czwartek, 11 września 2014

"Wierność w stereo" 
- Nick Hornby



 Podstawowe kryterium, na które wielu ludzi dzieli książki to podział na damskie i męskie. Co do tego nikt nie ma raczej wątpliwości. Ci, którzy czytają więcej, znają się na tym, i są na czasie ze światem czytelniczym oczywiście dzielą je inaczej i o tym nie ma co pisać. Zasada wydaje się też być taka: książki kobiece piszą głównie kobiety, książki męskie piszą głównie mężczyźni. Jest wiele wyjątków od tej reguły, to również wątpliwościom nie podlega. Ja chciałabym dziś zobrazować wam, co może się wydarzyć, gdy mężczyzna chce napisać książkę iście kobiecą. Więcej! Robi to. 

 "Wierność w stereo" to światowy bestseller sprzedany w ponad milionie egzemplarzy. Natychmiast po opublikowaniu stała się powieścią kultową, błyskawicznie uzyskała miano "klasyka", a na jej podstawie Stephen Frears nakręcił film "Przeboje i podboje" z Johnem Cusackiem w roli głównej. Utwór wysoko oceniany przez recenzentów. Wszystko to z pewnością świadczy o geniuszu autora, a książkę nakazuje nazywać mianem dobrej. Jeśli jednak chodzi o mnie, książka nie spełniła wszystkich moich oczekiwań, co oczywiście w żaden sposób jej nie umniejsza. Mówiąc kolokwialnie, po prostu między nami nie zaiskrzyło. 

  Pomysł na fabułę jest dosyć ciekawy, a utwór przede wszystkim przemyślany jeśli chodzi o formę. "Wierność w stereo" jest opowieścią o życiu trzydziestopięcioletniego Roba, a właściwie jego miłościach, związkach i fascynacjach. Punktem wyjściowym, zapalnym, a także wątkiem, wokół którego kręci się akcja jest rozstanie bohatera z Laurą, dziewczyną, którą kocha, a która pewnego dnia stwierdza, że najzwyczajniej w świecie ma dość mężczyzny, pakuje swoje rzeczy i się od niego wyprowadza. Wydarzenie te prowokuje Roba do przemyślenia swoich poprzednich związków, a co więcej, nawet spotkań z byłymi kobietami. Jednak największą odskocznią mężczyzny, z której korzysta, by uporać się ze stratą Laury, jest jego sklep muzyczny oraz przyjaciele. Chwilowo też romans z pewną piosenkarką. 

 Książka nazywana jest opowieścią o tym, co naprawdę się w życiu liczy. Zgadzam się z tym stwierdzeniem. Przerzucając kolejne strony dostrzegamy metamorfozę Roba. Widzimy, jak zmienia się jego myślenie, a przede wszystkim zachowanie. Rob w pewnym momencie zaczyna walczyć o kobietę swojego życia, co wcześniej wydawało mu się wprost nie do pomyślenia. Punktem kulminacyjnym jego metamorfozy jest pewien pogrzeb... ale więcej już wam chyba nie zdradzę, przeczytajcie sami!

 Skoro fabuła i zamysł na nią są ciekawe i nie można im praktycznie niczego zarzucić, co spowodowało, że nie jestem do końca usatysfakcjonowana utworem? Odpowiedź może być już tylko jedna: język i styl. Zawsze zastanawiałam się, dlaczego tak mało mężczyzn pisze damskie książki i "Wierność w stereo" po części prowokuje mnie do dojścia do tych samych wniosków, co kiedyś. Kobieta czytając książkę pragnie emocji. Wolimy czytać o uczuciach, stanach wewnętrznych bohaterów. Książka musi zachwycać bogactwem opisów, albo pięknem dialogów. Książka Hornby'ego jest (przynajmniej dla mnie) zbyt prosta. Może dlatego, że ukazuje prostotę myślenia mężczyzny, ale przyznam, że nudziło mnie ciągle czytać o tym, jak bohater zastanawia się czy jego ukochana uprawiała już seks z tym drugim i rozmowy na temat tego, jak było. Nie wiem, może autor chciał napisać książkę o seksie, a ja spodziewałam się porywającej komedii romantycznej albo chociaż melodramatu? 

  Zastanawiam się też nad wątkiem metamorfozy, o której dużo się mówi w kontekście bohatera "Wierności w stereo". Nie można powiedzieć, że jej nie ma. Rob rzeczywiście się zmienia, ewoluuje w swoich poglądach. Dojrzewa, dochodzi do tego, co naprawdę jest dla niego ważne.  To wszystko jednak zepchnięte jest na drugi plan. Ten za seksem i muzyką, a ja liczyłam na więcej, bo metamorfoza bohatera zawsze przyciąga rzesze czytelników i sprawia, że pozycja staje się naprawdę intrygująca.

 Podsumowując, mam mieszane uczucia jeśli chodzi o książkę Nicka Hornby'ego. Z jednej strony ciekawa fabuła, dynamizm i wątek romantyczny, które uwielbiam nie pozwalają mi myśleć o niej źle. Z drugiej jednak język, który nie do końca mnie urzekł i brak "tego czegoś", co w książkach lubię najbardziej. Tego, co sprawia, że nie chce się potem czytać niczego innego. Mam wrażenie, że Hornby napisał kobiecą książkę dla mężczyzn i czuję z tego powodu lekki niedosyt. Jednak nie zniechęcam was do tej książki. Milion sprzedanych egzemplarzy zdecydowanie zachęca, a sama fabuła jest ciekawa i zostaje w pamięci. Ciekawie jest dowiedzieć się co myśli i jak czuje się mężczyzna po rozstaniu, to z pewnością nie ulega wątpliwości.



Za egzemplarz recenzencki dziękuję serdecznie wydawnictwu:

8 komentarzy:

  1. Przeczytam ;) mimo wszystko czuję się zachęcona

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może Tobie ta książka spodoba się bardziej niż mi :)

      Usuń
  2. Skoro język i styl kuleje, to ja jednak spasuje. Jakbyś oceniła ją ''bez zarzutu'' to może bym się i skusiła. A tak to nie mam czasu na czytanie przeciętnych powieści.

    OdpowiedzUsuń
  3. Przyznam, ze nie słyszałam i nie wypatrzyłam tej pozycji na półkach Wydawnictwa, a jest jednym z moich ulubionych. I chyba nie sięgnę. Nie oczekuję żadnego mistrzowskiego języka po książce, ale przynajmniej jakiejś urzekającej prostoty

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też uwielbiam książki Zysku. Zwykle mnie urzekają :)

      Usuń
  4. Mam tę książkę, ale w trochę innym wydaniu. Stoi sobie u mnie na półce i się kurzy, bo jakoś nigdy nie udało mi się przez nią przebrnąć...Może kiedyś ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja przebrnęłam, bo nie cierpię niedoczytywać książek. Może rzeczywiście i Tobie kiedyś się to uda :)

      Usuń