wtorek, 14 lipca 2015

"Kilka dni lata" 
Małgorzaty Sobieszczańskiej


Mówi się, że nie daleko pada jabłko od jabłoni, ale czy zastanawialiście się kiedyś, ile w tym powiedzeniu jest prawdy? Czy rzeczywiście jesteśmy tacy, jak nasi rodzice? Czy nieświadomie naśladujemy ich zachowania, postawy i gesty? A może to wszystko tylko mit? Pusty banał bez pokrycia?  Czy to tylko geny, czy może aż geny?

Jak by finalnie nie było, w powieści "Kilka dni lata" Małgorzaty Sobieszczańskiej, mowa jest właśnie o tym. To na te pytania szukają odpowiedzi bohaterki tej książki. To właśnie o kobietach nieświadomie popełniających te same błędy opowiada autorka. Sprawdźmy, jakiej odpowiedzi na te pytania nam udzieli... 

Maja to kobieta po trzydziestce, która rok temu się rozwiodła. Choć uczęszczała z tego powodu nawet na terapię, nie potrafi pogodzić się ze stratą ukochanego i każdego popołudnia wystaje pod jego blokiem chcąc sprawdzić, czy wraca sam, czy z kobietą. Tymczasowo razem z synem pomieszkuje u rodziców, gdzie jej losy krzyżują się z historią babci Amelii oraz matki Janiny. Podczas gdy ta druga jest zmęczona i sfrustrowana opieką nad chorą matką, ta pierwsza cierpi na samotność. Od niepamiętnych czasów żyje bardziej przeszłością, niż teraźniejszością i boleje nad tym, że nie ma komu o niej opowiedzieć. Jedynym powiernikiem wydaje jej się być prawnuczek, ale on też zawodzi, ponieważ nie za bardzo interesuje go zakazana miłość i niechciane małżeństwo. Choć wszystkie trzy kobiety mieszkają razem, wcale nie wydają się być rodziną. Ich relacje są powierzchowne i dopiero pogrzeb babci Amelii sprawia, że matka z córką zaczynają spędzać ze sobą trochę czasu, a nawet więcej! Udają się do mieszkania zmarłej, żeby tam odkrywać tropy pozostałe po jej dawnej miłości. Ale czy ta historia sprawi, że uda im się uporządkować własne życia? Czy historia z przeszłości może w jakikolwiek sposób wpłynąć na pełną problemów teraźniejszość? 

"Kilka dni lata" to skomplikowana saga rodzinna przedstawiająca losy trzech pokoleń kobiet, które mają problem nie tylko same ze sobą, ale i ze relacjami. W życiu każdej z nich jest coś, co po prostu nie wyszło. U jednej jest to rozwód, u drugiej niespełniona miłość i dotkliwa samotność, a u trzeciej przemęczenie i żal. Czytając ten utwór miałam wrażenie, że opowiada on historię nie jednej polskiej rodziny. Sobieszczańska trafiła z tym tematem niemalże w punkt. W świecie, w którym rodzice oddalają się od dzieci, a dzieci nie rzadko stają przeciw nim, powinno się pisać właśnie o tragicznych skutkach tego zaniku rodzinnych więzi. O tym, że bardzo często nie wiemy nic o osobach, z którymi dzielimy nie tylko dach nad głową, ale i własną codzienność. Bohaterki "Kilku dni lata" właśnie z tym muszą się mierzyć. Z brakiem bliskości i miłości. Dopiero pogrzeb jednej z nich i nieopowiedziana nigdy historia pewnej miłości, sprawiają, że zaczynają inaczej patrzeć na otaczający je świat. Ale nie na każdego z nas czeka taka historia. Wiele rodzin nigdy nie dostanie swojej wielkiej szansy. Czy można jeszcze jakoś temu zapobiec? 

Maja Sobieszczańska napisała mądrą i ważną powieść, która, w moim odczuciu, pod względem tematyki i sposobu jej przedstawienia jest po prostu świetna. To genialny utwór o tym, że nieraz można zmienić strasznie dużo zmieniając bardzo niewiele i nie zatracając przy tym siebie samego. To książka z przesłaniem i o mądrości przeszłych pokoleń, która uczy doceniać każde najmniejsze szczęście. Niestety, jest też jedno ale. Nie zachwycił mnie ciężki styl, którym posługuje się autorka. Zabrakło mi w nim płynności i świeżości. Być może to przez nagromadzenie imion i małą liczbę zaimków? Albo specyficzną konstrukcję zdań?  A może stosunkowo małą liczbę realistycznych dialogów? Ciężko mi jednoznacznie wskazać, ale nie ma przecież tego złego, co na dobre by nie wyszło. Czy ten utwór nie byłby zbyt idealny, gdyby wszystko w nim było po prostu perfekcyjne? 

Podsumowując, autorka zaserwowała nam problematyczny utwór niosący za sobą ważne przesłanie. Wykazała się ogromną wnikliwością i zdolnością obserwacji czyhających w naszym społeczeństwie pułapek. Wspaniale wychwyciła odchodzenie od kolektywizmu na wzór zachodnich trendów, ale wskazała też, jak można by temu zapobiec. Podkreśliła, jak ważna jest rodzina i że nie daleko spada jabłko od jabłoni. Czytałam tę lekturę z dużą przyjemnością i mocno wam ją polecam. Ukazane w niej wartości nigdy nie przestaną być aktualne. To książka właśnie na teraz. Na wczoraj, na dziś i na jutro. 


Za egzemplarz recenzencki dziękuję serdecznie wydawnictwu: 




4 komentarze:

  1. Myślę, że mogłaby trafić w mój gust- rozejrzę się za tym tytułem:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie owocnych poszukiwań :)

      Usuń
  2. Czeka do czytania :)
    Mam nadzieję, że mi się spodoba

    OdpowiedzUsuń
  3. I ja takie książki lubię czytać :) Pora rozbić skarbonę i ruszyć do księgarni :)

    OdpowiedzUsuń