środa, 1 października 2014

Podsumowanie września



Witajcie kochani,
bardzo lubię te wpisy, którę moge skierować do was osobiście i napisać kilka słów zupełnie od siebie. Już we wstępie chciałabym serdecznie podziękować wam za te tysiące odwiedzin, którymi mnie raczycie w ostatnich miesiącach, a szczególnie we wrześniu. Powtórzę się, ale ich liczba znów przekorczyła moje najśmielsze oczekiwania, a to wszystki tylko dzięki wam, bardzo dziękuję, że jesteście ze mną, czytacie, to co piszę, komentujecie, bierzecie udział w organizowanych konkursach i po prostu jesteście. Dzięki temu chce mi się czytać, pisać i prowadzić bloga Informatora. 




Jeśli chodzi o wrzesień, udało mi się przeczytać 16 książek, tak jak w poprzednich miesiącach o dość zrożnicowanej tematyce, choć ponownie (co nie powinno już dziwić), królowały oczywiście obyczajówki. Oczywiście podobała mi się większość książek, które przeczytałam, ale te dwie pokochałam najbardziej. Za najlepsze wrześniowe pozycje uważam więc:

1. "Małżeńską fuzję" Jennifer Probst, którą miałam przyjemność przeczytać dzięki wydawnictwu Akapit Press. Autorkę uważam za moje ostatnie największe odkrycie, mam ochotę na wiecej, dużo więcej jej utworów, jest wspaniała! Poza tym porwała mnie niesamowita historia, świetny język i... i wszystko to, za co kocham książki najbardziej, a co w niej znalazłam. W październiku ukazuje się nowa książka Probst, co jest dla mnie wspaniałą informacją. Mam nadzieję, że dla was też. :)
2.  "Całą nadzieję w Paryżu" D. McKinlay, wydaną przez Feerię. Pyszna książka o miłości, po której nie miałam ochoty sięgać po następną, tak mnie nasyciła. Książka, która po prostu mnie urzekła, w dodatku była przepięknie wydana i wyczekana przeze mnie. To naprawdę wspaniałe, że spełniła wszystkie moje oczekiwania, a nawet więcej! 

Najgorszej pozycji wskazywać nie będę, bo takowej nie było. Każda z przeczytanych książek miała w sobie coś, za co dała się lubić, nie ma więc powodów do nadmiernej krytyki i czepialstwa. Były dobre, a wskazanie najlepszych według mnie zależy tylko i wyłącznie od mojego prywatnego spojrzenia i gustu czytelniczego, który jest dość wybiórczy i specyficzny.

Na sam koniec chciałabym zaprosić was na mojego autorskiego bloga >klik<

Znajdziecie tam informacje głównie o mojej pracy nad książką, pisaniu nie tylko recenzji i wiele, wiele innych rzeczy. Także serdecznie zapraszam, a od jutra czeka na was kolejna dawka recenzji. Wydaje mi się, że rozpocznę od "Co na to Bridget", choć nie jestem jeszcze pewna, gdyż książki piętrzą się i piętrzą, że końca nie widać, aż nie wiadomo w co ręce wsadzić. A może lepiej zabrzmiało by wzrok? :) W każdym razie, również w październiku recenzji nie zabraknie! 

13 komentarzy:

  1. Niesamowity wynik:)! Ja przeczytałam 10 książek, dla mnie to "aż" 10, ale przy twoich 16, wychodzi na to , że "tylko" 10 ;) pozdrawiam i czekam na kolejne recenzje:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oby teraz było u mnie "chociaż" 10, bo zaczyna się dla mnie rok akademicki, co oznacza koniec wakacji ;)

      Usuń
  2. Bardzo dobry wynik :) Ja we wrześniu przeczytałam tylko 8 książek ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 8 to bardzo dobry wynik. Miewam miesiące, że przeczytam raptem 3-4 poza literaturą specjalistyczną, więc nie pisz, że "tylko" :)

      Usuń
  3. A ja o Paryżu słyszałam nie najlepsze opinie i sama już nie wiem, czy czytać. Gratulacje ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak to nie najlepsze?! To wspaniała ksiażka, czytaj koniecznie ;)

      Usuń
  4. Świetne statystyki. Idziesz jak burza i oby tak dalej! gratuluje!

    OdpowiedzUsuń
  5. Rewelacyjny wynik. Sama chciałabym przeczytać tyle książek w miesiąc ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetny wynik! "Cała nadzieja w Paryżu" rzeczywiście potrafi uwieść:))

    OdpowiedzUsuń