środa, 10 września 2014

Konkursowy wywiad z Danką Braun
oraz wyniki konkursu


brudasek
1. Skąd pomysł na napisanie właśnie sagi?
Pomysł napisania sagi nie powstał od razu, początkowo miała to być pojedyncza powieść, ale rozrosła się do takich rozmiarów, że nie można było wydać jej w jednej całości. Pierwsza wersja miała inny prolog i kończyła się dokładnie na stronie 107 drugiego tomu. Bardzo przywiązałam się do moich bohaterów, nie chciałam się jeszcze z nimi rozstać, dlatego planowałam dalszą kontynuację. Pierwsza wersja byłaby chyba ciekawsza jako samodzielna powieść, ale jako część składowa sagi lepsze i bardziej klarowne jest obecne zakończenie „Historii pewnego związku”.

2. Czy zawsze chciała Pani pisać, czy pomysł ten zrodził się nagle?
 Książka towarzyszyła mi przez całe moje życie, od lat dzieciństwa, ale nigdy nie myślałam, że ja również będę kiedyś pisać powieści, pomysł powstał nagle i nieoczekiwanie. Często żartuję w towarzystwie przyjaciół, że całe moje dotychczasowe doświadczenie pisarskie ograniczało się do spisu zakupów i pisania usprawiedliwień nieobecności synów w szkole. Pomysł napisania książki przyszedł mi do głowy, gdy czytałam pewną bardzo przeciętną powieść, która odniosła w Stanach duży sukces, wtedy to po raz pierwszy pomyślałam, żeby spróbować również coś napisać. Moja rodzina początkowo podchodziła do tego bardzo sceptycznie, dopóki nie przeczytali fragmentu. Spodobało im się to co przeczytali i zaczęli mnie zachęcać do dalszego pisania.

mana2529
1. Czy towarzyszy ktoś Pani podczas pisania książki? Czy ma Pani jakieś rytuały, zwyczaje przy ich pisaniu, np. kocyk i gorąca czekolada?
Piszę w samotności, tylko ja i mój laptop. Nie mam żadnych rytuałów, ale zabieram często do biurka herbatę.

2. Czy za czasów szkolnym miała Pani lekkie pióro? Jak oceniali Pani wypracowania nauczyciele – chwalili, czy czasami krytykowali? A może od razu widzieli w Pani talent i potencjał na dobrą pisarkę?
Chodziłam do szkoły dawno temu, wtedy panowały inne zasady. Z tego co pamiętam polonistce nie za bardzo podobały się moje wypracowania, były zbyt awangardowe, nie mieściły się w kanonach zalecanej szkolnej poprawności, natomiast wypracowania które pisałam w podstawówce za moich synów (wiem, że to bardzo niepedagogiczne), oceniano wysoko. Przestałam je pisać, gdy przyłapano mojego młodszego syna na klasówce, że nie potrafi sklecić poprawnie ani jednego zdania. Wtedy to, czerwona ze wstydu zastrajkowałam i więcej już nic mu nie napisałam. Pocieszam się tym, że nie za bardzo zaszkodziłam swoim synom, bo obaj zdali maturę z polskiego, a starszy syn był przez jakiś czas moim pierwszym, domowym korektorem i poprawiał po mnie niedociągnięcia stylistyczne.

3. Gdyby Pani powieści mogły zostać zekranizowane – kogo Pani wyobraża sobie w rolach głównych?
Robert ma metr dziewięćdziesiąt wzrostu, czarne, duże oczy i ciemne włosy lekko przyprószone na skroniach siwizną. Rasową twarz i zniewalający perłowy uśmiech. Jest podobny do George’a Clooney’a. Hm, byłby mały problem ze znalezieniem takiego polskiego aktora. Jeśli Clooney nie miałby czasu zagrać Roberta, to do tej roli proponowałabym mojego starszego syna. Wszystkie warunki zewnętrzne spełnia i gdyby go trochę postarzeć i wysłać na lekcje dykcji byłby niezłym Robertem Orłowskim. :) Nie oglądam polskich seriali, dlatego nie jestem na bieżąco ze współczesnymi ekranowymi przystojniakami. Może Dorociński? Deląg? Borowski?

Kasia
1.Czy w swoim życiu znała Pani mężczyznę takiego jak Robert?
 Niestety, (albo „stety”) nie spotkałam takiego mężczyzny jak Robert. U niektórych panów z mojego otoczenia znalazłabym pojedyncze cechy Roberta, ale żeby były skumulowane w jednym osobniku to nie. Robert jest przystojny jak mój syn, ma czasami poczucie humoru mojego męża, odniósł sukces zawodowy jak pewien krakowski kardiochirurg i ma słabość do kobiet jak co drugi mężczyzna. Robert Orłowski to zlepek wielu mężczyzn z różnorakimi wadami i zaletami, może jest gdzieś taki człowiek, ale ja go nie znam.

kprzybylek1 
1. Czy w trakcie pisania ma Pani niekiedy wrażenie, że bohaterowie uciekają Pani spod pióra, zaczynają żyć własnym życiem, a Pani pozostaje jedynie rola rejestratora? Która z postaci sagi najbardziej uciekła i namąciła w Pani książkach?
Moi bohaterowie cały czas żyją własnym życiem - nie jestem ani rejestratorem, ani obserwatorem, ja się w nich wcielam! Raz jestem Renatą, a raz Robertem, a po chwili Krzyśkiem i małą Izą. Staram się patrzeć na świat ich oczami. Już od dzieciństwa lubiłam fantazjować jak Ania Shirley z Zielonego Wzgórza. Teraz również umilam sobie wykonywanie prostych czynności swoimi fantazjami - moje ręce tłuką kotlety, a myśli wędrują do domu Orłowskich. Albo zastanawiam się, będąc Renatą, czy Robert nie ma jakiejś kochanki, albo wcielając się w Roberta rozmyślam, jaką niespodziankę Renata przygotuję wieczorem w sypialni :). Postaci nie uciekają mi spod pióra, ale czasami zachowują się inaczej niż początkowo planowałam. Tak jest w przypadku mojej nowej bohaterki Agi, która będzie przewijać się w następnych powieściach. W założeniu miała być czarnym charakterem, ale gdy zorientowałam się, ile jest na tym świecie sympatycznych dziewczyn o imieniu Aga, które dodatkowo lubią moje książki, musiałam rozjaśnić tę postać :). Nie jest już czarna, zrobiła się popielata - będzie również kontrowersyjna jak Robert, ale ja lubię bohaterów wielowymiarowych i kontrowersyjnych.

2. Czy istnieje osoba (żyjąca współcześnie) z dziedziny literatury bądź sztuki, której sprezentowała by Pani swoją książkę w dowód sympatii?
Jest bardzo wielu pisarzy, których twórczość darzę sympatią. Są to przede wszystkim autorzy sag, powieści historyczno przygodowych i kryminalnych – od kilku lat gustuję w literaturze lekkiej, ze średniej półki. Długo wahałabym się czy wybrać Wilbura Smitha, bo zakochałam się w jego sadze o rodzinie Courteney’ów, czy Kena Folletta, ale chyba zdecydowałabym się na tego drugiego, ponieważ nadal jestem pod urokiem trylogii Stulecie. Niedawno przeczytałam „Upadek Gigantów”  i „Zima świata”, a teraz czekam na „Krawędź wieczności”. Pisarz ma świetne pióro i dobre przygotowanie merytoryczne dotyczące opisywanego tematu.

3. W jaki sposób czaruje Pani swoje książki, że są one tak rozchwytywane, a kiedy już po nie sięgamy tak trudno się od nich oderwać? :)
 Oj, bardzo bym chciała, żeby moje książki były rozchwytywane! - jeśli tak jest rzeczywiście, to bardzo się cieszę :) Nigdy nie pracowałam piórem, nie jestem dziennikarką ani polonistką, nie mam dużego doświadczenia literackiego, dlatego manuskrypt jest przeze mnie wielokrotnie czytany i szlifowany, muszę więc pisać tak, żebym się przy tym nie nudziła :)

Joanna
1. Kto jest dla Pani największą inspiracją by pisać tak piękne powieści?
Cieszę się ogromnie, że uważa Pani moje powieści za piękne :). Do pisania nie mam żadnych ekstra inspiracji, piszę, bo kocham to robić. Opisuję wymyślone zdarzenia i sytuacje, które powstały w mojej wyobraźni, ale często mają one swoje odzwierciedlenie w rzeczywistości. Jednak nie mam czegoś w stylu: O! - o tym muszę napisać!

2. Czy którąkolwiek historia opisana w Pani książkach przydarzyła się naprawdę?
Dużo opisanych przeze mnie sytuacji wydarzyło się kiedyś albo mnie, albo znajomym, albo znajomym znajomych. Nawet zdarzenia śmiertelne, opisane w moich nie wydanych jeszcze thrillerach, miały miejsce kiedyś w rzeczywistości. Również „Historia pewnego narzeczeństwa”, nawiązuje do historii miłosnej szkolnego kolegi mojego męża. Wszystkie te interesujące wydarzenia i sytuacje skumulowałam i przypisałam rodzinie Orłowskich.

3. Czy jest Pani spełniona jako kobieta a pisanie to takie dopełnienie, wisienka na torcie?
Ciężko jest mi określić, w jakim stopniu czuję się spełniona… Hmm, może dlatego że mam zbyt duże oczekiwania od życia. Zazdroszczę ludziom, takim jak Clint Eastwood,  którzy mówią, że nic by nie zmienili w swoim życiu. Ja pozmieniałabym parę rzeczy - na przykład żałuję, że zaczęłam swą przygodę z pisaniem tak późno. Zaraz jednak pocieszam się tym, że nie odczuwałam wcześniej takiej potrzeby i że jeszcze wiele przygód literackich przede mną. Pisanie sprawia mi prawdziwą przyjemność i daje dużo satysfakcji, a kiedy czytam miłe słowa na temat moich książek, jestem wręcz uszczęśliwiona.

Katarzyna K
1. Jak wygląda proces pisania powieści przez Panią? Potrzebuje Pani ciszy i spokoju, czy może z muzyką na full?
Zasiadam do laptopa zaraz po śniadaniu. Przeglądam pocztę, nowości na Facebooku i gdy nie mam innych pilnych obowiązków, zabieram się do pisania. Dotychczas pisząc powieści, nie korzystałam z żadnych konspektów, wszystko miałam ułożone w głowie, posortowane jak bluzki na półce, ale teraz przy swojej szóstej książce musiałam zrobić plan wydarzeń i spis nazwisk bohaterów, żeby się nie pogubić. Jest to kryminał z retrospekcjami dotyczącymi II wojny światowej, gdzie bohaterami są Austriacy, dlatego muszę się przygotować merytorycznie do tego projektu. Często korzystam z Internetu i Wikipedii. Kiedy piszę nie mam włączonego radia, ani telewizora, ale nie przeszkadza mi, gdy dochodzą do mnie dźwięki z innych pomieszczeń (moje biurko znajduje się na otwartej antresoli) ponieważ potrafię się wyłączyć.

2. Czy wykreowane przez Panią postacie mają swoje odzwierciedlenie w osobach z Pani życia codziennego?
Moi bohaterowie są wytworem wyobraźni, ale niektóre pojedyncze cechy osobowości czy sposób mówienia zapożyczam od innych osób: moich synów, męża i znajomych. Często nawet zapisuję co ciekawsze powiedzonka zasłyszane w rozmowach, np. bardzo spodobało mi się słowo „obrażalnia”, tym określeniem mój kolega nazywa pokój w którym śpi jego żona, gdy się na niego obrazi, bo wypił za dużo alkoholu.

3. I ostatnie moje pytanie: Kiedy możemy spodziewać się Pani kolejnej książki? :)
Premiera mojej trzeciej powieści jest wyznaczona na 25 października. Zapraszam w tym dniu do Krakowa na Targi Książki, będę tam podpisywać swoje książki.

Antykwariat z ciekawą książką
1. Przemierzając kolejne strony książki, czytelnik często, w ostatecznym rozrachunku, czuje się zawiedziony daną pozycją, z chęcią wręcz zmieniłby zakończenie danej książki. A czy Pani, podczas czytania książki, zdarzyło się kiedyś pomyśleć: "napisałabym tę pozycję zupełnie inaczej"? Jeśli tak, co to była za książka i co Pani by w niej zmieniła. Proszę uzasadnić.
Czasami zdarza mi się, przede wszystkim gdy czytam kryminały, że czuję się rozczarowana rozwiązaniem zagadki kryminalnej. Albo udaje mi się rozszyfrować zabójcę już w połowie książki, albo puenta jest mało logiczna, szyta zbyt grubymi nićmi, żeby być wiarygodną. Raczej nie zastanawiam się nad innym zakończeniem – to pomysł autora, to jego projekt, widać miał powód, żeby tak zakończyć swoje dzieło - ale niekiedy żałuję, że nie wymyślił happy endu, bo lubię szczęśliwe zakończenia (chyba, że jest zamierzona kontynuacja).

2. Książki mają ogromny wpływ na postrzegania świata, często wręcz kształtują nasz charakter. Czy zetknęła się Pani z książką, która zmieniła Pani sposób myślenia? Jaki był tytuł tej książki i jaką mądrość na swych stronach Pani przekazała?
Od kilku lat rzadko sięgam po literaturę poważną, jestem na takim etapie życia, że w książkach szukam przede wszystkim rozrywki - w szerokim tego słowa znaczeniu. Nie oznacza to, że muszę chichotać co dwa przeczytane zdania, ale potrzebuję relaksu. Tak samo dobrze się bawię, czytając o perypetiach  bohaterów ciekawej sagi rodzinnej, czy zastanawiając się, kto jest mordercą w skandynawskim kryminale. Mając swoje problemy, nie jestem w stanie przeżywać dramatów innych ludzi, zbyt wczuwam się w bohaterów. Nie chcę czytać o chorobach i śmierci czy dokonywać zbyt wydumanych psychoanaliz dotyczących sensu życia. Chcę oderwać się na chwilę od rzeczywistości i powędrować do świata, gdzie jedynym problemem jest „kocha, czy nie kocha” :) Do tej kategorii zaliczają się również kryminały - chociaż opowiadają o śmierci, ale nie dotykają jej istoty. W młodości czytałam różne „mądre książki” i prowadziłam z moimi koleżankami z polonistyki długie dysputy. Wtedy w dobrym tonie było czytanie Marqueza i innych autorów iberoamerykańskich i oglądanie filmów Saury i Bunuela. Modny był również „Wilk stepowy” Hermanna Hessego. Powieść „Sto lat samotności” bardzo mi się podobała, jednak „Wilk stepowy”, (powieść egzystencjalna) była dla mnie katuszą. Ale ją przeczytałam. Teraz po latach stwierdziłam, że niestety mój gust literacki nie jest zbyt wyszukany, wolę Johna Grishama, Wilbura Smitha, czy Camillę Lackberg i Tess Gerritsen. Chociaż książki tego typu nie zapisują się na dłużej w naszej pamięci, ale sprawiają ogromną przyjemność. Doceniam jednak wartość książek, które zmuszają do refleksji, nad którymi nie przejdzie się obojętnie i do których powracamy myślami. Ostatnio taką książką była dla mnie „Pokuta” Iana McEwana. Chociaż czytałam ją kilka lat temu, to jednak nadal ją pamiętam. Czego mnie nauczyła? Między innymi  tego, że czasami jednym głupim nieprzemyślanym zachowaniem, możemy zachwiać życiem innych ludzi i nie zawsze da się to naprawić.

3. Bohaterowie literaccy często posiadają całą gamę przydatnych umiejętności, bądź z drugiej strony, bardzo pożądane cechy charakteru. Gdyby mogła Pani zapożyczyć od wybranej postaci jedną tylko umiejętność bądź cechę, co by to było i dlaczego?
Bardzo trudne pytanie, jest cały batalion bohaterów, których cechy chciałabym widzieć u siebie. Kiedyś, dawno temu czytałam powieść „Grek Zorba”. Postać tytułowego bohatera stała się synonimem życiowego optymizmu i witalności. Jego motto życiowe brzmiało: ciesz się każdym dniem, bo życie jest krótkie. Chyba tę cechę chciałabym zapożyczyć od niego. Chociaż staram się wprowadzać ją w życie, ale nie zawsze mi się to udaje.

Katarzyna Przybyłek
1. Ktoś powiedział kiedyś, że każdy człowiek ma w sobie materiał na jedną powieść. Czy zgadza się Pani z tym stwierdzeniem (uważa Pani, że pisanie ma się w genach, czy trzeba nieustannie szlifować swój warsztat)?
Ja bym powiedziała raczej, że każdy człowiek jest materiałem na powieść - inna sprawa, czy ta powieść byłaby interesująca :). Nie uważam, żeby każdy mógł napisać książkę. Na pewno nie udałoby się to synowi mojej kuzynki, (student AGH), który przeczytał w swoim 21-letnim życiu aż 4 książki! – jakiegoś Harry’ego Pottera, któregoś Wiedźmina, „Małą apokalipsę” (potrzebna mu była do projektu na maturze) i „Historię pewnego związku” swojej ciotki. Ku mojemu zdziwieniu moja książka uplasowała się tuż po Sapkowskim, a przed Konwickim i Rowling! I nawet mu się podobała. Nie napisałby książki ani nawet króciutkiej nowelki również mój mąż, pomimo, że jest bardzo elokwentny, ma duży zasób wiadomości i należy do „tych czytających”. Według mnie, żeby napisać powieść, nie wystarczy przeczytać kilkuset książek, ale trzeba mieć bogatą wyobraźnię i umiejętność przelania tego na papier (albo raczej na ekran laptopa). Oczywiście swój warsztat trzeba ciągle szlifować, wiem to po sobie, bo dużo łatwiej przyszło mi napisanie drugiej książki niż pierwszej. Na pewno również łatwiej jest pisać osobom posługującym się zawodowo słowem pisanym, na przykład dziennikarzom. Najczęściej debiut powieściowy jest jedynie preludium do literackiej kariery, następne książki są lepsze od pierwszej. Zdarzają się jednak wyjątki, tak jak było w wypadku Margaret Mitchell, która napisała tylko jedną książkę i nie potrafiła napisać drugiej. Jej debiutancka powieść „Przeminęło z wiatrem” odniosła wielki sukces i chyba ją to trochę przytłoczyło, prawdopodobnie bała się, że następna książka nie dorówna pierwszej.

2. Carlos Zafón powiedział następujące słowa: „Pisarz nigdy nie zapomina dnia, w którym po raz pierwszy przyjmuje pieniądze lub pochlebstwo w zamian za opowieść.” Czy tak jest i w pani wypadku? Pamięta pani chwilę, w której po raz pierwszy ktoś pochwalił pani dzieło, czy też zapowiedział wielką przyszłość?
Oczywiście pamiętam dzień, kiedy otrzymałam rachunek z wydawnictwa. Suma nie była wysoka, bo w Polsce większość autorów raczej nie zarabia zbyt wiele na swoich książkach, ale starczyło na szampana i małe przyjęcie :) Wypiłam go z moimi bliskimi. Mam nadzieję, że pierwsze dobre opinie, które usłyszałam na temat książki od znajomych nie były pochlebstwem, ponieważ to słowo ma raczej pejoratywne znaczenie :). Chyba największą przyjemność sprawiły mi słowa mojego szwagra, gdy powiedział, że mam talent, bo to człowiek który raczej nie szafuje komplementami, bardzo rzadko mówi miłe rzeczy i zawsze ma jakieś „ale”.

3. Mówią, że pisanie książek wymaga lekkiego pióra. Czy zgadza się z tym pani? Czy uważa pani, że tylko ludzie, którzy z łatwością wymyślają ciekawe historie i potrafią ubrać je w słowa mogą odnieść sukces? Czy ma pani jakąś radę dla przyszłych pisarzy, i tych z lekkim piórem, i tych z trudnościami?
Chyba nie jestem jeszcze ekspertem od udzielania rad potencjalnym pisarzom. Na pewno trzeba szlifować warsztat: pisać, pisać, pisać…  Trudno jest odnieść sukces literacki. W Polsce mamy bardzo dużo osób piszących, a mało czytających. W tej branży jest duża konkurencja, ale głównym „zagrożeniem” są zagraniczni pisarze, ponieważ Polacy nadal wolą czytać przekłady literatury zagranicznej. Ubolewał już nad tym Tuwim, mówiąc: „Aby mieć u czytelników powodzenie trzeba albo umrzeć, albo być obcokrajowcem, albo pisać perwersyjnie. A najlepiej to być zagranicznym, perwersyjnym nieboszczykiem”. Po dwóch latach od wydania mojej powieści zrozumiałam, że nie ma książki, która podoba się wszystkim czytelnikom - dla jednych będzie arcydziełem, a dla innych zwykłym „gniotem” – a nie można pisać tak, żeby wszystkich zadowolić, bo powieść będzie nijaka, bez wyrazu. Zauważyłam że dużo czytelniczek chce utożsamiać się z główną bohaterką. Chcą żeby kobieta była piękna, mądra, silna, bez wad, potrafiąca wzbudzić w mężczyźnie szacunek i dozgonną miłość. Męski bohater musi być przystojny, szlachetny, rycerski, wierny i ciągle zakochany jak Romeo. Moi bohaterowie są inni, czasami bardzo kontrowersyjni, ich postępowanie wzbudza wiele różnorakich emocji, dlatego nie każdemu się podobają. Ale nie chcę tworzyć bohaterów jednowymiarowych, nie lubię podziału na czarne i białe charaktery, ponieważ każdy człowiek ma w sobie coś z czerni i bieli, dlatego w moich powieściach nawet mordercy wzbudzają pewną sympatię.

eluchi1974
1. Kiedy znalazła pani w sobie odwagę na pisanie książek i zechciała swoje pomysły dać ludziom do czytania? Czy ma pani obok siebie wierną przyjaciółkę taką na śmierć i życie i czy to ona jako pierwsze czyta to co pani napisze ?
Pomysł napisania powieści powstał nagle i nieoczekiwanie, początkowo pisałam do elektronicznej szuflady, nie wiedziałam, czy ją wyślę. Pierwszymi czytelnikami mojego manuskryptu był mąż i starszy syn. Kiedy stwierdzili, że im się podoba, dałam do przeczytania koleżance, która jest miłośniczką książek. Poprosiłam o obiektywną i konstruktywną ocenę. Uwzględniłam jej wskazówki i dałam powieść innej koleżance do ponownego czytania. Jednak dopiero opinia brata mojego męża spowodowała, że odważyłam się wysłać swój manuskrypt do wydawnictwa. Mój szwagier znany jest z tego że nic i nikt mu się nie podoba, w ciągu naszej dwudziestokilkuletniej znajomości pochwalił mnie tylko dwa razy: za mojego strogonowa i za tę książkę. To przesądziło o wysłaniu manuskryptu – stwierdziłam, że jeśli jemu się spodobała, to może innym również się spodoba. Każdy manuskrypt daję komuś do przeczytania, prosząc o konstruktywną opinię, potem ustosunkowuję się do uwag i wskazówek i jeśli uznam, że są zasadne, to je wprowadzam. 

Edyta Chmura
1. Trzeba odwagi, aby wygrzebać z dna szuflady swoje teksty i pokazać je światu. Czy był taki moment (np. na spotkaniach autorskich albo w gronie rodzinnym), że przepełniona dumą i świadomością docenienia przez czytelników powiedziała sobie Pani: "Jestem dobra w tym co robię!"? 
Niestety muszę przyznać, że trochę brakuje mi pewności siebie, tym bardziej w kwestii mojego pisania. Nie potrafię zdystansować się do opinii czytelniczek. Czasami czytając pozytywne opinie, wydaje mi się, że to co piszę, jest dobre - rosną mi wtedy skrzydła i wena mocno stuka do drzwi, ale wystarczy jednak ocena krytyczna i ogarnia mnie zwątpienie.

2. Osoby niewidome mają wyostrzone inne zmysły, dzięki czemu potrafią doskonale dostosować się do swojej sytuacji. Czy u pisarza również następuje wyostrzenie słuchu, wzroku czy innego zmysłu, umożliwiające wyłapywanie z otoczenia ciekawych rozmów, zdarzeń bądź cech u nieznajomych, które po zapamiętaniu zostają wykorzystane w książkach? Czy umysł autora może odpocząć od pracy, kiedy na każdym kroku czyha...inspiracja?
Rzeczywiście, od czasu gdy param się pisaniem, większą uwagę zwracam na słowa. Gdy usłyszę interesującą historię staram się ją zapamiętać, co ciekawsze powiedzonka nawet zapisuję. Kiedy powstawała w mojej głowie historia o Orłowskich, moi bohaterowie ciągle mi towarzyszyli, nie tylko wyobrażałam sobie różne sytuacje, ale również układałam w myślach dialogi. Miałam przez to problemy z zaśnięciem, bo mój mózg non stop był aktywny. Chociaż teraz staram się trochę odizolować od moich bohaterów, nadal cierpię na bezsenność.

3. Czy pisząc pod pseudonimem ma Pani swoiste poczucie bezpieczeństwa, bo przykładowo osoby z najbliższego otoczenia nie połączą książki z Pani nazwiskiem? Czy może pseudonim był impulsem?
 Postanowiłam pisać pod pseudonimem, bo moje nazwisko jest trudne do zapamiętania i bardzo często przekręcane, a imię pretensjonalne. Drugim powodem były sceny erotyczne, które występują kilkakrotnie w mojej książce. Młodszy syn był wtedy w klasie maturalnej, bałam się również reakcji mojej mamy i swoich ciotek, starszych pań nieprzyzwyczajonych do erotyzmu w powieściach. Teraz jednak po wysypie tylu powieści erotycznych, moje książki wydają się być bardzo niewinne, niczym czytanki dla przedszkolaków :) Moją powieść czytał nawet pewien zaprzyjaźniony ksiądz, który również zajmuje się pisaniem i nie tylko mnie nie potępił, ale nawet pochwalił za ciekawą narrację. Oczywiście czytając powieść, omijał sceny erotyczne, żeby nie zgrzeszyć myślami :). Wszyscy moi znajomi wiedzą, że piszę książki, już się nie ukrywam.   

Oblicza Rozy
1. Jakim jest Pani żywiołem: pełnym optymizmu i energii Ogniem, praktyczną i ceniącą ustalony plan Ziemią, logicznym i zamyślonym Powietrzem czy kierującą się emocjami Wodą?
 Nie wiem do jakiej kategorii można mnie zaliczyć, jestem prawdopodobnie wymieszana, bo dostrzegam w sobie wszystkie te cechy prawie w równej dawce, ale chyba najmniej we mnie Ognia.

2. Nie mamy wpływu na to jaka "iskra Boża" zawiśnie nad naszą głową, ale możemy zadecydować, co z posiadanym talentem zrobimy. Choć pisać może każdy, nie każdego określimy mianem pisarza. Kim według Pani jest "dobry pisarz", kiedy możemy o autorze tak powiedzieć?
 Chociaż mój syn, tworząc na Facebooku stronę Danki Braun, umieścił słowo „pisarz” tłumacząc się, że nie było innej odpowiedniej kategorii, to jednak zawsze wzbraniałam się przed tym określeniem, bardziej właściwe byłoby słowo „autor” albo „powieściopisarka”. Pisarz brzmi dumnie i… trochę patetycznie. Kojarzy mi się z Sienkiewiczem i Reymontem, a rzeczywiście mało autorów można ustawić w tym samym szeregu. Ale czy dobrym pisarzem jest tylko ktoś, kto zbiera prestiżowe nagrody i dobre oceny u krytyków literackich? Ktoś, kogo docenia jedynie mała garstka intelektualistów? Czy autor który przemawia do większego grona odbiorców i po którego książki chętnie sięga czytelnik, bo sprawiają mu radość i przyjemność, nie może być zaliczany do panteonu dobrych pisarzy? Każdy kto pisze książki, pisze dla czytelników, bez nich autor nie istnieje, nie można więc deprecjonować gustów czytelników. Ja również często się dziwię, że dana powieść zdobyła miano bestsellera i ma wysokie oceny wśród czytelników, ale każdy ma prawo decydować o tym, co mu się podoba a co nie – de gustibus non disputandum est. Ja gustuję w literaturze ze „średniej półki”. Lubię beletrystykę lekką ale dobrze napisaną. Według mnie na pewno można nazwać dobrymi pisarzami takich autorów jak Wilbur Smith, John Grisham, Ken Follett czy Agatha Christie. Niektórzy krytycy literaccy powiedzą o nich, że daleko im do Prousta, Kafki czy Dostojewskiego, że nawet wymienienie obok siebie tych nazwisk to bluźnierstwo. Ale ilu czytelników sięgnie z prawdziwą przyjemnością po książki Folletta, a ilu po Prousta? Twórczość Dumas’a również należy do beletrystyki rozrywkowej, a zapisał się w historii literatury wielkimi literami i nadal jego powieści są czytane i ekranizowane. Każdy czytelnik ma swoją definicję dobrego pisarza. Dla mnie kimś takim jest autor piszący poprawnym stylistycznie językiem, barwnym ale niekoniecznie uginającym się od nadmiaru kwiecistych, pseudo-poetyckich metafor i porównań. Piszący ciekawie, nieschematycznie, mający swój swoisty styl narracji, którego książki potrafią wzbudzić w czytelniku emocje i „wciągają” tak, że nie można się od nich oderwać. Który potrafi zmusić czytelnika do refleksji albo czegoś go nauczyć – tym czymś może być jakaś mądrość życiowa lub garść umiejętnie przemyconej wiedzy.



Bardzo serdecznie dziękuję autorce, za czas i chęci potrzebne do udzielenia odpowiedzi na wasze pytania, a przede wszystkim za zgodę na zorganizowanie konkursu. Autorka postanowiła nagordzić książką ("Histria pewnego związku") czytelniczkę o nicku brudasek. Serdecznie gratuluję zwyciężczyni, a oto uzasadnienie wyboru:


 "Dziękuję wszystkim czytelniczkom za udział w konkursie. Trudno było mi się zdecydować, do kogo wysłać książkę, ponieważ wszystkie pytania były na swój sposób ciekawe, dlatego powieść „Historia pewnego związku” zawędruje do czytelniczki, która pierwsza zareagowała i wysłała swoje pytania. Oprócz tego bardzo spodobał mi się jej adres mailowy. Ktoś kto wymyślił taki adres, musi mieć duże poczucie humoru i dystans do siebie, a są to cechy które bardzo cenię u ludzi."

Jeszcze raz brawa dla zwyciężczyni, a was zachęcam do udziału w następnych konkursach Informatora, których z pewnością nie zabraknie! :) 

12 komentarzy:

  1. Przyznam, że książki nie czytałam, więc trudno mi się w tym wywiadzie odnaleźć, ale chyba nie moja tematyka ;<

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie tylko książka, ale cała saga! Ostatnia część ukazuje się w październiku!!! :)

      Usuń
  2. Naprawdę świetny wywiad! Przyznam, że z miejsca polubiłam szczerze autorkę.Żałuję tylko, że nie miałam okazji jeszcze na własnej skórze poznać jej twórczości.:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz ku temu świetną okazję przy okazji premiery kolejnej książki o rodzinie Orłowskich :)

      Usuń
  3. Jak to się stało, że ominęłam ten konkursowy wywiad? Nie wiem. Niemniej rozmowa z autorką wyszła świetnie, zatem gratuluje!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mam pojęcia, jak to się stało... ale również uważam, że autorka naprawdę się wykazała odpowiadając na pytania ;)

      Usuń
  4. Widać, że pisarka poważnie podeszła do odpowiedzi na pytania. To się chwali.

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetny wywiad powstał. :)
    Planowałam też zadać pytania, ale godzina zakończenia konkursu mi umknęła, wydawało mi się że czas był do północy. ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetny wywiad, czekam i odliczam dni do III tomu.

    OdpowiedzUsuń
  7. Wywiad świetny i z dużą przyjemnością go przeczytałam :) - dla mnie tym bardziej ciekawy, że udało mi się poznać twórczość Pani Danki i jestem nią zachwycona :). Czekam teraz na październik i kontynuację historii rodziny Orłowskich :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Znam tego szwagra.Wszystko prawda!

    OdpowiedzUsuń