środa, 12 listopada 2014

Nawet największa miłość może się zachwiać,
czyli "List" Richarda Paula Evansa


  "Każdy ma jakąś zadrę pod skórą. Każdy. Podobną do odłamka szkła. Jak patrzysz, to nic nie widać, ale odłamek siedzi i w końcu zaczyna ropieć, boli tak, że najchętniej byś go nożem usunął. [...] Przychodzi taki czas, kiedy każdy musi znaleźć swoje odpowiedzi. Musi zrozumieć swoją przeszłość." 

  Sięgając po książki Evansa zawsze liczę na to samo, a mianowicie na fale emocji, które zaleją mnie podczas lektury. Nie ma znaczenia, czy będą to leniwe fale łagodnie obmywające mi stopy, czy wielkie, spienione grzywy, zalewające mnie całą. To nazwisko jest dla mnie, jak dla wielu czytelników, gwarantem dobrej lektury i właśnie dlatego z zapałem sięgnęłam po najmłodszą, niebieską powieść Evansa, która ukazała się właśnie nakładem Wydawnictwa Znak. Jak możecie się domyślać, nie obyło się bez wzruszeń. Pokochałam "List" jak każdą jego poprzednią powieść. I dochodzę do wniosku, że nie ma w tym nic dziwnego... 

   MaryAnne i David to szczęśliwe małżeństwo, żyjące w Salt Lake City w latach '30 ubiegłego wieku. Mieszkając w urokliwej rezydencji prowadzą szczęśliwe życie u boku swoich wiernych i oddanych przyjaciół. Nikt z ludzi egzystujących dookoła nich nie ma wątpliwości co do tego, że to jedno z tych małżeństw, od których bijące szczęście niemalże razi w oczy. Rentowna fabryka, której właścicielem jest David, pomaga im przetrwać każde trudne chwile i chroni przed kryzysem. MaryAnne i David są naprawdę szczęśliwi. Nic jednak nie trwa wiecznie. Przychodzi moment, że los również ich wystawia na próbę, odbierając im największe słońce, trzyletnią córeczkę. Po tym przeżyciu oboje nie potrafią sobie poradzić, a na domiar złego, każde robi to w inny sposób. MaryAnne zanurza się w rozpaczy, a David zaczyna uciekać przed emocjami i zasłania się pracą. Chociaż jego miłość do żony pozostaje tak samo głęboka, mężczyzna odgradza się od niej murem pełnym obojętności i powoli zamraża swoje małżeństwo. Dopiero wyjazd ukochanej i pozostawiony przez nią list otwierają mu oczy na to, czego dokonał raniąc osobę wciąż będącą mu najbliższą. Dopiero ucieczka MaryAnne i pewna kartka papieru popychają go do wielkich zmian w swoim życiu. Ale czy nie będzie na nie za późno? Czy na drogę szczęścia można wrócić? 

   "Mężczyzna widzi ładną spódnicę i od razu nazywa ją miłością. Większość kobiet też nie jest mądrzejsza. Bardziej przemawiają do nich motyle w brzuchu niż przyjaźń. Ale prawdziwa miłość jest inna. Jest bardziej podobna do drzewa albo do rośliny, albo czegoś takiego. [...] Rozwija się, jeśli o nią dbasz. Ale to oznacza wysiłek i poświęcenie. Nikt nie patrzy na usychające drzewo i nie mówi "Pewnie to drzewo nie miało żyć." Tylko głupiec tak by mówił. Ale z miłością ludzie tak postępują cały czas."

   "List" jest to kolejna powieść autora, która zachwyciła mnie niczym innym, jak swoją prostotą. Klarowna opowieść, choć wielowątkowa, stworzona jest w przejrzysty sposób i w plastyczny sposób oddziałuje na wyobraźnię czytelnika. Dokładne, pozbawione patosu opisy i dialogi Evansa enty już raz podbiły moje zaczytane serce. Mam wrażenie, że "List" jest jedną z powieści, których się nie czyta, ale po których się spaceruje, zachwycając każdym napotkanym po drodze widokiem. Nie czytałam żadnych innych książek żadnego innego autora, który oczarowałby mnie właśnie minimalizmem i prostotą formy. Zaryzykuję stwierdzenie, że w "małości" stylu Evansa tkwi jego wielkość. To ona posiada tę magnetyczną siłę, przyciągającą mnie kolejny raz do jego twórczości. 

  "List" jest też kolejną powieścią Evansa, w której chwyta się on ważnej i bliskiej współczesnemu człowiekowi tematyki. Nie mam tu na myśli nawet samego ratowania związku dwojga kochających się ludzi, ani dramatycznego wpływu braków z dzieciństwa na dorosłe życie, choć są to tematy oczywiście ważne i w powieści zdecydowanie wysuwające się na pierwszy plan. Do mnie osobiście trafił, może poboczny i pomijany wątek równości wśród tamtejszego społeczeństwa, a raczej jej brak, który, w nieco innej formie, obserwować możemy także dziś. Tłem dla osobistych dramatów MaryAnne i Davida są bowiem wydarzenia związane z buntem rasy białej przeciwko rasie czarnej i mroczne sceny, których ludzie są w stanie dopuścić się w imię równości i wolności. Społeczeństwo pełne podziałów i nienawiści, w której pojęcie "człowieczeństwo" nabiera zupełnie innego znaczenia. Zawiść i szykanowanie. Oto jak wyglądały lata '30 ubiegłego wieku w tamtym zakątku świata. Czy nie brzmi to trochę znajomo? 

   Historia Davida i MaryAnne to opowieść, o której można pisać i pisać, wyciskając z niej coraz więcej. To powieść w stu procentach skończona, po której przeczytaniu jest się całkowicie nasyconym. Nie chcąc zdradzać wam jednak wielu wspaniale skonstruowanych, zazębiających się wątków, starałam się ograniczyć  naprawdę do minimum. To książka, o której nie trzeba wiele mówić, lecz bardzo się w niej rozsmakować. Feeria delikatnych smaków, którą Evans w "Liście" serwuje, z pewnością  pobudzi podniebienie nie jednego czytelnika. Co więcej - naprawdę go nakarmi. Jesteście głodni? 


Za egzemplarz recenzencki utworu dziękuję serdecznie wydawnictwu:




16 komentarzy:

  1. Twórczość Evansa znam jedynie z powieści ''Obiecaj mi'', która nawet mi się podobała, dlatego chętnie zapoznam się z niniejszą pozycją, bo z Twojej recenzji wynika, że jest godna uwagi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Według mnie każda książka Evansa jest godna uwagi, choć na piedestale króluje właśnie "Obiecaj mi" :)

      Usuń
  2. Mam ogromną ochotę na tę książkę:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Czeka na półce... już nie mogę się doczekać aż przeczytam ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie dane mi było dotychczas poznać twórczości Evansa, ale z każdą recenzją czuję, że naprawdę muszę to w końcu zrobić! Mam nadzieję, że okazja nadarzy się bardzo szybko i uda mi się nareszcie przeczytać cokolwiek jego pióra! Bo widzę, że naprawdę warto ;)

    Serdecznie zapraszam do mnie: http://kulturka-maialis.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, że warto. A za zaproszenie dziękuję, będę zaglądać :)

      Usuń
  5. Mam na półce trzy książki Evansa i jeszcze się do nich nie zabrałam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znam to z własnego doświadczenia, jednak nie, jeśli chodzi o to nazwisko ;)

      Usuń
  6. Mam w planach tę książkę, bo lubię książki Evansa ;)

    http://pasion-libros.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. Przeczytałam i byłam zachwycona. Co prawda nie była tak genialna jak np. "Stokrotki w śniegu", albo "Papierowe marzenia", ale i tak czytało mi się ją wyśmienicie. Natomiast "Zegarek z różowego złota" nie zrobił na mnie jakiegoś piorunującego wrażenia i trochę bałam się że "List" też mnie zawiedzie. Na szczęście tak się nie stało i całe szczęście :).

    OdpowiedzUsuń
  8. Mimo, że słyszałam o tym autorze to jeszcze nie sięgnęłam po jego książki. Ta książka wydaje się naprawdę interesująca, więc chyba czas to zmienić :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Przez chwilę mialam wrażenie, że "List" i "Zegarek z różowego złota" to te same książki tylko inaczej zatytułowane. Na dodatek "Najcenniejszy dar" też jest kontynuacją tej historii...

    OdpowiedzUsuń