czwartek, 25 września 2014

Historia pewnej ucieczki
w "Jeziorze cierni" M. Zimniak


  "Śpi w niebie moim to jezioro cierni.
  Pochylam się i widzę tam na dnie
  Blask mego życia. I to, co straszy mnie,
  Jest tam, nim śmierć mój kształt na wieki spełni."
                                  Czesław Miłosz


  Kiedy jakaś książka nominowana jest do ważnej nagrody literackiej, od razu narasta we mnie chęć jej przeczytania i sprawdzenia, czy jest wystarczająco dobra. W przypadku "Jeziora cierni" właśnie tak było. W jego stronę popchnęła mnie ciekawość i nie myślałam, że historia rodzinna może wciągnąć tak bardzo. Lubię dramaty psychologiczne, a ten naprawdę przypadł mi do gustu. Dlaczego? To wszystko dzięki misternej konstrukcji utworu. 

  Peter Roberston to przeciętny amerykański nastolatek. No, może nie do końca, a wszystko za sprawą polskich korzeni rodzinnych, która matka skutecznie ukrywała przed nim przez pewien czas. A to wszystko dlatego, że gdy Katarzyna, obecnie Kate, opuszczała paredziesiąt lat temu ojczyznę, nie był to zwykły wyjazd, lecz ucieczka mająca oderwać od wspomnień i bólu. W Silver Spring, niedaleko Waszyngtonu, młoda kobieta próbowała na nowo ułożyć sobie życie, co skutecznie jej się udało. Razem z mężem i synem prowadzą spokojne życie, do momentu, w którym Peter nie oznajmia, że ma ochotę udać się do Polski i odszukać rodzinę matki, poznać jej historię oraz bliskich. Przerażona Kate w desperacji robi wszystko, by mroczna tajemnica jej przeszłości nie wyszła na jaw. Dlaczego? Dlatego, że czas wcale nie zagoił ran, a ona mimo pozorów, nie przeszła nad tym, co się niegdyś wydarzyło, do porządku dziennego. Zrozpaczona rusza więc za Peterem do ojczyzny, aby uchronić go przed cierpieniem. Czy skutecznie? I co przyniesie bohaterce podróż do przeszłości? Czy wszystko rzeczywiście było tak, jak to zapamiętała? Tego musicie dowiedzieć się już sami.

  Przyznam, że podczas lektury naprawdę wciągnęłam się w rodzinną tajemnicę, skrywaną przez Kate. Autorka wspaniale wykorzystała główne atuty gatunku, w którym się poruszała i udało jej się dawkować czytelnikowi napięcie i informacje naprawdę fenomenalnie. Jeśli chodzi o styl, spodobał mi się też wolny i płynny sposób, w jaki prowadziła narrację przechodząc od postaci do postaci, i szczegółowo je charakteryzując, co z pewnością nie pozostaje bez echa jeśli chodzi o zadowolenie czytelnika z lektury. Z jednej strony wiemy więcej od pozostałych bohaterów, z drugiej i my, odbiorcy, trzymani jesteśmy w napięciu i mamy szansę poskładać rozsypane elementy układanki w całość. Jeśli chodzi o konwencję gatunkową, nie widzę nic, co mogłabym pani Zimniak zarzucić. Wspaniale budowane napięcie sprawia, że czytelnik chce więcej i więcej oraz coraz szybciej przerzuca strony, spragniony punktu kulminacyjnego. Czego można chcieć od książki więcej? 

  Przyznam szczerze, że ostatnio lubuję się coraz bardziej w tajemnicach rodzinnych, napisanych w przystępny sposób. Taką książką było dla mnie właśnie "Jezioro cierni".  Autorka zaimponowała mi poruszeniem bolesnych i trudnych tematów, które pojawiają się wokół nas coraz częściej i gęściej. Podziwiam jej odwagę, w głośnym mówieniu o pewnych rzeczach, a przede wszystkim to, co jej z tego mówienia wyszło. To świetna, problematyczna, a przede wszystkim naprawdę życiowa historia o radzeniu sobie z demonami mrocznej przeszłości, od których, choć fizycznie można uciec, psychicznie uwolnić się nie można. Pokazuje, jak boleśnie mogą zranić nas najbliżsi oraz jak misternie tworzona pajęczyna kłamstw w jeden dzień może runąć, odsłaniając to, co chce się ukryć, o czym zapomnieć. Wskazuje też, że wspomnienia są głównie naszą interpretacją zdarzeń, które naprawdę się zdarzyły i każdy z nas ma ich własną wersję w głowie, a ona nie koniecznie musi zgadzać się z tym, jak naprawdę było. Często, nawet przez lata, tkwimy w swoich wyobrażeniach, odcinając się od prawdy, która naprawdę ma wyzwalającą moc, nie próbując nawet jej dociekać.

   "Jezioro cierni" to przepiękna, choć trudna opowieść o tym, że sieci kłamstw pryskają jak mydlane bańki, a liczy się tylko prawda, rodzina i zaufanie. Nie spodziewałam się, że sięgając po ten utwór dostanę tak niesamowitą, wciągającą powieść.  Brawo!Moim zdaniem w stu procentach zasługuje ona na nie jedną nagrodę i trzymam za nią kciuki.


Za egzemplarz recenzencki utworu serdecznie dziękuję wydawnictwu:




12 komentarzy:

  1. Raczej nie dla mnie :) okładka tez za bardzo by mnie nie przyciągnęła ;<

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na mnie okłada nie zadziałała, ale kolejny raz przekonałam się, że nie ocenia się książki po okładce! :)

      Usuń
  2. Książki z fabułą opartą na tajemnicy i intrydze są i moim konikiem ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. A mnie z kolei przyciągnęła właśnie okładka, bo od razu rodzi skojarzenia z ciemnymi stronami rodziny. Podobnie jak Ty ja też ostatnio lubuję się w takich historiach. Tajemnice przeszłości, odkrywanie prawd i tym podobne. To pierwsza książka Magdaleny Zimniak którą czytałam, ale z pewnością nie ostatnia:) Bardzo mnie wciągnęła. Teraz czytam z kolei "Kwiaty na poddaszu". Też mogę polecić, jak lubisz takie klimaty:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Kwiaty na poddaszu" znam i po prostu uwielbiam. Miło, że ktoś lubi takie właśnie książki ;)

      Usuń
  4. Książkę miałam przyjemność czytać jakiś czas temu i muszę przyznać, że byłam zachwycona. Znakomita historia i do tego bardzo dobrze napisana.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, mam po niej własnie takie same odczucia :)

      Usuń
  5. Nie znam książki i autorki, nie wiem czy sięgnę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sięgnij, sięgnij. Naprawdę warto! :)

      Usuń
  6. Zacíekawiłaś mnie tą książką tak bardzo że mam ochotę ją przeczytać:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, czytaj i to jak najszybciej! Wspaniała powieść :)

      Usuń