poniedziałek, 30 marca 2015

Szybki przegląd nowości
i przeprosiny. 




Moi Drodzy Czytelnicy,
 mam świadomość tego, że bardzo was przez ostatnie 2 miesiące zaniedbałam i kolejny raz samej sobie obiecuję poprawę. Czytam dużo mniej, ponieważ trwają prace nad moją książką, jestem na etapie redakcji, która okazuje się być naprawdę pochłaniająca, a do tego, przy napływie weny twórczej, przez ostatni miesiąc pisałam kolejną, skrajnie inną powieść i czuję się przez nią emocjonalnie wymordowana. To wszystko pochłaniało (i nada pochłania) mnie do tego stopnia, że nawet liczbę godzin snu musiałam mocno ograniczyć, żeby powiązać to wszystko z uczelnią (mam semestr podzielony na pół i lada dzień rozpoczną się egzaminy). 
Mam nadzieję, że jesteście mi w stanie to wybaczyć...




Przechodząc jednak do książek, 
przygotowałam szybkie zestawienie pozycji, 
które niedługo zrecenzuję: 


1. "Ogród księżycowy" Agnieszki Krawczyk
      i wywiad z autorką (Wydawnictwo Filia)


Historia o miłości, dawnych błędach i o wybaczaniu

W dolinie mgieł i róż zaczyna się wiosna. Pisarka, Sabina Południewska, kończy remontować stary dom. Przy nim powstaje wyjątkowy ogród księżycowy, który najpiękniej i najbardziej tajemniczo wygląda nocą. Sabina jest szczęśliwa – znalazła swoje miejsce na ziemi. Otaczają ją przyjaciele – hrabina Tyczyńska produkuje swoje niezwykłe perfumy, Marek Rokosz rozwija uprawę ziół, a Mila Mossakowska chce zorganizować w pensjonacie „Pod Graalem i Różą” warsztaty pisarskie. 
Jednak niespodziewanie w Idzie pojawia się osoba, która może zmącić szczęście Sabiny i Krzysztofa, odmieniając ich los. Dawne błędy potrafią rzucać długie cienie, a wybaczenie nie zawsze jest proste. 
Czy miłość naprawdę jest w stanie pokonać każdą przeszkodę? Czy to, co pęknięte da się skleić bez śladu? Tej wiosny, w dolinie mgieł i róż kilka serc zostanie złamanych. Ale miłość i dobro mają kojącą moc leczenia ran. 
Czy macie tak samo wielki apetyt na tę magiczną, baśniową historię, jak ja?

Premiera: 08.04.2015

2. "Męża poproszę" Matyldy Man (Prószyński i S-ka)

Kobieta bez mężczyzny dziczeje fizycznie oraz umysłowo, a do tego we dwie pensje będzie łatwiej – powtarzają najbliżsi Tosi. Na nic groźby i prośby całej rodziny. Tosia powoli dobiega czterdziestki, nadal mieszka z matką, a na horyzoncie nadal nie widać żadnego kawalera. Stara panna, i już! Czy popełniła gdzieś błąd? W końcu ma za sobą wiele doświadczeń z różnymi mężczyznami A może tkwi w niej jakiś defekt? To by wreszcie coś wyjaśniało. Poznaj historię Tosi.

„Męża poproszę” to kipiąca humorem opowieść o mitach na temat miłości i małżeństwa, którymi nasze życie lukrowane jest od dzieciństwa. O szczęściu, którego definicję znają wszyscy wokół nas, oraz życiowym partnerze, którego nie warto szukać dla rodziny ani najbliższych ludzi. Ale dla siebie.

Brzmi ciekawie? Jak dla mnie bomba!
Premiera: 02.04.2015


3. "Kryminalistka" Joanny Jodełki (Świat Książki)

Czy w siedzącej na ławce kobiecie: brudnej, rozczochranej, w porwanym ubraniu, ktokolwiek rozpoznałby autorkę poczytnych kryminałów? Ona sama wie jedno: musi jak najszybciej uciekać, bo… zabiła dwie osoby. Rozpoczyna się więc upiorna podróż, podczas której Joanna będzie walczyć z własnymi słabościami, a nawet otrze się o śmierć. I wciąż będzie próbowała w myślach uporządkować straszliwe wydarzenia ostatnich dni.

Małżeństwu Joanny daleko było do ideału. Krzysztof, autor bestsellerowych poradników psychologicznych, w prywatnym życiu nigdy nie stosował się do rad, którymi tak chętnie dzielił się z czytelnikami. Żonę traktował z góry, a jej pisarstwo uważał co najwyżej za nieszkodliwe hobby. Interesowało go wyłącznie zarabianie pieniędzy. Czas spędzał przeważnie w gronie wpływowych znajomych. W końcu Joanna odważyła się powiedzieć dość. Erotyczna przygoda okazała się tylko wstępem do nieoczekiwanych zmian w życiu potulnej dotąd kobiety. Coraz bardziej osaczana przez znajomych Krzysztofa, Joanna krok po kroku zaczyna poznawać okrutną prawdę.
Czy ktoś w końcu pomoże jej się wyrwać z zaklętego kręgu?

Książka dostępna w regularnej sprzedaży. 



Te trzy utwory wydają mi się być najbardziej intrygujące, jeśli chodzi o najbliższe dni. Oczywiście w kolejce czeka też spora innych tytułów, wybrałam tylko kilka, którymi w moim odczuciu naprawdę warto się zainteresować.
 Co wy na to? Macie już swoje zdanie na temat któregoś z nich? :) 

piątek, 27 marca 2015

HELP! 


Ani ja, ani Wydawca nie możemy zdecydować się na jeden tytuł dla mojej książki. 
Pomożecie?! 
Zapraszam was do udziału w sondzie i głosowania na tytuł, który najbardziej wam się podoba. Bardzo liczę na waszą pomoc i głosy ;) 


sobota, 21 marca 2015

Kto zabił?!?!?! 
w "Trzydziestej pierwszej" 
Katarzyny Puzyńskiej


Wielkie WOW! Wybaczcie ten skrajny zachwyt i subiektywizm, ale po prostu nie mogę inaczej. Skończyłam właśnie czytać "Trzydziestą pierwszą" i o mało z siebie nie wyszłam. Mam ochotę skakać, krzyczeć, a nawet tupać z radości. W końcu przeczytałam fenomenalną książkę, a nie jakieś tam czytadełko, któremu wiele nie można zarzucić. I choć, ze względu na gatunek, nie czytałam wcześniej żadnych książek pani Katarzyny Puzyńskiej, zmieniam to od dziś. "Trzydziestą pierwszą" stawiam na moją ulubioną półkę, a autorkę dopisuję do listy moich ulubionych pisarzy. Teraz, zaraz, JUŻ! 

Katarzyna Puzyńska to trzydziestoletnia pisarka, która od dziecka marzyła, by pisać, od zawsze chciała być nauczycielką, aż w końcu wylądowała na psychologii (wybaczcie małą, prywatną dygresję, ale zupełnie jak ja!) i została nauczycielem akademickim. Jak sama mówi, w wolnych chwilach biega, spaceruje z psami, jeździ konną, a przede wszystkim pisze. I to jak! 

"Trzydziesta pierwsza" to kolejna już książka opowiadająca o losach mieszkańców  Lipowa, nie dużej miejscowości położonej między Rypinem a Brodnicą, w której bohaterów nawiedza tym razem zima i zbliżające się święta. I chociaż magiczne przygotowania w akompaniamencie kolęd już trwają, wieś nie może spać jednak spokojnie, głównie dlatego, że po piętnastu latach wychodzi na wolność miejscowy podpalacz, który w przeszłości przyczynił się do śmierci trójki miejscowych policjantów oraz cywila. Jak na złość, pośród ofiar pożaru byli ojcowie aktualnie pracujących w Lipowie policjantów, którzy, starając się trzymać na wodzy emocje, muszą stawić czołą częstym wizytom mordercy na komendzie. Sprawy komplikują się też z momentem,  w którym gdy do wsi zjeżdża się para ze Szwecji żądna odwetu na jednym z mieszkańców i szalony naukowiec Jerzy Graala, który ma badać osadę sekty, na której terenie, w latach sześćdziesiątych, doszło do zbiorowego samobójstwa. Gdyby tego mało, na dzień przed Wigilią płonie jeden z domów we wsi, a pożar oszałamiająco przypomina zabójstwo sprzed lat. Czy w tym całym chaosie da się w ogóle odnaleźć mordercę?! 

"Trzydziesta pierwsza", wbrew temu, czego się spodziewałam, okazała się być prawdziwym (z krwii i kości) kryminałem społeczno-obyczajowym, w którym, poza mroczną historią, którą należy rozwikłać, ważne miejsce zajmuje opis funkcjonowania niedużej wsi i kreacja lokalnej, zamkniętej społeczności. Mam wrażenie, że momentami bardziej niebezpieczne, niż cała akcja, było  mierzenie się bohaterów z przeszłością i rozgrzebywanie starych, rodzinnych spraw. Poszczególne tropy otoczone są więc otoczką rodzinnych historii, zawiścią ludzką i nieumiejętnością życia w odcięciu od dawnych spraw, sprawiając, że powieść czyta się z wypiekami na twarzy i aż nie chce się jej kończyć! 

Czytając tę książkę zdecydowanie najbardziej zakochałam się w sposobie, w jaki autorka żągluje wątkami bawiąc się z czytelnikiem, bo kiedy wydaje ci się, że już wiesz, kto zabił, okazuje się, że to jednak nie to,  sprawy nabierają zupełnie innego obrotu, a na jaw wychodzą zupełnie nowe okoliczności. Kilkukrotnie, kiedy już zdawało mi się, że mam, że wiem, okazywało się, że... no nie do końca. Niesamowita płynność, z jakiej przychodzi autorce przeskakiwanie z płatka na płatek, wyraziste kreacje bohaterów (zwłaszcza "rzucający mięsem" Kamiński czy prof. Seweryn Dworakowski) i zaskakujące zwroty akcji, sprawiają, że sympatycy tego gatunku na pewno nie będą zawiedzeni. Autorka konstruuje akcje w niesamowicie lekki sposób i mam wrażenie, że gdym to ja była na jej miejscu, zgubiłabym się w tym wszystkim ze dwadzieścia razy, jak nie więcej. W książce ciągle coś się dzieje, akcja nabiera prędkości i nie zwalnia ani na momencik, by w końcu bach!, wybuchnąć i zwalić czytelnika z nóg. 

"Trzydziesta pierwsza" to wyjątkowy kryminał, który udowadnia, że Katarzyna Puzyńska ma niesamowity talent do snucia tego typu opowieści, a my, Polacy, możemy pochwalić się naprawdę światowej klasy autorką, której nie powinniśmy się wstydzić stawiać na równi z Agathą Christie czy Hakanem Nesserem. Książka jest prawdziwą obietnicą mocnych wrażeń, w której przepadniecie na dobre. Jestem zachwycona, a przede wszystkim czytelniczo usatysfakcjonowana. Kryminał na iście światowym poziomie. Na pewno siegnę po więcej! 


Za egzemplarz recenzencki dziękuję serdecznie wydawnictwu: 




poniedziałek, 16 marca 2015

Klasa sama w sobie, 
czyli o najnowszej powieści
Samanthy Young


Czwarty tom. Czwarta historia. Poczwórnie zwiększone wymagania. Czy w związku z tym można odnieść kolejny autorski sukces? Samantha Young perfekcyjnie udowadnia nam, że tak. 

"Ostatnia szansa" to kolejny już tom serii "On Dublin Street"autorstwa jednej z moich ulubionych pisarek współczesnej prozy kobiecej, w której zaczytuję się ostatnimi czasy. Każdy z utworów wchodzących w skład serii opisuje historię pary młodych ludzi z grupy przyjaciół, a raczej historię ich miłości, która nie do końca jest prosta i przyjemna. Również "Ostatnia szansa" nie wykracza poza ten, w pewnym sensie schemat, i obnaża przed nami bolesną ścieżkę miłości Hannah i Marco, skropioną smaczną dawką subtelnego erotyzmu. "Ostatnia szansa" to książka o dwójce młodych ludzi, którym los, po wielu latach, pozwala odnaleźć się na nowo. 

Hannah to młoda dziewczyna, która, przez wzgląd na traumatyczne doświadczenia, jako nastolatka przyjaźniła się z kilka lat starszym od siebie chłopcem i, jak to bywa w tym wieku, w pewnym momencie zaczęła się w nim szalenie podkochiwać. Kilka lat solidnej przyjaźni ugruntowało relacje między tym dwojgiem, aż w końcu nastał wyczekany przez Hannah dzień, kiedy to po jednej z domowych imprez znalazła się z Marco w zamkniętej, wspólnej przestrzeni i mimo lęku, a przede wszystkim strachu przed odrzuceniem, zdecydowała, że to właśnie w tamtej chwili i właśnie z nim chce stracić dziewictwo. I choć ten moment był czymś, jak najbardziej przez Hannah upragnionym i wyczekanym, to skończył się najgorzej, jak tylko mógł. Po wszystkim Marco zerwał się na równe nogi, złapał swoje ubrania, wybiegł bez słowa i na wiele bolesnych miesięcy wyjechał z kraju. Bardzo romantyczna historia młodzieńczej miłości, prawda? 

Los jednak, jak to zwykle w prawdziwym życiu bywa, płata naszym bohaterom wielkiego figla i po kilku latach, kiedy to Hannah wmówiła sobie, ze uporała się z dramatyczną przeszłością, przez zupełny przypadek niespodziwanie spotyka Marco i rany ożywają. Kobieta przypomina sobie, dlaczego od tamtego razu trzymała się z dala od mężczyzn i nigdy więcej nie uprawiała seksu. Marco natomiast... postanawia zawalczyć i kiedy wydaje się, że ścieżki tych dwóch ponownie się splatają, na jaw wychodzi bolesna tajemnica, a nawet dwie. Czy da się iść dalej, gdy przeszłość uparcie puka do drzwi, a rany nie chcą przestać krwawić? 

"Ostatnia szansa", w porównaniu z poprzednimi tomami serii "On Dublin Street" na pierwszy rzut oka może wydawać się czytelnikom najzwyklejsza i najmniej urzekajaca ze wszystkich. Muszę was jednak zaskoczyć. W moim odczuciu to właśnie ten tom niesie za sobą największy ładunek emocjonalny i sprawia, że w kilku momentach podczas lektury do oczu napływają łzy. Dlaczego? A dlatego, że Hannah, na dobrą sprawę, mogłaby być każda z nas, a nasz wymarzony mężczyzna mógłby być jak Marco. 

Czwarty tom serii czwarty już raz przypomina czytelnikom, za co tak naprawdę Samathę Young lubią, a nawet kochają!  Jej płynna, wartka i dobrze prowadzona narracja odkrywa przed nami najbardziej mroczne zakamarki psychiki bohaterów, dawkując napięcie tak fenomenalnie, że jej książki pochłania się, nie czyta, przerzucając strony z porażającą wręcz prędkością. Patrząc na techniczną stronę powieści, należy podkreślić, że to właśnie kreacje głównych bohaterów są największą zaletą tych książek, bo tak, jak i w życiu, nic nie jest w nich czarne lub białe, a wydarzenia nie zawsze dają łatwo się rozsupłać. Także sceny erotyczne, którymi, może nie ocieka utwór, ale na pewno jest w nim ich dużo, są niezwykle smaczne i wyważone. Powtórzę się, ale utwory Samanthy Young to dla mnie pyszna, literacka kolacja będąca pełnowartościowym, zdrowym posiłkiem. 

Podsumowując, "Ostatnia szansa" to bardzo emocjonująca książka, którą czyta się płynnie i łatwo. Może ze względu na fabułę, a może na styl, ale nie można się od niej oderwać i pochłania się ją na raz. Nie omieszkam sobie wyznać, że choć moje serce najbardziej z całej serii skradła fenomenalna "Sztuka uwodzenia", to i ta książka trafiła w punkt, jeśli chodzi o mój czytelniczy gust. Nie przesadzona, nie za bardzo "erotyczna". Wspaniała na wiosnę, lato, jesień czy zimę. Gorąco wam ją polecam


Za egzemplarz recenzencki utworu dziękuję serdecznie wydawnictwu: 



piątek, 13 marca 2015

Specyficzna tragikomedia,
czyli  "My" Davida Nichollsa


"Nie mówiłam o włamywaczach. Mówiłam, że nasze małżeństwo dobiegło końca. Douglasie, chyba chcę od ciebie odejść."

Wybaczcie, że tym razem rozpocznę moją recenzję bardzo emocjonalnie i subiektywnie, ale cytat, który przytoczyłam we wstępie, to chyba jedno z najlepszych rozpoczęć książki, jakie w życiu przeczytałam. Te trzy zdania sprawiają, że już od pierwszej strony chce się poznać całą historię tego małżeństwa i to ze szczegółami! Z każdym, nawet najmniejsyzm detalem. No bo jak można żyć dalej nie wiedząc, dlaczego żona stwierdza nagle i od tak, że "chyba chce" odejść od męża? No jak?!  Te kilka zdań kończących pierwszą stronę sprawiły, że pokochałam "My" od samego początku, nie znając kolejnych 400 stron i trochę się chyba z tą miłością przeliczyłam... 

Douglas Petersen to typowy mężczyzna po pięćdziesiątce, którego syn właśnie wkracza w dorosłość, a żona, właśnie z tej okazji, informuje go, że ma zamiar od niego odejść. Nie ma dla niej znaczenia fakt, że cała rodzina stoi właśnie u progu wspaniałej, całowakacyjnej podróży po Europie. Ona którejś nocy po prostu stwierdza fakt, a potem dorzuca jeszcze coś w stylu: "kocham cię, śpij dobrze, porozmawiamy o tym za kilka miesięcy, a teraz korzystajmy z życia ile wlezie i jedźmy do tej Europy", wprawiając Douglasa i czytelnika w kompletne osłupienie. Mężczyzna, zamiast się załamywać, stawia przed sobą wielkie wyzwanie; zaplanować wakacje tak, żeby Connie zechciała po podróży do niego wrócić i uratować swoje małżeństwo. Ale czy można w kilka tygodni ocalić płomień, który gasł przez lata zupełnie się wypalając, tym bardziej, gdy podczas wakacji życia wszystko idzie nie tak? 


Douglas i Connie to jedno z typowych małżeństw i powinniśmy zacząć bić pokłony Nichollsowi za to, że właśnie takimi ich uczynił.  W ich życiu nie ma nic nadzwyczajnego. Można by nawet powiedzieć, że w tej swojej zwykłości stali się trochę nudni i to właśnie jest główny problem ich związku, z powodu którego Connie postanawia odejść. Douglas jest nudny, pedantyczny i staroświecki. Jest naukowcem, podczas gdy Connie jest żywiołową artystką. No i Albie, z którym Douglas za nic w świecie nie potrafi się dogadać... Typowa, zwykła rodzina. Czyż nie? 

I choć "My" to wspaniale przemyślana powieść o zwykłości, która mogłaby wnieść naprawdę wiele na rynek literacki i sprawić, że pokochają ją miliony czytelników, którzy dość mają przerysowanych historii i romantycznej miłości aż po grób, to muszę was rozczarować. Mimo fenomenalnego początku i ciekawego pomysłu na fabułę, przynajmniej w moim odczuciu, zabrakło w tej książce tej jednej, niesamowitej iskierki, która mogłaby sprawić, że nie chce się jej odkładać. Dlaczego? Dlatego, że nudnosć ukazana przez Nichollsa okazała się być... po prostu nudna. 

To, co jest dobre w tym utworze, to w moim odczuciu trzy rzeczy: genialny początek rozbudzający apetyt, dogłębna charakterystyka Douglasa i zakończenie, podczas lektury którego chciało mi się po prostu płakać. I tak sobie teraz myślę, że gdyby wyciąć z tej książki całą resztę, to byłby to światowej skali bestseller, z którym mogłabym nawet spać. W obecnej postaci, jest to tylko kolejna, przeciętna książka, której, mimo całego tragikomizmu, na którym skupił się autor, brakuje "tego czegoś". Brakuje jej błysku. 

Podsumowując, "My" to jedna z tych książek, po lekturze której ma się ogormny niedosyt i choć ogólny bilans plusów i minusów wskazuje jednak na plus, to mam wielką ochotę krzyczeć. No bo jak, (pytam jak?!) można zacząć książkę tak fenomenalnie, a potem znudzić czytelnika do tego stopnia, że nie chce mu się czytać do końca? Karygodne. W moim odczuciu historia Douglasa i Connie jest więc tylko kolejną książką, która mogłaby mieć potencjał, ale czegoś w niej zabrakło i przyznam, że po jej lekturze mocno zastanawiam się nad tym, czy po prostu nie przyczaić się gdzieś w ciemny rogu na autora i mocno nim potrząchnąć. Mam wielki niedosyt. Ogromny. 

Za ezemplarz recenzencki utworu dziękuję serdecznie wydawnictwu: 



piątek, 6 marca 2015

Wielka bomba emocjonalna,
czyli "Tu jeszcze nie raj" 



Pisanie o wierze, w którym jakakolwiek duchowość stała się tematem niemalże ekstrawaganckim, a przede wszystkim trudnym wydaje się być dziś pomysłem naprawdę oryginalnym. W świecie zachodu, w którym dokonuje się prawdziwy upadek obyczajów i jakochkolwiek norm moralnych, które ludzkosć do tej pory uważała za słuszne i właściwie, obserwujemy starcia dwóch skrajnych środowisk: ludzi wierzących i ludzi rozwiązłych, szydzących z jakiejkolwiek formy poszukiwania czegoś więcej. Alina Krzywiec w książce "Tu jeszcze nie raj" dokonuje swoistej próby opisu naszego społeczeństwa pod tym kątem i ukazuje dramat młodej kobiety rozgrywajacy się w ultrakatolickim środowisku, które nie pierwszy rzut oka mogłoby wydawać się piękne, wspaniałe i czyste. 

Eryka od dobrych kilu lat jest żoną Tomasza, przewodniczącego jednej z katolickich wspólnot przy parafii, do której oboje należą. Spokojne życie małżeństwa przeżywa jednak cichy kryzys, spowodowany niemożnością spłodzenia przez Tomasza dziecka, który, żyjąc w zgodzie ze swoimi głęboko zakorzenionymi poglądami, nie zgadza się na jakiekolwiek leczenie i powieża los ich przyszłego, bądź nie, dziecka Bogu, czym bardzo rani żonę.

Gdyby tego było mało, Eryka, pracująca jako pedagog szkolna, pewnego dnia dostaje zawiadomienie, że w zaprzyjaźnionej rodzinie ze wspólnoty, z którą w dodatku łączą jej męża biznesowe powiązania, dochodzi do przemocy. To właśnie ten fakt staje się wierzchołkiem góry lodowej, który udaje się w porę dostrzec Eryce i orientuje się ona nagle, na jakim zakłamaniu i braku uczciwości opiera się jej relacja z mężem, kim są tak naprawdę "wspaniali i czyści" ludzie z jej parafialnego otoczenia i co nimi kieruje.

I kiedy wszystko wydaje się być już zupełnie proste okazuje się, że jej związek z Tomaszem może nie wytrzymać kolejnej próby, a dzieci z zaprzyjaźnionej rodziny nie do końca potrafią poradzić sobie w nowej sytuacji, w której się znalazły. Co z nimi wszystkimi będzie? Czy w życiu obłudników możemy spodziewać się szczęśliwego zakończenia? Co na to wszystko powie Bóg? 

Nie będę ukrywała przed wami, że warto przeczytać tę książkę chociażby dla niesamowitego zakończenia, będącego prawdziwą wisienką na torcie, jakim jest "Tu jeszcze nie raj". 

Utwór, który zaserwowała czytelnikom Alina Krzywiec, to w moim odczuciu naprawdę dobrze skonstruowana powieść psychologiczna, w której na pierwszy plan wysuwa się przemyślana, momentami zaskakująca biografia i świat przeżyć wewnętrznych głównej bohaterki. Kobiety zagubionej, zdezorientowanej i pomimo ogromu ludzi dookoła, okropnie samotnej. Kobiety za wszelką cenę pragnącej zostać matką, wobec której Bóg wydaje się być po prostu głuchy i obojętny. Kobiety tak bardzo pełnej sprzeczności, że aż dostrzegam w niej kawałek siebie samej! Po lekturze utworu nie sposób nie odnieść wrażenia, że wydarzenia rozgrywające się w tej książce stanowią jedynie tło do ukazania prywatnego dramatu Eryki i obnażenia mrocznych stron ludzkiej natury, które czają się gdzieś w każdym z nas, czekając, by móc dać o sobie znać. To właśnie wychodząc od przemyśleń i emocji Eryki autorka prowokuje do myślenia czytelników i stawia mu ogorm ważnych pytań, na które, nie koniecznie udziela w utworze odpowiedzi. Jak dla mnie: bomba! Kupuję tę powieść i to od razu. 

Jedyną kwestią, jaką mogłabym zarzucić omawianemu utworowi to fakt, że w moich oczach okazując dwoistość postrzegania wiary i ludzi wierzących, pani Krzywiec wydaje się opierać na bardzo silnie zakorzenionych w społeczeństwie stereotypach, czym nie do końca mnie przekonała i sprawiła, że momentami zastanawiałam się, czy ta książka po prostu nie drażni mnie tym, że godzi w moje uczucia religijne. Mam jednak świadomość tego, że tym sposobem sprawiła, że książka budzi w czytelniku prawdziwe emocje, więc nie wiem, czy można to uznać za prawdziwą wadę. Gusta są różne, tak samo jak postrzeganie świata. 

Podsumowując, pani Alina Krzywiec pozytywnie mnie zakoczyła. Żadko który utwór potrawi wywołać we mnie ogrom ambiwalentnych emocji, a jej i niepozornej na pierwszy rzut oka książce "Tu jeszcze nie raj" naprawdę, ale to naprawdę się to udało. Płynna, piękna narracja, bardzo na czasie temat, a do tego ogrom psychologizmu, który, jak wiecie, jest czymś co bardzo lubię ze względu na mój kierunek studiów, po prostu mnie urzekły. Jeśli szukacie dobrej, a w żadnym wypadku płytkiej książki, z czystym sercem polecam wam właśnie "Tu jeszcze nie raj". Prawdziwa bomba emocjonalna zamknięta w niedużych, czarno-białych stronach. 

wtorek, 3 marca 2015

Opowieść o miłości
wbrew wszystkiemu i wszystkim


"Róże pojawiły się nagle. Zaniedbane krzaki oplatające boczne alejki zakwitły i cieszyły oczy niepospolitą urodą. Kwiaty były widoczne już od strony bramy. Było ich tyle, że nie dało się ich nie zauważyć." 

Chodzi mi ostatnio po głowie refleksja, że na rynku literackim pojawia się stopniowo coraz mniej mądrych książek o niesamowitym, wręcz magicznym klimacie, które podkreślają rolę uniwersalnych, tak bardzo zatracanych ostatnio przez świat wartości, a do tego mają prawdziwy morał. W świecie, który na nowo zaczynają rządzić instynkty i pęd do osiągania jak największej, chwilowej przyjemności, utwór taki jak "Obietnica Łucji" to prawdziwy skarb i dopiero teraz, po przeczytaniu tej książki, rozumiem, dlaczego Wydawnictwo Znak okrzyknęło autorkę, Dorotę Gąsiorowską, nową mistrzynią powieści obyczajowej i włożyło tak wiele, w pełni uzasadnionego, wysiłku w promocję jej utworu. "Obietnica Łucji" to piękna, a zarazem boleśnie prawdziwa opowieść o tym, co w świecie najważniejsze, to znaczy o prawdziwej czystej miłości. 

Łucja to młoda kobieta, która uciekając przed swoją bolesną przeszłością trafia do Różanego Gaju i obejmuje posadę nauczycielki w tamtejszej szkole. Miasteczko, a przede wszystkim stary, zniszczony pałac od razu wywierają na historyczce ogromne wrażenie, ale jej największą uwagę przyciąga mała, smutna dziewczynka siedząca na jej lekcjach w ostatniej ławce. Kobieta, mając w pamięci swoje traumatyczne dzieciństwo, zaprzyjaźnia się z dziewczynką i odkrywa jej mroczny sekret. Mama Ani chora jest na nowotwór i umiera. Przyciągana do obu kobiet magiczną siłą, Łucja zaprzyjaźnia się z mamą dziewczynki i obiecuje jej tuż przed śmiercią, że odszuka zaginionego ojca Ani, który nie ma pojęcia o jej istnieniu, a do tego czasu sama zaopiekuje się jej córeczką. Los, jak to zwykle bywa, nie jest jednak dla Łucji do końca łaskawy, bo choć w zaskakujących okolicznościach udaje jej się poznać genialnego muzyka, to okazuje się, że spotyka się on bezduszną i zimną Adelą, z którą obie z Łucją niemalże od razu zaczynają sobie skakać do gardeł, a na dodatek...

Może to wszystko, co zaczyna dziać się później w życiu Łucji, nie jest tylko zbiegami okoliczności, ale przeznaczeniem, które uwielbia chodzić własnymi, krętymi ścieżkami? 

"Obietnica Łucji", tak nagłaśniana ostatnio w mediach, to ciepła, utrzymana w nieco bajkowym, choć brutalnie rzeczywistym klimacie, książka o tym, że powiedzenie: rodziny się nie wybiera, nie musi być do końca takie znów oczywiste. Łucja, choć bardzo skrzywdzona i osamotniona w dzieciństwie, nawet nie planowała, że odnajdzie w Różanym Gaju prawdziwą rodzinę, a przede wszystkim bezinteresowną miłość, którą obdarzają ją otaczający ją mieszkańcy, do tego stopnia, że choć twierdzi, że nie potrafi kochać, i ona sama zaczyna tą miłością obdarowywać. Mała Ania, Pani Matylda i jej córki, tajemnicza historia starego pałacu, a przede wszystkim "ktoś jeszcze" na nowo uzdalniają kobietę do radości i zadowolenia z życia, przywracają jej nadzieję, a przede wszystkim utracone niegdyć poczucie bezpieczeństwa. I choć Łucja, jak to w życiu bywa, staje na swojej drodze przed bolesnymi dylematami, nie zostaje z nimi sama, ma w końcu kogoś, na kim może polegać. Ludzi, którzy nadają jej życiu sens i stają za nią murem, w każdej sytuacji. 

Zdecydowanie największym atutem utworu, przynajmniej w moim odczuciu, jest tajemniczy, wspaniale dawkujący czytelnikowi informacje zamysł, na stworzenie nieco baśniowej fabuły, oraz wyraziste kreacje do bólu rzeczywistych bohaterów. Choć książka na pierwszy rzut oka może wydawać się być utrzymana w klimacie wiejskiej sielanki, autorka, w przeciwieństwie do wielu innych, nie zapomina o tym, by pisać o życiu takim, jakie ono naprawdę jest, a bywa przecież różne. Pozytywni bohaterowie ścierają się z tymi "złymi", momenty smutku przeplatanją się z chwilami radości, a droga dochodzenia przez bohaterów do szczęścia okazuje się być drogą przez cierpienia i wyrzeczenia. Ale, czyż nie tak właśnie w życiu bywa? 

Przeprowadzając wywiad z autorką nie mogłam oprzeć się cisnącemu się na usta pytaniu, czym "Obietnica Łucji" różni się od innych obyczajówek, w których bohaterka porzuca swoje życie i zaczyna je na nowo, gdzieś na wsi. Gdybym przeprowadzała ten wywiad teraz, z pewnością bym już go nie zadała, ponieważ "Obietnica Łucji" broni się sama. Nie jest to książka głupiutka i niedojrzała, ale mocno osadzona w rzeczywistości, a jednocześnie niesamowity powrót do tego, co od zarania wieków rządzi światem, a w dzisiejszych czasach wydaje się wypalać. Do świata pięknych, wyrazistych wartości, które ludzie zaczęli zatracać, a których tak bardzo nam potrzeba.

Jeśli macie jeszcze potrzebę czytania mądrych i wartościowych książek, koniecznie sięgnijcie po "Obietnicę Łucji". Ten niesamowity utwór już od pierwszych stron zaskarbi sobie potężny kawał waszego serca. 

Za egzemplarz recenzencki utworu dziękuję wydawnictwu: