niedziela, 5 kwietnia 2015

Wywiad 
z Agnieszką Krawczyk 


Z okazji świąt i zbliżającej się premiery "Ogrodu księżycowego" razem z Wydawnictwem Filia i niesamowitą Panią Agnieszką Krawczyk przygotowaliśmy dla was wywiad. 
Zachęcam do lektury! 


Witam serdecznie, pani Agnieszko, jest mi niezwykle przyjemnie gościć Panią na swoim blogu. Pierwsze pytanie właściwie nasuwa się samo: Jak to się stało, że zaczęła Pani pisać i skąd pomysł na wykreowanie Idy i zamieszkujących ją bohaterów?
Ja też witam Panią i wszystkich Czytelników. Pomysł na Idę przyszedł mi pewnego lata, gdy spędzałam wakacje w Bieszczadach. Zetknęłam się wówczas z bardzo ciekawymi ludźmi, większość z nich realizowała zresztą swoje marzenia o „wielkiej ucieczce”, opuszczając miasta i przenosząc się właśnie w Bieszczady. Spotkałam tam artystów, właścicieli pensjonatów i agroturystyki - malarka ze Śląska prowadziła małą knajpkę, w której często jedliśmy. Spodobała mi się ta atmosfera życzliwości i swoistej beztroski, i chciałam ją utrwalić w książce. Chyba się udało, bo często dostaję prośby, żeby zdradzić, gdzie mieści się Ida, bo ktoś chciałby spędzić tam wakacje. No i spotykam się z pewnym rozczarowaniem, gdy pytający się dowiaduje, że to miejsce istnieje tak naprawdę tylko w mojej głowie i w książkach.

Sabina Południewska, którą Pani wykreowała, jawi nam się, jako prawdziwa pisarka z krwi i kości. Czy patrząc z boku na jej postać, mogłaby Pani się z nią utożsamiać? Obie piszecie wspaniałe książki. Ile macie wspólnego, a jak wiele was różni?
No cóż, powiem przewrotnie, że specjalnie uczyniłam pisarkę bohaterką swojej powieści, żeby otrzymywać takie pytania! Oczywiście, żartuję w tym momencie. Tworząc taką postać jak Sabina Południewska, chciałam pokazać, a chociażby zasugerować, jak może wyglądać życie pisarza. Wiele osób widzi tylko zalety tej pracy i zapewniam – ma ona więcej blasków niż cieni, ale i one występują. Sabina jest zamknięta w sobie, samotna, ma trudności z komunikowaniem się z ludźmi, a pisarstwo, jako profesja zakładająca samodzielną i samotną pracę, tylko te cechy potrafi wzmocnić. Moja bohaterka zresztą zmienia się – wychodzi ze swej skorupy pod wpływem życzliwości, która zaczyna ją otaczać. Co dzielę z moją bohaterką? Umiejętność widzenia słów w kolorach, czyli synestezję, tzw. „barwne słyszenie”. Jest to sposób postrzegania świata, którego przez wiele lat się wstydziłam, zwłaszcza gdysię dowiedziałam, że synestezja jest zaburzeniem mózgu (teraz już się tak nie uważa!). Potem przeczytałam sonet Arthura Rimbauda „Samogłoski” i poczułam wielką ulgę, że nie jestem z tym sama. Widzenie liter i słów w kolorach jest dla mnie całkowicie naturalne i nie bardzo potrafię do końca opisać i wyjaśnić to zjawisko. Próbowałam jego istotę przedstawić w „Dolinie mgieł i róż”, i mam wrażenie, że nawet mi się to udało.


Pani Agnieszko, zarówno w „Dolinie mgieł i róż” jak i „Ogrodzie księżycowym” skupia się Pani na ukazaniu życia na wsi, zamkniętej społeczności i specyficznych relacji, które łączą bohaterów wsi, choć sama mieszka Pani w Krakowie. Skąd czerpie Pani wiedzę na temat tej małomiasteczkowości?
Mam wielki sentyment do małych miasteczek i wsi. Ja jestem urodzoną optymistką i dla mnie zawsze szklanka jest połowy pełna, więc nie dostrzegam jakoś szczególnie mocno „ciemnych stron” takich, jak Pani trafnie ujęła, zamkniętych społeczeństw. Co nie znaczy, że uważam, iżwszędzie żyją wyłącznie ludzie dobrzy i życzliwi. Nie. Jednocześnie jestem pewna, że każdy może się zmienić i tej życzliwości się nauczyć. Obserwując małe miejscowości, staram się wyłuskiwać ciekawe osoby, interesujące historie. Naprawdę zaskakujące jest, ilu nas otacza niezwykłych ludzi, warto się zatrzymać w biegu i przyjrzeć im dokładnie.

W „Dolinie mgieł i róż” zdecydowanie najbardziej urzekły mnie zabiegi i procedury służące produkcji perfum przez hrabinę Tyczyńską i z tego, co wiem, nie zabraknie perfumiarstwa i róż również w „Ogrodzie księżycowym”. Skąd czerpała Pani wiedzę na ten temat i skąd pomysł na wprowadzenie tego elementu do książki?
Powiem szczerze, że ja się pasjonuję perfumiarstwem. Zainteresowania hrabiny Tyczyńskiej są więc moimi zainteresowaniami. Pozycją, która najbardziej mnie zainspirowała była „Erotyka perfum, czyli tajemnice pięknych zapachów”AndreiHurton, bajeczna książka, w której opisane są różne techniki destylacji perfum, surowce perfumiarskie oraz rozmaite zapachy. Myślę, że u mnie synestezja jest związana z dużą wrażliwością zarówno na kolory, jak i na aromaty. Dlatego też tak chętnie je opisuje. Świat dla mnie jest pełny barw i zapachów, więc próbuję to przenieść na karty moich książek i robię to z przyjemnością. W „Ogrodzie księżycowym” równie wiele miejsca co perfumom, poświęciłam sztuce ogrodowej. Sabina decyduje się na ogród, który najlepiej będzie się prezentował nocą, w świetle księżyca. Takie ogrody, pełne białych kwiatów były ogromnie popularne na Wschodzie. W Europie często pojawiały się w Anglii, ich wielką zwolenniczką była brytyjska poetka i arystokratka Vita Sackville-West, dobry duch mojej powieści. Fascynowało mnie zagadnienie nocnych ogrodów, z precyzyjnie rozmieszczonymi źródłami widmowego światła i sadzawką, która wabi nocne motyle. I do tego blask księżyca – obraz bardzo działający na wyobraźnię. Taki właśnie ogród „podarowałam” mojej Sabinie.

W notce wydawcy będącej zapowiedzią „Ogrodu księżycowego” możemy przeczytać, że wraca w nim Pani do bohaterów, których czytelnicy zdążyli już poznać i pokochać, ale nie bała  się Pani wprowadzić do społeczności też kilku nowych bohaterów. Czy mogłaby Pani nam zdradzić kim oni są, czy pozostawi Pani te informacje tajemnicą?
Informacje o tych nowych bohaterach pojawiają się na okładce, więc nie jest to żadna tajemnica: Kalina Olczak zaprojektuje dla Sabiny jej księżycowy ogród, zaś Sebastian, to młody chłopak, „szczęśliwy włóczęga”, obieżyświat, wzorowany trochę na Jacku Londonie. No i pojawi się „czarny charakter”, ktoś, kto wprowadzi wiele zamieszania w życie mieszkańców Idy, ale tutaj właśnie – cicho sza, tajemnica.

Ogród księżycowy” to powieść o dawnych błędach i wybaczaniu. Czy uważa Pani, że miłość, tak jak w wypadku Sabiny i Krzysia, może wybaczyć wszystko?
Trudne pytanie, ale chciałabym wierzyć, że tak, prawdziwa miłość pokona wszystko. Choć wiem, że są krzywdy, których nie można wybaczyć i rozumiem to. Wie Pani, na to pytanie nie ma jednoznacznej odpowiedzi „zawsze tak”, „zawsze nie”. Takie właśnie jest życie – niejednoznaczne, lecz ja wierzę, że świat zmierza w dobrym kierunku.

Nawiązując do poprzedniego pytania… Czy Agnieszka Krawczyk jest romantyczką, czy są takie tylko jej książki?
Kolejne trudne pytanie, bo dotykamy tu subiektywnego widzenia swej osobowości. Subiektywnie nie jestem romantyczką. Widzę siebie jako osobę pragmatyczną, twardo stąpającą po ziemi. Ludzie, z którymi się stykam, oceniają mnie zupełnie inaczej. Jedna z koleżanek powiedziała mi nawet, że „bujam w obłokach” i generalnie jestem postrzegana jako artystka z głową w chmurach. Właśnie w tym przypadku – oceny mojej osoby przez innych i przez samą siebie – widzę jak wiele zależy o tzw. punktu widzenia. Jak Pani sama może zauważyć, te dwa sposoby widzenia diametralnie się różnią, więc sama nie wiem, jak to ze mną jest – pragmatyczna romantyczka? Rozważna i romantyczna w jednym? Może właśnie tak!

„Dolina mgieł i róż” wzbudziła zachwyt ogromu czytelniczek. Nie sposób nie stwierdzić, że tym utworem postawiła sobie Pani poprzeczkę naprawdę wysoko. Czy pisząc „Ogród księżycowy” odczuwała Pani w związku z tym presję?
Powiem szczerze, że nie czuję presji. Pisanie sprawia mi ogromną przyjemność i robię to również dla siebie. Kiedy przestanę czuć tę frajdę, tę potrzebę pisania – przestanę to robić. Mam nadzieję, że każda moja książka jest lepsza od poprzedniej, ja przynajmniej staram się stale doskonalić warsztat i uczyć się czegoś nowego. Z wykształcenia jestem teoretykiem literatury i zawsze śmieję się, że to taki „teoretyczny pisarz”, bo wie jak się powinno się to robić, zna zasady, prawidła rządzące gatunkiem, ale to nie oznacza, że potrafi to wcielić w życie. Mam nadzieję, że jednak jestem bardziej „pisarzem praktycznym”, aczkolwiek – co zawsze podkreślam – moje wykształcenie bardzo mi ułatwiło pracę pisarską. To zwłaszcza jest widoczne w literaturze gatunkowej, mam na myśli kryminał – czytając powieść od razu wiem, czy pisał ją filolog, a w każdym razie osoba obeznana z regułami gatunku.

Pani Agnieszko, pamiętam, że recenzując „Dolinę mgieł i róż” użyłam sformułowania, że Pani książki są bajkowe i magiczne, a Pani prawdziwą dobrą wróżką, która maluje nam barwne sceny i sytuacje. Jak to się dzieje? Czy mogłaby Pani zdradzić nam ten swój sekret?
To się wiąże z jednej strony ze sposobem w jaki postrzegam świat, a w moim świecie dominują zapachy i kolory, więc nauczyła się je opisywać w taki sposób, żeby czytelnik mógł popatrzeć na świat trochę moimi oczami. Z drugiej strony dużą rolę odgrywa tutaj moje zamiłowanie do poezji. Nigdy nie pisałam wierszy, choć pasjami lubię je czytać. Uważam, że poezja to jest wyraz prawdziwej ekspresji duszy autora. W tej zwykle bardzo krótkiej formie można zawrzeć niezwykle celne uwagi filozoficzne, często tak celne, że aż kręcimy głową ze zdumienia. Dlatego też w moich powieściach jest tyle literackich cytatów, głównie z poezji właśnie. Mam cichą nadzieję, że komuś spodoba się cytowany fragment i sięgnie po całość wiersza, a może nawet polubi tego poetę? Wydaje mi się, że czytanie poezji łagodzi obyczaje i czyni z nas lepszych ludzi.

Wielu czytelników sięgając po książki zastanawia się, jak wyglądał proces ich tworzenia. Czy mogłaby zdradzić nam Pani, jak wygląda to u Pani? Spontanicznie płynące słowa i ogólny zarys fabuły, czy szczegółowy konspekt, którego w trakcie pisania ściśle się Pani trzyma?
No cóż, po tym wszystkim co powiedziałam powyżej, na pewno zdziwi Panią, że ja jestem „mistrzem planowania” – specjalnie mówię to w cudzysłowie. Zawsze przystępuję do pracy z opracowanym wcześniej planem. Mam konspekt w głowie i na papierze, wiem jaka będzie kolejność wydarzeń, punkt wyjścia i dojścia. Lubię tak pracować i ten system mi się sprawdza. Nigdy nie mam więc problemów z tzw. deadlinem – kończę zwykle tego dnia, który sobie wyznaczyłam na początku. Tak wiem – to nudne. Ale cóż poradzę – „jestem nudziarą” (i celowo cytuję tu tytuł powieści Moniki Szwai).

Jedni podczas pisania muszą siedzieć z nogami w wodzie, a inni zajadają żelki. A u Pani? Ma Pani swoje rytuały?
Wiem do czego Pani zmierza – Sabina Południewska, bohaterka „Doliny mgieł i róż” zasiadała do pisania w błękitnym szalu i z otwieranym pierścieniem, sekretnikiem, czy jak ja je lubię nazywać, „poison ring” (bo ponoć w dawnych czasach chowano w nich truciznę, by niepostrzeżenie wsypać ją wrogom do kieliszka), na palcu. Historia literatury zna wiele takich przyzwyczajeń: Balzak pisał na stojąco, Proust lubił zapach jabłek. Ja po prostu muszę mieć spokój. Piszę zawsze w jednym miejscu (na kanapie w kuchni, bo mamy małe mieszkanie) i słucham muzyki, zwłaszcza z filmów. Czy to są rytuały? Sama nie wiem.

Pani Agnieszko, co jest dla Pani ważniejsze: zachwyt czytelników czy opinie krytyków?
Opinie czytelników. Dostaję mnóstwo maili od czytelniczek, które dzielą się ze mną wrażeniami z lektury, czasem opowiadają mi o swoim życiu. Proszę mi wierzyć – nie zawsze są to wesołe historie. Jestem dumna, że chcą mi to opowiedzieć, bo mam wrażenie, że uważają mnie za osobę, której warto się zwierzyć, zaufać. Właśnie to zaufanie czytelników jest dla mnie największą radością. Bardzo się cieszę, gdy dowiaduje się, że moja książka umiliła komuś smutne chwile, czy była dla niego rozrywką w chorobie. Szczerze mówiąc, także po to piszę, żeby dawać innym radość. Ogólnie uważam, że może za mało staramy się dawać z siebie innym. Ja staram się to robić również w taki sposób.

Która z powieści, które do tej pory wyszły spod Pani pióra, a raczej klawiatury, jest dla Pani najważniejsza i dlaczego? Czy napisała już Pani tę najlepszą, dzieło swojego życia, o stworzeniu którego marzy każdy autor, czy jest to wciąż przed Panią?
Mam nadzieję, że najlepsza książka jeszcze wciąż przede mną. Przyznam, że ogromnie lubię cykl o Idzie, w którym ukazuje się właśnie „Ogród księżycowy”, ale lubię też bardzo mój mroczny kryminał retro „Noc zimowego przesilenia”. Jestem zadowolona z tej książki, bo udało mi się połączyć w niej klimatyczną atmosferę z moją pasją historyczną – akcja toczy się podczas II wojny światowej.

Nie da się ukryć, że Agnieszka Krawczyk zagościła na naszym rynku wydawniczym na stałe. Czy ma już Pani dalsze plany na przyszłość? Będzie trzeci tom magicznej opowieści o mieszkańcach Idy? Czym pragnie nas Pani jeszcze zaskoczyć?
Będzie… czwarty tom. Cykl liczy ich cztery, i w tym roku ukaże się zamykające całość „Jezioro szczęścia” i wznowienie pierwszego tomu, czyli „Magiczne miejsce”. Jeśli mają Państwo ochotę zobaczyć jak zaczęła się ta cała historia, zapraszam do przeczytania „Magicznego miejsca”. Od razu powiem, że przygotowując wznowienie, znacznie rozszerzyłam tę powieść. Wielu czytelników zarzucało mi, że jest po prostu za krótka, niektóre wątki nie są do końca „wygrane”. We wznowieniu starałam się to naprawić, a ponieważ przez te pięć lat od pierwszego wydania dużo się nauczyłam, mam nadzieję, że powieść jest też dużo lepsza. W każdym razie nadal śmieję się, czytając ją, bo to chyba moja najdowcipniejsza powieść z tego cyklu. No i wreszcie „Jezioro szczęścia”, które trafi do rąk Czytelników zapewne jesienią. Bardzo dobrze pisze mi się tę książkę. Są nowi bohaterowie, liczne komplikacje uczuciowe i tajemnica z przeszłości związana z osobą hrabiny Tekli Tyczyńskiej. Tym razem w Idzie panuje zima, dużo miejsca poświęcę więc opisowi… światła i zapachu śniegu. Przyznam się, że bardzo lubię tę książkę i mam nadzieję, że polubią ją też moi Czytelnicy.
No tak… Na dokończenie czekają też dwa kryminały! Kiedy ja to wszystko napiszę? Oto jest pytanie – jakby powiedział Hamlet.

A na zakończenie mam do Pani wielką prośbę. Czy mogłaby Pani zachęcić swoje czytelniczki do lektury „Doliny mgieł i róż” oraz „Ogrodu księżycowego”?
Jeśli lubią Panie opowieści klimatyczne, pełne zapachu róż, zanurzone w emocjach i uczuciach, o dobrych ludziach, którym zdarzają się problemy i trudne sytuacje, ale potrafią z nich wybrnąć, historie o magii codzienności – proszę sięgnąć po moje cztery książki: „Magiczne miejsce”, „Dolinę mgieł i róż”, „Ogród księżycowy” i „Jezioro szczęścia”. Mam nadzieję, że nie sprawią Paniom zawodu!

Pani Agnieszko, bardzo dziękuję za chęci i czas poświęcony na udzielenie odpowiedzi na moje pytania. Życzę Pani dalszych sukcesów literackich i wszystkiego dobrego. No i oczywiście: czekamy na więcej baśniowych, magicznych historii, od których nie będzie można się oderwać!

I ja dziękuję, to była dla mnie przyjemność mówić do Państwa za pośrednictwem „Informatora Czytelniczego”, bloga, który bardzo lubię!

9 komentarzy:

  1. Gratuluję wywiadu :D
    Bardzo miła autorka - jestem pewna, że jej książka by mi się spodobała :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję i polecam książki. A Pani Agnieszka wspaniała :)

      Usuń
  2. Świetny wywiad ze świetną autorką :) Ja również należę do grona fanów "Doliny mgieł i róż", dlatego z przyjemnością dowiedziałam się nieco o autorce i nowej powieści :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo interesujący wywiad. Z przyjemnością go przeczytałam i utwierdziłam się w przekonaniu, iż warto poznać twórczość autorki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zachęcam, książki są magiczne :)

      Usuń
  5. Z przyjemnością zagłębiałem się w każde kolejne pytanie. Chociaż zabrzmi to głupio, musze przyznać, że potrafisz zadawać pytania :)

    OdpowiedzUsuń