czwartek, 29 stycznia 2015

Waleriowy konkurs



Macie ochotę przeczytać kultową książkę pt. "W butach Valerii", która podbiła ogrom zaczytanych, kobiecych serc, a która w Polce ma premierę 5 lutego? Nic prostszego, możecie wygrać ją w konkursie, który dziś wam proponuję. 


Co należy zrobić?
1. Wyrazić w komentarzu chęć wygrania książki zwrotem "Zgłaszam się"
2. Napisać w komentarzu swój adres e-mail, żebym mogła poinformować was o ewentualnej wygranej. 
3. Być obserwatorem publicznym bloga Informator Czytelniczy jeśli posiadacie konto na gmailu.
4. W konkursie mogą brać udział również anonimowi użytkownicy, którzy nie mają konta na blogerze.

Konkurs trwa od 29.01 do 15.02 do godziny 12.00 w południe. Wyniki ogłoszę w kilka dni po zakończeniu konkursu. 

Chciałabym przeprosić was tu, za moją sporadyczną ostatnio obecnosć na blogu. Jestem w trakcie sesji, która, na szczęście, niedługo się kończy, więc wszytsko wróci do normy. Trzymajcie kciuki! :) 

Regulamin konkursu
1. Organizatorką konkursu jest właścicielka bloga Informator Czytelniczy.
2. Sponsorem nagrody jest Wydawnictwo Literackie.
3. Warunkiem uczestnictwa w konkursie jest zgłoszenie się w komentarzu.
4. Konkurs trwa od 29.01.2015 roku do 15 lutego 2015 roku do godz. 12.00
5. Ogłoszenie zwycięzcy nastąpi do 20 lutego.
6. Zgłosić się należy  pod konkursowym postem na blogu. W komentarzu należy podać także swój adres mailowy w celu poinformowania o ewentualnej wygranej w konkursie.
7. W konkursie mogą brać udział osoby posiadające blogi jak  anonimowi uczestnicy, którzy popiszą się imieniem/nickiem oraz podadzą adres mailowy.
8. Warunkiem uczestnictwa w konkursie jest obserwowanie bloga.
9. Ze zwycięzcą skontaktuję się za pomocą e-maila w dniu ogłoszenia wyników. W przypadku, gdy zwycięzca w ciągu 7 dni nie odpowie na wiadomość, nastąpi ponowny wybór zwycięzcy.
10. W konkursie mogą brać udział osoby zamieszkałe w Polsce.
11. Konkurs nie podlega przepisom Ustawy z dnia 29 lipca 1992 roku o grach i zakładach wzajemnych (Dz. U. z 2004 roku Nr 4, poz. 27 z późn. zm.)

sobota, 24 stycznia 2015

"Pośród żółtych płatków róż"
Gabrieli Gargaś 



  "Zostań moim przyjacielem. Tylko przyjacielem. Zanim nim zostaniesz, to mnie przytul, pocałuj,
pokochaj, popieść. Bądź mój, ten ostatni raz."

 Wyznam we wstępie, że na "Pośród żółtych płatków róż" czekałam bardzo dużo i specjalnie postanowiłam nie czytać wsześniej żadnych recenzji tego utworu, żeby się nie rozczarować, ani nie wprowadzić w stan obsesyjnego oczekiwania, który w czasie sesji mógłby okazać się dla mnie wręcz zabójczym. Pomimo natłoku nauki, który ostatnio wyciska na moim czytelniczym życiu piętno wręcz bolesne, udało mi się przeczytać kolejną książkę Gargaś wieczorem i ciemną nocą między jednym egzaminem a drugim. I wiecie co? Warto było zarwać noc dla tego utworu. Pochłonęłam go na raz! 

 Gabriela Gargaś to młoda pisarka, która z wykształcenia jest ekonomistką. "Mama, przyjaciółka, córka, siostra, szwagierka, ciocia, żona, kobieta całą duszą."Autorka książek takich jak: "Jutra może nie być", "W plątanini uczuć" czy "Namaluj mi słońce". Jej książki to problematyczne utwory, odzwierciedlające stany emocjonalne wielu kobiet, którym ciężko się do nich przyznać. Mam wrażenie, że każda czytelniczka w jej twórczości znajdzie coś dla siebie. 

  "Pośród żółtych płatków róż" to historia wielu charakterów, których losy splatają się i kręcą wokół zdrady. Zagubiona i poraniona Zuzanna, wierna Joanna, popełniający błędy Michał i Robert, starająca się wybaczyć Milena, wyrozumiały Wojtek, a nawet ciocia Zosia i jej Tadzik. Ich drogi splatają się i rozchodzą, tworząc wspaniałą mozaikę na tle, jakie nazywamy życiem. Wszyscy oni funkcjonują w zwykłym świecie zdrad, które zmuszają ich do trudnych decyzji, wielkich wyrzeczeń, poszukiwania nowego sensu, wybaczania i rozstań. Zawsze jednak dążą do tego, żeby poukładać swoje, cieknące przez palce, życia, jak najlepiej. Dążą do szczęścia i desperacko pragną miłości. Są tacy, jak każdy z nas. Zagubieni i niejednorodni. Nie są czarno-biali, ale szarzy. Ale przecież... w dzisiejszym świecie nic takie nie jest. 

  Gabriela Gargaś napisała przepiękną książkę o zdradzie, widzianej niemalże z każdej strony. Mamy bohaterki zdradzane i bohaterów, którzy zdradzają. Mamy kobiety słabe i wiotkie, które lawirują między szczęściem własnym, a tym, płynącym z miłości. Są też bohaterki silne, które za wszelką cenę dążą do tego, by dopiąć swego i przed niczym się nie cofną. Ludzi, którzy popełniając jeden błąd, pociągnęli za nim tysiące innych, do tego stopnia, że już nie ma co zbierać. Nie sposób nie przyznać, że autorka zaskakuje analizą tego, coraz bardziej powszechnego, zjawiska, z którym każdy z nas z pewością zetknął się nie w takiej, to w innej postaci. Dzięki wielu perspektywom postrzegania niewierności, Gargaś stworzyła książkę uniwersalną, która jest w stanie poruszyć naprawdę wiele serc. Udało jej się stworzyć piekną grę charakterów, w której toczy się nieustanna walka między sercem a rozumem, a namiętność potrafi być zgubna. Ukazała życie z wielu perspetyw - tych dobrych i tych złych, a w tym wszystkim dała radę wystrzec się pułapki monotematyzmu i przerysowania. Jak dla mnie - bomba! 

  Jeśli chodzi o stronę językową utworu, to na początku dość sceptycznie podchodziłam do pomysłu dzielenia historii na, w większości jednostronicowe fragmenty. Wydawało mi się, że przez ten zabieg ciężko będzie odnaleźć się w naprawdę złożonej fabule, którą prezentuje nam autorka. Jednak już po kilkunastu stronach przekonałam się, że dzięki temu układowi tekstu, książka, mimo ciężkiej tematyki, czyta się łatwo, a wątki, o dziwo, przeplatają się z sensem, malując tym samym ogólny zaryz fabuły bez utraty szczegółów. Przyznam, że pierwszy raz czytałam książkę tak skonstruowaną i było to miłe doświadczenie. Stronie czysto stylistycznej tekstu też nie można wiele zarzucić. Język jest prosty, zdania krótkie, a wszystko to komponuje się dość smacznie. Miłą niespodzianką były niedługie, ale jednak, wtrącenia prozy językowej - pięknej i metaforycznej, które urozmaicały lekturę książki. 

 Podsumowując, "Pośród żółtych płatków róż" to książka, której udało się podbić moje zaczytane serce i przyjemnie zaskoczyć, nie tylko wielobarwną kreacją bohaterów, ale również kompozycją tekstu. Jest to utwór, który z czystym sercem mogę wam polecić i niemalże zagwarantować, że każda z was odnajdzie w nim coś dla siebie. Ostrzegam tylko - nie wiem jak inni, ale ja po lekturze zaczęłam być wyczulona na żółte róże. I będzie mi naprawdę dziwnie, jeśli kiedykolwiek dostanę je od mężczyzny. Po lekturze tej książki, żółte róże to dla mnie bodziec conajmniej awersyjny!



Za egzamplarz recenzencki dziękuję serdecznie wydawnictwu:


sobota, 10 stycznia 2015

Czy istnieje coś więcej? 
- "Mapa nieba" 



  "Gdy w tej książce używam słowa "niebo" i wspominam o świecie znajdującym się "powyżej" nas, nie odwołuję się do kojarzonego z nim niegdyś wiecznie skąpanego w słońcu miejsca pośród chmur. Mam na myśli nieogarnione sfery ducha rozciągające się poza naszą ziemią, w porównaniu z którymi wszystkie dające się zaobserwować wymiary materialne można porównać do ziarnka piasku na plaży. " 

  Śmierć kliniczna i podróże do nieba to ciężki temat, budzący wiele wątpliwości i kontrowersji, a przede wszystkim dyskusji między tymi, którzy w niebo wierzą, a tymi, którzy wzbraniają się przed nim rękami i nogami. Alexander Eben i "Mapa nieba" to książka, która właściwie odrywając śmierć kliniczną i doznanie nieba od ideologii, przedstawia nie jedną, ale conajmniej kilkanaście historii ludzi, którzy już za swojego ziemskiego życia mieli możliwość dotknąć "czegoś więcej". Ich historie, będące nowymi dowodami na istnienie nieba, Eben zebrał w swoistą mapę, z którą wychodzi do czytelnika, któemu proponuje spacer od tego, co ziemskie, do tego, czego, wydawałoby się, nie można objąć ludkim rozumem. Pytanie tylko, czy macie ochotę pozwiedzać? 

   Alexander Eber to znakomity neurochirurg, który w swojej pierwszej książce, zatytułowanej "Dowód" opowiedział światu historię swojej śmierci klinicznej i niesamowitej podróży, jaką odbył poza granice śmierci. Choć jako sceptyk i człowiek nauki nigdy nie wierzył w życie pozagrobowe, doświadczenie to całkowicie wywróciło jego system wartości i otworzyło oczy na to, co nie widoczne. Niedługo po opublikowaniu "Dowodu" dowiedział się, że na świecie żyje wielu ludzi, którzy doświadczyli tego co on, lecz bali się o tym mówić. "Mapa nieba" nie jest więc tylko opisem, jak jego poprzednia książka, ale rozważaniem nad sensem tej podróży i nauką z niej płynącej, w oparciu o listy czytelników, którzy, tak jak Eber, zderzyli się z "czymś więcej". Zaskakujące, przerażające, a przede wszystkim dające nadzieję, historie, posłużyły autorowi jako punkt wyjściowy do niesamowitych rozważań, do utkania opowieści o tym, że nasze ludzkie życie ma jeszcze jeden wymiar, którego często nie wyczuwamy, a który mało kto zdecydował się opisać. 

   "Mapa nieba" nie jest żadną naukową publikacją ani historią nawrócenia neurochiruga. Autor w kolejnych rozdziałach opiera się na  siedmiu darach, którymi człowiek został obdarowany, a nad którymi mało kto zwykł się zastanawiać. Pisze o wiedzy, znaczeniu, wizji, mocy, przynależności, radości i nadziei, a w każdym z nich przybliża nam ich znaczenie oraz przedstawia kolejne, oderwane od akiejkolwiek ideologii, dowody na istnienie nieba. Konfrontuje w utworze naukę i wiarę, tak dwa odrębne i zwykle pozbawione stycznosci światy, ukazując, że mają ze sobą naprawdę dużo wspólnego. Przedstawia niebo i świadomość jego istnienia od starożytności do współczesności, przytaczając poglądy wielu filozofów i świętych.  Również liczne przykłady opowieści czytelnikówi  autor wykorzystał do przybliżenia i wyjaśnienia w sposób przystępny dla nas wszelakich filozoficznych i egzystencjalnych problemów przeżyć związanych ze śmiercią kliniczną i podrożą do nieba.

  Wszystkie refleksje Ebera, jakie by nie były i o jaki pogląd by nie zakrawały, prowadzą właściwie tylko do jednego wniosku. Gdzieś, ponad nami, istnieje niesamowita miłość, któej człowiek nie jest w stanie ogarnąć ani sobie wyobrazić. Jest tam i czeka na nas, podczas gdy my, tu  na ziemi, mamy do czynienia jedynie z maleńkim jej ułamkiem. Ona jest tam i czeka na nas, będąc o wiele większą niż ziemska miłość, do której tak bardzo jesteśmy przywiązani. To właśnie miłość jest największym dowodem na istnienie nieba. 

  "Jedna zasada, o której nie wolno nam zapomnieć, brzmi: w końcu trafimy tam, gdzie powinniśmy, zależnie od tego, jak wiele miłości nosimy w sobie, bo miłość jest istotą nieba. To z niej zostało utkane niebo. To waluta obowiązująca w tej krainie." 

  Przyznam, że książka Ebera spełniła moje czytelnicze oczekiwania. Choć nie czytałam "Dowodu", do którego autor często odnosił się w "Mapie nieba", książka zaspkoiła mnie, a przede wszystkim zainteresowała. Choć ja sama nie potrzebuję dowodów na istnienie Nieba, z przyjemnością delektowałam się refleksjami, które łączyły ze sobą wiarę z nauką w sposób dość oczywisty. Eber nie odpowiada oczywiście na wszystkie nasuwające się pytania i empirycznie niczego nie udawadnia. Jego książka budzi jednak emocje i prowokuje do myślenia. Nie jest nokautującym świadectwem skierowanym dla osób wierzących, a jedynie garścią refleksji nas sensem istnienia. Zastanawiam się tylko, czy "Mapa nieba" byłaby w stanie przekonać tych, którzy w istnienie Boga i Nieba nie wierzą. I wiecie co? Mam ochotę na mały eksperyment! To ksiażka, której aż nie chce się zachowywać dla siebie, ale nią dzielić. 

Za egzemplarz recenzencki utworu dziękuję serdecznie wydawnictwu: 


niedziela, 4 stycznia 2015

"Jaskółka, kot, róża, śmierć"
- czyli śledztwa komisarza Van Veeterena


     "Czytałam kiedyś coś takiego... Kiedy mężczyzna mówi kobiecie "nie", ona chce umrzeć. Kiedy kobieta mówi "nie" mężczyźnie, on chce zabić. To dość dobre podsumowanie tej sytuacji, nie sądzisz?" 

     Wydawnictwo Czarna Owca i kultowa Czarna Seria kolejny już raz przyjemnie połechatały moje zaczytane podniebienie, serwując hipnotyczny kryminał z komisarzem Van Veeterenem w jednej z ról głównych. Lubicie kryminały? Właściwie nie do końca ważna jest odpowiedź, bo po tym, co zaraz usłyszycie z pewnością je pokochacie... Wyobraźcie sobie  mroczne zabójstwo i jeszcze bardziej mroczne śledztwo, w którym policja nie tyle tropi mordercę, co szuka kolejnych motywów literackich mających ją do niego zaprowadzić. Tajemnica i motywy literackie jako ślady? Czyż nie brzmi zachęcająco? 

 Hakan Nesser to jeden z popularniejszych szwedzkich autorów kryminałów, wielokrotnie nagradzany za swoje wciągające powieści. Nie da się ukryć, że to właśnie bijąca rekordy popularności seria o komisarzu na emeryturze, która ukazała się w 25 krajach i sprzedała w nakładzie ponad 10 mln egzemplarzy, rozsławiła nazwisko autora na całym świecie i przyczyniła się do nadania mu tytułu jednego z najbardziej popularnych autorów krymniałów. Jesteście ciekawi, co tym razem zaserwował nam Nesser? 

  Komisarz Van Veeteren prowadzi spokojne życie i swój mały antykwariat, gdy niespodziewanie przerywa ją kolejna tajemnica, za którą on sam właściwie czuje się odpowiedzialny, głównie za sprawą którkiej wizyty znajomego księdza, który w niewyjasnionych okolicznościach ginie na torach pod szynami rozpędzonego pociągu. Pikanterii sprawie dodaje fakt, że wpasowuje się ona idealnie w szereg niewyjaśnionych uduszeń mających miejsce w ostatnich latach. Co zrobi komisarz, gdy wyjątkowa zbrodnia i jeszcze bardziej wyjątkowe ślady wyciągną go z bezpiecznego antykwariatu i zaprowadzą wprost na spotkanie twarzą w twarz z owianym tajemnicą dusicielem? Czy Van Veeteren kolejny raz rozwikła zagadkę, która nie pierwszy rzut oka wydaje się być niemożliwa do rozwiązania? Czy jego niezawodna niegdyś intucja straciła na ważności i przepadła między półkami pełnymi zakurzonych książek? 

       "Co łączy ofiary dusiciela z Maardam? Zabójstwa mają wyraźne odbicie w literaturze - w dziełach Blake'a, Musila, Rilkego. Komisarz zaczyna przeczuwać, że morderca, z którym ma do czynienia jest nietuzinkowy [...] Czy podoła tej piekielnie okrutnej zbrodni? Kim jest oczytany morderca?"

      Przyznam bez bicia, że "Jaskółka, kot, róża, śmierć" to pierwszy kryminał Nessera, jaki przeczytałam, a zachęcił mnie do tego niesamowity pomysł na wykreowanie oczytanego dusiciela zostawiającego literackie ślady. Nie będę też ukrywała, że większość kryminałów, z jakimi miałam do tej pory do czynienia było kryminałami noir z wybijającym się na pierwszy plan mocno zarysownaym tłem historycznym. Oba te fakty sprawiły, że podczas lektury tej książki po prostu... odpoczywałam mimo tematyki, a strony, niczym urzeczona, przerzucałam z prędkością wręcz niesamowitą, mimo, że czytałam ją w Wigilię rano. 

     Poza pomysłem na niesamowicie wciągającą fabułę, zachwycił mnie przede wszystkim klarowny i przyjemny w odbiorze styl Nessera. Jego narracja, chociaż uboga w wyszukane środki stylistyczne, obfituje w wiele plastycznych i oddziałujących na wyobraźnię opisów, a jego dialogi... ach, one po prostu topiły moje zaczytane serce i to nie raz. Nie można nie wspomnieć również o kompletnej i skończonej, dopracowanej pod każdym względem kreacji bohaterów. Każdy z nich, nawet ten drugoplanowy, mógłby być postacią z krwii i kości, którego życiorys i historia sprytnie wkradają się w utwór sprawiając, że każdego z bohaterów można by wyjąć z książki i uczlowieczyć niemalże na pstryknięcie palców. 

     Podsumowując "Jaskółka, kot, róża, śmierć" oraz styl Nessera zwaliły mnie z nóg i pochłonęły do tego stopnia, że pomimo świątecznego szaleństwa ja siedziałam i czytałam. Być może dlatego, że spodziewałam się wulgarnego i iście męskiego, ciężkiego krymniału, a dostałam... hipnotyzującą i świetnie dopracowaną od strony jezykowej powieść. 


Za książkę dziękuję serdecznie: