środa, 17 grudnia 2014

"W drodze do domu.
 Opowieści wigilijne z Norwegii."



   "Może Elvirze przydałoby się coś takiego. Sztorm. Nas dwoje przeciwko czemuś większemu od nas obojga. Ja zabijam okna deskami. Elvira napełnia wodą wielkie plastikowe kanistry, znosimy na dół do schronu świece, puszki z jedzeniem i śpiwory. Obejmujemy się, kiedy sztorm szarpie naszym domem. Walczymy z czymś razem. Elvira i ja przeciwko całemu światu." 


   W psychologii funkcjonuje zjawisko takie jak efekt pierwszeństwa. Znaczy ono mniej więcej tyle, że najlepiej zapamiętujemy fakty, które zostaną nam przedstawione na początku wypowiedzi czy prezentacji. Jeśli odniesiemy ten efekt do zbiorów opowiadań, okazuje się, że i tu sprawdza się on w stu procentach. Za każdym razem, gdy zaczynam je czytać, łapię się na tym, że najlepiej pamiętam pierwsze opowiadanie, które wstrząsa mną do głębi, a następne tylko dopełniają zachwytu. Z "W drodze do domu" właśnie tak było. Już pierwsza historia porwała mnie i kupiła bez reszty. Sprawiła, że pokochałam twórczość Henriksena już po przeczytaniu zaledwie kilkunastu stron. 

   Levi Henriksen, to norweski pisarz urodzony w 1964 roku. Z zawodu dziennikarz publikujący na łamach dziennika "Aftenposten", z zamiłowania muzyk grający na gitarze basowej, komponujący i piszący własne teksty. Autor siedemnastu książek. Henriksen zadebiutował w 2002 roku zbiorem niesamowitych opowiadań "Feber". Swoimi powieściami zyskał sobie nie tylko uznanie i to nie tylko w Norwegii, ale też ogrom nagród literackich. Jak sam o sobie mówi, jest w tym momencie jednym z trzech norweskich pisarzy najszybciej piszących na klawiaturze metodą bezwzrokową. W 2010 roku na podstawie "W drodze do domu" powstał film o takim samym tytule, dystrybuowany również w Polsce. 

     Żona zabrała mu dzieci, a na domiar złego "założyła" rodzinę z nowym mężczyzną. A gdyby tego było mało, to zmieniła zamki w drzwiach do ich starego mieszkania, w którym to całkowicie "nowe" gniazdko postanowiła sobie uwić. Jest Wigilia, a on od dawna nie widział się z dziećmi. Tęskni i ból rozsadza mu serce. Ma dla maluchów przecież masę prezentów i nadal otwarte serce. Zresztą... nie tylko dla nich, bo dla byłej żony też. Co zrobić? Oczywiście przebrać się za św. Mikołaja i złożyć byłym domownikom serdeczną wizytę. Brzemienną w równie szalone skutki jak sam pomysł... ["Same miękkie paczki pod choinką"]

     Każdy, kto kiedykolwiek zabierał się za pisanie, z pewnością zadał sobie pytanie, czy o zwykłych ludziach i ich zwykłym życiu można napisać fascynującą historię. Levi Henriksen udowadnia nam wszystkim, że jest to możliwe, w dodatku... można napisać o ich ziemskim życiu  naprawdę nieziemskie historie. Można pisać o rodzinie, o samotności. O rozstaniu, o powrotach. O próbach naprawiania relacji i ich doszczętnym rozkładzie. Można pisać o miłości... tej rodzinnej, tej matczynej i "tatowej". O miłości do mężczyzny, kobiety, a nawet psa. O nienawiści do życia i o jego uwielbieniu... Jednym zdaniem? Można zrobić naprawdę "coś" z pozornie "niczego". 

   Opowiadania Henriksena to krótkie, zwykle epizodyczne historie napisane w przepiękny sposób, które łączą w sobie ciepło i otwarcie na ludzi. Przeczytałam gdzieś zdanie, że "W drodze do domu" jest jak spotkanie z sąsiadem, który w zaufaniu opowiada nam swoje życie i nie sposób przerwać, dopóki ta rozmowa trwa. Całkowicie się z nim zgadzam. Utwory zaprezentowane w tym świątecznym zbiorze, to esencja tego, czego spodziewa się czytelnik zabierający się nieznaną lekturę. Niesamowity i wyjątkowy klimat. Ludzka psychika przyłapana w najbardziej niespodziewanym momencie. Nie koniecznie tym smutnym czy tym szczęśliwym... Mam wrażenie, że wiele z tych historii dzieją się codziennie dookoła mnie, a ja nie koniecznie zdaję sobie z tego sprawę. Bo ludzie płaczą i się śmieją. Tutaj za ścianą czy gdzieś tysiące kilometrów stąd. Czują szczęście, albo zaczynają orientować się, czego im właściwie do szczęścia potrzeba. Każdy zwykły człowiek jest niezwykły - wydaje mi się, że właśnie tę prawdę w swoich opowiadaniach Henriksen chciał nam wszystkim przekazać. Jesteśmy unikatowi i nasze prywatne historie też takie są. 

    Podsumowując... jeśli dopadł was już klimat świąt i macie ochotę poobracać się w nim trochę więcej, niż tylko w galeriach handlowych lub pięknie oświetlonych ulicach, to "W drodze do domu" jest książką, którą, nie tylko na tę porę, naprawdę wam polecam. Unikatowe, nastrojowe opowieści, które podbijają zaczytane serce już od kilku pierwszych stron i nie chcą go puścić. Niesamowita magia utworów, prostota wymieszana z głębią naszej natury, a wszystko to skąpane, niczym w lukrze, w imponującym stylu pisania autora. Zresztą... co ja gadam. To nie tylko książka dla tych, którzy w magię świąt już wpadli. To książka, która zaszczepi ją u każdego. Nawet tego najbardziej zatwardziałego przeciwnika Bożego Narodzenia. 


Za egzemplarz recenzencki utworu dziękuję serdecznie wydawnictwu: 


13 komentarzy:

  1. Bardzo bym chciała tę książkę przeczytać i mam nadzieję, że tak się stanie. Podobno jest też film, więc historię też chciałabym zobaczyć na ekranie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Film jest, ale cyz dobry nie wiem, bo jeszcze nie oglądałam ;)

      Usuń
  2. Ale zbieg okoliczności. Właśnie dziś zastanawiałam się nad tą książką, gdyż szukam czegoś nastrojowego na świąteczny czas i jak widzę po Twojej recenzji "W drodze do domu...'' będzie idealna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pierwsze opowiadanie zwaliło mnie z nóg. Mam nadzieję, że Ciebie też! :)

      Usuń
  3. Mam chęć poznać te opowiadania:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Na czas Świąt książka idealna :) Bardzo chętnie bym ją przeczytała, bo zapowiada się naprawdę ciekawie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam, ponieważ właśnie tak jest!

      Usuń
  5. Jestem bardzo ciekawa tej książki!
    Szczególnie, że wszystko wskazuje na to, iż to coś dla mnie <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie nie ma na co czekać! :)

      Usuń
  6. Bardzo entuzjastycznie - aż chce się czytać. I jak nie przepadam za opowiadaniami, tak już w samej recenzji wyczuwam magię książki. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że udało mi się Ciebie przekonać :)

      Usuń
  7. Mam ochotę na jakąś klimatyczną i świąteczną lekturę. Niestety w mojej biblioteczce takich brak. "W drodze do domu" zapowiada się naprawdę wspaniale, chętnie bym przeczytała. Niestety będę musiała się obyć smakiem, bo budżet nie pozwala mi na kupno książki...

    OdpowiedzUsuń