czwartek, 4 czerwca 2015

Słoneczna opowieść
pachnąca konfiturami 



"Tylko poplątała wam się ta miłość. Jak ta włóczka - pokazała na kłębek w dłoniach Majki. - Tak czasami jest. A jak się poplącze, to trzeba postępować uważnie i delikatnie. Można szarpnąć, ale wtedy się zerwie. Lepiej rozplątać. Ale do tego potrzeba... [...] Cierpliwości. [...] I ochoty." 

Historia, po której spodziewałam się czegoś zupełnie innego. Nie dajcie się zwieść słonecznej okładce! 

Tamara jest specjalistką od reklamy i prowadzi właśnie kampanię wyborczą jednego z kandydatów na wójta gminy Jagodno. Projekt jak to projekt. Kobieta angażuje się w niego całą sobą ale traktuje go jak pracę, nic więcej, aż do momentu, w którym na jedynym ze spotkań z mieszkańcami wsi przypadkowy gość oskarża Tamarę o to, że zamiast zajmować się kampanią wyborczą mogłaby zająć się swoją rodziną, a dokładniej starszą kobietą żyjącą samotnie na skraju wsi, o której Tamara słyszy po raz pierwszy. Na domiar złego również w jej życiu osobistym nie brakuje problemów, głównie za sprawą porzuconej na pastwę losu niewłaściwie zakochanej córki, której Tamara stawia zbyt wysokie wymagania oraz emerytowanej lekarki, którą zwykła nazywać matką.Kobieta wyraźnie nie radzi sobie z obiema paniami i kiedy w końcu postanawia choć na chwilę od nich uciec, trafia do stojącej na skraju wsi białej chatki pachnącej konfiturami z fiołków. Czy tajemnicza babcia Róża, która rzekomo jest rodziną Tamary, zaradzi coś na problemy samotnej matki i jej najbliższych? 

Z powieściami obyczajowymi jest głównie tak, że albo śmieszą i bawią albo mocno zakrawają o dramat psychologiczny, a przynajmniej ja odnoszę takie wrażenie. Bardzo rzadko w moje czytelnicze ręce trafia powieść, która wpisuje się w ten gatunek ale nie powiela utartego schematu. Wydaje mi się, że to właśnie dlatego Karolinie Wilczyńskiej, a raczej jej najnowszej powieści, udało się mnie mocno zaskoczyć. Spodziewałam się cieplutkiej i milutkiej książki, w której będzie mi szkoda głównej bohaterki a dostałam.... No właśnie! Co?

"Zaplątana miłość" to bardzo realistyczna, dopracowana pod każdym względem opowieść o "losach trzech generacji kobiet i smaku konfitur z fiołków." Uwielbiam powieści, które są właśnie takie. prawdziwe do bólu. Czytając "Zaplątaną miłość" wielokrotnie odnosiłam wrażenie, że gdybym wyszła na ulicę i zaczepiła przypadkową kobietę mogłaby opowiedzieć mi właśnie historię, którą udało się stworzyć Wilczyńskiej. Opowieść o błędach i zaniedbaniach rodzicielskich. Opowieść o chłodzie, który coraz częściej czai się nawet w najlepiej funkcjonujących rodzinach. O braku zrozumienia między pokoleniami. O powielaniu utartych schematów i usilnym, może nawet trochę desperackim poszukiwaniu miłości. Opowieść, której bohaterką mogłabym być i ja i ty. Tak uniwersalną, że aż pochłaniającą. W której główną bohaterkę jednocześnie lubi się i nie lubi. Do której raz ma ochotę krzyknąć się: wróć do domu i zajmij się swoją córką a innym razem pochylić się nad nią z czułością, bo przecież to wszystko, co dzieje się w utworze, nie musi być jej winą. 

To, co według mnie wysuwa się w "Zaplątanej miłości", to nie wiarygodny, psychologiczny portret każdej z postaci, jak wydawało mi się zaraz bo lekturze, ale uniwersalizm. Wcale nie przesadzę, jeśli stwierdzę, że każda z czytelniczek w którejś z trzech, a raczej czterech bohaterek, odnajdzie kawałek siebie. Mam wrażenie, że każda z nas ma w sobie coś z buntowniczki, kobiety sukcesu, cierpliwej matki będącej raczej obserwatorką, niż uczestniczką wydarzeń i starszej pani mieszkającej na skraju lasu. Jesteśmy kobietami! Każda z nas marzy o miłości, pragnie układać sobie życie podporządkowując je marzeniom, spełniać się zawodowo a czasem popłakać sobie gdzieś z dala od świata. To właśnie dlatego "Zaplątana miłość" jest książką tak wartą polecenia. W niezaskakującej, wartko opowiedzianej historii autorka opowiada o każdej z nas. Każda ma swoją zaplątaną włóczkę do rozwiązania której potrzeba cierpliwości, nie nerwów. Nie ważne, czym ona by była. 

Po lekturze powieści przez kilka dni zastanawiałam się, dlaczego, chociaż fabuła nie wydała mi się być bardzo porywająca, nadal myślę o tej książce i przeczytałam ją jednym tchem. Po napisaniu ostatniego akapitu nie mam co do tego żadnych wątpliwości. To książka o moich lękach, moich marzeniach, a do tego pełna niesamowitych sentencji, która aż chce się wynotować i zawiesić sobie nad łóżkiem. Idealna na lato, do torebki, autobusu czy łóżka. Czytałam ją wszędzie bo tak ciężko było mi się od niej oderwać. I wiecie co? Z niecierpliwością czekam na drugi tom! 


Za egzemplarz recenzencki powieści dziękuję serdecznie wydawnictwu: 



10 komentarzy:

  1. Naprawdę mnie zainteresowałaś, a nie brałam tej książki pod uwagę. Jakoś mi się gdzieś tak zagubiła wśród nowości.;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, mi też się to zdarza i nagle przeżywam szok: o nie, czemu tego nie czytałam?! :D Polecam Ci Kasiu tę powieść. Pochłania :)

      Usuń
  2. Brzmi ciekawie, a rzadko się zdarza, żeby książka była dopracowana pod każdym względem. Muszę się za nią rozejrzeć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ona ma w sobie coś takiego, że z pozoru zwykłą opowieść nie chce Ci wyjść z głowy :)

      Usuń
  3. Akcja promocyjna książki bardzo mi się podobała :) Z chęcią przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Chętnie się za nią zabiorę w wolnej chwili. Czuję, że mi sie spodoba:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Książkę czytałam i bardzo mi się podobała. Teraz czekam z utęsknieniem na drugi tom.

    OdpowiedzUsuń
  6. Autorka ma talent, od dawna to wiem, jednak po Twojej recenzji jeszcze chętniej sięgnę po tę pozycję ;)

    OdpowiedzUsuń