poniedziałek, 26 października 2015

"Tysiąc" Dagmary Andryki
- recenzja niesamowitego debiutu


Co takiego dzieje się w MILLE?!

Dziennikarka Marta Witecka jedzie nakręcić reportaż i przez zwykły przypadek trafia do niewielkiej miejscowości Mille, położonej niedaleko Trójmiasta. Mijając znak z przekreślonym i zmienionym na "Miłe" napisem, ma ogromną nadzieję na to, że ktoś pomoże jej z głośnym stukaniem w samochodzie. Chociaż nigdy wcześniej nie słyszała o Mille, to musi zostać tam na dłużej, bowiem zepsuł jej się samochód i nie ma jak się z niego wydostać. Co więcej, nikt w miasteczku nie chce jej pomóc, mieszańcy ignorują ją i za wszelką cenę chcą się jej pozbyć z Mille. 

Dopiero po kilku dniach Marta dowiaduje się o widzącej nad Mille klątwie. W miasteczku może mieszkać nie więcej niż tysiąc osób. Następstwa przekroczenia tej liczby są przerażające. Czując, że jest to świetny temat na reportaż i nie mając możliwości wyjazdu, Marta zaczyna zgłębiać tajemnicę klątwy i, co przerażające, coraz sprawniej funkcjonować w przedziwnym, odwróconym systemie tej społeczności, w której pogrzeby to wesołe uroczystości, bo zwalnia się miejsce, a związek gejów jest powszechnie akceptowany, bo nie będą mieli dzieci. Szukając dowodów na nieistnienie klątwy Marta poznaje mieszkańców, konsekwencje łamania panujących w Mille, dziwacznych zasad i historie ofiar klątwy.  I kiedy samochód jest w naprawie, a Marta, razem z byłym policjantem alkoholikiem rozpoczyna swoje śledztwo, dochodzi do kolejnego wypadku. W nocy na ulicy zostaje znalezione zmasakrowane ciało nauczycielki. Miasteczko nie szuka winnych, wszyscy cieszą się, że klątwa znowu nie dopadła nikogo z nich. Marta nie może już tego wszystkiego wytrzymać, zawzięcie pragnie udowodnić, ze nad Mille nie wisi żadna klątwa, jednak zebrane dane i opowieści ludzi sprawiają, że i ona powoli zaczyna wierzyć w istnienie anatemy...

Czytając dziesiątki, a może nawet setki książek rocznie, bardzo często ma się wrażenie, że czyta się o tym samym. Ciągle przewijają się jakieś oklepane historie, które ktoś postanowił spróbować napisać w nowy, można powiedzieć, innowatorski sposób. Ale czy właśnie to jest kluczem do sukcesu? Owszem, być może jest. Ale wiadomo nie od dziś, że tym, co czytelnik zapamięta z książki nie jest innowacyjne tworzenie metafor i język, który umknie nam po przerzuceniu ostatniej strony, ale oryginalna historia. I właśnie taką książkę oddała w nasze ręce Dagmara Andryka. Jej debiut ukazał się w ubiegłym tygodniu w wydawnictwie Prószyński i Ska i powiem wam, że ja jestem nim po prostu oczarowana. Dawno nie czytałam tak dobrego debiutu. Aż ciężko mi było uwierzyć, że ktoś, kto potrafi tak perfekcyjnie stworzyć mroczny świat nie napisał wcześniej żadnej powieści. 

"Tysiąc" to książka, w której zbrodnia nie jest jedna, ale jest ich co najmniej kilka, chociaż tak właściwie, przez wzgląd na klątwę, to właściwie żadnej zbrodni tu nie ma... Nawet pewna siebie, usilnie starająca się rozwiązać tajemnicę Mille Marta w pewnym momencie dojdzie do punktu, w którym to właśnie klątwa wyda jej się najlepszym wytłumaczeniem tego, co dzieje się w tym wcale nie miłym miasteczku. No bo jak wyjaśnić coś, czego nie ma? I to wtedy, kiedy żadne ślady do siebie nie pasują, wszystkie zbrodnie to nieszczęśliwe wypadki, a żaden podejrzany nie jest winny? Nawet policja ma gdzieś to, co dzieje się pod jej nosem i ślepo wierzy w tajemnicę klątwy doskonale bawiąc się na kolejnych pogrzebach. Czy to wszystko nie brzmi kusząco? Czy nie macie ochoty wejść w owiany mrokiem i tajemnicą świat Mille i razem z Martą zabawić się w detektywa, którego dochodzenie... Cóż. No jak by na to nie spojrzał, idzie na marne i nie przynosi żadnych rezultatów, bo Mille rządzi się własnymi prawami? 

"Tysiąc" to kryminał o mocno dopracowanym obyczajowym tle, które, poza zdecydowanie wybijającą się na pierwszy plan, oryginalną akcją, jest największym atutem tej powieści. Mille to miejscowość, która, podczas lektury tej książki (i po jej zakończeniu też), istnieje na mapie naprawdę. Czytelnik nie ma wrażenia, że ogląda film, albo czyta książkę. Nie jest tylko obserwatorem abstrakcyjnych zdarzeń, ale ich uczestnikiem. On naprawdę tam jest! W Mille. W świecie drewnianych domów z gotowymi do zamknięcia w każdej chwili okiennicami, w świecie zabłoconych ulic i przesiąkniętej zapachem tytoniu karczmy "Rzym", w której ludzie topią smutki w alkoholu, żeby chociaż na chwilę zapomnieć o klątwie. Takie samo wrażenie odnosi się, jeśli chodzi o bohaterów. Ich kreacja także nie jednego czytelnika zwali z nóg. Każdy z nich jest kimś, każdy jest dopracowany, każdy ma swoją historię. Autorka nie zapycha nimi dziur w fabule, oni żyją naprawdę! To nie Marta z nimi rozmawia ale my. To nie jej opowiadają swoje tajemnicze historie, ale nam. 

"Tysiąc" to utwór o tak unikatowym, pochmurnym klimacie i zadziwiającej konstrukcji, że nie da się w nim nie zatracić. To książka przesiąknięta lękiem i nerwową atmosferą, podczas lektury której momentami ma się gęsią skórkę albo ma ochotę obejrzeć się za siebie tak, jak biegnąca do drewnianych drzwi główna bohaterka, która czuje na plecach czyjś wzrok. Ona jest po prostu pełna emocji i chociaż w wielu recenzjach przeczytałam, że fabuła "Tysiąca" rozkręca się zdecydowanie za wolno i za dużo jest tu opisów, to śmiem się nie zgodzić z tym, jakoby były to wady. To właśnie dzięki tym opisom i z pozoru  leniwie płynącej fabule Mille i bohaterowie są tak bardzo wiarygodni i prawdziwi. Zaskakująca i imponująca jest też wiedza autorki z psychologii społecznej, której to daje w tym utworze niesamowity popis. Jako studentka psychologii muszę powiedzieć, że taką książkę powinno się omawiać na niejednych zajęciach na moich studiach. Wiarygodna i prawdziwa. Obnażająca naturę zamkniętego, opartego na swoich własnych fundamentach społeczeństwa. Jak dla mnie: mistrzostwo! Pochłonęłam "Tysiąc" na raz. To zdecydowanie jedna z lepszych książek tej jesieni. 



Za egzemplarz recenzencki utworu dziękuję wydawnictwu:




9 komentarzy:

  1. Ostatnio jakoś czuję przesyt kryminałami, a na półce, jak na złe, jeszcze 3 do przeczytania. Dlatego jednak nie skuszę się na powyższą książkę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O matko, skąd ja to znam! Ja dla odmiany mam chwilowo dosyć komedii romantycznych i zapycham się kryminałami na potęgę. :D

      Usuń
    2. Hi hi, mi teraz się marzy jakaś sensacja :)

      Usuń
  2. A ja mam ochotę na dobry kryminał, wiec może się skuszę ;)
    Pozdrawiam Justyna ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam Ci Justynko i to bardzo! Nie jest to typowy kryminał a te tło obyczajowe i napięcie... Po prostu fenomenalne! <3

      Usuń
  3. Ja ostatnio mam chęć na takie mocniejsze lektury. Zaintrygowałaś mnie tą książką :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, polecam Ci Kasiu tysiąc i to bardzo. Uwielbiam kryminały o dobrze nakreślonym społęczno-obyczajowym tle :) Mam nadzieję, że Tobie też się spodoba!

      Usuń
  4. Na mojej półce również sporo kryminałów,ale chociażby dlatego,że recenzowana wyżej książka jest debiutem,to z wielką chęcią przygarnęłabym kolejny:-))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdy argument jest dobry, żeby powiększyć swoją biblioteczkę! :)

      Usuń