wtorek, 4 listopada 2014

Wywiad z Krystyną Bartłomiejczyk
i wyniki Zuzannowego konkursu

cyrysia
1. Który pisarz jest Pani największym autorytetem i wzorem?

Autorytet to ktoś więcej niż wyjątkowy. Jako człowiek musi być wierny swojemu sumieniu i przekonaniom, reprezentować ważne wartości moralne i etyczne,  a jako pisarz dodatkowo powinien mieć  pasję tworzenia i dar przekonywania.  Nie do końca jestem pewna czy Lew Tołstoj mieści się w tych kryteriach, był bowiem dziwnym i pełnym sprzeczności człowiekiem, lecz jako pisarz jest dla mnie wzorem. Podziwiam go za mrówczą pracowitość, potencjał i wyobraźnię, za realizm i za sposób, w jaki kreślił rysy głównych bohaterów. Nie kwalifikował ich jako postaci jednoznacznie złe bądź dobre, nie sugerował, kogo potępić a kogo polubić. Czytelnik sam musi wyrobić sobie o nich zdanie.

2. Jak opisałaby Pani siebie w trzech słowach?

Litości… Kobieta o sobie w trzech słowach? Jeśli powiem: niepewna siebie, impulsywna i roztargniona - będzie to prawda, ale zabrzmi opłakanie. Jeśli powiem: uczciwa, lojalna, życzliwa -  to też będzie prawda, ale zabrzmi lukrowato. Może wobec tego ograniczę się do słów: Jestem Wodniczką. Wodniczki będą wiedziały, o czym mówię, no ale przecież nie samymi Wodniczkami świat stoi więc dodam: Są to osoby o tak zmiennym charakterze, że same za sobą nie nadążają.

3. Jak Pani sądzi, dlatego tak mało czytelników sięga po naszą rodzimą literaturę?

Może w rozmowie towarzyskiej ładniej brzmi: „Czytam właśnie kolejną książkę Paulo Coelho”, niż: „Czytam powieść rodzimej/rodzimego X, Y, Z…”?  A może po prostu jest to kwestia chęci poznawania? Skłaniałabym się bardziej ku tej ciekawości świata. Wydaje się nam, że znamy na tyle rzeczywistość, w której żyjemy, że nie musimy o niej czytać, sięgamy więc po coś, co jest nam nieznane.

Kasia Jabłońska
1. Woli Pani lektury wywołujące uśmiech na twarzy, czy takie, przy których nie jedna łezka w oku się zakręci?

Nie ma reguły. Lubię różne gatunkowo książki, zarówno te, które zapewniają dużo godziwej rozrywki, jak i te, które poruszają czułe struny. Ważne, by miały to „coś”, co sprawia, że po ich przeczytaniu mówię sobie: Fajnie, że sięgnęłaś po tę książkę.

2. Co, według Pani jest najważniejsze w życiu: kariera, rodzina, a może realizacja własnych marzeń?

Zdecydowanie rodzina, aczkolwiek warto czasem odwrócić kolejność i bez wyrzutów sumienia postawić na pierwszym miejscu siebie. „JA” jest równie ważne jak „MY”. Człowiek realizujący swoje marzenia ma przekonanie  o własnej wartości, poczucie spełnienia, zaufanie i szacunek do siebie, czuje w głębi duszy, że jest ważny, dzięki czemu jest w stanie obdarzyć takimi samymi uczuciami inne osoby. Jeśli chodzi o mnie, dbam o rodzinę, ale jednocześnie o własne potrzeby i wcale nie uważam tego za przejaw egocentryzmu. To się nazywa zdrowy egoizm, który służy nam wszystkim.    
A co do kariery…  Cóż, robienie kariery nie jest złe, pod warunkiem, że nie za wszelką cenę.  W każdym razie ja nie oddałabym za nią duszy diabłu.

3. Pochodzi Pani z Kraśnika, mieszkała też Pani w Lublinie. Co, według Pani ma wschód Polski, czego nie ma reszta kraju? Bo, że jest tu pięknie, nie da się ukryć.

Zgadzam się, wschód Polski jest naprawdę piękny. Mimo pozornej monotonii mamy tu wspaniałą przyrodę z puszczańskimi lasami, obfitującymi w zwierzynę, ekopozytywną przestrzeń, która pozwala „naładować akumulatory”, fascynujące zabytki i kresowe miasteczka z pamiątkami po minionych czasach. Mamy też swoje perły – „perłę renesansu”, czyli Zamość, perłę między wzgórzami, czyli Kazimierz,  niejedną turystyczną perłę, jak na przykład  Józefów, Janów, Nałęczów, no i oczywiście Perłę w Koronie, czyli czwórniak z rodziny miodów pitnych. Cóż jeszcze mogę powiedzieć. Chyba tylko to, że jeśli te perły, perełki i perełeczki nie różnią nas od reszty kraju, to ja się poddaję. 

Pola Polaczek
1.     "– Jeanno, kobiety potrafią kochać o wiele mądrzej niż my! One nie kochają mężczyzny dla jego wyglądu. Nawet jeśli on się im bardzo podoba. – Joaquin westchnął błogo. – Kobiety kochają cię przez wzgląd na twój charakter. Twoją siłę. Twoją mądrość. Albo dlatego, że potrafisz zaopiekować się dzieckiem. Bo jesteś dobrym człowiekiem, masz honor i godność. One kochają cię inaczej niż mężczyzna kobietę. Nie z powodu kształtnych łydek ani nie dlatego, że w swoim garniturze budzisz zazdrość u jej koleżanek z pracy. Owszem, istnieją też takie kobiety, ale są tylko jak zły przykład dla innych" (Nina George "Lawendowy pokój"). Co sądzi Pani o tym cytacie? Czy uważa Pani, że kobiety i mężczyźni inaczej kochają? Co dla kobiet jest ważne w miłości, w wyborze Tego jedynego?

Bohater wypowiada kilka znanych wszystkim prawd. Pierwsza –mężczyzna odbiera kobietę wzrokiem, a kobieta mężczyznę wzrokiem plus wszystkimi innymi zmysłami. Druga – kobieta oczekuje od mężczyzny poczucia bezpieczeństwa i odpowiedzialności, zaś mężczyzna od kobiety wiary w to, że jest odpowiedzialny.  Trzecia – zasadniczo kobieta nie patrzy na urodę mężczyzny, więc przystojny gagatek ma u niej mniejsze szanse od szpetnego poczciwca.  Ergo. Na mężczyznę i kobietę działają zupełnie inne bodźce.  Czy też tak uważam? Hm… Wydaje mi się, że miłość to miłość, jest jedna dla wszystkich i jednakowo się objawia, ale chyba rzeczywiście jest tak, że oczekiwaniom mężczyzny i kobiety jakoś nie po drodze. Najkrócej rzecz ujmując, kobieta  kocha z całym dobrodziejstwem inwentarza, oczekuje wyłączności, bo lubi mieć świadomość, że jest tą jedną jedyną i najważniejszą, no i ma potrzebę ciągłości w okazywaniu jej uczuć. Najlepiej codziennie, ale co w tym dziwnego? W końcu zdradzają głównie mężczyźni.
Mężczyzna zaś kocha raczej czynami, nie słowami. Powie „kocham cię” i uważa, że nie musi tego powtarzać, bo przecież nic się nie zmieniło w ich związku. Od kobiety oczekuje, że będzie mówiła wprost, a nie półsłówkami, bo przecież kiedy mówi A, to myśli B, a on może usłyszeć jeszcze coś innego. Spodziewa się też, że będzie mu wierna, stanie się jego inspiracją i motywacją, a przy tym umiejętnie zajmie się domem.
Nie wiem czy to są fakty czy mity, bo nie jestem kopalnią wiedzy o relacjach damsko-męskich, ale jedno nie ulega wątpliwości. Kobiety przychodzą na świat z potencjałem do kochania i bycia kochanym. Mężczyźni też.

2. Wspominając dzieciństwo nasuwa mi się obraz moich dziadków, którzy siedzą przed kominkiem: dziadek pali fajkę, w całym domu unosi się zapach wanilii, a babcia robi na drutach ciepły sweter dla kolejnego wnuka. W kominku pali się ogień, w domu jest ciepło i przyjemnie, a dziadek zaczyna gawędzić o czasach wojennych (mój dziadek przeżył I i II wojną światową). Czasem babcia coś dopowie i tak za każdym razem moja wiedza o tych czasach się pogłębia. Na lekcjach historii w szkole bardzo często wykorzystywałam te wiadomości, co bardzo podobało się moim nauczycielom. Oczywiście również dużo czytam książek o tematyce historycznej, wojennej. Czy i Pani czerpie/czerpała też wiadomości od dziadków, a potem wykorzystuje w swoich powieściach? Czy może dzięki rozmowom z dziadkami czy też innymi członkami rodziny naszły Panią konkretne pomysły do wykorzystania w swoich książkach?

Gratuluję tak cudownych i ciepłych wspomnień z dzieciństwa.  I trochę zazdroszczę. Moi dziadkowie odeszli już dawno, a moja wiedza o ich życiu jest… no, może nie ograniczona, ale też nie wszechstronna.  O wiele więcej wiem na temat przeszłości rodziców, tyle że nie odważyłabym się czerpać z niej pomysłów na książki. Po prostu nie umiałabym zdystansować się do bólu mamy, tracącej miłość swego życia, czy też piekła, jakie zgotowała tacie wojna.  Co zatem mnie inspiruje? W zasadzie wszystko. Przypadkowo podsłuchana rozmowa, zaobserwowana na ulicy sytuacja, czyjaś celna riposta bądź jakiś niewiele znaczący szczególik, który nagle zapala czerwone światełko i uruchamia  wyobraźnię.  Życie to prawdziwy bank pomysłów i bez względu na to, jak bardzo człowiek chciałby być twórczy, wpływy z zewnątrz są nieuniknione.

3. W Polsce rynek wydawniczy jest bardzo pokaźny. Mamy to szczęście, że jest dużo wydawnictw, ale jak tworzyć w Polsce i nie zwariować, a przy tym jeszcze zarobić na życie, czynsz i opłaty? Czy jest szansa wydać książkę, zwłaszcza debiut, bez protekcji, sponsoringu i tzw. „pleców”? Jakich rad udzieliłaby Pani początkującym pisarzom, zwłaszcza tym, którzy się boją, że zostaną odrzuceni przez Wydawcę?

Oczywiście że jest szansa, a wysyp książek polskich autorów jest tego najlepszym dowodem. Trudno byłoby mi uwierzyć, że wszyscy zadebiutowali wyłącznie dzięki protekcji znajomych i sponsoringowi „szerokich pleców”. A co do rad…  Nie wiem na ile okażą się pomocne, w końcu sama jestem początkującym autorem, poleciłabym jednak przede wszystkim udział w konkursach literackich. Jeśli się zwycięży, co jest trudne, lecz nie niemożliwe, rynek wydawniczy stanie otworem. A jeśli nie, przyjąć to jako małe potknięcie, a nie porażkę i spróbować znaleźć słabe strony naszego pisania. W razie wątpliwości warto sięgnąć do poradników, podpowiadających jak pisać, względnie nie pisać. Istnieją takie.  No i jest jeszcze coś takiego jak instynkt, który podpowiada nam co jest dobre, a co kiepskie, co poprawić, a co zostawić. Ja swojemu zaufałam.
Drugim sposobem jest wysłanie powieści do wydawnictw, ale najpierw należałoby sprawdzić, czy profil wydawniczy jest zgodny z tematyką książki. Wiem, wiem… Strach przed odrzuceniem i wstyd przed ewentualną kompromitacją potrafią sparaliżować człowieka, ale jak mawia jedna z moich bohaterek: „Nie dowiesz się co potrafisz, jeśli nie spróbujesz” (działać).

Sylwka S
1.  Czy warto walczyć o swoje marzenia? Czy czasami warto odpuścić tylko po to, aby kogoś nie skrzywdzić? Czy iść za słowami, że "życie jest tylko jedno" i dojść do niektórych rzeczy po trupach?

Oj warto, warto. Nawet trzeba, ponieważ bujanie w obłokach bywa niezwykle twórcze. Gdyby człowiek nie marzył o lataniu, dziś nie byłoby samolotów, gdyby nie pragnął być zdrowym, nie byłoby szczepionek, gdyby nie fantazjował na temat przekazu informacji, nie mielibyśmy druku, telefonu, internetu… Można tak w nieskończoność i nie ma tu mowy o żadnej krzywdzie. Przeciwnie. Ludzkość nie tkwi w miejscu właśnie dzięki marzeniom i pragnieniom zarówno geniuszów jak i zwykłych ludzi, którzy mieli w sobie wiarę i odwagę, by je realizować. Oczywiście nie „po trupach”, bo nie warto.  Los bywa przekorny i nigdy nie wiadomo kiedy odda nam zło, i to z nawiązką.

2. Wspomnienie z dzieciństwa, który pamięta Pani do dziś?

Mam wiele wspomnień, fajnych i niefajnych, jednak najbardziej utkwiła mi w pamięci pewna nieprzespana noc. W okolicach Świąt Wielkanocnych wybraliśmy się na drugi kraniec Polski, gdzie mieszkała rodzina ze strony mamy – dość liczna i rozrzucona między Zgorzelcem a Górzynem. Gdziekolwiek się pojawiliśmy atrakcja goniła atrakcję, jednak gwoździem programu okazał się nocleg… z duchem. Nic tak nie działa na wyobraźnię  dziecka, jak opowieść równolatka o duchu babci, która każdej nocy nawiedza miejsce, gdzie zmarła.  Czyli łóżko, w którym leżałam wraz z siostrą! Przeżyłam koszmar nie do opisania. Siostra pewnie też, choć prędzej odgryzłaby sobie język, niż się do tego przyznała.

3. Każdy ma w życiu sytuacje, z których jest dumny lub odwrotnie. Co najbardziej szalonego zrobiła Pani w swoim życiu, a co chciałaby jeszcze zrobić?

Najbardziej szalonego? Lot w ciemno do Kanady. Na skutek różnych perturbacji – był to rok 1981, o czym trzeba pamiętać – poleciałam do swojej przyjaciółki nie mając pewności, czy nie przywitam się z klamką. I czy w ogóle do tej klamki dotrę. Miałam na to marne szanse, biorąc pod uwagę mizerną zawartość portfela i znajomość języka angielskiego w stopniu bardzo ograniczonym. No ale młodość jest taka odważna…  Na szczęście mój Anioł Stróż nie próżnował i wszystko skończyło się pomyślnie. Dziś nazwałabym swój czyn brakiem rozsądku, niemniej, mogłabym go powtórzyć, pod warunkiem, że mój A.S. nie przeszedł na emeryturę.

Zosia Samosia
1. Jakie jest Pani motto, którym kieruje się w życiu?

Właściwie nie mam. Albo inaczej. Kieruję się w życiu prostymi zasadami, na których się opieram i za pomocą których buduję swój system wartości. Na przykład: „Żyj sam, i pozwól żyć innym”, „Żeby coś zyskać, trzeba coś stracić”, Nie jest tak źle, żeby nie mogło być gorzej”, a ostatnio coś zdecydowanie głębszego: „Śpieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą”.

2. Do dziś pamiętam zapach ... ?

Blinów. Do dziś pamiętam zapach i smak blinów, które jadłam tylko raz w życiu, będąc nastolatką. Z późniejszych zapachów pamiętam zapach wypastowanej podłogi, który niezmiennie kojarzy mi się z rodzinnym domem, mamą i sobotą.

3. Gdyby wiedziała Pani, że ma przed sobą tylko jeden dzień życia, jakby go Pani spędziła i co by robiła w tych ostatnich minutach? Oprócz spędzenia czasu z najbliższymi bo tego pragnie każdy z nas.

Nie mam pojęcia, a co gorsza, nie będę spekulować czy pogodziłabym się z tym co nieuniknione, czy pisała zażalenie do Pana Boga.  Są po prostu rzeczy, których unikam nawet w myślach. Przykro mi, jeśli Panią zawiodłam.

Justyna G
1. Gdzie jest Pani miejsce na ziemi, gdzie czuje się najlepiej i najszczęśliwiej?

Kiedyś byłoby to każde miejsce, w którym potrafiłabym się zagnieździć i czuć się dobrze, dziś jest w Kraśniku. To miejsce, z którego niechętnie wyjeżdżam i do którego zawsze wracam z radością.  Miejsce, które wpisało się głęboko w moje serce wspomnieniami z dzieciństwa, zapachem poziomek, pierwszymi sukcesami i porażkami. Miejsce, które przypomina mi, że nie jestem samotna. Mam tu kochane rodzeństwo, na którym zawsze mogę polegać, wspaniałe przyjaciółki, które jeszcze nigdy mnie nie zawiodły, życzliwych znajomych, ale przede wszystkim – moje cudowne bliźniaczki. No, w zasadzie bardziej je miewam, niż mam, ponieważ studiują.

2. Czy uważa Pani, że każdy z nas może zostać pisarzem, czy potrzeba do tego choć trochę zdolności lub umiejętności?

Parafrazując Osła, mogę powiedzieć, że pisać każdy może. Lepiej – gdy ma talent, gorzej – gdy go nie ma. Zresztą, sam talent jeszcze nie czyni autora pisarzem . Potrzebne jest oprócz tego: oczytanie (żeby dobrze posługiwać się słowem) plus wyostrzony zmysł obserwacji (żeby umieć obserwować świat i ludzi) plus koncentracja (żeby skupić się tylko i wyłącznie na pisaniu) plus dobra pamięć (bo kiedy przyjdzie  wena, zdarza się zapomnieć o śniadaniu, obiedzie i kolacji) plus determinacja (żeby się przebić ze swoim utworem). Tak uważam, ale mogę się oczywiście mylić.

3. Bardzo łatwo jest opisywać książkę, dla kogoś innego, a jakby Pani poleciła i zachęciła czytelników do przeczytania książek o Zuzannie? Byśmy sięgnęli po tą pozycję bez mrugnięcia okiem.

Ja nie potrafię mówić o swojej książce! Ale chyba nie mam wyjścia, więc do dzieła.
Książki o Zuzannie to lektura lekka, łatwa i przyjemna, przeznaczona dla wszystkich kobiet. Tych, które chodzą z głową w chmurach i tych, które twardo stąpają po ziemi, dla twardej bizneswomen i dla niepoprawnej romantyczki, dla pesymistki i optymistki. Każda z nich znajdzie w niej cząstkę siebie, bo to rzecz o miłości, przyjaźni, zdradzie, marzeniach, nadziei i mierzeniu się z samym sobą. O tym, że marzenia się spełniają, ale wymagają czasu.
Uff… Mam ogromną nadzieję, że mi się udało.

Monika Z
1. Smutek i żal...jest istotną sprawą na tym świecie towarzyszącą każdemu...jak pocieszyłaby Pani osobę w takim stanie?

Pytanie, czy osoba ta chciałaby, aby ją pocieszyć? Załóżmy jednak, że tak, no to wtedy miałabym pewne trudności. Nie potrafię i nie lubię łagodzić bólu innych, ponieważ sama nie lubię być pocieszana. Muszę przeżyć swój smutek może niekoniecznie w odosobnieniu, ale na pewno w milczeniu. Gdyby ktoś próbował mnie przekonać, że mi współczuje, że rozumie, że ubolewa, wywołałby tylko moją irytację, albo utwierdził w tym, że istotnie mam problem. Jednak coś powinnam zrobić, prawda? Prawdopodobnie poczekałabym aż ta osoba się otworzy i wyrzuci z siebie ból. To nie musiałoby jeszcze oznaczać, że ma ochotę na rozmowę o problemie, więc wysłuchałabym jej w spokoju, a potem po prostu przytuliła. Tak byłoby chyba w porządku.

2. Co duża Krystyna powiedziała by małej Krysi z perspektywy czasu i doświadczeń życiowych?

Powiedziałaby: Wszystko ma swoje miejsce i czas i nic w życiu nie dzieje się przez przypadek. Podejrzewam jednak, że Krysia fuknęłaby, że jest odwrotnie, choć w głębi duszy uwierzyłaby. Gdyby Krystyna powiedziała jej: Nie wtykaj palca do kontaktu, bo cię prąd kopnie – Krysia wetknęłaby i mimo fryzury Einsteina twierdziłaby, że nic nie poczuła. Taka to z niej przekorna osóbka. Cóż, doświadczenia bywają bolesne, ale są nasze, więc zapamiętujemy je szybciej niż rady. 

3. Z którym bohaterem literackim umówiłaby Pani sie na kawę?

Na smutki, zmartwienia i wszelkie choroby najlepszy jest Lesio Kubajek – roztargniony, trochę ciapowaty, zakręcony jak bąk w tulipanie i potwierdzający regułę, że głupi ma zawsze szczęście.  Na Lesia nie ma siły. Przy nim turlałabym się ze śmiechu, co wyszłoby mi tylko na zdrowie, bo podobno weseli ludzie starzeją się wolniej.

Teresa K
1. Lubimy grać i oczywiście wygrywać. Popularną grą w Polsce jest toto-lotek. Dziś wygrywa Pani horrendalną sumę pieniędzy. I co wtedy? Zakłada Pani swoje wydawnictwo? Może kupi Pani bezludną wyspę i w spokoju będzie tam Pani tworzyła kolejne dzieła? A może zbuduje Pani super nowoczesny szpital i ludzie będą tam leczenie bez kolejek i bezpłatnie? Co zrobi Pani z tą ogromną sumą pieniędzy?

Dobre pytanie. Czy okazałabym się nieużytkiem, czy filantropem?
Z ogromnymi sumami pieniędzy bywa tak, że kiedy nieoczekiwanie spadają na człowieka – głupieje, wiec zapewne zgłupiałabym i ja. W pierwszej kolejności, bo kiedy doszłabym do siebie, rozdysponowałabym je tak: rodzinie według potrzeb, instytucjom, do których nic nie mam według  jednej potrzeby, wsparłabym wybraną fundację dzieciom, własnym zapewniłabym przyszłość wolną od problemów finansowych, sobie kupiłabym mały domek niedaleko lasu i z widokiem na jezioro, gdzie w spokoju i w bliskości z naturą mogłabym pisać, przyjaciółce zafundowałabym pobyt w Kanadzie, gdzie odwiedziłybyśmy naszą wspólną przyjaciółkę, zainwestowałabym w coś, co przynosiłoby regularne dochody… Dużo tego. Na super nowoczesny szpital już by nie starczyło.

2. Jakie jest Pani największe zawodowe marzenie? O jakiej nagrodzie literackiej Pani marzy i dlaczego akurat o tej? Czy zdobycie wymarzonego trofeum zmieni coś w Pani życiu?

Jedno już się spełniło – dwie wydane książki. Teraz moim marzeniem jest, by spodobały się czytelnikom, bo dla autora nie ma nic radośniejszego od świadomości, że jego praca nie poszła na marne. Jeśli chodzi o nagrodę literacką, to w ogóle o niej nie myślałam i nie myślę. Naprawdę. Nie twierdzę, że mi się nie zamarzy, ale to chyba jeszcze nie ten czas. Teraz mogę powiedzieć tylko tyle, że gdybym kiedykolwiek jakąkolwiek dostała – byłby to solidny kopniak energetyczny do dalszej pracy.

3. Pisanie na pewno wciąga i uzależnia. Spróbowało się raz i chce się jeszcze, więcej. Jakie są więc Pani dalsze plany pisarskie? Czy myślała Pani o pisaniu książek dla dzieci i młodzieży? Czy pozostanie Pani w kręgu powieści dla dorosłych?

Dalsze plany, to pisać, pisać, pisać… Póki starczy sił, chęci i zdrowia. Ale nie sięgnę po tematykę dla dzieci. Nie mam w sobie aż takiej odwagi i aż takiej wyobraźni. Pozostanę wierna powieściom dla kobiet, niekoniecznie w wieku Zuzanny (nowa bohaterka jest dużo od niej młodsza).



A do nagordy autorka wytypowała: 

"Muszę przyznać, że miałam ogromny dylemat,które z nich uznać za najciekawsze, ponieważ wszystkie były dojrzałe, starannie przemyślane i niezwykle interesujące. Najdłużej wahałam się między pytaniami Sylwki S. a Zosi Samosi, w końcu jednak wybrałam Sylwkę S. za to, że dzięki jej pytaniom mogłam wrócić pamiecią do jednych z nafajniejszych dni w moim życiu. Dziękuję za zainteresowanie, [...] pozdrawiam osoby, biorące udział w konkursie oraz oczywiście czytelniczki."

Ja również dziękuję za zainteresowanie konkursem, za wszystkie pytania, które zadałyście. Do Sylwki S. wędruje oczywiście komplet książek o przygodach Zuzanny. Chciałabym również podziękować serdecznie Pani Krystynie, za to, że wyraziła zgodę na zorganizowanie konkursu i odpowiedziała na ogrom pytań, którymi ją zasypałyście oraz Pani Sylwii z wydawnictwa Prozami za to, że pomogła w organizacji konkursu i przygotowała wspaniałe nagrody. 

A was zapraszam do następnych konkursów, kolejne atrakcyjne nagrody juz niedługo! :) 

4 komentarze:

  1. Gratuluję wygranej, a z Autorką się zgadzam - pisac moze kazdy ale nie kazdy powinien, trzeba miec predyspozycje. Szkoda, że na rynku pojawia się tyle dzieł, które nigdy nie powinny sie ukazac.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję bardzo :) Bardzo ciekawy wywiad, a Pani Krystyna jest bardzo ciepłą osobą, która wyczerpująco odpowiedziała na wszystkie nasze pytania :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo interesujący wywiad powstał :)
    Gratuluję :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetny wywiad :) również czuję się wyróżniona :)

    OdpowiedzUsuń