niedziela, 21 grudnia 2014

O druzgocącej historii, 
czyli recenzja "Białych róż dla Matyldy"



  Książka jest dobra albo wtedy, kiedy ją uwielbiasz, albo wtedy, kiedy naprawdę cię wkurza. Zapamiętujemy tylko historie wyraziste niczym pojedyncze figury na nijakim tle. Mdłych historii się nie zapamiętuje. Połyka się ja, a potem toną w naszej pamięci przysłonięte masą nowych, ważniejszych informacji. Dobre są tylko te książki, które wywołują emocje. 


  Kolejny już raz sięgam po książkę pani Magdaleny Zimniak i kolejny raz powtarza się ten sam schemat. Najpierw tej wręcz książki nie znoszę, męczy mnie i brzydzi i to do tego stopnia, że nie mam ochoty jej kończyć.  Ale z przekroczeniem mniej więcej środka utworu, opowieść wciąga mnie na tyle, że najlepiej by było skończyć ją od razu. Długo zastanawiałam się nad przyczyną tego stanu rzeczy i doszłam do wniosku, że nie jest to wina ani gatunku, ani samego stylu pisania autorki. W czym więc rzecz? 

    Magdalena Zimniak to autorka, która całe swoje życie spędziła w Warszawie. Na swoim koncie ma już kilka powieści kobiecych, między innymi "Szlak" czy "Pokój Marty", oraz kilkanaście opowiadań. Głośno zrobiło się wokół niej głównie za sprawą nagrody czytelniczek "Pióro" podczas Festiwalu Literatury Kobiecej 2014, którą została nagrodzona za książkę "Jezioro cierni" (recenzję utworu możecie przeczytać na moim blogu). Z wykształcenia anglistka, prywatnie żona i mama. 

   Beata to młoda kobieta, która próbuje pozbierać się wewnętrznie po nagłej śmierci rodziców i odzyskać zburzony, jednym telefonem, spokój. Pod opieką męża i u boku ciotki powoli wraca do normalności. A może raczej... wracałaby, ponieważ krótko po pogrzebie rodziców w jej życiu pojawiają się śledczy twierdzący, że jej rodzice wcale nie zginęli w tragicznym wypadku, lecz zostali zamordowani. Z każdym dniem w głowie Beaty pojawia się coraz więcej pytań i wątpliwości, a dowody, do których dociera, stawiają w zupełnie innym świetle jej najbliższych. Również znalezione w domu ciotki pamiętniki rzucają zupełnie nowe cienie na przeszłość rodziny Beaty. Jak dziewczyna poradzi sobie odkrywając kolejne, mroczne tajemnice? Czy można odnaleźć się w życiu, w którym potrzeba bezpieczeństwa zostaje nagle wywrócona do góry nogami? 
     
     Historia Beaty, a raczej jej ciotki, Matyldy, to opowieść o losach kilku pokoleń domowników, która momentami wręcz mrozi krew w żyłach i dosłownie wstrząsa czytelnikiem. Autorka serwuje nam dogłębny portret psychologiczny dwóch spokrewnionych kobiet, które nie potrafią poradzić sobie ze swoimi problemami. Z pozoru miła i chorowita starsza pani okazuje się skrywać potężną tajemnicę, na którą Beata przypadkiem wpada podczas karmienia dwóch grubych kotów. Druzgocąca fabuła, którą nie raz chce się przerwać i rzucić książką w kąt, a z drugiej strony świetny język i kreacja bohaterów, które przyciągają jak magnez. 

   "Białe róże dla Matyldy" to książka, która naprawdę mnie "wkurzała" mimo fascynującej tematyki, którą podjęła autorka, a którą ja sama interesuję się na codzień. Nie myślcie sobie jednak, że losy kilku bohaterów to było dla mnie zbyt dużo! Ja chyba po prostu nie polubiłam brutalnego i chorego świata, który w utworze wykreowała autorka. Nie wiem czy to z powodu powodu własnych, przytłaczających ostatni problemów, czy po prostu natłoku dramatycznych wydarzeń, które autorka mi zaserwowała, ale "Białe róże dla Matyldy" to lektura, której na pewno nie będę miło wspominać, pomimo tego, że jest opowieścią przemyślaną i świetnie napisaną. Śmiem raczej twierdzić, że to za sprawą mojego stosunku emocjonalnego to tej historii. Wszystko to świadczy jednak tylko o geniuszu autorki. 

    Ciężko jest trafić na książkę, którą się znienawidzi. Każdy czytelnik ma masę książek, które uwielbia i do których chętnie wróci. Ale czy ma takie, które wstrząsają nim na tyle, że przyzna: wow, to świetna opowieść?  Taka książka musi mieć w sobie naprawdę to coś. "Białe róże dla Matyldy" mają to coś i o wiele więcej. To książka obowiązkowa, która serwuje taki wachlarz emocji, jak mało który utwór. Istna huśtawka emocjonalna. Macie ochotę na taką wycieczkę? 


Za egzemplarz recenzencki utworu dziękuję serdecznie wydawnictwu:


2 komentarze:

  1. Twoje podejście do tej książki, w tak dużym stopniu mnie zaintrygowało, że jestem bardzo ciekawa, jakie dokładnie emocje autorka zaserwowała czytelnikowi w tej książce, tym bardziej, że żadnej jej powieści jeszcze nie znam:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Książkę czytałam i muszę przyznać, że strasznie mną wstrząsnęła. Jeszcze długo po skończeniu lektury nie mogłam przestać o niej myśleć.

    OdpowiedzUsuń