poniedziałek, 16 marca 2015

Klasa sama w sobie, 
czyli o najnowszej powieści
Samanthy Young


Czwarty tom. Czwarta historia. Poczwórnie zwiększone wymagania. Czy w związku z tym można odnieść kolejny autorski sukces? Samantha Young perfekcyjnie udowadnia nam, że tak. 

"Ostatnia szansa" to kolejny już tom serii "On Dublin Street"autorstwa jednej z moich ulubionych pisarek współczesnej prozy kobiecej, w której zaczytuję się ostatnimi czasy. Każdy z utworów wchodzących w skład serii opisuje historię pary młodych ludzi z grupy przyjaciół, a raczej historię ich miłości, która nie do końca jest prosta i przyjemna. Również "Ostatnia szansa" nie wykracza poza ten, w pewnym sensie schemat, i obnaża przed nami bolesną ścieżkę miłości Hannah i Marco, skropioną smaczną dawką subtelnego erotyzmu. "Ostatnia szansa" to książka o dwójce młodych ludzi, którym los, po wielu latach, pozwala odnaleźć się na nowo. 

Hannah to młoda dziewczyna, która, przez wzgląd na traumatyczne doświadczenia, jako nastolatka przyjaźniła się z kilka lat starszym od siebie chłopcem i, jak to bywa w tym wieku, w pewnym momencie zaczęła się w nim szalenie podkochiwać. Kilka lat solidnej przyjaźni ugruntowało relacje między tym dwojgiem, aż w końcu nastał wyczekany przez Hannah dzień, kiedy to po jednej z domowych imprez znalazła się z Marco w zamkniętej, wspólnej przestrzeni i mimo lęku, a przede wszystkim strachu przed odrzuceniem, zdecydowała, że to właśnie w tamtej chwili i właśnie z nim chce stracić dziewictwo. I choć ten moment był czymś, jak najbardziej przez Hannah upragnionym i wyczekanym, to skończył się najgorzej, jak tylko mógł. Po wszystkim Marco zerwał się na równe nogi, złapał swoje ubrania, wybiegł bez słowa i na wiele bolesnych miesięcy wyjechał z kraju. Bardzo romantyczna historia młodzieńczej miłości, prawda? 

Los jednak, jak to zwykle w prawdziwym życiu bywa, płata naszym bohaterom wielkiego figla i po kilku latach, kiedy to Hannah wmówiła sobie, ze uporała się z dramatyczną przeszłością, przez zupełny przypadek niespodziwanie spotyka Marco i rany ożywają. Kobieta przypomina sobie, dlaczego od tamtego razu trzymała się z dala od mężczyzn i nigdy więcej nie uprawiała seksu. Marco natomiast... postanawia zawalczyć i kiedy wydaje się, że ścieżki tych dwóch ponownie się splatają, na jaw wychodzi bolesna tajemnica, a nawet dwie. Czy da się iść dalej, gdy przeszłość uparcie puka do drzwi, a rany nie chcą przestać krwawić? 

"Ostatnia szansa", w porównaniu z poprzednimi tomami serii "On Dublin Street" na pierwszy rzut oka może wydawać się czytelnikom najzwyklejsza i najmniej urzekajaca ze wszystkich. Muszę was jednak zaskoczyć. W moim odczuciu to właśnie ten tom niesie za sobą największy ładunek emocjonalny i sprawia, że w kilku momentach podczas lektury do oczu napływają łzy. Dlaczego? A dlatego, że Hannah, na dobrą sprawę, mogłaby być każda z nas, a nasz wymarzony mężczyzna mógłby być jak Marco. 

Czwarty tom serii czwarty już raz przypomina czytelnikom, za co tak naprawdę Samathę Young lubią, a nawet kochają!  Jej płynna, wartka i dobrze prowadzona narracja odkrywa przed nami najbardziej mroczne zakamarki psychiki bohaterów, dawkując napięcie tak fenomenalnie, że jej książki pochłania się, nie czyta, przerzucając strony z porażającą wręcz prędkością. Patrząc na techniczną stronę powieści, należy podkreślić, że to właśnie kreacje głównych bohaterów są największą zaletą tych książek, bo tak, jak i w życiu, nic nie jest w nich czarne lub białe, a wydarzenia nie zawsze dają łatwo się rozsupłać. Także sceny erotyczne, którymi, może nie ocieka utwór, ale na pewno jest w nim ich dużo, są niezwykle smaczne i wyważone. Powtórzę się, ale utwory Samanthy Young to dla mnie pyszna, literacka kolacja będąca pełnowartościowym, zdrowym posiłkiem. 

Podsumowując, "Ostatnia szansa" to bardzo emocjonująca książka, którą czyta się płynnie i łatwo. Może ze względu na fabułę, a może na styl, ale nie można się od niej oderwać i pochłania się ją na raz. Nie omieszkam sobie wyznać, że choć moje serce najbardziej z całej serii skradła fenomenalna "Sztuka uwodzenia", to i ta książka trafiła w punkt, jeśli chodzi o mój czytelniczy gust. Nie przesadzona, nie za bardzo "erotyczna". Wspaniała na wiosnę, lato, jesień czy zimę. Gorąco wam ją polecam


Za egzemplarz recenzencki utworu dziękuję serdecznie wydawnictwu: 



3 komentarze:

  1. Nie znam twórczości tej autorki, ale po takiej recenzji nie wypada mi nic innego, jak tylko poznać:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zachęcam. Są wspaniałe. Polecam zacząć od początku serii ;)

      Usuń
  2. Zastanawiam się jak to możliwe, że do tej pory nie trafiłam na żaden tytuł tej autorki. Muszę koniecznie nadrobić zaległości.

    OdpowiedzUsuń