wtorek, 16 czerwca 2015

Książka, która wzrusza
i rozśmiesza do łez! 


"-Posłuchaj Lily. Małżeństwa twoich rodziców zakończyły się porażkami, tak? Dziewięćdziesiąt dziewięć procent kończy się porażkami niezależnie od tego, czy ludzie się do tego przyznają, czy nie. A wiesz dlaczego? Ponieważ małżeństwo, tak jak się je powszechnie rozumie i postrzega, jest rodzajem przekrętu."

Dawno nie płakałam ze śmiechu podczas lektury książki, aż tu nagle, proszę! Trafia w moje ręce przezabawna i przekomiczna książka o niewinnie brzmiącym tytule, podczas lektury której, nie dość, że ze śmiechu leciały mi łzy, to jeszcze rozbolał mnie brzuch, a do tego wywołała u mnie falę wzruszeń i ogrom refleksji. 

Jeśli szukacie  wyjątkowej, a przede wszystkim porywającej powieści na wakacje, to koniecznie sięgnijcie po "Biorę sobie ciebie". Dlaczego? Już tłumaczę... 

Lily jest młodą prawniczką, która własnie wychodzi za mąż. Nic wyjątkowego? Och, można naprawdę się zdziwić! Lily wychodzi za najbardziej idealnego mężczyznę, jaki stąpał po tej ziemi. Will ma wszystko. Świetną pracę, niezwykłą urodę, a do tego zapatrzony jest w Lily jak w obrazek. Większość kobiet po prostu o tym marzy, prawda? Stabilizacja i monogamia to coś, za czym tęsknimy i o czymś śnimy po nocach bez opamiętania. My tak, ale Lily? No właśnie. Ona chyba nie do końca. Lily uwielbia facetów. Mało tego, Lily uwielbia z nimi sypiać. Robi to ciągle i ciągle. Z każdym. Z szefem, dentystą, mężczyzną z pralni i oczywiście Willem. Według niej, największą zaletą mężczyzny byłoby to, że miałby kilka ciał i bardzo jej przykro, że w realnym świecie jest to to raczej nie możliwe... 

W "Biorę sobie ciebie" poznajemy Willa i Lily w ostatnim tygodniu przygotowań do ich ślubu. Najbardziej zwariowanym czasie w życiu każdej młodej pary decydującej się na wspólne życie. Widzimy ich dylematy oraz prawdziwe szaleństwo, do którego przyczyniają się cztery matki Lily (tak, tak, cztery!) stanowiące niezwykle zakręcony sabat, jej kochliwy tatuś (który uparcie twierdzi, że rozwody bardzo dobrze wpływają na dzieci) oraz teściowie, którym Lily raczej nie przypadła do gustu. Wszystko to dzieje się w skąpanej w słońcu Florydzie oraz kontekście bardzo intrygującego procesu, w którym Lily bierze udział. Wszystkie te elementy składają się w moim odczuciu na komedię wręcz idealną! 

Uwielbiam książki takie jak "Biorę sobie ciebie". Dobrze napisane i skonstruowane komedie romantyczne, podczas lektury których człowiek skręca się ze śmiechu. Przyznaję bez bicia, że tak śmiesznej i wciągającej jak ta bardzo dawno nie czytałam, jeśli w ogóle miało to miejsce. Lily to bohaterka, której nie sposób nie obdarzyć sympatią mimo tego, że jest impulsywna, mocno zwariowana i łamie wszelkie zasady moralne, jakimi większość kobiet kieruje się w życiu. Jest postacią niezwykle barwną i wyrazistą, a do tego, co dziwne, szalenie mądrą. Ma głowę pełną wątpliwości i zaskakujących pomysłów. Autorka wspaniale przełamała w "Biorę sobie ciebie" schemat wiernej i potulnej kobietki, która marzy tylko o tym, by żyć u boku swojego mężczyzny długo i szczęśliwie. Lily jest istnym zaprzeczeniem tego, co kultura i inne kobiety wpajają nam od lat. Bardzo przyjemnie czyta się utwór, w którym wszystko, dosłownie wszystko, odbiega od utartych schematów z powieści kobiecych. Nie ma w nim nic nudnego i przeciętnego. Dosłownie nic! Ani jednej sytuacji! Ten utwór to prawdziwa, energetyzująca bomba zaskakująca czytelnika niemalże na każdym kroku! 

Co jeszcze niezwykle przypadło mi w tej lekturze, to ogrom naprawdę mądrych sentencji, które bohaterowie rzucają sobie po prostu od tak w przeróżnych sytuacjach i fakt, że mimo ogromu śmiechu czytelnik jest nią mocno wzruszony. Chociaż wydaje się to być w opozycji, autorce wspaniale udało się skomponować ze sobą te dwa elementy. Mimo tego, że czytelnik śmieje się w głos z wielu sytuacji, niosą one za sobą kilka istotnych prawd. W moim odczuciu to świetny zabieg! 

"Wchodzisz w dorosłe życie i nie chcesz być sama, więc wybierasz kogoś, kto cię pociąga. Kogoś, kto cię podnieca, kto cię rozśmiesza. Jesteś w stanie wyobrazić sobie, że z tym kimś spędzisz życie. Zakochujesz się. Zaczyna się cudowny, rozkoszny, baśniowy romans. Spodziewasz się, że miesiąc miodowy będzie trwał wiecznie, bo tak nauczono cię wierzyć. Ale nie będzie. To nie możliwe. Mamy życie." 

Podsumowując, jeśli chcecie przeczytać książkę, która nie tylko wywoła na waszych twarzach uśmiech, ale po prostu rozśmieszy do łez, "Biorę sobie ciebie" to pozycja własnie dla was! Podczas lektury nie mogłam pozbyć się wrażenia, że to świetny materiał na film i chwilami zdawało mi się, że zamiast czytać po prostu oglądam ją na dużym ekranie. Choć z pozoru to głupiutka książka, gwarantuję wam, że po jej lekturze zaczniecie mocno zastanawiać się nie tylko nad sobą, ale i waszymi związkami. Jestem nią w pełni usatysfakcjonowana. 10/10 ! 


Za egzemplarz recenzencki utworu dziękuję serdecznie wydawnictwu: 


17 komentarzy:

  1. Wybacz, ale nie będę czytać twojej recenzji, bo na dniach zabieram się za tą lekturę i nie chce się sugerować twoimi odczuciami. Spojrzałam jedynie na ocenę i już się cieszę, bo widać, czeka mnie super lektura.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wybaczam i czekam na Twoją recenzję Cyrysiu :)

      Usuń
  2. Coś zdecydowanie dla mnie :)
    Chętnie sprawdzę, czy i mnie książka rozśmieszy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam wrażenie, że ona rozśmieszy każdego, ale może to być tylko moje zdanie :)

      Usuń
  3. Już zapisałam sobie tytuł tej książki w kalendarzu i jak tylko dostanę pobory, to szybko ją kupuję :)
    A tytuł adekwatny do sytuacji, w której już niedługo się znajdę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje gratulacje!!! Oby Twój ostatni tydzień przed ślubem wyglądał inaczej niż u Lily! :)

      Usuń
  4. Ostatnio czytałam tylko kryminały, bądź smutne historie, dlatego teraz z wielką chęcią przeczytam coś dla odmiany i ta książka jest idealnym pomysłem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znam to doskonale. Trzeba sobie urozmaicać :)

      Usuń
  5. Przed chwila czytałam skrajnie inną recenzję tej książki, ale to było męskie spojrzenie ;) Może jednak dam jej szansę:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faceci po prostu nie lubią kobiet, które nie są wierne. Myślą, że tylko oni mogą. Nie dziwię się, że mężczyźnie ta książka się nie podobała!

      Usuń
  6. Mam ją w najbliższych planach, mam nadzieję,że również mi się spodoba:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Fajnie że w książce wszystko odbiega od schematów typowych dla powieści kobiecych. Zapowiada się bardzo ciekawa lektura. Chętnie przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zaskakująca i nieco inna komedia romantyczna. :)

      Usuń
  8. Uwielbiam tego typu książki. Koniecznie muszę dodać "Biorę sobie ciebie" do swojej wakacyjnej listy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzę, że mamy podobne gusta w takim razie! :)

      Usuń
  9. To już druga recenzja, którą czytam sugerująca, że książka rozśmiesza do łez!
    A chciałam przejść obok niej obojętnie...:) Koniecznie muszę przeczytać, rzadko zdarza się taka powieść!

    OdpowiedzUsuń