środa, 16 września 2015

"Marzenie Łucji"
Doroty Gąsiorowskiej 


"Pani Matyldo, po tylu latach życia coraz bardziej się przekonuję, że na uśmiech losu nie ma patentu. Gdyby szczęście było choćby kamykiem, czy małym kawałkiem bursztynu, można by je zamknąć w tytanowej szkatułce i zakopać głęboko w ziemi, żeby nikt nie miał do niego dostępu. Tak się niestety nie da. [...] Nie można go sobie zachować na wyłączność."

Raptem kilka miesięcy temu zakochałam się w "Obietnicy Łucji". Przyciągnęła mnie nie tylko przepiękną i delikatną okładką, ale także niezwykle poruszającą treścią. Fabułą opowiadającą o samotności, wychowaniu, poszukiwaniu miłości i przekraczaniu swoich własnych granic, żeby móc być w końcu szczęśliwą. Czytałam tę książkę, a kiedy się skończyła, byłam autentycznie rozżalona tym, że nie mogę poznać dalszych losów bohaterów już, teraz, zaraz. Tonąć w Różanym Gaju i starym dworku bez reszty. To chyba własnie dlatego, kiedy tylko dowiedziałam się o tym, że na rynek wychodzi drugi tom książki, "Marzenie Łucji", nie mogłam posiąść się z radości i od razu zapragnęłam ją mieć. Ale czy Dorocie Gąsiorowskiej udało się utrzymać wysoki poziom, jakim uraczyła czytelniczy w "Obietnicy Łucji"? 

Łucja w końcu jest szczęśliwa. Po wielu, mało przyjemnych przejściach może w końcu spokojnie budzić się u boku swojego ukochanego, Tomasza i razem z jego córką, Anią, może mieszkać w starym dworku, w którym zakochała się od pierwszego wejrzenia. Wszystko wygląda fantastycznie. W końcu są szczęśliwą rodziną i mogą w spokoju przygotowywać się do ślubu.  Tylko przewrotny los, jak to zwykle w życiu bywa, okazuje się mieć dla Łucji całkiem inny plan i postanawia pomieszać jej szyki. Tomasz postanawia zostawić swoje dziewczyny same i wyjechać na tourne do Włoch, a jego podróż niespodziewanie dla wszystkich, mocno się przedłuża, sprawiając, że wizja ich ślubu rozwiewa się niczym mgła. A kiedy w Różanym Gaju pojawia się niesamowicie przystojny i tajemniczy malarz, który proponuje Łucji namalowanie jej portretu, wydarzenia w życiu nie tylko Łucji, ale wszystkich jej najbliższych, przybierają zupełnie inny obrót. Między kobietą a artystą tworzy się bowiem szczególna relacja, którą coraz ciężej jest im lekceważyć... 

Łucja musi więc na nowo zastanowić się, co jest dla niej w życiu naprawdę ważne, a w odpowiednim momencie wziąć się w garść i z uporem walczyć o swoje marzenia. Ale co wtedy, kiedy pewne drogi okażą się być nie do przebycia, a furtki do szczęśliwej przeszłości zamkną się na cztery spusty? Wyjście jest tylko jedno. Łucja musi odnaleźć w sobie siłę do znalezienia innych ścieżek prowadzących do realizacji jej głównych celów. Tylko czy da się to zrobić? I czy nie będzie za późno? 

"Marzenie Łucji" to przepiękna i wzruszająca książka o tym, że niczego w życiu nie można być pewnym, a już na pewno nie tego, że raz odnajdując szczęście, będziemy w stanie zachować je na zawsze. Życie, jak to życie, bywa bardzo przewrotne i nikt z nas nie jest w stanie przewidzieć, jakie niespodzianki szykuje dla nas w przyszłości i właśnie tak było w przypadku Łucji. W jej, wydawać by się mogło, w końcu poukładanym świecie, znowu zapanował chaos. Tomasz musiał wyjechać i to na długo, w ona znowu została sama, chociaż może bardziej trafnie byłoby powiedzieć, że ponownie stała się po prostu samotna, bo przyjaciele, jak to przyjaciele, wspaniale, że są, ale gdy nie ma obok ukochanego, nic nie wygląda już tak samo, jak wcześniej. 

I to właśnie wtedy a horyzoncie wydarzeń pojawia się przystojny Włoch, Luca, od którego kobieta, tak samo zresztą, jak każda z czytelniczek, po prostu nie potrafi nie zapałać sympatią. Jest miły, empatyczny, a przede wszystkim szczery i chętnie się Łucją opiekuje, nie kryjąc przy tym ani przed sobą, ani przed nią, że zaczyna mu na niej zależeć. Łucja znowu znajduje się na rozdrożu, ponownie musi podjąć ważne, nie tylko dla siebie, decyzje i to w obliczu kilku znaczących tajemnic. Kolejny już raz zostaje mocno skrzywdzona przez mężczyznę, któremu ufała, którego pokochała. Tylko czy będzie w stanie wybaczyć to, że Tomasz najzwyczajniej w świecie wziął przykład z jej ojca i ją porzucił? Przecież rany wyrządzone przez najbliższych pozostają w naszych sercach już zawsze... No i ten zabójczo przystojny Luca o dobrym sercu... Brr. Ja na pewno nie chciałabym być na jej miejscu! Ja nie umiałabym wybrać, a już z pewnością nie będąc w takiej sytuacji, jak ona. Miłość opisana w tej książce naprawdę nie jest łatwa, a kreacja głównych bohaterów i ich światów wewnętrznych po prostu mnie zachwyca. 

Dorota Gąsiorowska w swojej kolejnej książce ponownie ukazuje prawdziwą plejadę uczuć i emocji. Mamy tutaj miłość, tęsknotę, pożądanie, rozczarowanie, żal, gorycz, wyrzuty sumienia i wybaczenie. A to wszystko otrzymujemy wczytując się w jedną, niezwykle barwnie opowiedzianą opowieść! Do tego ten sielski klimat starego dworku i zapachu róż. Rozpływam się, po prostu rozpływam.

Gdybym miała określić "Marzenie Łucji" jednym słowem, z pewnością powiedziałabym, że ta książka jest po prostu przepiękna. To powieść po prostu wykwintna, rozpływająca się w ustach. Wszystko w niej jest smaczne i dobrze wyważone. Nic nie dzieje się przypadkiem, każdy, nawet najdrobniejszy szczegół jest mocno przez autorkę przemyślany i chociaż niektóre zbiegi okoliczności wydają mi się być aż nadto magiczne, to przecież ta książka właśnie taka jest. Oderwana od rzeczywistości a jednak mocno w niej osadzona. Nie rozumiem tego dysonansu, który mam w głowie, kiedy o niej myślę. To opowieść o normalnych ludziach przeżywających aż nader ludzkie emocje, a jednocześnie taka baśniowa, taka magiczna, że aż nie chce się od niej odrywać. Nie potrafię tego racjonalnie wyjaśnić. Może to po prostu majstersztyk? 

Podsumowując, jeśli szukacie książki, która zawiera w sobie garść tajemnic, romansu i jest niezwykle życiową opowieścią o trudnych relacjach, powinniście sięgnąć po "Marzenie Łucji" albo chociaż pierwszą część historii, "Obietnicę Łucji". Jest to niezwykle wzruszająca opowieść o marzeniach, która z pewnością zaskoczy was swoją niesztampowością i nieprzewidywalnością. Nie powiela ona żadnego schematu, jest bardzo oryginalna, a do tego dopracowana, mam wrażenie, pod każdym względem. Lubię tę opowieść. Lubię czytać o Łucji i jej najbliższych. Jest w niej coś magnetycznego co sprawia, że żywię do książek Gąsiorowskiej naprawdę ciepłe uczucia. A wy? Potrzebujecie trochę ciepełka? 

Za egzemplarz recenzencki dziękuję serdecznie wydawnictwu: 




7 komentarzy:

  1. Przepięknie napisałaś swoje odczucia po lekturze "Obietnicy Łucji". Aż zapragnęłam ją z miejsca poznać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeju, dziękuję Ci bardzo. Polecam tę książkę naprawdę gorąco. Stoi na półce z moimi ulubionymi. Często do niej wracam :)

      Usuń
  2. "Obietnica..." podobała mi się,ale nie powaliła. Natomiast "Marzenie..."- czuje że będzie mi się podobało znacznie bardziej. Chętnie to sprawdzę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marzenie podobało mi się bardziej jeśli mam być szczera. :)

      Usuń
  3. Tak właśnie czułam, czytając Twoją recenzję.

    OdpowiedzUsuń
  4. Pierwsza część mi się bardzo podobała, więc tę też mam w planach :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Jeszcze nie czytałam "obietnicy Łucji", powinnam ja przeczytać, tak pięknie o niej mówisz/piszesz ;)

    OdpowiedzUsuń