piątek, 3 października 2014

Niby jedna, a tak bardzo różnorodna
- miłość w "Odcieniach miłości" 
Alice Ann Munro



   "Miłość jest nieodgadniona i jej drogi są nieodgadnione. [...] Miłość może nas skłonić do podłości. Tak się zdarza. Jeśli jesteśmy od kogoś uzależnieni emocjonalnie, niekiedy zaczynamy tę osobę źle traktować." 


   Ponadczasowa codzienność zamknięta w 500 stronach jednej książki. Odcienie miłości. A każdy z nich wydaje się być właśnie o mnie... 

      Alice Ann Munro to kanadyjska pisarka, urodzona w 1931 roku w Wingham w prowincji Ontario, któej właściwie nikomu nie trzeba już przedstawiać. Laureatka Nagrody Nobla w roku 2013. Uważana, zresztą jak najbardziej słusznie, za jedną z najwybitniejszych artystek specjalizujących się w krótkich formach prozatorskich. Książki Munro przetłumaczono na ponad 20 języków, w każdym z nich cieszą się ogromną ilością sprzedanych egzemplarzy. Mistrzyni pisania o codzienności w sposób porywający. 

     Alice Munro w "Odcieniach miłości" serwuje nam kolejną dawkę wyjątkowych opowiadań. Mimo tego, że napisanych na przełomie lat 1985-1986, nadal niezwykle oryginalnych i chwytających za serce. Nie ma się jednak co dziwić. Jak może nie poruszyć prawdziwość opisywanych przez autorkę relacji, dogłębna charakterystyka ludzkiej psychiki, uniwersalnej dla każdego z nas? Uwierzcie mi. W każdym z opowiadań noblistki odnalazłam cząstkę siebie. I być może właśnie dlatego "Odcienie miłości" tak bardzo mną wstrząsnęły.

    Opowiadania zebrane w "Odcienie miłości" to około 50- stronicowe formy prozatorskie, których akcja rozgrywa się w najzwyklejszej, najbardziej szarej codzienności. Można by wysnuć tezę, że każda z historii właściwie mogłaby przydażyć się każdemu z nas. Również bohaterowie opowiadań są dość zwykli. Prosty mechanik, nauczyciela czy farmer, a każdy z nich przeżywający uczucia doskonale nam znane. Miłość braterską, rodzicielską, partnerską, religijna. Czystą i bezinteresowną, albo przepełnioną pożądaniem. Motywy zdrady i oddania. Dorastanie i dojrzewanie. Pragnienia, obawy i lęki. Najszersze z możliwych spektrum przejawów miłości, zarówno tych namacalnych, jak i nie, zamknięte w krótkich, fabularnych historiach przepełnionych obfitymi garściami refleksji, a może raczej wniosków. Odsłonięcie, obnażenie psychiki i myślenia każdego z nas w sposób dosadny, momentami niezwykle bolesny, zobrazowany w przeróżnych życiowych sytuacjach. Gdybym chciała przybliżyć dokładniej treść opowiadań, musiałabym zająć się omawianiem każdego z osobna i z pewnością zabrakłoby mi tu na to miejsca. Każde z nich jest wyjątkowe, każde z nich przypadło mi do gustu na swój własny, niepowtarzalny sposób, dlatego też ciężko mi wybrać jedno, które chciałabym wam bliżej przedstawić.  

    To, co urzekło mnie w opowiadaniach Munro najbardziej, to charakterystyczna narracja, która sprawia, że przez kolejne strony utworu niemalże się płynie. Język, którym posługuje się autorka wydaje się być niezwykle lekki. Urzeka statyczność opowiadań, ale przede wszystkim to, że Munro nie komentuje sytuacji. Ona po prostu o nich pisze. Sucho. Miejscami wydawałoby się, że bez emocji, chwytając tym samym za serce, pozostawiając interpretację czytenikowi. To właśnie w tym tkwi potężny uniwersalizm jej twórczości, o którym tyle się mówi. W prostocie formy przekazującym maksimum treści przy minimum prywatnego komentarza. Coś niesamowitego.

  Zaryzykowałabym stwierdzenie, że twórczość Munro w pewien sposób zahacza o zmodyfikowany do własnych potrzeb naturalizm. Psychika człowieka, na której się skupia, nie tylko, jeśli chodzi o motyw miłości, ukazuje go trochę w zwierzęcy sposób. Pozwala czytelnikowi myśleć, że w pewien sposób gatunkowo wszyscy jesteśmy do siebie podobni, a jej przymiotniki i określenia wydać się mogą momentami dość ohydne, jeśli chodzi o ukazanie uniwersalizmu naszej zakrawającej o zwierzęcość natury. To odkrycie wydać się może trochę bolesne, odbierając nam po części istotę człowieczeństwa, ale proza Munro prowokuje. Wydaje mi się, że sedno jej geniuszu tkwi właśnie nie w skupianiu się na oryginalności i unikatowości jednostki, ale w dążeniu do ukazania uniwersalizmu. Odebraniu nam czegoś, z czego tak bardzo się chełpimy.  

   Proza Alice Munro poprzez ukazywanie codzienności odebrana może zostać przez czytelnika jako trochę nużąca. Jest to jednak prawdziwy wulkan emocji i uczuć rodzących się po przerzuceniu kolejnych stron utworu. Autorka nie tworzy superbohaterów i nie gloryfikuje. Obnaża i skupia się na słabościach. Właśnie tym zachwyca. Mnie. Was, którzy już poznaliście "Odcienie miłości" i tych, którzy dopiero to zrobią. Sięgnijcie po nią koniecznie, bo czy istnieje czytelnik, który nie chce się zachwycić? 



Za egzemplarz recenzencki dziękuję serdecznie wydawnictwu:



14 komentarzy:

  1. Trochę wstyd, ale nie znam jeszcze twórczości Alice Munro. Muszę to zmienić. Może zacznę właśnie od tej książki.

    OdpowiedzUsuń
  2. Proza Munro nadal przede mną. Muszę w końcu poznać twórczość tej noblistki.

    OdpowiedzUsuń
  3. Uwielbiam opowiadania Munro, ale "Odcienie miłości" ciągle przede mną. Cieszy mnie to, że i ten tytuł potrafi "wstrząsnąć" czytelnikiem, tak jak pozostałe jej książki :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Mimo tego, że co jakiś czas temu obiecałam sobie poznanie tej autorki, to nadal mi się to nie udało. Mam jednak nadzieję, że w końcu będzie mi to dane ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie trzymam kciuki, żeby tak było :)

      Usuń
  5. Cieszę się, że w końcu zdecydowałam się przeczytać tę książkę, tym bardziej, że jak piszesz - zachwyca:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Mnóstwo o niej słyszałam, Twoja recenzja na pewno mnie przekonała!

    OdpowiedzUsuń
  7. Mam ochotę sięgnąć po tę autorkę, tyle o niej słyszałam :)

    OdpowiedzUsuń
  8. pojawiła się dzisiaj w moim stosiku ( na który zapraszam ;))
    i jestem ciekawa czy i mi ta książka tak bardzo przypadnie do gustu...

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja również słyszałam już trochę o Munro, aczkolwiek sama nie zetknęłam się z jej twórczością. Być może kiedyś :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Kiedyś czytałam opowiadania Munro, ale niestety nie zostałam jej fanką.

    OdpowiedzUsuń