wtorek, 30 czerwca 2015

Konkurs z "Miłością na Bali"
#prawdziweobliczeraju 


Moi Drodzy, 
zachęcam Was do udziału w konkursie, w którym możecie wygrać nowiuchny egzemplarz "Miłości na Bali" T. Valko, której fundatorem jest wydawnictwo Prószyński i Ska. 

Co należy zrobić, aby wygrać książkę?
Nic prostszego! Wyraźcie w komentarzu pod tym postem chęć udziału i napiszcie w jakim egzotycznym kraju chcielibyście spędzić wakacje. Zwycięzcę wylosuję za pomocą maszyny losującej :) 

Konkurs trwa od 29.06 do 06.07


Regulamin konkursu
1. Organizatorką konkursu jest właścicielka bloga Informator Czytelniczy oraz wydawnictwo Prószyński i S-ka
2. Sponsorem nagrody jest wydawnictwo Prószyński i S-ka
3. Warunkiem uczestnictwa w konkursie jest odpowiedź na konkursowe pytanie.
4. Konkurs trwa od 29 czerwca 2015 roku do 06 lipca 2015 roku do godz. 23.59
5. Ogłoszenie zwycięzcy nastąpi w ciągu tygodnia od zakończenia konkursu
6. Odpowiedzi należy udzielić pod konkursowym postem na blogu
7. W konkursie mogą brać udział osoby posiadające blogi jak  anonimowi uczestnicy, którzy popiszą się imieniem/nickiem oraz podadzą adres mailowy 
8. Warunkiem uczestnictwa w konkursie jest obserwowanie bloga Informator Czytelniczy na blogspocie lub portalu Facebook
9. Ze zwycięzcą skontaktuję się za pomocą e-maila. W przypadku, gdy zwycięzca w ciągu 7 dni nie odpowie na wiadomość, nastąpi ponowny wybór zwycięzcy.
10. W konkursie mogą brać udział osoby zamieszkałe w Polsce.
11. Konkurs nie podlega przepisom Ustawy z dnia 29 lipca 1992 roku o grach i zakładach wzajemnych (Dz. U. z 2004 roku Nr 4, poz. 27 z późn. zm.)

poniedziałek, 29 czerwca 2015

"Kochanek z Malty" 
Melissy Moretti - recenzja 



"Bo w miłości ważne jest to, by myśleć i poświęcać uwagę tej drugiej osobie. Poświęcać jej dużo, dużo uwagi, a dopiero później zająć się samym sobą."

Wśród książek, które pojawiają się latem na rynku wydawniczym każdy znajdzie coś dla siebie. Są kryminały, obyczajówki i niezwykle barwne romanse, których fabuła rozgrywa się gdzieś w nadmorskich krajach. Czasu na czytanie jest więcej, a książka to idealna przyjaciółka jeśli chodzi o letnie wieczory. Choć lubię wszystkie te gatunki, wakacyjną porą zdecydowanie najczęściej sięgam po te ostatnie. Szukam w lekturze relaksu i odprężenia. Spokoju i przyjemnej opowieści. Nie ma się więc co dziwić, że w moje ręce wpadła ślicznie wydana książka Melissy Moretti. Nie ma również nic dziwnego w tym, że utwór ten po prosu przypadł mi do gustu. Przyjemny romans wpleciony w życie ludzi z wysokich sfer. Która kobieta nie marzy o czymś takim? 

Rodzina Agostinich to jedna z bogatszych rodzin mieszkających w Rzymie. Ich wielki pałac widać już z daleka, a arystokratyczne nazwisko niczym lep wabi dziennikarzy z najróżniejszych pism oraz brukowców. Choć w pałacu aż roi się od służby, do której należy również skromniutka Anna, życie całej rodziny zmienia się wraz z przyjęciem do pracy młodego maltańczyka, Paula. Nowy szofer szybko podbija serce nie tylko Anny, ale i innych mieszkanek pałacu, zjednuje do siebie starszą panią i kilkukrotnie naraża życie w obronie arystokratycznego rodu. Mało kto wie jednak, że wszystko to to tylko przykrywka. Szofer skrywa bowiem wstrząsającą tajemnicę, której ujawnienie może przysporzyć mu nie tylko sojuszników, ale i wrogów... 

Chociaż fabuła "Kochanka z Malty" nie jest raczej w stanie niczym czytelnika zaskoczyć, jest to jedna z wspaniałych, letnich pozycji, które czyta się z dużą przyjemnością. Wielka, wyniosła rodzina jest wybuchową mieszanką najróżniejszych charakterów nadając książce nieco komizmu, między Paulem a Anną iskrzy w najlepsze, a wszystko to owiane sekretem i skąpane we włoskim słońcu. Czy wszystko to aż nie krzyczy, żeby wziąć tę pozycję do ręki?  

Również pod względem językowym książce Moretti nie wiele można zarzucić. Język jest prosty i potoczny, idealnie pasuje do letniej, niewymagającej pozycji. Bohaterowie nakreśleni są niezwykle wyraziście, a akcja dynamiczna. Autorka stroni od opisów sprawiając, że ten utwór po prostu się pochlania! 

Jedynym, co mnie raziło, był sposób pisania autorki o miłości fizycznej. Wydawało mi się, że w epoce Grey'a i Crossa nie ma już miejsca na krążenie wokół tematu i wyszukiwanie barwnych, przerysowanych metafor. A jednak! Autorka wyłożyła się na scenach intymnych na całego. Ani to było piękne, ani romantyczne. Jak dla mnie można by te strony po prostu wyciąć, książka byłaby przyjemniejsza. 

Podsumowując, jeśli macie ochotę na przepełnioną słońcem, miłością i wyjątkowymi charakterami powieść, "Kochanek z Malty" to pozycja napisana z myślą o was. Przystojny Paul i skromniutka Anna, przesympatyczna arystokratyczna rodzina i nutka skrywanej tajemnicy na pewno podbiją wasze serca. Polecam do lemoniady z cytrynką i dużej dawki słońca. Albo wieczornego czytania gdzieś pod szumiącym drzewem. Lub kocykiem. Po prostu polecam! 



Ze egzemplarz recenzencki utworu dziękuję serdecznie wydawnictwu: 


piątek, 26 czerwca 2015

"Miłość na Bali" 
#prawdziweobliczeraju



„Pech, który zawsze ją prześladował, zaczyna się uaktywniać i teraz wyziera już z każdego kąta, a nawet zaczął infekować tych, którzy się do niej zbliżą i których pokocha. A może to jej zła karma, na którą pracowała całymi latami, wraca do niej i kieruje jej fałszywymi krokami i nieszczęsnym losem? Jestem przeklęta!, stwierdza, znowu znalazłszy się w patowej sytuacji.”



Jedną z niepodważalnych zalet literatury jest fakt, że nie trzeba wychodzić ze swojego ulubionego fotela, żeby znaleźć się w zupełnie innym świecie i odbyć jedną z podróży życia. To niesamowite zjawisko przydaje się zwłaszcza w rozpoczynające się wakacje i jest idealną opcją dla tych, którzy podróży nie lubią, podróżować nie mogą albo zwyczajnie nie mają na nie czasu. Inna kultura, inne obyczaje, inni ludzie. Czy to nie kuszące? Jeśli macie ochotę na egzotyczną podróż do widzianej oczami turystów Indonezji możecie sięgnąć po najnowszą powieść T. Falko, "Miłość na Bali". Ja to zrobiłam. Jakie są moje wrażenia? 

Z Tanyą Valko spotykam się pierwszy raz, więc postanowiłam nieco przybliżyć Wam jej sylwetkę, tym bardziej, że podbija ostatnio serca licznej rzeszy czytelniczek.  Obcojęzyczne imię i nazwisko to pseudonim absolwentki Uniwersytetu Jagiellońskiego. Autorka była nauczycielką w Szkole Polskiej w Libii, a następnie długoletnią asystentką ambasadorów RP. Przez ponad dwadzieścia lat mieszkała w krajach arabskich, w tym w Arabii Saudyjskiej. Obecnie przebywa w Indonezji. Jest autorką bestsellerowej „Arabskiej sagi", na którą złożyły się tomy: „Arabska żona", „Arabska córka", „Arabska krew" i „Arabska księżniczka". Jej sukces skłonił autorkę do rozpoczęcia następnego cyklu powieściowego pod zbiorczym tytułem „Azjatycka saga", którego pierwszy tom nosi tytuł „Okruchy raju".

Tanya Valko opisuje losy turystów, których coraz mocniej ciągnie do Indonezji. Nie zawsze przyjeżdżają oni do niej w celach turystycznych. Wielu z nich liczy na "nowe życie", dobrą pracę i egzotyczne atrakcje. Choć z początku są mocno zachwyceni tajemniczą codziennością, większość z nich, jak nie wszyscy, szybko przekonuje się, że "nie złotem to, co się świeci". Indonezyjski islam, obyczaje tamtejszej ludności, zawiła "papierologia" i potężne łapówkarstwo zdecydowanie nie ułatwiają życia imigrantom, a nawet przeciwnie. Przekonuje się o tym głównie kobieta w trakcie rozwodu, Dorota oraz jej rodzina. Córka Marysia żyjąca u boku wiecznie zapracowanego męża oraz eks Doroty, który zakochał się w indonezyjskiej piękności, która okazała się wcale nie być taka czysta i piękna oraz przyniosła mu masę problemów. Autorka przedstawia czytelnikom kilkoro do bólu realistycznych bohaterów oraz ich próby aklimatyzacji do nowej kultury i warunków bytowych owiewając je przy tym nieco magiczną tajemnicą osadzoną wokół małego domku ogrodnika, w którym zamieszkała Dorota. Czy wszystkie te próby będą udane? I jaką kryje w sobie tajemnicę nieduży domek? Tego dowiecie się jedynie z lektury. 

"Miłość na Bali" jest dość specyficzną książką. Czytelnik, który spotyka się z twórczością Valko pierwszy raz może mieć po lekturze jej powieści mieszane uczucia (chodzi mi tu głównie o styl pisania, rozwinę tę myśl w następnym akapicie). Podejrzewam, że większość kobiet, które bierze do ręki tę lekturę spodziewa się lekkiej, wakacyjnej książki kobiecej, w której wszystko jest proste i przewidywalne, a wyspa opisana jest jako prawdziwy raj na ziemi. Nic bardziej mylnego! Autorka nie słodzi i nie przerysowuje. Chociaż postaci i wydarzenia są fikcyjne, wyspa oraz opisana przez nią rzeczywistość w żaden sposób raju nie przypomina. Momentami, a nawet podczas większości czasu, który poświeciłam na lekturę utworu, miałam wrażenie, że Bali jest tego raju zaprzeczeniem. Nie miałam pojęcia, że rzeczywistość w krajach azjatyckich wygląda w taki sposób. "Miłość na Bali" to wspaniałe okno na świat. Niesamowicie życiowa i ciekawa historia kilkorga imigrantów, którzy próbują radzić sobie w zupełnie innej rzeczywistości niż ta, w której żyli do tej pory. 

Jeśli chodzi o styl autorki, to muszę przyznać, że miałam, i nadal mam, z nim duży problem. Z pewnością jest to po prostu kwestia gustu i mojego subiektywnego upodobania, ale pisanie w czasie teraźniejszym przez ponad 600 stron w pewnym momencie zaczęło bardzo mi przeszkadzać. Nie mam pojęcia, dlaczego autorka zdecydowała się na taką narrację, a do tego skakanie po watkach, które również nie ułatwiały mi odbioru. Może chciała wystylizować "Miłość na Bali" na felieton/przewodnik/reportaż? Ciężko mi powiedzieć. Fakt jest jednak taki, że gdyby czasowniki używane były w czasie przeszłym na pewno zapałałabym większą sympatią do stylu Valko, choć trzeba jej przyznać, że serwuje czytelnikowi niezwykle bogaty zasób słownictwa, co jest zabiegiem wręcz wspaniałym. 

Podsumowując, "Miłość na Bali" jest książką oryginalną i przyjemną. Choć nie wpisuje się w kanon lekkich i zabawnych powieści, po jakie zwykle sięgam w okresie wakacji, autorce udało się mnie zaskoczyć i zainteresować. Momentami czułam się w prawdzie, jak gdybym oglądała jakiś film dokumentalny, a nie czytała fabularną książkę, ale na pewno było to ciekawe doświadczenie, mimo tego, że styl pisania Valko nie chwycił mnie za serce. Mogę wam tę książkę polecić. Chociaż szału nie było, to jest to świeża i inna literatura od tej, z jaką zderzamy się w księgarniach. 


Za egzemplarz recenzencki utworu dziękuję wydawnictwu: 


środa, 24 czerwca 2015

Szybki przegląd
książkowych nowości


Witam Was gorąco w ten chłodny, letni wieczór.
 Chociaż słońca ostatnio zdecydowanie brakuje, nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Pogoda sprzyja książkowym wycieczkom w pełen fikcji, literacki świat. Ja wyobraźnią jestem teraz na Bali, ale wracam na ziemię, żeby przedstawić Wam nowości, których recenzje niedługo zagoszczą na Informatorze. Sesja za mną, czas czytać, czytać i jeszcze raz czytać. Zaczynamy... 






1. "Ekstrakt z kwiatu orchidei" Weroniki Wierzchowskiej

Nie wiem jak Was, ale mnie zapowiedź tej książki po prostu urzeka, zresztą dokładnie tak samo jak i jej okładka. Zakochałam się w czytaniu o produkcji perfum, teraz pora na szerszy zakres kosmetyków. Mam wielką nadzieję, że ta powieść po prostu mnie zachwyci. 

Siostry Mazur zakładają „babską” firmę. W odremontowanej XIX-wiecznej fabryce razem z grupą pracownic rozpoczynają wytwarzanie kosmetyków. Wkraczają w bezwzględny świat brutalnej walki z konkurencją. Mimo to sukces wydaje się być na wyciągnięcie ręki.
Beata Mazur odkrywa jednak, że ukochany mąż od dawna ją zdradza. Jej młodsza siostra, Aneta, z kolei biernie obserwuje rozpad swojego małżeństwa, a ich najbardziej zaufana pracownica i podpora całej firmy, Dorota, staje się ofiarą ataków dawnego partnera. 
Życie, zarówno osobiste, jak i zawodowe, całej trójki może w każdej chwili runąć w gruzy. Ostatnia nadzieja w ekstrakcie z kwiatu orchidei – brakującym składniku odmładzającego kremu. Trzeba tylko zdobyć go na czas…

Książka jest już dostępna w sprzedaży, Wydawnictwo Prószyński i S-ka




2. "Francuska opowieść" Krystyny Mirek

Dla jednych wakacje to czas realnych podróży, a dla innych, domatorów takich jak ja, czas wycieczek literackich. Wśród wielu miejsc, do których mam zamiar udać się w te wakacje znalazła się też Francja i książka, której po prostu nie mogę się doczekać... 

Południowa Francja. Kraina słońca, wina, miłości i marzeń. Czwórka znajomych wyrusza na wakacyjną wyprawę, żeby połączyć zawodowe cele z prywatnymi marzeniami. W pięknej starej winnicy, w cieniu wiekowego zamku ich losy gwałtownie się splotą.
Beata właśnie się zaręczyła, ale wątpliwości jej nie opuszczają. Decyzja jest pilna, a tymczasem pytania się mnożą. Aleks, mężczyzna z przeszłością uporczywie patrzy przed siebie i próbuje zbudować nowe życie. Ale stare winy nie pozwalają o sobie zapomnieć. List z Polski znów zburzy jego kruchy spokój. Oliwia, energiczna kobieta sukcesu, zawsze dostaje to, czego chce. Z wyjątkiem jednego. Czy odważy się podjąć niezwykłą decyzję? Hrabia, właściciel zamku i winnicy. Wydaje się, że ma wszystko. Jaką tajemnicę skrywa? Dlaczego zamyka się w pustym zamczysku i chroni go jak warowni?

Książka dostępna w sprzedaży, Wydawnictwo Filia



3. "Magiczne miejsce" Agnieszki Krawczyk

To książka, której po prostu nie mogę się doczekać! Pokochałam "Dolinę mgieł i róż" oraz "Ogród księżycowy", pora przepaść bez reszty również w "Magicznym miejscu". W mojej liście wakacyjnych powieści w tym roku zdecydowanie nie może zabraknąć niesamowitej prozy naszej polskiej Jane Austen, pani Agnieszki Krawczyk! 

Witold Mossakowski, młody pracownik ministerstwa przyjeżdża do Idy, bo tutaj kupił podupadający pałacyk. Zrobił to dla kaprysu i bez zastanowienia, ale to miejsce skradło jego serce na zawsze.
Właśnie tutaj, w przepięknej dolinie pełnej kwiatów, z których dawna właścicielka pałacu, hrabina Tyczyńska, destyluje swe czarodziejskie perfumy, Witold zaczyna rozumieć, co jest dla niego ważne. Poznaje prawdziwą poezję życia, na którą składają się obrazy, barwy i zapachy, a także drobne codzienne radości. 
pałac. Zrobił to dla kaprysu, bez zastanowienia, ale to niezwykłe miejsce skradło jego serce na zawsze. Nie tylko miejsce, ale i mieszkający w nim ludzie – osoby niezwykłe i pełne pasji, o oryginalnych zainteresowaniach. W jego życiu pojawia się też urocza dziewczyna, Mila Bielak, wielbicielka kotów i astronomii, której przeszłość kryje pewną tajemnicę…

Książka ma premierę 1 lipca, Wydawnictwo Filia



4. "Kochanek z Malty" Melissy Moretti 

Wakacyjnych podróży ciąg dalszy. Jest Bali, jest Francja, pora też na Majorkę! 

Paul przybywa z Malty do Rzymu i rozpoczyna pracę jako szofer w starym pałacu arystokratycznej rodziny Agostinich. Wkrótce okazuje się, że kryje tajemnicę, która całkowicie odmieni życie wszystkich mieszkańców wiekowej rezydencji. Jedni stają się jego sojusznikami, inni zamieniają się we wrogów.
Jak Paul, który przywykł do ciężkiej pracy i którego nie pociąga ani blichtr salonów, ani alkoholowe i narkotykowe ekscesy, odnajdzie się w tym środowisku? 
Czy ulegnie kaprysom którejś z córek pani domu, czy może wybierze miłość skromnej pokojówki Anny?
Czy sekret, który ukrywa, doprowadzi go do szczęśliwego zakończenia?


Książka dostępna w sprzedaży, Wydawnictwo Feeria



5. "Słodycz wybaczenia" L. N. Spielman 

Przyznam, że ta książka po prostu mnie intryguje. Lubię książki, w których pojawia się coś nowego, oryginalnego. Już nie mogę się doczekać, kiedy przeczytam o kamykach wybaczania! 

Zabawna opowieść o tym,  jak wyzwolić się z więzów przeszłości. Hannah Farr prowadzi popularny program telewizyjny. Ma też fantastycznego partnera, z którym planuje wspólną przyszłość. Nagle w jej doskonałym i poukładanym życiu wszystko zaczyna się sypać. Jedna osoba zdaje się znać rozwiązanie wszystkich problemów: dawna szkolna koleżanka i prześladowczyni Hannah, a teraz autorka idei "kamyków wybaczenia". Idea ta zachęca do naprawiania doznanych bądź wyrządzonych niegdyś krzywd. Czy Hannah grozi utrata wszystkiego, co w  życiu zdobyła, nawet miłości...?


W sprzedaży od 30 czerwca, Dom Wydawniczy Rebis





6. "Lato na Majorce" Emmy Straub 

Majorki ciąg dalszy. Jeśli nie będzie słońca, zażyję go chociaż literacko. Uwielbiam lekkie, kobiece powieści, od których aż roi się w wakacje, a poza tym moje serce aż wyrywa się do powieści rodzinnych. Jak w tej sytuacji mogłabym odmówić sobie tej powieści?! 

Dla rodziny Postów dwutygodniowy wyjazd z przyjaciółmi na Majorkę  ma być okazją do uczczenia ważnych wydarzeń: zbliża się trzydziesta piąta rocznica ślubu Franny i Jima, a ich córka, Sylvia, właśnie ukończyła szkołę średnią. Skąpana w słońcu wyspa ze swymi górami, plażami i kortami tenisowymi jest dla nich miejscem ucieczki od napięć narastających w ich domu na Manhattanie. Wydaje się, że do ideału niczego tu nie brakuje, ale to nie takie proste...
Autorka z poczuciem humoru i niezwykłą życzliwością opowiada wartką i ciekawą historię przeżywającej kryzys rodziny. Siedmioro jej  bohaterów niepozbawionych wad, ale potrafiących zjednać sobie sympatię czytelnika próbuje znaleźć odpowiedź na odwieczne pytanie: "Jaką drogą mam podążyć dalej?"

Książka dostępna w sprzedaży, Dom Wydawniczy Rebis



Jak zawsze nie udało mi się zmieścić w jednym poście wszystkich książek, które niedługo przeczytam, ale starałam się przedstawić Wam co ciekawsze pozycje. 
Każda z nich ma w sobie coś, co po prostu mnie do niej ciągnie. 
Moje wakacje zapowiadają się naprawdę wspaniale, jeśli chodzi o przygodę z literaturą. 
Szykuje się też kilka wywiadów i ciekawych konkursów. 
Jeden już naprawdę niedługo, ale jeszcze cicho sza! 


Co z przedstawionych pozycji najbardziej przypadło Wam do gustu? 
A może którąś z nich już czytaliście? 





* informuję, że zamieszczone powyżej opisy książek pochodzą ze stron wydawców

poniedziałek, 22 czerwca 2015

Poruszająca historia o godności
i człowieczeństwie


Przeciętny europejczyk dwudziestego pierwszego wieku zdaje się nie pamiętać o tym, jak wiele znaczy jego godność i wolność, chyba, że w kontekście szeroko rozumianych dewiacji. Żyjemy w czasach względnego pokoju na naszych terenach i poza tym, że jesteśmy atakowani przez media informacjami o konfliktach i wojnach, nas przecież one nie dotyczą. "Szanujemy się i korzystamy z naszej wolności" ile popadnie często mocno z tym przesadzając. Laicyzacja i nauka podbuntowują co "odważniejszych" do przeformułowywania tych obu pojęć. Wielu ludzi zastanawia się, czy nie zostały ponownie zatracone. Dwudziesty pierwszy wiek stał się czasem ponownego krzyczenia o wolności i godności. Szkoda tylko, że w kontekście dewiacji, a nie tego, co najważniejsze.

Szkoda też, że trzeba przypominać o tym własnie takimi książkami, jak ta. "Aminata. Siła miłości", którą ostatnimi dniami czytałam. O tej książce powinno się po prostu krzyczeć. Ludzie, zostawcie te wszystkie błahostki, nad którymi codziennie się roztrząsacie. Pochylcie się nad istotą człowieczeństwa. Pochylcie się nad opowieścią Aminaty... 

Aminata Diallo to urodzona w 1745 roku Afrykanka, która jako jedenastoletnia dziewczynka przeżyła prawdziwe piekło. Jej wioska została podpalona, rodzice ponieśli śmierć na jej oczach, a ona została porwana przez brytyjskich handlarzy niewolnikami. Dziewczynka jako jedna z niewielu przetrwała morderczą podróż przez Atlantyk i znalazła się w Karolinie Południowej, gdzie trafiła do niewoli. Jej siła i determinacja nie pozwoliły jej jednak po prosu biernie się poddać. Gdy tylko nadarzyła się okazja, Aminata wykorzystała ją i uciekła, rozpoczynając tym samym wielki powrót do domu. Do ukochanej, rodzinnej wioski, w której nad ziemią unosił się jej dziecięcy śmiech i wspomnienie rodziny oraz odebranego dzieciństwa. 

"Aminata. Siła miłości." to bardzo dobrze napisana powieść pozostawiająca za sobą słodko-gorzki posmak ogromnej mieszaniny emocji. Często zastanawiam się, jak autorom powieści osadzonych gdzieś w odległej historii udaje się oddać w tak rzeczywisty sposób tamtejszy świat, kulturę i myślenie. Hillowi się to udało. Nie dość, że stworzył wyjątkową historię to jeszcze opisał ją w lekki, choć poruszający i wstrząsający do bólu sposób. Ciężkie, a nawet przytłaczające wydarzenia do cna przesiąknięte okrucieństwem przekazane są w tej powieści normalnym, potocznym językiem. Hill nie stworzył ckliwej książki wyzwalającej w czytelniku współczucie. Opisał fakty. Uchwycił historię. Darował sobie zbędne komentarze i patos. Od początku do końca opisał tę historię własnie tak, jak powinna zostać opisana. Niemalże po mistrzowsku. 

Zastanawiając się nad komentarzem do tej powieści dochodzę do wniosku, że historia Aminaty to opowieść, którą powinno się skomentować po prostu milczeniem. Pełna bólu ale i determinacji historia młodej dziewczyny porusza serca czytelników do tego stopnia, że po zakończeniu lektury kończy się faza słów, a zaczyna się faza wewnętrznych, bezgłośnych przemyśleń. Nie trzeba pisać o tym, jak bardzo zaimponowała mi siła i odwaga głównej bohaterki, albo że na jej miejscu ja wręcz błagałabym o szybką śmierć. Czy można w jakikolwiek odpowiedni sposób skomentować walkę o przetrwanie, poniżanie człowieka przez człowieka i to, co przeżywa wyrwana z bezpiecznego świata mała dziewczynka? Czy można mówić o wolności i godności coś więcej, niż to, ile znaczą te słowa? Przyznam szczerze, że pierwszy raz po lekturze książki czuję, że mój komentarz jest po prostu zbędny. Ta historia broni się sama. Powinno się ją tylko polecać. i własnie to zamierzam zrobić. Każdy, kto ją przeczyta, zrozumie, co mam na myśli. Zatrzyma się i pochyli nad sensem życia oraz człowieczeństwa. Pochyli się nad ubranymi w kajdany braterstwem i miłości. 

Za egzemplarz recenzencki powieści dziękuję wydawnictwu: 




wtorek, 16 czerwca 2015

Książka, która wzrusza
i rozśmiesza do łez! 


"-Posłuchaj Lily. Małżeństwa twoich rodziców zakończyły się porażkami, tak? Dziewięćdziesiąt dziewięć procent kończy się porażkami niezależnie od tego, czy ludzie się do tego przyznają, czy nie. A wiesz dlaczego? Ponieważ małżeństwo, tak jak się je powszechnie rozumie i postrzega, jest rodzajem przekrętu."

Dawno nie płakałam ze śmiechu podczas lektury książki, aż tu nagle, proszę! Trafia w moje ręce przezabawna i przekomiczna książka o niewinnie brzmiącym tytule, podczas lektury której, nie dość, że ze śmiechu leciały mi łzy, to jeszcze rozbolał mnie brzuch, a do tego wywołała u mnie falę wzruszeń i ogrom refleksji. 

Jeśli szukacie  wyjątkowej, a przede wszystkim porywającej powieści na wakacje, to koniecznie sięgnijcie po "Biorę sobie ciebie". Dlaczego? Już tłumaczę... 

Lily jest młodą prawniczką, która własnie wychodzi za mąż. Nic wyjątkowego? Och, można naprawdę się zdziwić! Lily wychodzi za najbardziej idealnego mężczyznę, jaki stąpał po tej ziemi. Will ma wszystko. Świetną pracę, niezwykłą urodę, a do tego zapatrzony jest w Lily jak w obrazek. Większość kobiet po prostu o tym marzy, prawda? Stabilizacja i monogamia to coś, za czym tęsknimy i o czymś śnimy po nocach bez opamiętania. My tak, ale Lily? No właśnie. Ona chyba nie do końca. Lily uwielbia facetów. Mało tego, Lily uwielbia z nimi sypiać. Robi to ciągle i ciągle. Z każdym. Z szefem, dentystą, mężczyzną z pralni i oczywiście Willem. Według niej, największą zaletą mężczyzny byłoby to, że miałby kilka ciał i bardzo jej przykro, że w realnym świecie jest to to raczej nie możliwe... 

W "Biorę sobie ciebie" poznajemy Willa i Lily w ostatnim tygodniu przygotowań do ich ślubu. Najbardziej zwariowanym czasie w życiu każdej młodej pary decydującej się na wspólne życie. Widzimy ich dylematy oraz prawdziwe szaleństwo, do którego przyczyniają się cztery matki Lily (tak, tak, cztery!) stanowiące niezwykle zakręcony sabat, jej kochliwy tatuś (który uparcie twierdzi, że rozwody bardzo dobrze wpływają na dzieci) oraz teściowie, którym Lily raczej nie przypadła do gustu. Wszystko to dzieje się w skąpanej w słońcu Florydzie oraz kontekście bardzo intrygującego procesu, w którym Lily bierze udział. Wszystkie te elementy składają się w moim odczuciu na komedię wręcz idealną! 

Uwielbiam książki takie jak "Biorę sobie ciebie". Dobrze napisane i skonstruowane komedie romantyczne, podczas lektury których człowiek skręca się ze śmiechu. Przyznaję bez bicia, że tak śmiesznej i wciągającej jak ta bardzo dawno nie czytałam, jeśli w ogóle miało to miejsce. Lily to bohaterka, której nie sposób nie obdarzyć sympatią mimo tego, że jest impulsywna, mocno zwariowana i łamie wszelkie zasady moralne, jakimi większość kobiet kieruje się w życiu. Jest postacią niezwykle barwną i wyrazistą, a do tego, co dziwne, szalenie mądrą. Ma głowę pełną wątpliwości i zaskakujących pomysłów. Autorka wspaniale przełamała w "Biorę sobie ciebie" schemat wiernej i potulnej kobietki, która marzy tylko o tym, by żyć u boku swojego mężczyzny długo i szczęśliwie. Lily jest istnym zaprzeczeniem tego, co kultura i inne kobiety wpajają nam od lat. Bardzo przyjemnie czyta się utwór, w którym wszystko, dosłownie wszystko, odbiega od utartych schematów z powieści kobiecych. Nie ma w nim nic nudnego i przeciętnego. Dosłownie nic! Ani jednej sytuacji! Ten utwór to prawdziwa, energetyzująca bomba zaskakująca czytelnika niemalże na każdym kroku! 

Co jeszcze niezwykle przypadło mi w tej lekturze, to ogrom naprawdę mądrych sentencji, które bohaterowie rzucają sobie po prostu od tak w przeróżnych sytuacjach i fakt, że mimo ogromu śmiechu czytelnik jest nią mocno wzruszony. Chociaż wydaje się to być w opozycji, autorce wspaniale udało się skomponować ze sobą te dwa elementy. Mimo tego, że czytelnik śmieje się w głos z wielu sytuacji, niosą one za sobą kilka istotnych prawd. W moim odczuciu to świetny zabieg! 

"Wchodzisz w dorosłe życie i nie chcesz być sama, więc wybierasz kogoś, kto cię pociąga. Kogoś, kto cię podnieca, kto cię rozśmiesza. Jesteś w stanie wyobrazić sobie, że z tym kimś spędzisz życie. Zakochujesz się. Zaczyna się cudowny, rozkoszny, baśniowy romans. Spodziewasz się, że miesiąc miodowy będzie trwał wiecznie, bo tak nauczono cię wierzyć. Ale nie będzie. To nie możliwe. Mamy życie." 

Podsumowując, jeśli chcecie przeczytać książkę, która nie tylko wywoła na waszych twarzach uśmiech, ale po prostu rozśmieszy do łez, "Biorę sobie ciebie" to pozycja własnie dla was! Podczas lektury nie mogłam pozbyć się wrażenia, że to świetny materiał na film i chwilami zdawało mi się, że zamiast czytać po prostu oglądam ją na dużym ekranie. Choć z pozoru to głupiutka książka, gwarantuję wam, że po jej lekturze zaczniecie mocno zastanawiać się nie tylko nad sobą, ale i waszymi związkami. Jestem nią w pełni usatysfakcjonowana. 10/10 ! 


Za egzemplarz recenzencki utworu dziękuję serdecznie wydawnictwu: 


piątek, 12 czerwca 2015

Moje Top 5 książek na weekend
zależnie od humoru




1. "Uroczysko" Magdaleny Kordel 
Bo kto nie chciałby uciec od codziennego kotła do pensjonatu w  Malowniczem, w którym prym wiedzie rozgadana sklepowa, dzieci adoptują krowy, a życie po prostu układa się samo? To moja prywatna uciekajka przed złem kiedy mam dość wszystkich i wszystkiego. 
Pełna humoru, ciepła opowieść o tym, jak malownicze miasteczko w Sudetach odmieniło życie pewnej warszawianki. Trochę zabawna, trochę smutna, trochę życiowa, trochę przejaskrawiona. Idealna na słońce i deszcz. Uwielbiam i wracam niezwykle chętnie. 




2. "Dom na plaży" Sarah Jio 

To moja pocieszajka. Jedna z najpiękniejszych opowieści o miłości. Jedna z nielicznych książek, podczas lektury której wyłam jak bóbr. A może nawet i dwa bobry. Historia o tym, że każdy ma w świecie swoje miejsce. Że zmiany nie zawsze bywają złe, a przede wszystkim o tym, jak wielka jest siła miłości. 
W życiu Anne wszystko było zaplanowane. Wystawne przyjęcia, ślub z mężczyzną, którego zna od wielu lat, kariera idealnej pani domu. Wszystkie te plany niszczy jedna decyzja, podjęta pod wpływem impulsu. Anne chce poznać smak prawdziwego życia, z dala od rodzinnego domu. Dlatego zgłasza się do oddziału pielęgniarek stacjonujących na Bora-Bora. Tam, wśród pięknie kwitnących krzewów hibiskusa i bezkresu turkusowego oceanu narodzi się przyjaźń między nią a tajemniczym żołnierzem Westrym.



3. "Szczęściarz" Nicholasa Sparksa
Moja prywatna bajka przenosząca mnie w świat wiary w miłość, przeznaczenie i trochę przypominająca dzieciństwo. Chwile, w których każda z nas była księżniczką a największym marzeniem było mieć swojego księcia. To moja prywatna przywracajka marzeń z dzieciństwa. 
Chociaż w tym przypadku książę nie do końca jest księciem. Raczej przybłędą. Bardzo zaniedbanym. Nie ważne! Jakie to ma znaczenie skoro był w stanie przejść na pieszo niemalże całe USA tylko po to, żeby podziękować dziewczynie ze znalezionego w Iraku zdjęcia? Jeśli kiedykolwiek zrobię Top 5 moich ulubionych bohaterów literackich Logan dostanie piedestał. Pokochałabym kogoś takiego jak on od pierwszego wejrzenia. Nie ważne, jak źle by wyglądał. To mój prywatny literacki książę. 




4. "Muchy w zupie i inne dramaty" Małgorzaty Żurakowskiej 
To z kolei moja prawdziwa rozśmieszajka. Nie jestem w stanie powiedzieć wam ile razy podczas lektury tej ksiażki wybucham śmiechem mimo tego, że znam ją prawie na pamieć. To książka o normalnej nienormalnej rodzinie. 
Przezabawne opowieści o życiu rodziny - rodziców, trójki dzieci i psa, którym w codziennych zmaganiach towarzyszą przyjaciele. To historie o każdym z nas - bo komu nie zepsuła się choć raz lodówka albo czyj pies nie zjadł kiedyś ciasteczek chwilę przed przybyciem gości?... 


5. "Od pierwszego wejrzenia" Nicholasa Sparksa* 
A to z kolei moja doprowadzajka do łez. To książka, z której zakończeniem nie mogę pogodzić się od dobrych kilku lat. Za każdym razem przeżywam je tak samo emocjonalnie. Historia, którą pokochałam. Bohaterka, którą chciałabym być... Wybaczcie, aż ciężko mi o tym pisać. 
O ironio, czytam ją kiedy jestem w chwilowej "depresji". A może dystymii? W każdym razie, po prostu się nią dobijam. 




Tak wygląda moje Top 5 uniwersalnych książek na weekend, 
które nigdy mi się nie znudzą. A Wy? Po co sięgacie?
 I w jakim humorze? 


* "Od pierwszego wejrzenia" jest drugą częścią "Prawdziwego cudu". Polecam czytać w odpowiedniej kolejności, inaczej wiele stracicie, naprawdę. 

środa, 10 czerwca 2015

Gdy pierwsza miłość
dostaje swoją drugą szansę 


Psychologowie twierdzą, że pierwsza miłość przypomina ekstazę. Twierdzi tak również większość społeczeństwa. 14% naszej populacji tęskni za swoją pierwszą miłością i chciałoby do niej wrócić. Na nowo poczuć się tak beztrosko, jak wtedy. Czy pierwsza miłość jest piękna tylko we wspomnieniach? 

"Druga rada brzmi tak: zapomnij o niej, znajdź sobie kogoś innego. Serce mocniej bije do tych, których nam brakuje, co nie? No to niech zacznie ci jej brakować." 

Każda książka, poza tym, że opisuję pewną historię, ma też historię swojego powstania. "Najlepsze, co mnie w życiu nie spotkało" może nas pod tym względem porządnie zaskoczyć. Wiecie jak powstała? W pubie podczas spotkań dwojga dziennikarzy. Czy w związku z tym powinna być prześmieszna, zadymiona i przekrzyczana? Być może powinna. Wiem natomiast, że  na pewno jest szczera do bólu i mocno zabawna. A do tego czyta się ją niezmiernie lekko. 


Holly to prawie kobieta sukcesu. Chociaż nie spełniła swoich marzeń odnośnie wspaniałego zawodu, to lubi pracę asystentki, którą obejmuje w jednej z dużych firm. Właściwie to Holly nie do końca wie, czy bardziej lubi swoją pracę czy szefa, z którym ma potajemny romans od kilku miesięcy. Nie myślcie sobie tylko, że on jest żonaty albo ma dzieci. Nie! Richard po prostu nie chce, żeby krzywo patrzono na nich w firmie. Sami przyznajcie. To brzmi naprawdę rozsądnie. 

Alex jest nauczycielem języka angielskiego i właśnie przeprowadza się do Londynu, w którym nie zna zupełnie nikogo. No dobrze, właściwie to zna w nim tylko jedną osobę. W dodatku był w niej kiedyś mocno zakochany, ale nigdy nie miał odwagi jej tego powiedzieć. Alex nie wiem, że Holly też była w nim kiedyś zakochana i to uczucie nigdy nie wygasło. To przez niego nie potrafi ułożyć sobie życia z żadnym innym mężczyzną. 

Jak zareaguje Holly, kiedy któregoś dnia dostanie wiadomość do Alexa? I co wyniknie z ich spotkania po latach? Czy stara miłość naprawdę nie rdzewieje? I najważniejsze! Czy ta dwójka wykorzysta swoją drugą szansę? Tego dowiecie się tylko z lektury tej sympatycznej książki! 

"Najlepsze, co mnie w życiu nie spotkało" to książka, którą czyta się naprawdę przyjemnie. Miałam w planach tylko ją zacząć a nawet się nie obejrzałam, jak dobrnęłam do końca historii Holly i Alexa. Fabuła jest lekka i czyta się ją płynnie. Choć nie ma w niej wielu wątków pobocznych nie jest nudna i mam wrażenie, że miejscami udało jej się mnie nawet zaskoczyć, chociaż zakończenie było raczej oczywiste. Polubiłam nieco naiwną Holly i "literackiego" Alexa, którym udało się tak mocno poplątać swoje ścieżki, że chwilami wydawać by się mogło, że za nic w świecie się one już więcej razy nie przetną. Jak to jednak w życiu bywa, nigdy nie mów nigdy... Zwłaszcza, jeśli chodzi o pierwsze miłości. 

Co jest ciekawe w tej książce to fakt, że historia opowiadana i pisana jest z dwóch punktów widzenia. Bardzo mało jest historii miłosnych, z których czytelnik może dowiedzieć się, jak na rozgrywające się wydarzenia patrzy mężczyzna, a to przecież, dla nas, kobiet, tak bardzo ciekawe! I chociaż nie dostajemy w tej książce soczystych wulgaryzmów i męskiej wyniosłości, zabieg zastosowany przez autorów jest całkiem satysfakcjonujący. Nie raz wybuchałam śmiechem czytając sceny, w których autorzy opisywali prawdziwie męskie rozmowy. Zresztą, zobaczcie sami: 

"-Kobiety nie szukają tylko umięśnionych ramion. 
- Czytasz za dużo książek, Al. 
- W twoich ustach to prawie obelga. A co z tym dotykaniem ręki? Przed chwilą mówiłeś, że to wstęp do seksu. 
- Może dotyka cię tak, jak pracownik opieki społecznej dotyka starszego pacjenta." 


Podsumowując, jeśli macie ochotę na lekką i zabawną, prawdziwie wakacyjną książkę, śmiało sięgajcie po "Najlepsze, co mnie w życiu nie spotkało". Niezależnie od tego, czy tęsknicie za swoją pierwszą miłością, czy nie, gwarantuję wam, że podczas tej lektury kilka razy porządnie wybuchniecie śmiechem i traficie na sporo ciekawych myśli prowokujących do refleksji. A może za jej sprawą postanowicie zmienić coś w sobie i swoim życiu? 

Za egzemplarz recenzencki utworu dziękuję serdecznie wydawnictwu:


czwartek, 4 czerwca 2015

Słoneczna opowieść
pachnąca konfiturami 



"Tylko poplątała wam się ta miłość. Jak ta włóczka - pokazała na kłębek w dłoniach Majki. - Tak czasami jest. A jak się poplącze, to trzeba postępować uważnie i delikatnie. Można szarpnąć, ale wtedy się zerwie. Lepiej rozplątać. Ale do tego potrzeba... [...] Cierpliwości. [...] I ochoty." 

Historia, po której spodziewałam się czegoś zupełnie innego. Nie dajcie się zwieść słonecznej okładce! 

Tamara jest specjalistką od reklamy i prowadzi właśnie kampanię wyborczą jednego z kandydatów na wójta gminy Jagodno. Projekt jak to projekt. Kobieta angażuje się w niego całą sobą ale traktuje go jak pracę, nic więcej, aż do momentu, w którym na jedynym ze spotkań z mieszkańcami wsi przypadkowy gość oskarża Tamarę o to, że zamiast zajmować się kampanią wyborczą mogłaby zająć się swoją rodziną, a dokładniej starszą kobietą żyjącą samotnie na skraju wsi, o której Tamara słyszy po raz pierwszy. Na domiar złego również w jej życiu osobistym nie brakuje problemów, głównie za sprawą porzuconej na pastwę losu niewłaściwie zakochanej córki, której Tamara stawia zbyt wysokie wymagania oraz emerytowanej lekarki, którą zwykła nazywać matką.Kobieta wyraźnie nie radzi sobie z obiema paniami i kiedy w końcu postanawia choć na chwilę od nich uciec, trafia do stojącej na skraju wsi białej chatki pachnącej konfiturami z fiołków. Czy tajemnicza babcia Róża, która rzekomo jest rodziną Tamary, zaradzi coś na problemy samotnej matki i jej najbliższych? 

Z powieściami obyczajowymi jest głównie tak, że albo śmieszą i bawią albo mocno zakrawają o dramat psychologiczny, a przynajmniej ja odnoszę takie wrażenie. Bardzo rzadko w moje czytelnicze ręce trafia powieść, która wpisuje się w ten gatunek ale nie powiela utartego schematu. Wydaje mi się, że to właśnie dlatego Karolinie Wilczyńskiej, a raczej jej najnowszej powieści, udało się mnie mocno zaskoczyć. Spodziewałam się cieplutkiej i milutkiej książki, w której będzie mi szkoda głównej bohaterki a dostałam.... No właśnie! Co?

"Zaplątana miłość" to bardzo realistyczna, dopracowana pod każdym względem opowieść o "losach trzech generacji kobiet i smaku konfitur z fiołków." Uwielbiam powieści, które są właśnie takie. prawdziwe do bólu. Czytając "Zaplątaną miłość" wielokrotnie odnosiłam wrażenie, że gdybym wyszła na ulicę i zaczepiła przypadkową kobietę mogłaby opowiedzieć mi właśnie historię, którą udało się stworzyć Wilczyńskiej. Opowieść o błędach i zaniedbaniach rodzicielskich. Opowieść o chłodzie, który coraz częściej czai się nawet w najlepiej funkcjonujących rodzinach. O braku zrozumienia między pokoleniami. O powielaniu utartych schematów i usilnym, może nawet trochę desperackim poszukiwaniu miłości. Opowieść, której bohaterką mogłabym być i ja i ty. Tak uniwersalną, że aż pochłaniającą. W której główną bohaterkę jednocześnie lubi się i nie lubi. Do której raz ma ochotę krzyknąć się: wróć do domu i zajmij się swoją córką a innym razem pochylić się nad nią z czułością, bo przecież to wszystko, co dzieje się w utworze, nie musi być jej winą. 

To, co według mnie wysuwa się w "Zaplątanej miłości", to nie wiarygodny, psychologiczny portret każdej z postaci, jak wydawało mi się zaraz bo lekturze, ale uniwersalizm. Wcale nie przesadzę, jeśli stwierdzę, że każda z czytelniczek w którejś z trzech, a raczej czterech bohaterek, odnajdzie kawałek siebie. Mam wrażenie, że każda z nas ma w sobie coś z buntowniczki, kobiety sukcesu, cierpliwej matki będącej raczej obserwatorką, niż uczestniczką wydarzeń i starszej pani mieszkającej na skraju lasu. Jesteśmy kobietami! Każda z nas marzy o miłości, pragnie układać sobie życie podporządkowując je marzeniom, spełniać się zawodowo a czasem popłakać sobie gdzieś z dala od świata. To właśnie dlatego "Zaplątana miłość" jest książką tak wartą polecenia. W niezaskakującej, wartko opowiedzianej historii autorka opowiada o każdej z nas. Każda ma swoją zaplątaną włóczkę do rozwiązania której potrzeba cierpliwości, nie nerwów. Nie ważne, czym ona by była. 

Po lekturze powieści przez kilka dni zastanawiałam się, dlaczego, chociaż fabuła nie wydała mi się być bardzo porywająca, nadal myślę o tej książce i przeczytałam ją jednym tchem. Po napisaniu ostatniego akapitu nie mam co do tego żadnych wątpliwości. To książka o moich lękach, moich marzeniach, a do tego pełna niesamowitych sentencji, która aż chce się wynotować i zawiesić sobie nad łóżkiem. Idealna na lato, do torebki, autobusu czy łóżka. Czytałam ją wszędzie bo tak ciężko było mi się od niej oderwać. I wiecie co? Z niecierpliwością czekam na drugi tom! 


Za egzemplarz recenzencki powieści dziękuję serdecznie wydawnictwu: