niedziela, 30 listopada 2014

Książka przyciągająca okładką,
czyli "Przystań Julii"



  Wielu czytelniczkom, które pokochały serię kwiatową Katarzyny Michalak, z pewnością robi się przykro na samą myśl, że autorka doprowadza do końca losy trzech kobiet, których drogi nieustannie przecinały się ze sobą. Jest to naturalne. Uczucie smutku powstaje w odpowiedzi na czytelniczy niedosyt, który chciałby więcej i więcej. Jest to doskonale znane mi uczucie, choć ja niestety nie umiałam wejść do końca ani w tę powieść, ani w drugą część trylogii, nie mówiąc o innych książkach pani Kasi, którą prywatnie bardzo szanuję za to, co osiągnęła. Utwierdzam się jedynie w przekonaniu, że jej styl nie jest tym, który do końca czytelniczo mnie  zaspokaja, a po jej lektury sięgam dlatego, że kuszą mnie okładki, nazwisko, a przede wszystkim nadzieja, że tym razem jakąś jej książkę pokocham... "Przystani Julii" należy się jednak rzetelna recenzja, ponieważ jest to jedna z ważniejszych kobiecych premier tego, dobiegajacego już końca, roku. 


    Trzy przyjaciółki z Ulicy Leśnych Dzwonków nadal zmagają się ze swoimi problemami. Cieżarna Gosia nie może poradzić sobie z depresją po śmierci ukochanego i zamyka się w domu. W życiu Kamili i Łukasza panuje wieczny chaos spowodowany zarządzaniem dwoma potężnymi firmami i tejemniczym anonimem, który również w ich wspólnym szczęściu nieźle namiesza. Porzucona przez męża i dziecko Julia postanawia uciec od problemów i na jakiś czas przeprowadza się do Chatki Dorotki gdzieś w Bieszczadach z zamiarem rozpoczęcia tam nowego życia, co po części naprawdę jej się udaje, głównie za sprawą pojawiającego się nagle byłego narzeczonego (a może raczej za sprawą Bezy, niesfornej kotki, która uwielbia pakować się na klawiaturę laptopa) oraz przystojnego sąsiada Grzegorza, który służy jej pomocą przy każdej możliwej okazji. 

   Czy anonim i tajemnicze HV475 będą w stanie zburzyć wspólną przyszłość Łukasza i Kamili? Czy Gosia w końcu upora się ze stratą i na nowo otworzy się na ludzi? Jak potoczą się losy Julii chowającej się przed problemami na końcu świata i który mężczyzna na dobre skradnie jej serce? Tego wam nie zdradzę, ale gwarantuję  wszystkiego dowiecie się  podczas lektury ksiażki. 

     To, co uderza mnie kolejny raz po lekturze książki pani Kasi, to przede wszystkim słabość kobiet, którą przerywa dopiero pojawienie się mężczyzny. Mam wrażenie, że większość bohaterek, które autorka kreuje, są niczym trzcina na wietrze, którą to złamać może najmniejszy nawet podmuch wiatru czy kropelka wody. Niektóre te zagubione i rozmemłane emocjonalnie kobietki kryją gdzieś w sobie jednak siłę i taka jest właśnie Julia, która zdobywa się na postawienie wszystkiego na jedną kartę i ucieczkę. Przyznam, że ten wątek i klimat, który wokół niego zbudowała autorka rzeczywiście mnie urzekł. Niemalże czułam się jak stojąca w piwnicy na boso Julia bezradnie patrząca na wygasły piec i tak jak ona chowałam się pod starą pierzynę, żeby nie zmaraznąć. Wątek Julii, urzekł mnie w tej ksiażce chyba najbardziej. I nie wiem czy nie dlatego, że był najzwyklejszy i najmniej przesadzony... 

     Nie pierwszy raz, po przeczytaniu książki tej autorki mam wrażenie, że przesadza ona z ilością nieszczęść spadających na bohaterów, a fabuła utworu jest trochę za sucha, pozbawiona "tego czegoś" i pędzi zbyt szybko. Również podczas letury "Przystani Julii" niejednokrotnie miałam wrażenie, że jeszcze jedno dramatyczne wydarzenie i po prostu w tej dynamicznej fabule się zgubię, usiądę gdzieś na marginesie i bezradnie rozłożę ręce. Nieszczęśliwa miłość, samotność, kalectwo, słabo rokująca ciąża, problemy w pracy, bezpośrednie zagrożenie życia, pożary, zastraszanie... Przyznam, że kilkakrotnie miałam ochotę krzyknąć "kobieto, wystarczy tych dramatów, przystopuj!". Mam jednak świadomość, że jest to moja subiektywna opinia i wielu czytelniczkom podoba się ograniczenie opisów właściwie do minimum i skupienie się na szybkim rozwoju wydarzeń, które niczym lawina, ściągają za sobą następne. Dla mnie to jednak zbyt dużo i styl pisania pani Michalak raczej mi nie odpowiada, choć muszę przyznać, że opisy kwiatów rozpoczynajace kolejne rozdziały były niemalże jak miód na moje czytelnicze serce i delektowałam się każdym z nich. Przepiękne! 

    Podsumowując, "Przystań Julii" to książka, do której ja prywatnie podchodzę dość neutralnie. Dostrzegam w niej zarówno plusy i minusy. Niektóre elementy zachwycaja mnie i odbierają dech w piersiach, inne przytłaczają i najzwyczajniej w świecie męczą. Nie da się jednak ukryć, że zarówno okładka jak i nazwisko autorki działają na korzyść utworu. Jestem też pewna, że "Przystań Julii" oczaruje tysiące czytelniczek, które po nią sięgną, dlatego zachęcam was do jej lektury, choć mojego serca do końca nie skradła. Jest to też idealny pomysł na gwiazdkowy prezent dla każdej zaczytanej okularnicy i tej czytającej bez, której udało się, mimo ogormu przeczytanych stron, zachować dobry wzrok. To książka godna polecenia. 


        Za egzemplarz recenzenki utworu dziękuję serdecznie wydawnictwu: 


      

11 komentarzy:

  1. Zastanawiam się nad literaturą Michalak :/
    Jakoś mnie od siebie odpycha :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja za każdym razem żyję nadzieją! :)

      Usuń
  2. Książkę mam, lecz jeszcze jej nie czytałam, choć zamierzam za jakiś czas. Niemniej poprzednie części serii odrobinę irytowały tym, że autorka przesadziła z ilością nieszczęść spadających na bohaterów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wobec tego pewnie z tą nie będzie inaczej.

      Usuń
  3. Ja przeczytałam na razie tylko "Ogród Kamili", ale mam w planach resztę książek z serii. Cieszę się, że tak ci się podobała ta część ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właściwie to ona nie do końca mi się podobała :)

      Usuń
  4. Jeszcze nie czytałam nic pani Michalak, choć na półce czeka na mnie pierwsza część z serii kwiatowej "Ogród Kamili". Czytałam różne opinie na temat jej powieści i już sama nie wiem czy czytać czy nie. Obecnie mam co czytać, więc jeszcze się wstrzymam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najlepiej będzie przeczytać i samemu się przekonać :)

      Usuń
  5. Bardzo lubię książki Michalak i nawet ta ilość nieszczęść mi nie przeszkadza;) zresztą w tej części jest ich chyba najmniej;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Chyba będę musiała jednak serię kwiatową przeczytać - masz rację okładki są zniewalające.

    OdpowiedzUsuń
  7. W tej częśći trylogii jest zdecydowanie najmniej nieszczęść spływajacych na bohaterów. Ja mam takie odczucie, że jest to najbardziej bajkowa część całej serii, która stanowi idealne zakończenie. Lekko się czyta. Mam za sobą już kilka pozycji p. Michalak i tę oceniam jako najlepszą, ale pewnie wynika to z tego, że jestem typową romantyczką i lubię szczęsliwe zakończenia i basniową fabułę :)

    OdpowiedzUsuń