poniedziałek, 11 maja 2015

Bardzo subiektywnie
o pewnej babcinej historii


"- No cóż, Agnieszka chyba oceniła prezent po opakowaniu - mruknęła leśniczyna. - Z zewnątrz cud-miód, a w środku... - Machnęła ręką. - Babcia zawsze przestrzegała mnie przed takimi. Według niej zbyt piękny chłopiec to nic dobrego. A gdyby się takiego spotkało na bagnach albo w lesie, za nic nie wolno za nim iść. "W pięknym ciele mężczyzny kryje się czort", powiadała... Dopiero gdy ty się pojawiłeś, łaskawie przyznała, że wyjątki się zdarzają." 

Ciężko mi pisać o książkach, które uwielbiam, w które wchodzę całą sobą. 

Jak już z pewnością wiecie, pani Magdalena Kordel jest w moim odczuciu najlepszą na ten moment rodzimą pisarką, do której twórczości mam ogromny sentyment. Każda jej książka, a znam na pamięć praktycznie wszystkie, trafia w punkt jeśli chodzi o moje czytelnicze gusta, chwyta za serce, a przede wszystkim skutecznie przenosi w świat pełen magii  odrywając tym samym od realnego, w którym nie wszystko jest tak oczywiste. Z ogromną przyjemnością sięgnęłam więc po "Tajemnice bzów", w którym autorka serwuje nam Malownicze z zupełnie innej strony. Tym razem prymu nie wiedzie żadna młoda i nieco zwariowana bohaterka, ale sklep z antykami, urocza starsza pani i jej wspomnienia. I wiecie co? Nie ma nic piękniejszego niż klimatyczne opowieści o dawnej Polsce zwłaszcza dla kogoś, kto wręcz przepada za czasami wojny i... retrospekcją. Nie ma nic piękniejszego niż książka ulubionej autorki, zielony kocyk i wiosenne popołudnie. 

Pani Leontyna jest kilkudziesięcioletnią właścicielką wyjątkowego sklepu z antykami pogodzoną ze swoim wiekiem, losem i samotnością. Choć nie ma w Malowniczym zbyt wielu przyjaciół, Majka, właścicielka pensjonatu, a teraz także i Magda skutecznie wypełniają jej wolny czas, dbają o nią i sprawiają, że jej pomarszczone życie nie wydaje się być takie nudne, na jakie mogłoby wyglądać. Chociaż czytelnik, tak samo, jak i pani Leontyna, nie oczekują od jej życia już żadnych ekscesów, pewnego dnia coś się w nim zmienia. Za sprawą tajemniczego mężczyzny z uporem przyglądającego się jej sklepowi oraz niesfornemu pierścionkowi i jego wariactwu, pani Leontyna otwiera przed Magdą swoją duszę i opowiada o czasach, do których od bardzo dawna nie wracała pamięcią. Zabiera nas do przedwojennego Lwowa, w którym rozgrywały się, nieco burzliwe losy, wielopokoleniowej rodziny. Do świata szczęśliwych i smutnych miłości rozgrywających się w cieniu drażniącego zmysły zapachu bzów. Do czasów szczęśliwego dzieciństwa i wojny, która wszystko zmieniła. 

To, co najbardziej urzekło mnie w tej książce, to to, że"Tajemnica bzów" nie jest głupiutką opowiastką, którą czyta się tylko i wyłącznie dla relaksu, ale można z niej naprawdę sporo wynieść. Autorka wciska w usta bohaterów wiele życiowych mądrości i wartości, które wydają się blaknąć w realiach dzisiejszego świata i mocno tracić na wartości. Czytając je naprawdę ma się wrażenie, że słucha się historii opowiadanej przez uśmiechniętą babcię siedzącą w bujanym fotelu, która ostrzega przed marnowaniem sobie życia i snuje przepiękną, choć pełną bólu historię miłości. Właściwie to nawet nie jednej, a każda z nich jest wyjątkowa i niepowtarzalna. Pani Magdalena zwraca uwagę na to, że świat od dawna pełen był dysonansów, trudnych decyzji i cierpienia. Chociaż to wszystko wygląda teraz zupełnie inaczej niż 100 lat temu i mentalność człowieka nieco się zmieniła, nadal przeżywamy to samo. Czujemy tak samo. Cierpimy i się śmiejemy. Ta odległa przeszłość wcale nie jest taka odległa, jakby nam się to zdawało i wydaje mi się, że na współczesnym rynku książki brakuje utworów, które przekazywałyby tę prawdę coraz młodszym pokoleniom. 

"Tajemnica bzów" to taka subtelna lekcja historii.

Na pochwałę zasługuje również przygotowanie autorki do tematu. Podejmowanie się pisania o odległych czasach, nie ważne, czy to sto, czy tysiąc lat wstecz, wymaga nie lada zaangażowania i zgłębienia wielu kwestii. Trzeba wiedzieć jak ludzie żyjący wtedy mówili, ubierali się, a jeśli trzymamy się konwencji realizmu wypadałoby wiedzieć gdzie spędzali czas albo przy jakiej ulicy mieszkali. W "Tajemnicy bzów" wszystkie kwestie z tym związane dopięte są na ostatni guzik. Naprawdę zdziwiło mnie to, że pani Magdalena Kordel AŻ TAK dokładnie odtworzyła Lwów i jego obyczaje, a nawet archaizmy językowe. Byłam, i nadal jestem, pod wrażeniem! Spodziewałam się dużej skrupulatności, ale sposób, w jaki skonstruowała bohaterów i opisała Lwów oraz Powstanie Warszawskie zasługują na wielkie brawa i ukłony. Fascynuje mnie historia XX wieku i przyznaję, że podczas lektury "Tajemnicy bzów" byłam naprawdę usatysfakcjonowana.

Mam wrażenie, że mogłabym o tej książce pisać i pisać. Budowanie fabuły na zasadzie retrospekcji jest czymś, co uwielbiam. Wracanie do przeszłości też. Nawet babcina historia pani Leontyny i tajemniczy mężczyzna wyjątkowo trafili w moje czytelnicze gusta, chociaż lubię czytać raczej o młodszych bohaterkach (i właściwie nie mogło być inaczej, bo to przecież pani Kordel!). "Tajemnica bzów" to lektura niemalże idealna. Bawi i rozśmiesza choć prowokuje do myślenia i nie zawsze jest "lekka". Czytałam ją z ogromną przyjemnością. 

Nie! Ja ją pochłonęłam!!! 



Ps. A o to co myślę o całej serii Malownicze: 







5 komentarzy:

  1. Tę książkę jak i inne z serii Malownicze przeczytam na pewno :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie czytałam żadnej książki autorki. Koniecznie muszę sięgnąć po serię Malownicze :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Mam tę książkę w planach i mam nadzieję, że to, że nie znam wcześniejszych części nie przeszkodzi mi w rozkoszowaniu się tą historią:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, na pewno nie ;) "Tajemnica bzów" sprawdza się jako oddzielna powieść, bez obaw :)

      Usuń