sobota, 4 kwietnia 2015

O wyjątkowo silnej bohaterce
czyli recenzja "Sereny"


"Jeśli ten ptak potrafi poradzić sobie z takim grzechotnikiem, to potrafi też poradzić sobie ze wszystkim, co chodzi na czterech nogach, a nawet dwóch, jeśli o tym mowa. Nie zadzierałbym z tym orłem, tak samo jak nie zadzierałbym z kimś, kto umie oswoić takiego stwora."


Książki obyczajowe mają do siebie to, że jeśli brakuje w nich choćby minimalnej dawki tzw. magii, mają moc zanudzić czytelnika do granic możliwości i zniechęcić go do czytania tego gatunku na bardzo długi czas. Przyznam wam, że zabierając się za "Serenę" miałam właśnie takie obawy, tym bardziej, że brnąc przez pierwsze około 100 stron utworu fabuła nie była w stanie mnie porwać, a opisy przyrody, choć piękne i malownicze, powoli zaczynały mnie nudzić. Po zakończeniu lektury ostrzegam was jednak, że nic bardziej mylnego! Początkowe uśpienie akcji wydaje się w tym utworze zabiegiem zupełnie celowym i nie powinniście dać się na niego nabrać. Ron Rash w pewnym momencie przełamuje nudę i bombarduje czytelnika wciągającą, dynamiczną akcją, od której odbiorca nie ma ochoty oderwać się nawet na chwilę. 

Jest rok 1929, kiedy George Pemberton przybywa razem z małżonką do Karoliny Północnej w celu zbudowania potężnego imperium drzewnego. Młode małżeństwo, w którym panują partnerskie relacje, od razu rozpoczyna rządy twardą ręką i zaczyna bezwzględnie, a nawet brutalnie rozprawiać się z każdym, kto ośmieli się wejść im w drogę i zakłócić spokój, a przede wszystkim ich jasno stawiane sobie cele. Pemberton, tak samo jak budząca postrach Serena marzą jednak o dziecku, które przejęłoby po nich imperium i cały dobytek. Kiedy na młode małżeństwo spada wiadomość o tym, że nie mogą mieć dzieci i nigdy nie doczekają się spełnienia tego marzenia, ich życie przemienia się w piekło. Serena bowiem podejmuje wszelkie, bezlitosne działania by pozbyć się nieślubnego dziecka George'a, któremu w tej sytuacji przypada cały majątek. Silna bohaterka nie zawaha się nawet na ułamek sekundy, by zapobiec temu, co wydaje się być nieuniknionym. 

Największym, wybijającym się ponad wszystko inne, atutem "Sereny" jest wyrazista kreacja głównej bohaterki. Podczas gdy panie w tamtym okresie lubowały się w balowych sukniach i biżuterii, Serena wybiera czarne buty i bryczesy. Jej silna osobowość bije od niej już od pierwszych scen utworu, w których, mam wrażenie, sama o wiele chętniej niż jej mąż złapałaby za nóż. Niesamowicie twarda kobieta, która nie cofnie się przed niczym, potrafi porządnie zaskoczyć czytelnika swoim wyrachowaniem i brakiem litości. Niezależna, choć kochająca do bólu Serena potrafi oswoić orła i powalić niedźwiedzia. Budzi strach, a przede wszystkim podziw. Jest postacią, która nie cofnie się przed niczym i, wręcz dosłownie, dąży po trupach do postawionego przez siebie celu. Świadoma swoich wad i zalet brnie z dumnie podniesioną głową w świat zbrodni, zemsty i śmierci, od którego niejednej czytelniczce może zakręcić się w głowie. To ona tworzy całą historię i nadaje wydarzeniom dynamicznego charakteru. 

Elementem, na który nie sposób nie zwrócić uwagi jest też wyjątkowo plastyczny, choć powściągliwy język, którym posługuje się autor. Przepiękne opisy przyrody, scen, w których Serena szkoli orła, albo przechadza się z nim po lesie sprawiają, że tej książki się nie czyta, ale ogląda i nie mam nawet cienia wątpliwości, że to właśnie dlatego autor zdecydował się na ekranizację swojej powieści. Dzika, górska sceneria sprawia, że mroczny świat, w którym obraca się Serena, wydaje się nam być baśniowy i magiczny, mimo tego, że stanowi tło dla opowieści o zepsuciu, chciwości i zdradzie. Ron Rash jawi się nam w Serenie już nawet nie jako pisarz, ale poeta, a to przecież poezja łagodzi obyczaje i ma moc poruszania ludzkich serc. Narracja, którą wybrał sobie autor, a przede wszystkim bogactwo języka, którym się przed nami popisuje sprawiają, że "Serenę" chcę się czytać do ostatniego tchu. 

Jeśli więc lubicie powieści, w których nic nie jest czarne ani białe, a zło upersonifikowane jest na przepiękną kobietę, sięgnijcie po ten utwór i nie zrażajcie się nieco patetycznym początkiem. W pewnym momencie akcja dostaje tak zawrotnego tempa, że chce się wertować strony jeszcze szybciej i pochłania treść całym sobą. Jak dla mnie "Serena" to prawdziwa bomba. O tak. To słowo określa ją idealnie i w pełni oddaje to, co jest do oddania. To powieść, która zapada w pamięć na lata. 

Za egzemplarz recenzencki utworu dziękuję serdecznie wydawnictwu: 


5 komentarzy:

  1. Nie mogę się doczekać aż ją przeczytam
    http://spojrzenie-rosie.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Na książkę raczej się nie skuszę, ale za to bardzo chce obejrzeć ekranizację i mam nadzieję, ze mi się to uda.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też mam ochotę obejrzeć film, ale podobno mocno odbiega od treści książki. Zobaczymy ;)

      Usuń
  3. Bardzo chcę książkę przeczytać i żałuje, że nie kupiłam jej na promocji.

    OdpowiedzUsuń