niedziela, 19 października 2014

O pogoni za szczęściem, czyli o
"Ukrytych skarbach" N. Roberts



     "-Problem polega na tym, Shimmerhorn, że uczucia nie kierują się logiką. Przynajmniej nie moje. [...] Powiedziałam ci, że cię kocham, a ty wolałbyś pewnie, żebym ci dała w twarz, ale to wszystko prawda. Nie chciałam ci tego mówić... a może i chciałam. [...] Może i chciałam, bo choć wiedziałam, jak zareagujesz, nie lubię dusić w sobie uczuć. Ale to są moje uczucia, Jed. O nic cię nie proszę.

     - Kiedy kobieta mówi mężczyźnie, że go kocha, prosi go o wszystko."

   Są autorzy, którzy budzą podziw mimo tego, że nie czytało się żadnej ich książki. O Norze Roberst słuchałam od lat. A to że jej książki są świetne, a to że słabe. Ciężko było mi ocenić, ponieważ styczność miałam jedynie z jej nazwiskiem i tytułami, nigdy nie sięgnęłam jednak po jej książkę. Ale mój podziw budziła i nadal budzi. Bo jak nie podziwiać kogoś, kto wydaje książkę za książką i ma ich na swoim koncie już setki? 400 milionów egzemplarzy sprzedanych na całym świecie. Czy ta liczba nie robi wrażenia? Cóż. W końcu i ja uległam znanej i cenionej autorce bestsellerów "New York Timesa". Jakie wrażenia? Trochę sama się dziwie, ale właściwie... pozytywne.

   Dora Conroy jest piękną, pełną fantazji wielbicielką dosłownie wszystkiego. Pomimo tego, że jej rodzice to zapaleni aktorzy pławiący się na scenie jak ryby w wodzie, kobieta porzuciła teatr by zająć się kupowaniem i sprzedawaniem małych i większych skarbów, które popularnie ludzie nazywają rupieciami. Prowadząc mały sklepik z antykami kobieta wiedzie szczęśliwe życie. Wszystko zmienia się jednak wraz z pewną aukcją, na któej nieświadoma niczego naraża się szaleńcom. A także przystojny lokator wybrany przez ojca... 

   Jed Shimmerhirn to młody spadkobierca majątku po swojej arystokratycznej, choć oziębłej uczuciowo, rodzinie, który uciekł ze złotej klatki w karierę policjanta. Praca była dla niego sensem życia, dopóki nie spotkała go osobista tragedia, z którą mężczyzna nie potrafi sobie poradzić. Wystawiając na sprzedaż rodzinny dom wprowadza się do małego mieszkanka, by w spokoju móć ćwiczyć mięśnie i zapominać o bólu. Porzucając ulubione zajęcie i bliskich ludzi na nowo szuka sensu. Czy śliczna właścicielka mieszkania i śledztwo, w które zostaje przez nią, a może dzięki niej, wplątany, przywróci mu to, co utacił? 

  Jest też ten trzeci, który wyjątkow kompikuje życie zarówno Dory jak i Jeda. Edmund Finley, bogaty kolekcjoner prawdziwych dzieł sztuki. Kiedy przez przypadek dochodzi do zamiany jego zamówienia z innym towarem, mężczyzna robi wszystko, bo odzyskać utracone skarby. Opętany rządzą posiadania nie cofnie się przed niczym. Czy można odnaleźć ukryte skarby, kiedy ludzkie życie ma wartość mniejszą od maleńkiej figurki? I co z Dorą i Jedem w obliczu potężnego niebezpieczeństwa? Czy zabawa w detektywów tej dwójce się opłaci? 

  Przyznam, że spodziewałam się po tym utworze raczej banalnego harlequina niż wciągającej fabuły i muszę przyznać, że miło mnie ona zaskoczyła. Mieszanina romansu płynnie przechodzącego w coś więcej z kryminalną, momentami aż nazbyt brutalną, zagadką, to coś, co bardzo lubię. Jeśli chodzi o akcję, oceniam ją zdecydowanie na plus. Co do jezyka... tutaj książka wypada trochę słabiej. Oczywiście miłośnikom suchych dialogów ten utwór się spodoba i nie będą mieli żadnych wątpliwości, jednak tym, którzy w prozie cenią sobie również dobre opisy... Cóż. Oni mogą poczuć drobny niedosyt, ponieważ tej formy według mnie było w tekście stanowczo za mało, jeśli nie liczyć upojnych opisów scen intymnych, które, nota bene, były całkiem smaczne, co również pozytywnie mnie zakoczyło. Ogromn scen erotycznych w powieściach, które ostatnio czytam, stanowczo mnie przeraża. Miło wiec było przeczytać coś, w czym widać umiar. Koniecznie muszę też wspomnieć o okładce, która strasznie przypadła mi do gustu!

  Podsumowując, jak dla mnie "Ukryte skarby" były lekturą całkiem przyjemną, co jest dla mnie ogromnym zaskoczeniem, biorąc pod uwagę powszechnie panujące opinie o autorce. Może nie była to książka, która wyjątkowo mnie porwała, ale też nie należała do tych, które potrafią prawdziwie wynudzić. Ciężko mi oceniać całokształt pracy Nory Roberts, po lekturze jej jednej powieści, ale kto wie, może w przyszłości sięgnę po kolejne? 


Za egzemplarz recenzencki utworu dziękuję serdecznie wydawnictwu: 




10 komentarzy:

  1. Chętnie bym przeczytała :) mam jedną książkę Nory na półce, wiec bede miała okazję zapoznać się z jej twórczością

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wspaniale. Mam nadzieję, że równie miło ją przyjmniesz :)

      Usuń
  2. Lubię od czasu do czasu sięgnąć po książkę Nory Roberts. Tej niestety jeszcze nie miałam okazji czytać, ale muszę to zmienić :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Po twórczość Nory nie trzeba mnie zbytnio namawiać, bo uwielbiam ją bez dwóch zdań.

    OdpowiedzUsuń
  4. Czytałam ze dwa jej kryminały. Fajne, ale bez szału.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ostatnio miałam bardzo udany powrót do prozy Roberts :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Lubię to połączenie romansu i kryminału w książkach Roberts)

    OdpowiedzUsuń