sobota, 13 grudnia 2014

Upragniony powrót do rodziny Borejków,
czyli "Wnuczka do orzechów" 


    Są takie serie, które, jeśli człowiek raz pokocha, to nie zależnie od wieku nadal miłością wielką kochał będzie i zawsze chętnie będzie do nich wracał. Wydaje mi się, że każdy czytelnik mógłby powiedzieć właśnie te zdanie o jakimś ulubionym cyklu książek. Świat może sie zmieniać, kręcić coraz szybciej, a one trwają i za każdym razem owiewają tym samym niesamowitym urokiem. Dla mnie właśnia taka jest "Jeżycjada" Małgorzaty Musierowicz, którą pokochałam jeszcze w szkole podstawowej. Nie mam pojęcia, ile razy od tamtej pory pochłonęłam całość tom po tomie. Wiem jednak, że pierwsze zdanie z "Kwiatu kalafiora" mogłabym wyrecytować z pamięci nawet obudzona w środku nocy. "Sukienka była różowa." Od tego zdania zaczęła się moja przygoda z "Jeżycjadą". To książki z którymi dorastałam i które dorastały razem ze mną. Najbardziej naturalną rzeczą pod słońcem był więc dla mnie dzień premiery dwudziestej już części przygód rodziny Borejków, w którym powędrowałam do sklepu i nabyłam upragniony utwór. I przytuliłam go do siebie niemalże sentymentalnie. Upragniony. 


   Bohaterką "Wnuczki do Orzechów" jest zwariowana Dorota, młoda dziewczyna, która razem z dwiema szalonymi, choć skrajnie różnymi, babciami, prowadzi domowe gospodarstwo gdzieś na wsi. Dorotka jest osobą naprawdę zwariowaną, choć zorganizowaną od stóp do głów i wrecz urokliwą. Uwielbia skakanie po drzewach, jeżdżenie bryczką i wycieczki do lasu. To właśnie podczas jednej z nich ratuje z opresji rudą damę, którą okazuje się być znana nam doskonale doktor Ida Borejko ze swoją burzą loków na głowie, która po kłótni z mężczyznami swojego życia, to znaczy Markiem i Józinkiem, postanowiła uciec do lasu i wyzłościć się samotnie. Uratowana Ida po krótkim czasie spędzonym z Dorotką i jej babciami decyduje się na szalony krok i postanawia zatrzymać się w gospodarstwie na jakiś czas. Nie mówiąc nic nikomu, poza cierpiącą upały w Poznaniu Gabą, ściąga do siebie również cierpiącego z powodu złamanego przez Magdusię serca, Ignasia, i rozpoczyna odpoczynek od zgiełku tętniącego życiem miasta. Co z tego wszystkiego wyniknie i czy Ignaś w towarzystwie ciotki i Doroty poradzi sobie w końcu ze złamanym sercem (i pogryzioną przez szerszenie pupą)?  I przede wszystkim, kim okaże się tajemniczy chłopak, który dla Doroty straci głowę? 

   Natomiast w Poznaniu króluje słońce i nieznośne upały, z którymi właściwie nie radzą sobie seniorowie rodu i spędzajaca z nimi czas Gaba. Po długich namowach córki staruszkowie dają się wreszcie namówić na krótkie wakacje u Patrycji w jej chłodnej, zacienionej chatce na wsi. Oczywiście, jak na Jeżycjadę przystało, również i ten wyjazd obfituje w przesympatyczne wydarzenia, od których wręcz nie można się oderwać, w ogorm rodzinnych obiadów i kolacji, a przede wszystkim salw głośnego śmiechu i niepowtarzalnego, ciepłego klimatu, jaki tworzy wokół siebie znana przez tysiące czytelniczek rodzina. 

  Akcja "Wnuczki do orzechów" kręci się właściwie wokół młodego pokolenia oraz problemów, z jakimi zmagają się współcześni młodzi ludzie. I choć nie da się ukryć, zdominowała ją Ida (i to dosłownie), to jej listy, pomimo wieku, przypominają mi zwariowaną i zawsze stawiającą na swoim Idusię z "Idy sierpniowej". Lata sióstr Borejko lecą, a one właściwie wcale się nie starzeją, tak, że młody czytelnik nadal ma wrażenie, że to utwory o jego problemach, o jego rozterkach i dla kogoś w jego wieku. Nie mam pojęcia jak udaje się to Pani Musierowicz. Ale każda z części "Jeżycjady" jest dla mnie zawsze "w porę" i zawsze o mnie. (Choć moje lata też lecą!)

   Ale do rzeczy... We "Wnuczce do orzechów" mamy młodego romantyka, który cierpi po stracie miłości swojego życia i za nic nie umie sobie z nią poradzić. Jego miłość jest trochę naiwna i przerysowana, a on sam niedojrzały, zagubiony i z tendencją do wyolbrzymiania. Nie, wydaje mi się, że to nie będzie na wyrost, jeśli powiem, że to klasyczna miłość romantyczna o której rozpisywali się Goethe i Mickiewicz. Z drugiej strony mamy też fascynację, która pojawia się szybko i właściwie nie wiadomo skąd, która dopada nader poważnego i dojrzałego Józinka. Jego miłość jest skrajnie inna. Wydaje się być dojrzalsza i o wiele bardziej prawdziwa. Fantastyczny kontrast. 

   To, co uwielbiam w "Jeżycjadzie" od lat to to, że zdecydowanie wybija się ona wśród książek dla młodzieży, które zalewają dzisiejszy rynek. Wartościowe i pełne rodzinnego ciepła zdecydowanie królują nad literaturą z nurtu "Young adult" przepełnionej rozwiązłością i kręcącą się wokół cielesnych i konsumpcyjnych przyjemności, któe proponuje młodym dzisiejszy świat. To wspaniałe, że na tych książkach dorastała moja mama, ja, a w przyszłości będą, (mam taką nadzieję) również i moje córki. To ksiażki o prawdziwym życiu i prawdziwej sile, jakiej młodym w dzisiejszym świecie naprawdę potrzeba. A one, niezmienne, wciąż trwają i porywają serca kolejnych czytelników. Dla mnie to coś niezwykłęgo! 

  Próbując napisać kilka słów o "Wnuczce do orzechów" pierwszy wniosek, który mi się nasunął, był taki, że właściwie jest to książka, wobec której nie umiem być obiektywna i nie zamierzam się nawet starać, zeby jakoś temu zaradzić. Powroty do znanych doskonale bohaterów, którzy z utworu na utwor troszkę się zmieniają, pozostając nadal sobą i spotkania z nowymi postaciami, które od razu wkradają się w łaski zaczytanego serca... poezja! Towarzyswto sióstr Borejko i ich dorastających dzieci budzi we mnie takie fale przyjemnych uczuć, że nijak nie umiem sobie z nimi poradzić, a usta same unoszą  mi się w uśmiechu. Ale... znacie przecież Jeżycjadę. I z pewnością sami doskonale wiecie, że jeśli chodzi o te książki to inaczej po prostu się nie da. 


Całą kultową serię wydaje wydawnictwo: 


12 komentarzy:

  1. Wobec kolejnych części Jeżycjady, trudno być obiektywnym. Najnowszy tom mam cały czas w planach, na pewno go kupię.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że jest ktoś, kto rozumie mój skrajny subiektywizm i oczywiscie zachecam do lektury! :)

      Usuń
  2. Sama raczej się nie skuszę, ale planuję tę książkę dać w prezencie pod choinkę mojej nastoletniej siostrzenicy. Myślę, że powinna być zadowolona.

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak byłam młodsza to zaczytywałam się w "Jeżycjadzie" i kilka książek z serii przeczytałam... może kiedyś do niej wrócę ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja po recenzji m.in. Zwierza nie zamierzam po tę część sięgnąć. Coś mi się wydaje, że mogłaby mi trochę zepsuć dobre wspomnienia od razu kojarzące się z Jeżycjadą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gwarantuję Ci, że klimat jest ten sam! :)

      Usuń
  5. Też uwielbiam Jeżycjadę. Z niej się nie wyrasta;) "Wnuczka do orzechów" kupiona, czeka na swoja kolej:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piękne stwierdzenie, że z niej się nie wyrasta :)

      Usuń
  6. Ja za tą autorką nie przepadam ;< uraz jeszcze z podstawówki - chyba mi się przejadła..

    OdpowiedzUsuń