piątek, 26 czerwca 2015

"Miłość na Bali" 
#prawdziweobliczeraju



„Pech, który zawsze ją prześladował, zaczyna się uaktywniać i teraz wyziera już z każdego kąta, a nawet zaczął infekować tych, którzy się do niej zbliżą i których pokocha. A może to jej zła karma, na którą pracowała całymi latami, wraca do niej i kieruje jej fałszywymi krokami i nieszczęsnym losem? Jestem przeklęta!, stwierdza, znowu znalazłszy się w patowej sytuacji.”



Jedną z niepodważalnych zalet literatury jest fakt, że nie trzeba wychodzić ze swojego ulubionego fotela, żeby znaleźć się w zupełnie innym świecie i odbyć jedną z podróży życia. To niesamowite zjawisko przydaje się zwłaszcza w rozpoczynające się wakacje i jest idealną opcją dla tych, którzy podróży nie lubią, podróżować nie mogą albo zwyczajnie nie mają na nie czasu. Inna kultura, inne obyczaje, inni ludzie. Czy to nie kuszące? Jeśli macie ochotę na egzotyczną podróż do widzianej oczami turystów Indonezji możecie sięgnąć po najnowszą powieść T. Falko, "Miłość na Bali". Ja to zrobiłam. Jakie są moje wrażenia? 

Z Tanyą Valko spotykam się pierwszy raz, więc postanowiłam nieco przybliżyć Wam jej sylwetkę, tym bardziej, że podbija ostatnio serca licznej rzeszy czytelniczek.  Obcojęzyczne imię i nazwisko to pseudonim absolwentki Uniwersytetu Jagiellońskiego. Autorka była nauczycielką w Szkole Polskiej w Libii, a następnie długoletnią asystentką ambasadorów RP. Przez ponad dwadzieścia lat mieszkała w krajach arabskich, w tym w Arabii Saudyjskiej. Obecnie przebywa w Indonezji. Jest autorką bestsellerowej „Arabskiej sagi", na którą złożyły się tomy: „Arabska żona", „Arabska córka", „Arabska krew" i „Arabska księżniczka". Jej sukces skłonił autorkę do rozpoczęcia następnego cyklu powieściowego pod zbiorczym tytułem „Azjatycka saga", którego pierwszy tom nosi tytuł „Okruchy raju".

Tanya Valko opisuje losy turystów, których coraz mocniej ciągnie do Indonezji. Nie zawsze przyjeżdżają oni do niej w celach turystycznych. Wielu z nich liczy na "nowe życie", dobrą pracę i egzotyczne atrakcje. Choć z początku są mocno zachwyceni tajemniczą codziennością, większość z nich, jak nie wszyscy, szybko przekonuje się, że "nie złotem to, co się świeci". Indonezyjski islam, obyczaje tamtejszej ludności, zawiła "papierologia" i potężne łapówkarstwo zdecydowanie nie ułatwiają życia imigrantom, a nawet przeciwnie. Przekonuje się o tym głównie kobieta w trakcie rozwodu, Dorota oraz jej rodzina. Córka Marysia żyjąca u boku wiecznie zapracowanego męża oraz eks Doroty, który zakochał się w indonezyjskiej piękności, która okazała się wcale nie być taka czysta i piękna oraz przyniosła mu masę problemów. Autorka przedstawia czytelnikom kilkoro do bólu realistycznych bohaterów oraz ich próby aklimatyzacji do nowej kultury i warunków bytowych owiewając je przy tym nieco magiczną tajemnicą osadzoną wokół małego domku ogrodnika, w którym zamieszkała Dorota. Czy wszystkie te próby będą udane? I jaką kryje w sobie tajemnicę nieduży domek? Tego dowiecie się jedynie z lektury. 

"Miłość na Bali" jest dość specyficzną książką. Czytelnik, który spotyka się z twórczością Valko pierwszy raz może mieć po lekturze jej powieści mieszane uczucia (chodzi mi tu głównie o styl pisania, rozwinę tę myśl w następnym akapicie). Podejrzewam, że większość kobiet, które bierze do ręki tę lekturę spodziewa się lekkiej, wakacyjnej książki kobiecej, w której wszystko jest proste i przewidywalne, a wyspa opisana jest jako prawdziwy raj na ziemi. Nic bardziej mylnego! Autorka nie słodzi i nie przerysowuje. Chociaż postaci i wydarzenia są fikcyjne, wyspa oraz opisana przez nią rzeczywistość w żaden sposób raju nie przypomina. Momentami, a nawet podczas większości czasu, który poświeciłam na lekturę utworu, miałam wrażenie, że Bali jest tego raju zaprzeczeniem. Nie miałam pojęcia, że rzeczywistość w krajach azjatyckich wygląda w taki sposób. "Miłość na Bali" to wspaniałe okno na świat. Niesamowicie życiowa i ciekawa historia kilkorga imigrantów, którzy próbują radzić sobie w zupełnie innej rzeczywistości niż ta, w której żyli do tej pory. 

Jeśli chodzi o styl autorki, to muszę przyznać, że miałam, i nadal mam, z nim duży problem. Z pewnością jest to po prostu kwestia gustu i mojego subiektywnego upodobania, ale pisanie w czasie teraźniejszym przez ponad 600 stron w pewnym momencie zaczęło bardzo mi przeszkadzać. Nie mam pojęcia, dlaczego autorka zdecydowała się na taką narrację, a do tego skakanie po watkach, które również nie ułatwiały mi odbioru. Może chciała wystylizować "Miłość na Bali" na felieton/przewodnik/reportaż? Ciężko mi powiedzieć. Fakt jest jednak taki, że gdyby czasowniki używane były w czasie przeszłym na pewno zapałałabym większą sympatią do stylu Valko, choć trzeba jej przyznać, że serwuje czytelnikowi niezwykle bogaty zasób słownictwa, co jest zabiegiem wręcz wspaniałym. 

Podsumowując, "Miłość na Bali" jest książką oryginalną i przyjemną. Choć nie wpisuje się w kanon lekkich i zabawnych powieści, po jakie zwykle sięgam w okresie wakacji, autorce udało się mnie zaskoczyć i zainteresować. Momentami czułam się w prawdzie, jak gdybym oglądała jakiś film dokumentalny, a nie czytała fabularną książkę, ale na pewno było to ciekawe doświadczenie, mimo tego, że styl pisania Valko nie chwycił mnie za serce. Mogę wam tę książkę polecić. Chociaż szału nie było, to jest to świeża i inna literatura od tej, z jaką zderzamy się w księgarniach. 


Za egzemplarz recenzencki utworu dziękuję wydawnictwu: 


5 komentarzy:

  1. Książkę mam już na swojej półce, ale na razie muszę przeczytać inne lektury. Niemniej jednak w wolnym czasie postaram się zajrzeć do "Miłość na Bali".

    OdpowiedzUsuń
  2. Kolejna dobra recenzja obyczajówki - do przeczytania :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzeba korzystać póki jest wolne! :)

      Usuń
  3. Mam tę książkę. "Miłość na Bali" to też będzie moje pierwsze spotkanie z autorką. Ciekawa jestem, czy mi się spodoba.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie jestem zachwycona, ale jest okej :)

      Usuń