niedziela, 30 sierpnia 2015

"Magiczne miejsce"
Agnieszki Krawczyk 


"Bywa, że podróż, w którą się udamy odmienia nasze życie na zawsze." 


Nie jest już dla mnie zaskoczeniem, że Pani Agnieszka Krawczyk ze swoją twórczością trafia w mój czuły punkt. Po wspaniałej "Dolinie mgieł i róż" a także "Ogrodzie księżycowym" zdążyłam bez reszty zakochać się w jej twórczości, dlatego bez najmniejszych oporów sięgnęłam po więcej. I nie było też dla mnie wielkim zaskoczeniem, że najnowsza powieść pani Agnieszki, "Magiczne miejsce", idealnie sprawdziła się jako odskocznia od rzeczywistości. Kolejny raz mogłam dzięki niej przymknąć powieki i rozpocząć trochę baśniowy spacer po tym samym, aczkolwiek dużo lepszym świecie, niż ten rzeczywisty. Tym razem w towarzystwie tumanów kurzu, remontu upadającego pałacu i znanych z kolejnych tomów sagi, fantastycznych bohaterów. 

W tym miejscu pragnę zaznaczyć, że "Magiczne miejsce jest pierwszą częścią sagi, chociaż ja sama, jak wiele czytelniczek, czytałam ją dopiero jako trzecią. Muszę przyznać, że bardzo rzadko zdarza mi się czytanie sagi w trochę zamotanej kolejności, ale poznawanie tej książki było wspaniałą przygodą. To trochę jak cofnięcie się w czasie i wrócenie do rodzinnych wspomnień. Znałam już wielu bohaterów i wiedziałam, jak potoczą się ich losy w nie tak bardzo odległej przyszłości, ale mogłam bezkarnie podglądać ich młodość i patrzeć, jak powstawało miejsce, w którym będą wiedli swoje dalsze życie. Z tego właśnie powodu nie mogłam się tej książki po prostu doczekać i od razu całą ją pochłonęłam. Tak. Od deski do deski! Ale wracając do treści.... 

Witold Mossakowski, młody wiceminister, przyjeżdża do Idy, w której kupił stary, podupadający pałac. Chociaż nie była to przemyślana i podjęta z głową decyzja, a raczej pozbawiony zastanowienia kaprys, to magiczne miejsce od razu skradło jego serce. I to bez reszty. Zatrzymując się w Idzie i spędzając trochę czasu na swojej posesji Witold poznaje urokliwych, chociaż na swój sposób zwariowanych mieszkańców tej małej miejscowości. Od razu zauważa, że choć mieszkają oni na końcu świata, są niezwykle ciepli, można powiedzieć: bardziej ludzcy, a przede wszystkim mają wielkie pasje i otwarte serca, tak jak na przykład hrabina Tyczyńska wyrabiająca różane perfumy czy kobiety tkające niesamowitej jakości koronki w  lokalnej spółdzielni . W jego życiu pojawia się też młoda i urocza pani sołtys, Mila, która jest miejscową działaczką społeczną i wielbicielką astronomii. To właśnie głównie z powodu tej intrygującej, choć niedostępnej kobiety Witold zaczyna rozumieć, co tak naprawdę jest ważne i postanawia zrezygnować ze swojego wielkomiejskiego życia. Poznaje prawdziwe uroki życia w małej, lokalnej społeczności gdzieś z dala od wiecznie spieszącego się świata, a przy okazji bez reszty zakochuje się w historii starego pałacu i... kimś jeszcze, ale o tym zbyt wiele wam już nie powiem, tylko zachęcę do lektury tej magicznej książki. 

"Życie naprawdę może się zmienić w jednej chwili, tylko trzeba umieć dostrzec, że ta chwila właśnie nadeszła i cieszyć się nią".

"Magiczne miejsce" to książka wyjątkowa i nie mam tu na myśli tylko wyjątkowej historii miłosnej, którą zaserwowała nam autorka. Pani Agnieszka kolejny raz udowodniła czytelniczkom, że jest po prostu niepokonana w oddawaniu sielskiego klimatu małej wsi (choć pojawili się oczywiście bohaterowie, którzy sprawili, że nie był on aż tak idealnie sielski) jak i tworzeniu przepięknych, niemalże baśniowych opisów. Bardzo podobał mi się fakt, że w tym tomie sagi autorka pokusiła się o przytoczenie kilku lokalnych legend z duchami w roli głównej, dzięki którym Ida wydała się trochę bardziej mroczna, a nie tylko bajkowa i że bohaterowie mieli na głowie problemy, z którymi zmagają się mieszkańcy każdej małej miejscowości, co wiem z doświadczenia. Chociaż czytając tę sagę czytelnik po prostu unosi się nad ziemią rozsmakowując w synestezjach i wyjątkowych kreacjach bohaterów, to dzięki swojej problematyce jest ona bardzo bliska czytelnikom i wyjątkowa. Mogłoby się wydawać, że jest to opowieść o każdym z nas, bo przecież każdy człowiek ma swoje magiczne miejsce, które jest piękne i urocze, owszem, ale też nie wolne od kłopotów i trosk. 

Rzadko, naprawdę rzadko zdarza mi się zachwycać książką tak bardzo, że aż brakuje mi słów i nie wiem, co o niej napisać. "Magiczne miejsce" zdecydowanie należy do tej kategorii utworów. Po prostu fenomenalne. I nic więcej. 


Za egzemplarz recenzencki dziękuję serdecznie wydawnictwu: 



sobota, 29 sierpnia 2015

Wyniki konkursu


Mam przyjemność ogłosić, że "We dwoje" wygrywa Pani: 

majahonorata

Zwyciężczyni serdecznie gratuluję, a pozostałych uczestników zapraszam do udziału w kolejnych konkursach i życzę powodzenia! :) 


piątek, 21 sierpnia 2015

"Leśne skrzaty ratują przyjaciół"
Rafał Klimczak


Kojarzycie tego autora? Ależ oczywiście! Klimczok to twórca niesamowicie udanej, bestsellerowej serii wydawnictwa Skrzat pt. "Nudzimisie". Tym razem nie zaprasza jednak najmłodszych do Nudzimisiowa ale postanawia wrzucić nas do świata pełnego ekologi. 

Wraz z nadejściem wiosny leśne skrzaty poczuły przypływ energii i zabrały się za wiosenne porządki. Śnieg się rozpuścił a świat, który przez długi czas był nim pokryty, okazał się nie być wcale taki czysty! Skrzaty sprzątały z zapałem, ale musiały przerwać swoje porządki, bo ich przyjaciele potrzebowali pomocy… Tchórz Juliusz złapał się w zastawione przez kłusowników wnyki, córka sarenki Patrycji się zgubiła, a wiele innych zwierząt zostało potrąconych przez hałasujące samochody na nowo wybudowanej autostradzie. Jakby tego było mało, w okolicy wybuchł pożar zagrażający życiu mieszkańców łąki! Na szczęście ekoludki mają dodatkowe ręce do pomocy, a to za sprawą Jagny – skrzatki, która zamieszkała na Kracie Szczawińskiej. Niebezpieczne przygody sprawią, że leśne skrzaty przekonają się, że z każdych tarapatów można wybrnąć dzięki pomocy prawdziwych przyjaciół. 

"Leśne skrzaty ratują przyjaciół" to wspaniała książeczka dla dzieciaków w wieku szkolnym. Jej głównym walorem na pewno jest ciekawa, niezwykle potrzebna tematyka. Dzieciaki dowiedzą się z niej nie tylko wiele o zwierzętach, ale uświadomią sobie, że to istoty takie same, jak my, a naszymi ludzkimi działaniami często robimy im krzywdę. Jeśli szukacie ksiażeczki, która uwrażliwi Waszych najmłodszych na ekotematy nie do końca ekoświata, nie mogliście trafić lepiej. Przyjemne z pożytecznym. Przyjemne, bo ksiażeczka wydana jest przepięknie i aż nie chce wypuszczać się jej z ręki, a autor włada słowem w niesamowicie zgrabny sposób, a pożyteczne ze względów opisanych przeze mnie powyżej. 

Podobał mi się ten utwór. I wiecie co sobie myślę? Że takie teksty dzieciaki mogłyby czytać w szkole. Nie jakieś oderwane od rzeczywistości lektury ale teksty uwrażliwiające na sprawy społeczeństwa. Mądre, ale przyjazne. Idealne połączenie. Polecam! 

środa, 19 sierpnia 2015

Konkurs! 


Moi Drodzy, 
zachęcam Was do udziału w konkursie, w którym możecie wygrać nowiuchny egzemplarz  powieści "We dwoje" Katarzyny Woźniczki, której fundatorem jest wydawnictwo Prószyński i Ska. Moja recenzja dostępna tu: recenzja

Co należy zrobić, aby wygrać książkę?
Nic prostszego! Napiszcie w komentarzu pod tym postem (1-3 zdania) dlaczego chcielibyście przeczytać tę książkę, a ja nagrodzę najciekawszą moim zdaniem odpowiedź. Podajcie też swój adres mailowy, żebym mogła skontaktować się ze zwycięzcą. 



Konkurs trwa od 19.08 do 26.08.2015


Regulamin konkursu

1. Organizatorką konkursu jest właścicielka bloga Informator Czytelniczy oraz wydawnictwo Prószyński i S-ka
2. Sponsorem nagrody jest wydawnictwo Prószyński i S-ka
3. Warunkiem uczestnictwa w konkursie jest odpowiedź na konkursowe pytanie.
4. Konkurs trwa od 19 sierpnia 2015 roku do 26 sierpnia 2015 roku do godz. 23.59
5. Ogłoszenie zwycięzcy nastąpi w ciągu tygodnia od zakończenia konkursu
6. Odpowiedzi należy udzielić pod konkursowym postem na blogu

7. W konkursie mogą brać udział osoby posiadające blogi jak  anonimowi uczestnicy, którzy popiszą się imieniem/nickiem oraz podadzą adres mailowy 
8. Warunkiem uczestnictwa w konkursie jest obserwowanie bloga Informator Czytelniczy na blogspocie lub portalu Facebook
9. Ze zwycięzcą skontaktuję się za pomocą e-maila. W przypadku, gdy zwycięzca w ciągu 7 dni nie odpowie na wiadomość, nastąpi ponowny wybór zwycięzcy.

10. W konkursie mogą brać udział osoby zamieszkałe w Polsce.
11. Konkurs nie podlega przepisom Ustawy z dnia 29 lipca 1992 roku o grach i zakładach wzajemnych (Dz. U. z 2004 roku Nr 4, poz. 27 z późn. zm.)

wtorek, 18 sierpnia 2015

"Wyspa" Joanny Miszczuk 



Mówi się czasem, że wyobraźnia pisarzy nie zna granic. Tworzą oni coraz to bardziej oryginalne historie i potrafią nieźle zaskoczyć czytelnika. I chociaż do tej pory dostrzegałam w tym stwierdzeniu ziarnko prawdy, dopiero po lekturze "Wyspy" jestem w stanie całkowicie się z nim zgodzić. To, czego dokonała autorka tworząc tę powieść zasługuje na głośny aplauz. I to na stojąco. To książka, która dosłownie zwaliła mnie z nóg. Jedna z najlepszych książek, jakie przeczytałam w tym roku. 


Joanna Miszczuk to wrocławianka mieszkająca w Berlinie. Od lat nosi ją po świecie, dlatego włada czterema językami. Z wykształcenia jest pedagogiem, choć, jak sama mówi, zawodów ma wiele. Przez 20 lat prowadziła z mężem własne firmy, teraz jest samotną matką nastoletniej córki. Pisze od zawsze, lubi literaturę fantastycznonaukową i nowe wyzwania, co udowodniła również pisząc "Wyspę". 

Lizbona, XIX wiek. Kilku nieco szalonych śmiałków wyrusza w morze w celu odnalezienia zaginionych żeglarzy. Podczas groźnego sztormu ich okręt rozbija się o skały wyspy, której nie ma na żadnych mapach, a której mieszkańcy czują wstręt przed wojną, nienawiścią i przemocą, którymi znany żeglarzom świat jest po prostu przepełniony. 

 XX wiek. Maxime Dupont jest francuską ciastkarką, której matka zmarła podczas porodu, a ojciec, zginął w wypadku samochodowym. Choć jej życie od samego początku nie było różowe, dopiero, gdy została sierotą, zmieniło się ono w prawdziwy dramat. Jako nastolatka Maxime staje się ofiarą przemocy, a finalnie zostaje pozbawiona jedynego ukochanego i oskarżona o zabójstwo. Wszystkie te wydarzenia sprawiają, że staje się ona silną i odporną na przeciwności kobietą, która trafia na tajemniczą wyspę, Lumię. Jest ona miejscem odciętym od świata i nawet europejczycy nie zdają sobie sprawy z jej istnienia. Maxime szybko odkrywa, że mieszkańcy wyspy żyją w zupełnie inny sposób niż ten, który jest jej znany. Choć jest to cywilizacja równoległa do naszej, oparta jest ona na zupełnie innych prawach, zarówno moralnych, jak i technologicznych.

Co łączy te dwie historie? Niewątpliwie Lumia, ale nie tylko. Joanna Miszczuk łączy te historie z taką finezją, że podczas lektury "Wyspy" aż zapiera dech, nie mówiąc już o realizmie alternatywnego świata, który wykreowała. Chwilami sama łapałam się na tym, że rzeczywistość zlewała mi się w tej książce z fikcją. Jeśli kiedykolwiek wątpiłam w ograniczenia ludzkiej wyobraźni, to teraz na pewno już tego nie zrobię. Ta książka to po prostu mistrzostwo w sferze kreacjonizmu! 

Dodatkowo autorka sprawia, że czytelnik ma ochotę rzucić swoje dotychczasowe życie i jak najszybciej przenieść się na Lumię. Zakochałam się w tym świecie i nie ma w tym ani grama przesady. Lumia to wspaniały kontrast wobec naszego współczesnego świata. Podczas gdy my, Europejczycy, niszczymy ziemię i siebie na wzajem, tam życie toczy się w zupełnie inny sposób. Momentami było mi aż szkoda, że taki świat naprawdę nie istnieje, bo wydaje mi się, że każdy mieszkaniec zachodu trochę tęskni za opisanym przez Miszczuk życiem. Myśląc o tej książce, a ciężko się od tego oderwać, mam nieodparte wrażenie, że jest ona swoistym zaprzeczeniem prawdy zawartych w "Jądrze ciemności" Josepha Conrada. Podczas gdy on twierdził, że ludzie oderwani od cywilizacji natychmiast staną się źli, autorka "Wyspy" zwraca wiarę w człowieka. Szkoda tylko, że musiała go sobie wymyślić.

Tej książki się nie czyta, ją się po prostu się pochłania. Mistrzostwo wyobraźni pociąga za sobą też geniusz języka i formy. Choć niewątpliwie jest to dzieło wybitne, dzięki klarowności języka nawet przeciętny czytelnik nie będzie miał problemu z jego odbiorem. Jeśli macie dość książek bez przekazu i schematycznej fabuły, musicie koniecznie przeczytać tę książkę i poznać mieszkańców Lumii. Jestem pewna, że się w nich zakochacie. Tak samo, jak ja. 


Za egzemplarz recenzencki dziękuję serdecznie wydawnictwu: 




sobota, 15 sierpnia 2015

"Kobieta z czerwonym notatnikiem"
Antoine Laurain


"Podoba mi się sposób, w jaki ten mężczyzna znika, nie pozostawiając adresu. 
Podoba mi się jego list. 
Podoba mi się, że jest księgarzem. 
Boję się, że jest trochę pokręcony. 
Boję się, że nigdy go nie spotkam."

Laurent jest paryskim księgarzem prowadzącym dość nudne życie, które wywraca się do góry nogami w dniu, w którym znajduje obok śmietnika damską torebkę. Nie ma w niej żadnych dokumentów ani portfela. Chcąc zwrócić ją właścicielce Laurent zaczyna przeglądać znajdujące się w niej przedmioty i znajduje tajemniczy, czerwony notatnik, pełen jej prywatnych zapisków. Podążając ich tropem rozpoczyna szalone, nieco zwariowane śledztwo, a wraz z czytaniem kolejnych notatek, właścicielka torebki zaczyna coraz bardziej go intrygować. No i ten autograf od najbardziej nieuchwytnego pisarza w całym Paryżu... Rozpalona wyobraźnia podsuwa Laurentowi coraz to różne wizje tajemniczej kobiety, która jakby zapadła się pod ziemię. Nie jest łatwo znaleźć ją wśród milionów Paryżanek, ale Laurent oddaje się poszukiwaniom z prawdziwym zapałem i uporem...  kochanka. Czy uda mu się w końcu dokonać niemożliwego? 

Jestem oczarowana tym utworem, chociaż podeszłam do niego ze swoistym sceptyzmem. Spodziewałam się bajki o kolejnym kopciuszku, i choć po części właśnie to dostałam, niemalże uderzyły mnie zawarte w tej książce przemyślenia autora i jej ogólny wydźwięk. 

"Kobieta z czerwonym notatnikiem" to książka niezwykła i romantyczna . Opowiada o losach zwykłych ludzi, których życia stają się nagle niezwykłe, a wszystko to za sprawą pewnej kradzieży, które w wąskich i ciemnych uliczkach zdarzają się dość często. Wychodząc od tego wydarzenia autor wspaniale ukazuje obawy, nadzieje i marzenia głównych bohaterów. Chwyta za rogi rzeczywistość i przeciętność, ale ukazuje je jako owiane swoistą magią, sprawiając tym samym, że czytelnik zaczyna wierzyć w to, że i jego życie może się kiedyś właśnie takie stać. Normalne i zwykłe, a z drugiej strony wyjątkowe. A wszystko oczywiście za sprawą... miłości! 

Laurain serwuje nam lekką, aczkolwiek bardzo przemyślaną powieść. W losach i myślach głównych postaci zawiera to, o czym marzy i za czym tęskni każdy przeciętny człowiek, przez co jego książka staje się utworem ponadczasowym. Rozprawia w niej o samotności i tęsknocie za prawdziwą miłością, które są we współczesnym świecie tak bardzo popularne, że aż codzienne. Ukazuje też, jak jedno, z pozoru fatalne wydarzenie, może wywrócić do góry nogami cały nasz misternie budowany wcześniej system wartości. Bo kto wie, czy i my przechadzając się kiedyś zwykłą, szarą ulicą, nie znajdziemy na niej liliowej, intrygującej torebki, która sprawi, że nic nie będzie już takie, jak do tej pory nam się zdawało? 

Jeśli chodzi o styl, jakim "Kobieta z czerwonym notatnikiem jest napisana", to muszę powiedzieć, że dawno nie czytałam tak lekkiej i przyjemnej w odbiorze książki. Krótkie rozdziały i proste, zwięzłe zdania, sprawiają, że ten utwór raczej się połyka, niż czyta. Chociaż Laurain stworzył romantyczną i nieco baśniową historię, to zachował w niej umiar i mocno trzyma się konwencji realizmu, czym trochę mi zaimponował. Jego bohaterowie nie są wyidealizowani. Mają swoje wady i choć wrzuceni są w swoistą bajkę, nadal pozostają ludzcy i autentyczni, dzięki czemu można zapałać do nich wielką sympatią. Sama chętnie poznałabym Laurenta, księgarza nieco po czterdziestce i pogawędziła z nim o literaturze.  Podobało mi się też, że wątek romantyczny stuprocentowo nie dominuje utworu. Autor nie zapomina o tym, że powinien go czymś zrównoważyć i robi to z wielką finezją, przez co książka jest jeszcze bardziej smaczna. 

Podsumowując, jeśli macie ochotę na wakacyjne śledztwo z nieco zwariowanym księgarzem, to książka właśnie dla was. Jest lekka i przyjemna, a na dodatek trochę baśniowa. Główni bohaterowie są niezwykle sympatyczni i aż szkoda, że ich historia tak szybko się kończy. Ja chętnie przeczytałabym więcej! Nie mogę przestać myśleć o tej historii. 

Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu: 


środa, 12 sierpnia 2015

"Powrót do Daringham Hall" 
Kathryn Taylor


"Świat się nagle zatrzymał i Kate nie mogła oderwać wzroku od Bena. Zatonęła w jego szarych oczach - przyciągało ją migotanie ich głębi. Gdy uniósł rękę i delikatnie odsunął kosmyk włosów z jej twarzy, oddychała z trudem wcale nie z powodu wysiłku. 
- Nie, to tobie się udało. - powiedział cicho, a w jego głosie słychać było podziw i jeszcze coś... coś szorstkiego i dzikiego, co sprawiło, że dreszcz przeszedł ją po plecach."

Ben jest młodym i oszałamiająco bogatym biznesmenem, który obraza się wśród nowojorskich luksusów, szybkich samochodów i obłędnie drogich garniturów. Odniósł w życiu ogromny sukces, a mimo to jest coś, przez co nie może być w pełni szczęśliwy. Jest zamknięty w sobie i unika zawierania bliższych relacji. Czuje, że jest w tym świecie sam i nie zamierza tego zmieniać. Jego życie wywraca się jednak do góry nogami, kiedy wychodzi na jawa pewien rodzinny sekret jego matki. Ben dowiaduje się, że w jego żyłach płynie szlachecka, angielska krew. Ta wiadomość sprawia, że na jakiś czas zostawia w cieniu swoje poukładane życie i pałając zemstą wyrusza w podróż do Anglii. Nie potrafi wybaczyć ojcu porzucenia i zamierza odzyskać należącą mu się część jego majątku. Pech, a może raczej zrządzenie losu, chcą jednak inaczej. Kiedy po przyjeździe na miejsce zostaje pobity i okradziony, z pomocą przychodzi mu dobra i życzliwa Kate, która z czasem ulega jego urokowi. Wybucha między nimi prawdziwa namiętność, ale czy to wystarczy, żeby zawrócić Bena z drogi zemsty? 

Choć czytam dość dużo książek, bardzo rzadko trafiają się takie, które wciągają już od pierwszego rozdziału i za nic nie chcą wypuścić czytelnika ze swoich sideł. "Powrót do Daringham Hall" zdecydowanie należy do właśnie takich utworów. Jeśli szukacie książki, która zaintryguje was już od pierwszych stron, jest to lektura właśnie dla was. Autorka już od początku skutecznie rozbudza ciekawość i wspaniale dawkuje napięcie. Nie wiem, czy da się nie pokochać tego utworu. 

"Powrót do Daringham Hall" to książka pełna tajemnic, namiętności i szalejących emocji. Chociaż jest to powieść erotyczna, nie jest to kolejny Grey, w którym praktycznie nie ma fabuły, a wszystko kręci się tylko wokół seksu. Nie. W tym utworze nie ma tego dobrze znanego szablonu, autorka idzie krok, a może nawet kilkanaście kroków dalej. Stworzyła dobrze wyważoną, urzekającą powieść, w której bardzo dużo się dzieje i wykreowała bohaterów z krwi i kości, do których, pomimo tego, że nie są czarno-biali, nie można nie zapałać sympatią. Może tylko Kate wypada trochę blado na tle innych postaci, ale w kontekście całości można na to przymknąć oko. 

Taylor zaprosiła czytelnika do świata arystokratycznej Anglii, ale nie odmówiła sobie skontrastowania tego z życiem przeciętnych mieszkańców tamtego regionu. I wiecie co? Chociaż na co dzień raczej stronię od osadzonych w takich realiach utworów, ten porządnie złapał mnie za serce i mam ochotę na więcej. 

Na uwagę zasługuje również fakt, że ta książka jest wydana po prostu przepięknie, oraz lekki, niewymuszony styl autorki. Opisuje wydarzenia z kilku punktów widzenia, przez co czytelnik rozumie o wiele więcej, niż poszczególni bohaterowie. W bardzo ciekawy sposób lawiruje też między gatunkami. Chociaż jest w tej książce trochę erotyki, nie jest to typowy romans, ale też i nie powieść obyczajowa. Jest tu trochę tajemnic, garstka romantyzmu i wspaniale odtworzone życie arystokratycznej Anglii, przez co nie jest to kolejna, sztampowa książka. 

Podsumowując, Taylor zaserwowała wyjątkowo wyważoną powieść kobiecą, którą czyta się z wielką przyjemnością. Idealna na niedzielne popołudnie, ale też na plażę, czy do czytania w podróży. Skutecznie rozbudza wyobraźnię, ale przede wszystkim zapewnia świetną zabawę podczas lektury. Ja czytałam ją z przyjemnością. Z niecierpliwością czekam na drugi tom


Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu: 




wtorek, 11 sierpnia 2015

"Przygody Nudzimisiów"
- Rafał Klimczak


  Oj, jaki to znienawidzony przez rodziców, a ukochany przez dzieci zwrot: "Mamo, nudzi mi się!", Kończy się on zwykle oczywiście dwojako: albo wybuchem płaczu i złości sfrustrowanego dziecka, albo popisem kreatywności rodzica. Na taką chwilę z pewnością przyda się świetna książeczka z serii "Nudzimisie", którą od pewnego czasu wydaje Wydawnictwo dla dzieci Skrzat. Autorem pomysłu i tekstu jest Rafał Klimczak, a ilustratorką, która wspaniale ubarwia lekturę jest Agnieszka Kłos-Milewska.


  Nudzimisie to niedźwiadki, żyjące w swojej własnej, bardzo sympatycznej krainie. Prowadzą tam swoje nudzimisiowe życie, a gdy na niebie pojawi się chmurka, jeden z nich zostaje zabrany do świata ludzi, aby pomóc dziecku zwalczyć nudę. Oczywiście niedźwiadki nie są widoczne dla dorosłych i skutecznie mogą zabawiać spragnione wrażeń dziaciaki. 

 W "Przygodach nudzimisów" tak, jak i w poprzednich z tej serii naprawdę dużo się dzieje. Tym razem widzimy niedźwiadki bawiące się niezwykłą maszyną do robienia chmur, co, jak to zwykle bywa przy takich zabawach, kończy się wielkim i głośnym bum! W świecie ludzi też się sporo dzieje. A może właśnie nie dzieje się nic, bo mały Ludwiczek potrzebuje zwalczyć nudę w towarzystwie jednego z misiów? Dzięki Hubkowi chłopiec odkryje między innymi, że szachy to wcale nie nudna gra dla dorosłych, ale wspaniałe ćwiczenie dla głowy. I to nawet małego dziecka. Nudzimisie pomogą też Julce, która została odrzucona przez koleżanki. Przecież nikt nie lubi bawić się sam i misie doskonale to rozumieją! Bohaterowie zaproszą też małych i dużych czytelników na wielką plantację kakaowca. W jakim celu? A tego dowiecie się już tylko z lektury książeczki! 


Pisałam już kiedyś, że nudzimisie i ich wspaniały świat naprawdę mnie oczarował i nadal nie wychodzę z tego zachwytu. Polecam te utwory wszystkim swoim koleżankom mające małe dzieci (Książeczki skierowane są dla dzieciaków w wieku 4+)  Przede wszystkim zachwyca mnie wspaniały pomysł na wykreowanie świata nudzimisiów oraz tych niesamowitych stworków. Wyobraźnia autora wydaje się nie mieć granic! Zarówno dorosły, jak i mały czytelnik po prostu nie mogą nie zapałać miłością do fantastycznych przygód nudzimisów oraz machin, czy życia w Nudzimisiowie. Tak, jak na przykład niesamowitej maszyny do tworzenia chmur! To stworki o naprawdę dobrym serduszku, szczere, koleżeńskie. Zawsze komuś pomogą, zawsze pokarzą malcowi, że nuda nie jest wcale taka zła. Po prostu nie można ich nie pokochać. To, co zadowla rodziców to oczywiście to, że z przygód niedźwiadków można naprawdę wiele się nauczyć, na przykład tego, że nawet w świecie dzieci zdarzają się konflikty i trzeba umieć je rozwiązać, nikt nie lubi bawić się sam, a starszych należy słuchać, ponieważ mają dużo większe doświadczenie niż nasz maluszek. To podstawowe prawdy i wartości, które warto wpajać do małych główek już od dziecka. Poza tym oczywiście obrazki. Przepiękne ukazanie stworków w ich przygodach zachwyca i przyciąga wzrok. Wydaje mi się, że ostatnio żadne wydawnictwo dla dzieci nie ilustruje książeczek tak wspaniale jak Skrzat. Zresztą, przekonajcie się o tym sami i zajrzyjcie do świata nudzimisów. Z niego po prosto nie chce się wychodzić! 


  W serii ukazały się już tytuły takie jak: "Nudzimisie", "Nudzimisie i przyjaciele", "Nudzimisie i przedszkolaki", "Szymek w krainie nudzimisiów" i wiele innych. Oczywiście czekamy na więcej!