niedziela, 2 listopada 2014

Książka, która porywa (i to dosłownie), 
czyli  "Black Ice" B. Fitzpatrick



"- Znowu gimnastykujesz swój język? Myślałem, że masz dość po zeszłej nocy.
 - Niech cię piekło pochłonie!
 - Wybacz, kochanie, ale już w nim jesteśmy. 
Nie odezwawszy się więcej ani słowem [...] pomaszerował w zasypany śniegiem las."

  Każdy z nas toczy codziennie jakieś walki. O to, żeby być docenionym, żeby móc spojrzeć rano w lustro. Walkę o ukochaną osobę, o dach nad głową. Walkę. Walkę. Walkę. I wielu z nas wydaje się, że jesteśmy silni. Codziennie odnosimy swoje małe sukcesy i wychodzimy z dumnie podniesioną głową z porażek. Wyobraźmy sobie jednak, że nagle i niespodziewanie zostajemy wyrwani z bezpiecznego świata i rzuceni w pokryte śniegiem góry, pozbawieni łączności ze światem zewnętrznym, w dodatku zdani samymi na siebie. Przychodzi nam stoczyć nie jakąś tam codzienną bitwę, ale prawdziwą walkę z przerażającą naturą i oprawcami. A przede wszystkim... walkę z samym sobą. 

  Becca Fitzpatrick rzuca nas tym razem w mroźny, zaśnieżony, a przede wszystkim niebezpieczny krajobraz górskiego łańcucha. W swojej najnowszej powieści autorka zabiera czytelnika w przerażającą podróż do głębi człowieczeństwa, odsłaniając przed nami to, co głęboko w nas ukryte, a co uzewnętrznia się dopiero podczas bezpośredniego zagrożenia zdrowia i życia. Rzuca nas w lodowaty świat, w którym rządzą instynkty, siła i zawziętość. Świat, w którym nie ma miejsca na zawahanie i chwilę słabości.  W zasypany śniegiem świat "Black Ice" z którego nie można wyrwać się o własnych siłach. Już od pierwszych stron, powieść dosłownie porywa nas  na tyle, że wydostanie się z "Black Ice"  jest dla czytelnika praktycznie niemożliwe. Nawet wtedy, gdy przerzuci ostatnią stronę utworu... 

  Britt jest przeciętną nastolatką, która po wakacjach ma wyjechać na studia. Ostatnie chwile beztroski pragnie spędzić na wędrowaniu górskimi szlakami, razem z niechętną pomysłowi przyjaciółką i jej starszym bratem, zarazem byłym chłopakiem Britt, który zerwał z nią rok temu. Britt właściwie sama nie wie, dlaczego decyduje się właśnie na wyprawę w góry. Czy dlatego, żeby udowodnić wszystkim dookoła, samej sobie, a przede wszystkim Calowi, który mówił kiedyś, że góry kocha tak samo jak ją, że potrafi? A może dlatego, żeby jeszcze raz zawalczyć o ukochanego i w jego ulubionym miejscu na nowo rozpalić przygasłe uczucie? Jedno jest pewne. Jakichkolwiek pobudek Britt by nie miała, jej podróż już od pierwszych chwil nie wygląda tak, jak by sobie tego  życzyła... 

  Grzęznąc samochodem gdzieś w środku drogi do górskiego domku, po kilku godzinach bezradnego czekania, Britt razem z przyjaciółką postanawia wziąć sprawy we własne ręce i wysiada z auta w przerażającą śnieżycę. Los chciał, że na swojej drodze dziewczęta znajdują leśniczówkę, w której pali się światło. Pełne nadziei wchodzą do środka, nieświadome tego, że w domku czeka na nich dwoje zbiegów, ukrywających się przed policją. Britt pod groźbą śmierci staje się ich zakładniczką. W zamian za wolność zostaje zmuszona do wyprowadzenia ich z gór, których właściwie sama nie zna. Wyczerpana i przemarznięta wędruje razem z nimi po górskim szlaku, rozpaczliwie szukając dla siebie ucieczki. Podczas wędrówki zmaga się sama ze sobą i z tym, co właściwie czuje do Cala, który ciągle figuruje w jej głowie jako ktoś, kto zaraz ją ocali.

  Nie jeden czytelnik, słysząc tę historię, powie, że gorzej już być nie może i z pewnością zdziwi się, gdy Britt odkryje na szlaku dowody grasowania seryjnego mordercy. A jeszcze bardziej, gdy dziewczyna zorientuje się, że sama staje się jego kolejną ofiarą...  Dopiero wtedy sprawy przybiorą naprawdę dramatyczny obrót. 

  Mam wrażenie, że Becka Fitzpatrick w "Black Ice" przechodzi sama siebie i podnosi wysoko już zawieszoną poprzeczkę do niebotycznych rozmiarów. Tworzy utwór niesamowity niemalże pod każdym względem. Wyjątkowy klimat górskiej zamieci śnieżnej i wypchniętych w prost w jej paszczę rozbitków, napisany płynnym i klarownym językiem. Pełną napięcia akcję, w której krew bryzga na ściany bez zastanowienia, w której nie ma miejsca na słabość i rezygnację. Kreuje świat, który mógłby naprawdę istnieć, w którym mógłby znaleźć się właściwie każdy z nas. Podczas lektury niemalże fizycznie czuje się na skórze padający śnieg, odmrożone stopy i ciepło buchające od rozpalonego ogniska. Jest to jedna z niewielu opowieści, w których czytelnik nie czuje się obserwatorem zdarzeń, ale ich uczestnikiem. Zostaje wciągnięty w fantastycznie stworzony, mroczny, lecz zachwycający świat. I wcale nie zostaje z niego wypuszczony tak łatwo. 

  Autorka oczarowuje też niezwykle realistyczną kreacją bohaterów. W zaskakujący sposób wciela się w silną, pewną siebie dziewczynę, która zmaga się sama ze sobą, aby przeżyć, aby przetrwać. Britt z zagubionej owieczki w jednym momencie zmuszona jest do stania się twardzielką i wywleczenia na wierzch najmroczniejszych instynktów, które w każdym z nas głęboko drzemią. W starciu z okrutnymi, pozbawionymi skrupułów oprawcami, musi zachować zimną krew i dosłownie ją zachowuje. Choć wyczerpana, trzyma głową na karku i wykazuje się niezwykłym sprytem i inteligencją.  Dzielna i pewna siebie. Choć fizycznie wymęczona i przerażona, wciąż pełna nadziei, która kawałek po kawałku, strona po stronie, dobitnie zostaje jej odbierana. To bohaterka, o której marzy się, żeby nią być.

  Nie sposób nie wspomnieć o królujących w utworze, różnobarwnych portretach mężczyzn. Kochający ojciec, kontra ojciec całkowicie pozbawiony sumienia. Zły porywacz, dla którego nacisnąć spust pistoletu jest jak zabić muchę, kontra ten lepszy, którym kierują słuszne pobudki i potrafi okazać serce nawet w tak odczłowieczonych warunkach. Prawdziwy obraz Cala zestawiony z jego wizerunkiem, który Britt nosi w pamięci. "Black Ice" to wielopłaszczyznowy utwór, na którego interpretację z pewnością zabrakłoby miejsca i czasu. Książka, z której można wyczytać o wiele więcej, niż tylko porywającą (i to dosłownie) fabułę. Moja ukochana powieść z nie dwoma, ale dwudziestoma dnami. 

  Podsumowując, jeśli nie urzekło was bursztynowe spojrzenie, lustrujące was z niezwykłej okładki utworu, które, przyznam, mnie kupiło od razu, z pewnością zrobi to zawartość książki. To niezwykle dobrze napisana powieść o porywającej fabule, która zapiera dech w piersiach i wyciska łzy. Unikatowy klimat trzymający w swoich mroźnych objęciach jeszcze długo po zakończeniu lektury. Oto tylko ułamek tego, co oferuje Becca Fitzpatrick w "Black Ice". Sięgnijcie po nią koniecznie. Ja przepadłam w tej książce do granic. Dałam się porwać. 

   "Dlatego muszę zapytać: czy tym razem też będzie śnieg?"


Za egzemplarz recenzencki utworu dziękuję serdecznie wydawnictwu:




10 komentarzy:

  1. Już nie mogę się doczekać kiedy wpadnie w moje łapki :) Poza tym świetna, zachęcająca recenzja :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Recenzja i tak nie oddaje limatu tej książki ;)

      Usuń
  2. Bardzo chcę przeczytać tę książkę, a ta recenzja mnie w tym zdecydowanie utwierdziła ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, taki właśnie był mój zamiar. Zachęcić jak największą liczbę już zdecydowanych na lekturę, i tych jeszcze nie. Kolejny raz powtórzę, że to naprawdę wspaniała pozycja :)

      Usuń
  3. Recenzją mnie zachęciłaś, aczkolwiek do autorki podchodzę raczej sceptycznie. "Szeptem" nie za bardzo przypadła mi do gustu, więc obawiam się że i z tą pozycją może być podobnie. Ale jeśli nie przeczytam to się nie przekonam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Zraziłam się do tego wydawnictwa, i nie chce już patrzeć, co mają w ofercie, ale powyższą książkę akurat mam dzięki uprzejmości pewnej dobrej duszy, zatem na dniach będę ją czytać.

    OdpowiedzUsuń
  5. Mam ogromną ochotę na tę książkę i muszę ją zdobyć jak najszybciej ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. O! Tą książkę muszę przeczytać.

    OdpowiedzUsuń