Mężczyzna pierwszy: My, weterani, jesteśmy kompletnie lekceważeni. Popatrz na te "marcowe fiołki", wszystko jest dla nich.
Mężczyzna drugi: Święta racja! Gdyby Fuhrer później wstąpił do partii, zaszedłby dużo dalej."
                          "Das Schwarze Korps", listopad 1935


  Nawet nie wiem kiedy stałam się fanką kryminałów. Imponują mi po mistrzowsku uknute intrygi, dziesiątki wątków perfekcyjnie schodzących się w logiczną całość, a przede wszystkim główny bohater, w tym wypadku Bernard Gunther, któremu udaje się poskładać układankę w całość. Jak więc mogłabym odmówić sobie lektury "Marcowych fiołków", utworu rozpoczynającego głośną "Trylogię berlińską" autorstwa P. Kerra, okrzykniętego ostatnio mistrzem europejskiego kryminału? "Marcowe fiołki" to współczesny czarny klasyk, w którym czytelnik znajduje wszystko, za co kocha powieści kryminalne, a nawet dużo, dużo więcej... 


  Philip Kerr, twórca urodzony w 1956 roku w Edynburgu. Znany i ceniony w całej Europie pisarz, który zadebiutował w 1989 r. właśnie "Marcowymi fiołkami", rozpoczynającymi historyczny cykl kryminalny, "Trylogię berlińską". Następna część trylogii to "Blady przestępca". Akcja obu tych utworów rozgrywa się w latach '30 XX wieku w urabianym przez nazistów Berlinie. Pierwsze dwie części trylogii Kerra w Polsce ukazały się już nakładem wydawnictwa W.A.B, a trzecia, "A man without breath" została niedawno wydana w oryginalnym języku. Jej akcja rozgrywa się w 1943 w Smoleńsku. Mam więc nadzieję, że niedługo i my, czytelnicy z Polski, będziemy mogli jej zasmakować. 

  Berlin, 1936 rok, tuż przed igrzyskami olimpijskimi. Bernard Gunther, prywatny detektyw, który jakiś czas temu odszedł z policji, zostaje wynajęty przez znanego w III Rzeszy przemysłowca, chcącego rozwikłać zagadkę śmierci swojej córki i zięcia. Spora suma pieniędzy przekonuje nie sympatyzującego z reżimem hitlerowskim detektywa i podejmuje się on tego zlecenia, doskonale zdając sobie jednak sprawę z tego, że tym samym wchodzi w świat niebezpiecznych, politycznych porachunków, mogących w każdej chwili zakończyć się dla niego obozem. Podczas jego śledztwa okazuje się, że w sprawę uwikłanych jest wiele osób, a dwie sprawy, które prowadzi, w misterny sposób schodzą się w jedno. Nie brakuje oczywiście kobiety fatalnej, jak to w kryminałach noir, oraz przerysowanej momentami brutalności, a także porządnej dawki ironii wplatanej w dialogi. Czy Guntherowi uda się uniknąć więzienia i okrutnych konsekwencji, płynących ze śledztwa, którego się podjął? Co z jego firmą i bliskimi? A przede wszystkim, jak zakończy się sprawa zamordowanej córki zleceniodawcy? Odpowiedzi na te i wiele innych pytań znajdziecie na kartkach utworu,

  W "Marcowych fiołkach" na pierwszy plan wysuwają się oczywiście zawiła intryga misternie skonstruowana przez autora, kreacja głównego bohatera, ale, co wspaniałe, również niesamowicie oddane realia i klimat rodzącej się III Rzeszy po objęciu władzy przez Hitlera. Przyznam szczerze, że to właśnie to ostatnie wywarło na mnie podczas lektury największe wrażenie, gdyż opisanie tamtego świata przez Kerra w tak realistyczny sposób, wymagało od niego rzetelnych studiów historii i polityki tamtego okresu, przez co autorowi, bez dwóch zdań, należy się szacunek. W "Marcowych fiołkach" wszystko jest "z epoki", jak określił to Garlicki. "Opisy tramwajów, ulic, ubiorów, restauracji warunków życia są realistyczne, a fantazja autora trzymana w ścisłych ryzach".  Podziw budzi również sposób, w jaki Kerr przemieszał losy fikcyjnych bohaterów z losami tych autentycznie żyjących, w taki sposób, że ciężko byłoby zorientować się bez znajomości historii, kto został stworzony na potrzeby książki, a kto nie. Jak można nie zachwycić się dziełem, oddającym prawdziwe nastroje świata,  które przeciętny czytelnik zna jedynie z kart historii, dodatkowo wplatając w to wszystko mroczną tajemnicę i niebezpieczeństwo?

  Oczywiście nie sposób też przejść obojętnie wobec kreacji Gunthera, detektywa, będącego głównym bohaterem utworu. To typowy bohater kryminału. Wielki sceptyk i ironista. Człowiek brutalny w pracy, niezwykle łagodny w życiu prywatnym. Choć wyrachowany, na swój sposób zadziwiająco uczciwy. Za maską cynizmu skrzętnie ukrywa swój prywatny kodeks honorowy i pragnienie sprawiedliwości. To właśnie jego okiem widzimy szereg przemian, dokonujących się w Niemczech po objęciu władzy przez Hitlera. Okrutne rządy twardej ręki, terror wszechobecnego gestapo oraz bezwzględnych karierowiczów.  Autor wplata powszechnie panujące poglądy w przemyślenia Gunthera naprawdę niewinnie, sprytnie wrzucając w głowę czytelnika informacje historyczne. Przyznam szczerze, że zabieg ten przyciągnął moją uwagę. 

  "Marcowe fiołki", jak i cała trylogia Kerra określane są ostatnio jako "modne". Nie sposób się z tym nie zgodzić, nie sposób też przyznać racji. Jego kryminały to  naprawdę dobre utwory i nie ma co z tym polemizować. Choć ciężkie, to nie przytłaczające. Misternie fikcyjne i zaskakująco prawdziwe. Doborowe połączenie klasyki sensacyjnego kryminału z reportażem historycznym. Zawarte jest w nich to wszystko czego rzesze czytelników oczekują, sięgając po tego typu książki, a Kerr najzwyczajniej w świecie im to daje. Mnie zachwycił. Z czystym sumieniem mogę polecić wam jego trylogię. To prawdziwie czarny kryminał, w którym tło historyczne jest równie ważne jak intryga. 


Za egzemplarz recenzencki dziękuję serdecznie wydawnictwu:



4 komentarze:

  1. Sama na pewno nie zwróciłabym uwagi na tę książkę, ale po twojej recenzji może kiedyś...:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też często oświeca mnie blogosfera! :)

      Usuń
  2. Jak miłośniczka wszelkiej maści kryminałów, nie mogę nie zapisać sobie tego tytułu.

    OdpowiedzUsuń