piątek, 5 września 2014

Czy w interesach jest miejsce na miłość?
- "Małżeńska fuzja" Jennifer Probst




     "Zakochała się w swoim mężu." 


  My, kobiety, mamy potworną słabość do komedii romantycznych. Od dziesiątek lat zachwycamy się "Pretty woman" czy "Heartbreakerem". Wzdychamy do pięknych sukienek, upojnych nocy w hotelowych pokojach, kolacji przy świecach i przystojniaków z lekko zmierzwionymi czuprynami (blond, lub nie, w zależności od upodobania). I choć wszystkie racjonalizujemy sobie, że taka miłość zdarza się tylko w filmach, albo książkach, podświadomie każda z nas właśnie takiej pragnie i o takiej marzy. 

  Każdej spragnionej czytelniczce akcję i finał rodem z najleszpej romantycznej komedii, do tego wszystko to wpisane w krajobraz pięknej Italii serwuje Jennifer Probst w książce pt. "Małżeńska fuzja". Wyznam od razu, że tak dobrej komedii romantycznej nie jadłam od czasów klasyka z Julią Roberts.

  Jennifer Probst, autorka znana przede wszystkim z "Układu doskonałego", który przyniósł jej rozgłos i miliony sprzedanych egzemplarzy na całym świecie. Jak przyznaje, swoją pierwszą książkę napisała w wieku dwunastu lat. Potem zrobiła krótką przerwę, żeby znaleść męża, zaciągnąć go przed ołtarz i założyć z nim rodzinę. No, a potem już zaczęła zasypywać nas fenomenalnymi książkami jak z rękawa. Autorka rozchwytywanych bestsellerów. Głównie romansów, erotycznych, seksownych, ale przede wszystkim bliskich wspołczesnym czytelniczkom. 

   Julietta Conte. Niezwykle piękna i spełniona kobieta sukcesu. Chłodna i wyrachowana pani prezec doskonale prosperującej firmy La Dolce Familgia. To czym się żywi i oddycha to praca. Odskocznią dla spraw zawodowych są dla niej jedynie niedzielne obiadki u mamy, ponieważ reszta rodziny już dawno się ustatkowała, a to właśnie ona jest dla Julietty wartością najwyższą. Zapracowana pani prezes chłodno zapatruje się na randki, ponieważ żaden z wcześniejszych mężczyzn nie potrafił jej zaspokoić. Właściwie to wróć. Julietta uważa, że nie jest zdolna przeżywać radości z obcowania z mężczyznami. 

  Sawyer Wellsa, przedsiębiorczy mężczyzna z ogromnym potencjałem będący u progu realizacji największego biznesowego mażenia, do którego potrzebuje firmy Julietty. Człowiek po przejściach. Choć wyrwał się ze świata, w którym dorastał i na przekór niemu odniósł sukces, rany z młodości nadal się nie zabliźniły i wracają poteżnym echem w najmniej odpowiednich momentach. Może dlatego Sawyer lubi kobiety, ale nie wierzy w miłość? Korzystną fuzję ich przedsiębiorstw dopełnia małżeństwo. Właściwie małżeństwo z rozsądku, w dodatku zaaranżowane przez matkę Julietty. I choć w przeszłości łączył ich krótki romans, wspólne życie ma być tylko biznesową grą, z której oboje mają cheć jak najszybciej się wyplątać. A może i nie? 

  "Małżeńska fuzja" to przemyślana powieść oparta na grze bohaterów. Każde z nich kogoś gra. Przed światem, przed sobą nawzajem, przed samym sobą. Na pozór zimni i wyrachowani, w głębi spragnieni miłości, której albo nie zaznali, albo nie potrafią dać. Dwójka zagubionych w świecie dorosłych ludzi sukcesu, którzy racjonalizują sobie brak życia miłosnego i rekompensując go uciekajac w świat papierków. Ludzie, którzy stając na skraju wielkiej miłości sami za bardzo nie wiedzą co dalej z nią zrobić. Nie potrafiący poskładać swojego życia na nowo tak, aby znalazło się w nim miejsce dla kogoś więcej poza nimi samymi. Ale z drugiej strony osoby potrafiące za ukochanym wskoczyć nawet w ogień i zaryzykować wart miliony biznes, jedynie dla miłości... 

  Jennifer Probst, choć znana na całym świecie, dała mi poznać dopiero w "Małżeńskiej fuzji". Przyznam szczerze, że autorka już od pierwszych stron uwiodła mnie lekkim stylem, przepięknie dobraną do sytuacji skłądnią i szczególowością. Jej tekst można by niemal namalować, tak to wszystko jest dopracowane. Poza tym urzekła mnie fabuła, rodem z hollywoodzkich produkcji wart miliony, którą my, czytelnicy, dostajemy ją za raptem paredziesiąt złotych, w dodatku z bonusem: to nasza wyobraźnia może odegrać cały film w głowie według naszych najśmielszych upodobań.  Żaden reżyser nie psuje nam filmu. Powiedzcie mi, jak tu się na nią nie skusić?

   Książka o dojrzewaniu, o dorastaniu. Książka o przemocy, o pomocy. Problemach, wsparciu i uczeniu się zaufania. O tym jak nurkować, gdy nie umie się pływać i chodzić po ciemku, gdy męczy lęk ciemnośći. O wychodzaniu poza granice własnego ja dla drugiej osoby. O przekraczaniu tego, zo pozornie niemożliwe i o zyskiwaniu tego, czego nie da się mieć. Przepiękna historia opowiedziana wartkim językiem, od której nie można się oderwać, dopóki nie przewróci się ostatniej strony, w któej zamyka się całe ja każdej kobiety. 

  Tak. Jestem fanką komedii romantycznych, choć mam świadomość, że taka miłosć w realnym świecie praktycznie się nie zdarza. Pomimo tej racjonalizacji stawiam jednak zawsze pytanie: i co z tego?! Ja i tak zawsze chętnie siegnę po kolejną historię z księciem i księżniczką, ponieważ moim marzeniem, choć jest ono całkowicie nierealne i ja o tym wiem, jest posmakować takiej miłości jak oni. Potrzebuję tych "bajek", aby móc z nadzieją wypatrywać swojego ksiecia z bajki, albo rekomensować sobie jego brak. Wszystko jedno po co, ale koniecznie przeczytajcie "Małżeńską fuzję". To książka, która wciąga i dosłownie zwala z nóg!


Za egzemplarz recenzencki dziękuję serdecznie wydawnictwu: 



7 komentarzy:

  1. Hej, ja sie wcale nie zachwycam pretty woman ;p ale fakt, taki gatunek lubimy. I ta pozycja wydaje mi się całkiem przyjemna i w sam raz dla mnie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, to było takie uogólnienie. :P Oj tak, znów uogólnię, ale to pozycja idealna dla każdej zaczytanej pani! :)

      Usuń
  2. Ja też jestem fanką komedii romantycznych! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zaraz się okaże, że wszystkie jesteśmy! :P No i oczywiście zachęcam do lektury "Małżeńskiej fuzji", w takim razie ;)

      Usuń
  3. Witaj w klubie, bo ja również jestem fanką komedii romantycznych:) Dlatego nie musisz mnie usilnie namawiać na powyższą książkę, bo z przyjemnością się z nią zapoznam, tym bardziej, iż czytałam trzy poprzednie tomy tej serii i byłam zachwycona.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja akurat fanką komedii romantycznych nie jestem, ale ostatnio nachodzi mnie myśl, by w końcu coś z tego gatunku obejrzeć, bo dawno nic fajnego nie widziałam. :)

    OdpowiedzUsuń