środa, 31 grudnia 2014

Mój subiektywny ranking - 
10 najlepszych książek roku 2014




1. Najemnik 
John Geddes i "Najemnik", które ukazały się na rynku pod koniec lata 2014 z pewnością wstrząsnęły mną w tym czytelnicyzm roku najbardziej. Przyznam, że sama jestem zaskoczona, że książka, która tematycznie wcale nie jest mi najbliższa, bezapelacyjnie uplasowała się w tym roku na pierwszym miejscu. Jeśli nie znacie jeszcze porywającej i wstrząsającej historii uzależnionego od adrenaliny najemnika jeżdżącego autostradą śmierci, koniecznie przeczytajcie tę książkę. 

2. Black Ice
Drugie miejsce, po długich dyskusjach sama ze sobą przyznaję "Black Ice" B. Fitzpatrick. Ta porywająca, śnieżna książka pochłonęła mnie bez reszty i jako jedna z naprawdę niewielu uczyniła mnie nie obserwatorem opisywanych zdarzeń, ale ich uczestnikiem. No i... jak można nie ulec urokowi orzechowego spojrzenia z okładki? 

3. Historia pewnej niewierności 
W tym roku poznałam i pokochałam utwory pani Danki Braun, którą chciałabym z tego miejsca serdecznie pozdrowić. Ogromne wrażenie wywarła na mnie oczywiście cała seria obracająca się wokół losów rodziny Orłowskich i jej przyjaciół, ale w moim czytelniczym sercu najbardziej odznaczyła się właśnie "Historia pewnej niewierności". Cóż... przyznaję. Być może ze względu na tematykę, to właśnie ją polubiłam najbardziej...

4.  Najdłuższa podróż
Tworząc ten ranking z pewnością nie mogłam pominąć najnowszej książki Nicholasa Sparksa, który już od wielu, wielu lat plasuje się na samym szczycie listy moich ulubionych autorów. Przeplatające się historie dwóch tak różnych par, które w zaskakujący sposób splatają się pewnego zimowego popołudnia, pokochałam bez reszty i wracałam do nich wiele razy. Cóż... nie będę ukrywała, że mam zamiar zrobić to jeszcze nie raz i to już niedlugo! 

5. Wymarzony czas
Również pani Magdalena Kordel (która z koleji plasuje się na samej góze na liście moich ulubionych polskich autorek) w mijającym roku nie zapomniała o swoich czytelnikach. "Wymarzony czas", choć nieco inny od poprzednich utworów, nadal w ten jedyny, niepowtarzalny sposób wyrywa czytelnika z rzeczywistości i przenosi do urokliwego Malowniczego i znanych bohaterów. Och, ile dałabym za kłopotki Krysi... Pani Magdaleno, czekamy na więcej! 

6. Sztuka uwodzenia
Wśród literatury erotycznej, która wpadła w moje zaczytane ręce w tym roku, najwyżej plasuje się (i to bez żadnych dyskusji) "Sztuka uwodzenia" S. Young. Przyznam, że nie miałam wcześniej do czynienia z utworami tej autorki, ale po tej pozycji z pewnością sięgnę po więcej. To wspaniała książka, podczas lektury której samema chciałam  być zagubioną bohaterką pobierającą lekcje od przystojnego, najlepszego przyjaciela. Polecam! 

7. Cała nadzieja w Paryżu
Ten przepyszny kąsek czytelniczy to pozycja must have kończącego się roku. Przepiękna opowieść, która wycisnęła z moich oczu nie jedną łzę zapisała się na liście najlepszych książek przeczytanych w tym roku wielkimi literami. Na samą myśl o tej książce mam ochotę uciec w nią jeszcze raz... kto wie, może zrobię to w najbliższym czasie? 

8. Małżeńska fuzja
Jennifer Probst, którą poznałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Akapit Press to z całą pewnością jedno z większych czytelniczych odkryć 2014 roku. Może banalna historia miłosna zaserwowana przez autorkę na długo utkwiła mi w pamięci i sprawiła, że sama miałam ochotę rzucić się na szyję przystojnemu Sawyerowi. O tak. Zdecydowanie czekam na więcej książek tej autorki! 

9. Pracownia naprawiania życia
Trochę fabularnie ujętej psychologii, którą zaserwowało nam w tym roku wydawnictwo Amber, to zdecydowanie wyjątkowa pozycja, której nie może zabraknąć na mojej liście. Wstrząsające historie trójki bohaterów i zaskakujący koniec książki na długo pozostały i pozostają mi w pamięci. Przepiękny, choć smutny utwór obnażający najciemniejsze mroki naszego człowieczeństwa. Jeśli jeszcze nie mieliście okazji poznać tego utworu, zróbcie to koniecznie!

10. Figle i psoty Kaktusa i Skloty
Moją listę zamyka (wcale nie gorsza od poprzednich) pozycja, tym razem przeznaczona dla namłodszych. Zapewniam jednak, że pomysłowa grupa przyjaciół rozbawi do łez nie tylko malucha, ale też dużego czytelnika. Żadko kiedy spotyka się tak pięknie wydane książeczki dla dzieci. Wydawnictwo Skrzat przeszło w tym wypadku samo siebie! 


Chciałabym zaznaczyć, że przedstawiony przeze mnie ranking jest czysto subiektywny. Są to książki, które w mijającym roku wycisnęły najwiękzy ślad w mojej pamieci. Chciałabym w tym miejscu przeprosić was również za fakt, że ostatnio zaniedbuję trochę bloga. Moim noworocznym postanowieniem będzie więc pisać dla was częściej, a wam życzę zaczytanego 2015 roku! :)

niedziela, 21 grudnia 2014

O druzgocącej historii, 
czyli recenzja "Białych róż dla Matyldy"



  Książka jest dobra albo wtedy, kiedy ją uwielbiasz, albo wtedy, kiedy naprawdę cię wkurza. Zapamiętujemy tylko historie wyraziste niczym pojedyncze figury na nijakim tle. Mdłych historii się nie zapamiętuje. Połyka się ja, a potem toną w naszej pamięci przysłonięte masą nowych, ważniejszych informacji. Dobre są tylko te książki, które wywołują emocje. 


  Kolejny już raz sięgam po książkę pani Magdaleny Zimniak i kolejny raz powtarza się ten sam schemat. Najpierw tej wręcz książki nie znoszę, męczy mnie i brzydzi i to do tego stopnia, że nie mam ochoty jej kończyć.  Ale z przekroczeniem mniej więcej środka utworu, opowieść wciąga mnie na tyle, że najlepiej by było skończyć ją od razu. Długo zastanawiałam się nad przyczyną tego stanu rzeczy i doszłam do wniosku, że nie jest to wina ani gatunku, ani samego stylu pisania autorki. W czym więc rzecz? 

    Magdalena Zimniak to autorka, która całe swoje życie spędziła w Warszawie. Na swoim koncie ma już kilka powieści kobiecych, między innymi "Szlak" czy "Pokój Marty", oraz kilkanaście opowiadań. Głośno zrobiło się wokół niej głównie za sprawą nagrody czytelniczek "Pióro" podczas Festiwalu Literatury Kobiecej 2014, którą została nagrodzona za książkę "Jezioro cierni" (recenzję utworu możecie przeczytać na moim blogu). Z wykształcenia anglistka, prywatnie żona i mama. 

   Beata to młoda kobieta, która próbuje pozbierać się wewnętrznie po nagłej śmierci rodziców i odzyskać zburzony, jednym telefonem, spokój. Pod opieką męża i u boku ciotki powoli wraca do normalności. A może raczej... wracałaby, ponieważ krótko po pogrzebie rodziców w jej życiu pojawiają się śledczy twierdzący, że jej rodzice wcale nie zginęli w tragicznym wypadku, lecz zostali zamordowani. Z każdym dniem w głowie Beaty pojawia się coraz więcej pytań i wątpliwości, a dowody, do których dociera, stawiają w zupełnie innym świetle jej najbliższych. Również znalezione w domu ciotki pamiętniki rzucają zupełnie nowe cienie na przeszłość rodziny Beaty. Jak dziewczyna poradzi sobie odkrywając kolejne, mroczne tajemnice? Czy można odnaleźć się w życiu, w którym potrzeba bezpieczeństwa zostaje nagle wywrócona do góry nogami? 
     
     Historia Beaty, a raczej jej ciotki, Matyldy, to opowieść o losach kilku pokoleń domowników, która momentami wręcz mrozi krew w żyłach i dosłownie wstrząsa czytelnikiem. Autorka serwuje nam dogłębny portret psychologiczny dwóch spokrewnionych kobiet, które nie potrafią poradzić sobie ze swoimi problemami. Z pozoru miła i chorowita starsza pani okazuje się skrywać potężną tajemnicę, na którą Beata przypadkiem wpada podczas karmienia dwóch grubych kotów. Druzgocąca fabuła, którą nie raz chce się przerwać i rzucić książką w kąt, a z drugiej strony świetny język i kreacja bohaterów, które przyciągają jak magnez. 

   "Białe róże dla Matyldy" to książka, która naprawdę mnie "wkurzała" mimo fascynującej tematyki, którą podjęła autorka, a którą ja sama interesuję się na codzień. Nie myślcie sobie jednak, że losy kilku bohaterów to było dla mnie zbyt dużo! Ja chyba po prostu nie polubiłam brutalnego i chorego świata, który w utworze wykreowała autorka. Nie wiem czy to z powodu powodu własnych, przytłaczających ostatni problemów, czy po prostu natłoku dramatycznych wydarzeń, które autorka mi zaserwowała, ale "Białe róże dla Matyldy" to lektura, której na pewno nie będę miło wspominać, pomimo tego, że jest opowieścią przemyślaną i świetnie napisaną. Śmiem raczej twierdzić, że to za sprawą mojego stosunku emocjonalnego to tej historii. Wszystko to świadczy jednak tylko o geniuszu autorki. 

    Ciężko jest trafić na książkę, którą się znienawidzi. Każdy czytelnik ma masę książek, które uwielbia i do których chętnie wróci. Ale czy ma takie, które wstrząsają nim na tyle, że przyzna: wow, to świetna opowieść?  Taka książka musi mieć w sobie naprawdę to coś. "Białe róże dla Matyldy" mają to coś i o wiele więcej. To książka obowiązkowa, która serwuje taki wachlarz emocji, jak mało który utwór. Istna huśtawka emocjonalna. Macie ochotę na taką wycieczkę? 


Za egzemplarz recenzencki utworu dziękuję serdecznie wydawnictwu:


piątek, 19 grudnia 2014

Życzenia #2


     Nadchodzą święta Bożego Narodzenia, a wraz z nimi ten jeden jedyny dzień w roku: Wieczór Wigilijny. Zasiadamy przy suto zastawionym stole, w gronie najbliższych nam osób i łamiąc się opłatkiem, składamy sobie życzenia. Również ja dołączam się do tych życzeń, bo przecież my,  LUDZIE KOCHAJĄCY KSIĄŻKI tworzymy jedną wielką CZYTELNICZĄ RODZINĘ. 
       Życzę wszystkim sympatykom Informatora Czytelniczego zdrowia, miliona uśmiechów, cudownej rodzinnej atmosfery przy wigilijnym stole, smacznych pierogów z kapustą i grzybami, pięknych prezentów pod choinkami i wesołego kolędowania. Żeby w tym dniu Wasze domowe zwierzęta przemówiły ludzkim głosem, by aniołowie sfrunęli z nieba i otoczyli Was opieką, a renifery na swych zaczarowanych saniach przywiozły paczki ze szczęściem i radością. Aby Nowy Rok przyniósł Wam spełnienie marzeń, by zabrakło w nim miejsca na problemy i kłopoty i żeby każdy dzień był piękniejszy od poprzedniego. Wszystkiego najlepszego! 
                                                                                                                   Danka Braun

czwartek, 18 grudnia 2014

Życzenia #1 

Z okazji nadchodzących Świąt Bożego Narodzenia, na Informatorze
 pojawi sie cykl życzeniowych postów, których autorkami będą znane PISARKI. 
Dziś życzenia składa Pani Krystyna Bartłomiejczyk:





środa, 17 grudnia 2014

"W drodze do domu.
 Opowieści wigilijne z Norwegii."



   "Może Elvirze przydałoby się coś takiego. Sztorm. Nas dwoje przeciwko czemuś większemu od nas obojga. Ja zabijam okna deskami. Elvira napełnia wodą wielkie plastikowe kanistry, znosimy na dół do schronu świece, puszki z jedzeniem i śpiwory. Obejmujemy się, kiedy sztorm szarpie naszym domem. Walczymy z czymś razem. Elvira i ja przeciwko całemu światu." 


   W psychologii funkcjonuje zjawisko takie jak efekt pierwszeństwa. Znaczy ono mniej więcej tyle, że najlepiej zapamiętujemy fakty, które zostaną nam przedstawione na początku wypowiedzi czy prezentacji. Jeśli odniesiemy ten efekt do zbiorów opowiadań, okazuje się, że i tu sprawdza się on w stu procentach. Za każdym razem, gdy zaczynam je czytać, łapię się na tym, że najlepiej pamiętam pierwsze opowiadanie, które wstrząsa mną do głębi, a następne tylko dopełniają zachwytu. Z "W drodze do domu" właśnie tak było. Już pierwsza historia porwała mnie i kupiła bez reszty. Sprawiła, że pokochałam twórczość Henriksena już po przeczytaniu zaledwie kilkunastu stron. 

   Levi Henriksen, to norweski pisarz urodzony w 1964 roku. Z zawodu dziennikarz publikujący na łamach dziennika "Aftenposten", z zamiłowania muzyk grający na gitarze basowej, komponujący i piszący własne teksty. Autor siedemnastu książek. Henriksen zadebiutował w 2002 roku zbiorem niesamowitych opowiadań "Feber". Swoimi powieściami zyskał sobie nie tylko uznanie i to nie tylko w Norwegii, ale też ogrom nagród literackich. Jak sam o sobie mówi, jest w tym momencie jednym z trzech norweskich pisarzy najszybciej piszących na klawiaturze metodą bezwzrokową. W 2010 roku na podstawie "W drodze do domu" powstał film o takim samym tytule, dystrybuowany również w Polsce. 

     Żona zabrała mu dzieci, a na domiar złego "założyła" rodzinę z nowym mężczyzną. A gdyby tego było mało, to zmieniła zamki w drzwiach do ich starego mieszkania, w którym to całkowicie "nowe" gniazdko postanowiła sobie uwić. Jest Wigilia, a on od dawna nie widział się z dziećmi. Tęskni i ból rozsadza mu serce. Ma dla maluchów przecież masę prezentów i nadal otwarte serce. Zresztą... nie tylko dla nich, bo dla byłej żony też. Co zrobić? Oczywiście przebrać się za św. Mikołaja i złożyć byłym domownikom serdeczną wizytę. Brzemienną w równie szalone skutki jak sam pomysł... ["Same miękkie paczki pod choinką"]

     Każdy, kto kiedykolwiek zabierał się za pisanie, z pewnością zadał sobie pytanie, czy o zwykłych ludziach i ich zwykłym życiu można napisać fascynującą historię. Levi Henriksen udowadnia nam wszystkim, że jest to możliwe, w dodatku... można napisać o ich ziemskim życiu  naprawdę nieziemskie historie. Można pisać o rodzinie, o samotności. O rozstaniu, o powrotach. O próbach naprawiania relacji i ich doszczętnym rozkładzie. Można pisać o miłości... tej rodzinnej, tej matczynej i "tatowej". O miłości do mężczyzny, kobiety, a nawet psa. O nienawiści do życia i o jego uwielbieniu... Jednym zdaniem? Można zrobić naprawdę "coś" z pozornie "niczego". 

   Opowiadania Henriksena to krótkie, zwykle epizodyczne historie napisane w przepiękny sposób, które łączą w sobie ciepło i otwarcie na ludzi. Przeczytałam gdzieś zdanie, że "W drodze do domu" jest jak spotkanie z sąsiadem, który w zaufaniu opowiada nam swoje życie i nie sposób przerwać, dopóki ta rozmowa trwa. Całkowicie się z nim zgadzam. Utwory zaprezentowane w tym świątecznym zbiorze, to esencja tego, czego spodziewa się czytelnik zabierający się nieznaną lekturę. Niesamowity i wyjątkowy klimat. Ludzka psychika przyłapana w najbardziej niespodziewanym momencie. Nie koniecznie tym smutnym czy tym szczęśliwym... Mam wrażenie, że wiele z tych historii dzieją się codziennie dookoła mnie, a ja nie koniecznie zdaję sobie z tego sprawę. Bo ludzie płaczą i się śmieją. Tutaj za ścianą czy gdzieś tysiące kilometrów stąd. Czują szczęście, albo zaczynają orientować się, czego im właściwie do szczęścia potrzeba. Każdy zwykły człowiek jest niezwykły - wydaje mi się, że właśnie tę prawdę w swoich opowiadaniach Henriksen chciał nam wszystkim przekazać. Jesteśmy unikatowi i nasze prywatne historie też takie są. 

    Podsumowując... jeśli dopadł was już klimat świąt i macie ochotę poobracać się w nim trochę więcej, niż tylko w galeriach handlowych lub pięknie oświetlonych ulicach, to "W drodze do domu" jest książką, którą, nie tylko na tę porę, naprawdę wam polecam. Unikatowe, nastrojowe opowieści, które podbijają zaczytane serce już od kilku pierwszych stron i nie chcą go puścić. Niesamowita magia utworów, prostota wymieszana z głębią naszej natury, a wszystko to skąpane, niczym w lukrze, w imponującym stylu pisania autora. Zresztą... co ja gadam. To nie tylko książka dla tych, którzy w magię świąt już wpadli. To książka, która zaszczepi ją u każdego. Nawet tego najbardziej zatwardziałego przeciwnika Bożego Narodzenia. 


Za egzemplarz recenzencki utworu dziękuję serdecznie wydawnictwu: 


sobota, 13 grudnia 2014

Upragniony powrót do rodziny Borejków,
czyli "Wnuczka do orzechów" 


    Są takie serie, które, jeśli człowiek raz pokocha, to nie zależnie od wieku nadal miłością wielką kochał będzie i zawsze chętnie będzie do nich wracał. Wydaje mi się, że każdy czytelnik mógłby powiedzieć właśnie te zdanie o jakimś ulubionym cyklu książek. Świat może sie zmieniać, kręcić coraz szybciej, a one trwają i za każdym razem owiewają tym samym niesamowitym urokiem. Dla mnie właśnia taka jest "Jeżycjada" Małgorzaty Musierowicz, którą pokochałam jeszcze w szkole podstawowej. Nie mam pojęcia, ile razy od tamtej pory pochłonęłam całość tom po tomie. Wiem jednak, że pierwsze zdanie z "Kwiatu kalafiora" mogłabym wyrecytować z pamięci nawet obudzona w środku nocy. "Sukienka była różowa." Od tego zdania zaczęła się moja przygoda z "Jeżycjadą". To książki z którymi dorastałam i które dorastały razem ze mną. Najbardziej naturalną rzeczą pod słońcem był więc dla mnie dzień premiery dwudziestej już części przygód rodziny Borejków, w którym powędrowałam do sklepu i nabyłam upragniony utwór. I przytuliłam go do siebie niemalże sentymentalnie. Upragniony. 


   Bohaterką "Wnuczki do Orzechów" jest zwariowana Dorota, młoda dziewczyna, która razem z dwiema szalonymi, choć skrajnie różnymi, babciami, prowadzi domowe gospodarstwo gdzieś na wsi. Dorotka jest osobą naprawdę zwariowaną, choć zorganizowaną od stóp do głów i wrecz urokliwą. Uwielbia skakanie po drzewach, jeżdżenie bryczką i wycieczki do lasu. To właśnie podczas jednej z nich ratuje z opresji rudą damę, którą okazuje się być znana nam doskonale doktor Ida Borejko ze swoją burzą loków na głowie, która po kłótni z mężczyznami swojego życia, to znaczy Markiem i Józinkiem, postanowiła uciec do lasu i wyzłościć się samotnie. Uratowana Ida po krótkim czasie spędzonym z Dorotką i jej babciami decyduje się na szalony krok i postanawia zatrzymać się w gospodarstwie na jakiś czas. Nie mówiąc nic nikomu, poza cierpiącą upały w Poznaniu Gabą, ściąga do siebie również cierpiącego z powodu złamanego przez Magdusię serca, Ignasia, i rozpoczyna odpoczynek od zgiełku tętniącego życiem miasta. Co z tego wszystkiego wyniknie i czy Ignaś w towarzystwie ciotki i Doroty poradzi sobie w końcu ze złamanym sercem (i pogryzioną przez szerszenie pupą)?  I przede wszystkim, kim okaże się tajemniczy chłopak, który dla Doroty straci głowę? 

   Natomiast w Poznaniu króluje słońce i nieznośne upały, z którymi właściwie nie radzą sobie seniorowie rodu i spędzajaca z nimi czas Gaba. Po długich namowach córki staruszkowie dają się wreszcie namówić na krótkie wakacje u Patrycji w jej chłodnej, zacienionej chatce na wsi. Oczywiście, jak na Jeżycjadę przystało, również i ten wyjazd obfituje w przesympatyczne wydarzenia, od których wręcz nie można się oderwać, w ogorm rodzinnych obiadów i kolacji, a przede wszystkim salw głośnego śmiechu i niepowtarzalnego, ciepłego klimatu, jaki tworzy wokół siebie znana przez tysiące czytelniczek rodzina. 

  Akcja "Wnuczki do orzechów" kręci się właściwie wokół młodego pokolenia oraz problemów, z jakimi zmagają się współcześni młodzi ludzie. I choć nie da się ukryć, zdominowała ją Ida (i to dosłownie), to jej listy, pomimo wieku, przypominają mi zwariowaną i zawsze stawiającą na swoim Idusię z "Idy sierpniowej". Lata sióstr Borejko lecą, a one właściwie wcale się nie starzeją, tak, że młody czytelnik nadal ma wrażenie, że to utwory o jego problemach, o jego rozterkach i dla kogoś w jego wieku. Nie mam pojęcia jak udaje się to Pani Musierowicz. Ale każda z części "Jeżycjady" jest dla mnie zawsze "w porę" i zawsze o mnie. (Choć moje lata też lecą!)

   Ale do rzeczy... We "Wnuczce do orzechów" mamy młodego romantyka, który cierpi po stracie miłości swojego życia i za nic nie umie sobie z nią poradzić. Jego miłość jest trochę naiwna i przerysowana, a on sam niedojrzały, zagubiony i z tendencją do wyolbrzymiania. Nie, wydaje mi się, że to nie będzie na wyrost, jeśli powiem, że to klasyczna miłość romantyczna o której rozpisywali się Goethe i Mickiewicz. Z drugiej strony mamy też fascynację, która pojawia się szybko i właściwie nie wiadomo skąd, która dopada nader poważnego i dojrzałego Józinka. Jego miłość jest skrajnie inna. Wydaje się być dojrzalsza i o wiele bardziej prawdziwa. Fantastyczny kontrast. 

   To, co uwielbiam w "Jeżycjadzie" od lat to to, że zdecydowanie wybija się ona wśród książek dla młodzieży, które zalewają dzisiejszy rynek. Wartościowe i pełne rodzinnego ciepła zdecydowanie królują nad literaturą z nurtu "Young adult" przepełnionej rozwiązłością i kręcącą się wokół cielesnych i konsumpcyjnych przyjemności, któe proponuje młodym dzisiejszy świat. To wspaniałe, że na tych książkach dorastała moja mama, ja, a w przyszłości będą, (mam taką nadzieję) również i moje córki. To ksiażki o prawdziwym życiu i prawdziwej sile, jakiej młodym w dzisiejszym świecie naprawdę potrzeba. A one, niezmienne, wciąż trwają i porywają serca kolejnych czytelników. Dla mnie to coś niezwykłęgo! 

  Próbując napisać kilka słów o "Wnuczce do orzechów" pierwszy wniosek, który mi się nasunął, był taki, że właściwie jest to książka, wobec której nie umiem być obiektywna i nie zamierzam się nawet starać, zeby jakoś temu zaradzić. Powroty do znanych doskonale bohaterów, którzy z utworu na utwor troszkę się zmieniają, pozostając nadal sobą i spotkania z nowymi postaciami, które od razu wkradają się w łaski zaczytanego serca... poezja! Towarzyswto sióstr Borejko i ich dorastających dzieci budzi we mnie takie fale przyjemnych uczuć, że nijak nie umiem sobie z nimi poradzić, a usta same unoszą  mi się w uśmiechu. Ale... znacie przecież Jeżycjadę. I z pewnością sami doskonale wiecie, że jeśli chodzi o te książki to inaczej po prostu się nie da. 


Całą kultową serię wydaje wydawnictwo: 


piątek, 5 grudnia 2014

Nowy cykl znanej autorki,
czyli "Ta noc" J.E. Malpas 


   "-     Co podać? - mówię z trudem. 
 - Poczwórne espresso, dwie łyżeczki cukru, dopełnione do połowy wodą. - Wypowiada te słowa, ale ja ich nie słyszę, ja je widzę. [...]
 Odlepiam serwetkę, która przyczepiła się do spodeczka i już mam ochotę ją zgnieść, gdy dostrzegam jakiś napis. Szybko ją prostuję. Prycham. A potem ogarnia mnie złość. 
 To chyba najgorsza kawa, jaką kiedykolwiek znieważyłem moje usta. M.

   Jodi Ellen Malpas powraca na rynek wydawniczy z nową serią. Autorka bestsellerowego cyklu "Ten mężczyzna", który uwiódł miliony kobiet na całym świecie, a w Polsce każdy tom serii był wznawiany zaraz po premierze,  kolejny raz wychodzi do czytelniczek z książką z gatunku powieści erotycznych, skierowanych raczej do młodszych kobiet. Czy i "Ta noc" odniesie w Polsce gigantyczny sukces?

   Livy jest dwudziestoczteroletnią dziewczyną, którą wychowała i wychowuje babcia. Livy z natury jest dość skryta. Jej życie opiera się głównie na pracy w kawiarni i spędzaniu wieczorów z babcią i nielicznym gronem opiekuńczych przyjaciół. Wszyscy oni nieustannie namawiają dziewczynę, żeby zaczęła wychodzić do ludzi, a przede wszystkim poznała jakiegoś mężczyznę, zamiast uciekać w samotność. Livy ma jednak na ten temat zupełnie inne zdanie. Wszystko zmienia się jednak diametralnie w dniu, w którym tajemniczy M. przychodzi do kawiarni i zostawia na serwetce mało przyjemne zdanie. Czego chce od niej tajemniczy M., którego coraz częściej spotyka w najróżniejszych okolicznościach? Czy namiętny, fascynujący, ale zamknięty w sobie mężczyzna zbliży się do niej na mniejszą odległość niż inni? Jaki sekret stoi za jego drogimi garniturami, szybkimi samochodami i luksusowymi apartamentami w najpiękniejszych budynkach? Livy musi wedrzeć si w świat M. Jego obecność staje się jej prawdziwą obsesją.... 

    Przyznam, że nie czytałam serii "Ten mężczyzna", dlatego nie za bardzo mogę porównać do niej "Tą noc". Śmiało mogę powiedzieć jednak, że Malpas serwuje młodym czytelniczkom pikantną powieść erotyczną podszytą głębokim, psychologicznym dnem, które, mam nadzieję, w następnych tomach serii zostanie fascynująco rozwinięte, ponieważ to ono w utworze najbardziej mnie zaciekawiło. Bogaty, dosć bezczelny młody mężczyzna, mocno zakrawający o zaburzenia obsesyjno-komulsywne i przesadzony perfekcjonizm, znikający bez śladu w najbardziej znaczących momentach utworu. Skryta i nieśmiała Livy. Trochę niezdarna i za mocno się przejmująca. Przyznam, że imponująca mieszanka osobowości w utorze zrobiła na mnie wrażenie i ciekawa jestem, jak w dalszych tomach te dwie zupełnie różne postaci będą się ścierać. Z tego powodu na pewno chcę wiecej! 

   Nie mam pojęcia, czy to ze względu na akcję utworu, która bardzo blisko trzyma się schematu z "50 twarzy Grey'a" i "Dotyku Crossa", ale książka sama w sobie nie wydała mi się bardzo wciągająca i wyjątkowa. Z małymi wyjątkami, oczywiście, którym jest przede wszystkim oryginalny zarys osobowości zarówno M. jak i Livy. Nie ulega wątpliowości, że cieżko jest stworzyć coś wyjątkowego wtedy, kiedy rynek wydawniczy wręcz tonie w różnego pokroju powieściach erotycznych. Odnoszę ostatnio wrażenie, że wszystkie one trochę się zazębiają i idą utartym szlakiem. Psychologizm. Seks. Psychologizm. Seks. I tak w kółko... Autorki i autorzy ścigają się w coraz to bardziej oryginalnych opisach upojnych nocy i innych, podszytych erotyzmem "incydentów". Mniej lub bardziej rozbudowana narracja, pierwszo- bądź trzecioosobowa kusi czytelnika prostotą i brakiem eufemizmów. Coraz bardziej otwarty i dosadny język opisujący sceny miłosne. "Ta noc" to klasyczny (że już bardziej nie można) przykład literatury reprezentującej nurt "young adults". I to właściwie wszystko, co mogę o tej książce powiedzieć. 

    Podsumowując, Malpas idealnie wpisuje się w oczekiwania czytelniczek sięgającej po książki z gatunku "young adults". Młodzi bohaterowie, kolejne "pierwsze razy", imponująca gra charakterów i smaczny język. Jeśli jesteście fankami tego gatunku, to twórczość Malpas prędzej, czy później, wpadnie w wasze czytelnicze ręce. To klasyka gatunku i nie ma co na ten temat spekulować. Dla mnie była to jedynie kolejna, właściwie niczym nie wybijająca się ponad inne, powieść erotyczna skierowana do młodszych czytelników. Niczym mnie nie rozczarowała i niczym nie urzekła. Ale fajerwerków nie było.


    Za egzemplarz recenzencki utworu dziękuję serdecznie wydawnictwu: