środa, 25 listopada 2015

"Utopce"
Katarzyny Puzyńskiej


"Pomysłowość Katarzyny Puzyńskiej nie zna granic". I ja się z tym zgadzam. 

Są takie serie, do których aż chce się wracać i w moim odczuciu należy do nich własnie niesamowita seria Katarzyny Puzyńskiej, opisująca pracę policjantów z Lipowa oraz funkcjonowanie małej, zamkniętej społeczności. Z ogromną przyjemnością sięgnęłam więc po najnowszą powieść autorki  i znów przeniosłam się do konsekwentnie kreowanego przez nią świata. I wiecie co? Nigdy bym się o to nie posądziła, ale naprawdę coraz bardziej lubię kryminały społeczno-obyczajowe. A wszystko to dzięki kolejnej książce Puzyńskiej. 

Upalne lato tysiąc dziewięćset osiemdziesiątego czwartego roku na zawsze pozostanie w pamięci mieszkańców odciętej od świata wsi Utopce. To wtedy ofiarą krwiożerczego wampira padły dwie osoby. Wśród przepastnej puszczy pełnej leśnych duchów łatwo jest uwierzyć w działanie sił nadprzyrodzonych. Czy gwałtowna śmierć obu ofiar naprawdę jest dziełem upiora? A może to któryś z mieszkańców wsi miał swoje powody, żeby zabić?

Trzydzieści lat później sprawę rozwikłać muszi dobrze znany przez czytelników Daniel Podgórski, Emilia Strzałkowska i kontrowersyjna Klementyna Kopp. Jednak w pracy, jak to w pracy, nie da się oddzielać obowiązków od życia prywatnego, co utrudnia temu wyjątkowemu duetowi dotarcie do prawdy. Czy mimo nie łatwych do przeskoczenia niuansów uda im się w końcu odłożyć sprawy prywatne na bok i odkryć tożsamość mordercy? A może tylko obudzą przyczajonego przez lata wampira i nic nie będzie już w stanie powstrzymać nadchodzącego zła?


„Utopce” to piąty tom sagi kryminalnej o policjantach z Lipowa, w moim odczuciu najmroczniejsza, a Katarzyna Puzyńska to jedna z moich ulubionych autorek powieści kryminalnych. Tym razem postanowiła przenieść czytelnika miejsce pełne magii, tajemnic i leśnych duchów i całkiem nieźle udało jej się stworzyć owiany grozą i pełen strachu klimat. Czytając książkę wielokrotnie czułam ciarki na plecach. Mieszkańcy tytułowych Utopców to bowiem dość nietypowi ludzie. Wszyscy zdają się coś ukrywać, a na domiar złego chronią się wzajemnie,  by ich sekrety nigdy nie wyszły na jaw. No i w Utopcach jest też ktoś jeszcze, a mianowicie wampir, który trzydzieści lat temu ponoć zamordował dwoje ludzi. Zadaniem policjantów z Lipowa, jest rozwikłać zagadkę z przeszłości i uspokoić przejętych mieszkańców lokalnych miejscowości. Jednak nie jest to takie łatwe, bo mieszkańcy Utopców nie lubią obcych, a strach przed wampirem odbiera im mowę. Odkrycie prawdy nie będzie więc takie proste, również z powodu niezwykle temperamentnej Klementyny Kopp (która od razu zdobyła moją sympatię)... Chociaż właściwie, czy  śledztwo w wykonaniu policjantów z Lipowa kiedykolwiek było łatwe?

Puzyńska, kolejny już raz, kupiła mnie niesamowitym sposobem, w jaki bawi się z czytelnikiem i wodzi go za nos. Kiedy podczas lektury wydaje ci się, że już wiesz, kto zabił, okazuje się, że to jednak nie to, sprawy nabierają zupełnie innego obrotu, a na jaw wychodzą zupełnie nowe okoliczności. Kilkukrotnie, kiedy już zdawało mi się, że mam, że wiem, okazywało się, że... no nie do końca. Niesamowita płynność, z jakiej przychodzi autorce przeskakiwanie z płatka na płatek, wyraziste kreacje bohaterów i zaskakujące zwroty akcji, a tym razem także mroczny, trochę "nadprzyrodzony" klimat, sprawiają, że sympatycy tego gatunku na pewno nie będą zawiedzeni. Autorka konstruuje akcje w niesamowicie lekki sposób i kolejny już raz zastanawiam się, jak udaje jej się nie pogubić w tych wszystkich wątkach. W książce ciągle coś się dzieje, akcja nabiera prędkości i nie zwalnia ani na momencik, by w końcu bach!, wybuchnąć i zwalić czytelnika z nóg. 

Podsumowując, najnowsza opowieść o Lipowie łączy w sobie elementy klasycznego kryminału i powieści obyczajowej z rozbudowanym wątkiem psychologicznym. Ja porównałabym autorkę z Agathą Christie czy Hakanem Nesserem. "Utopce" są prawdziwą obietnicą mocnych wrażeń i ciarek na plecach, w której przepadniecie na dobre. Jestem zachwycona, a przede wszystkim czytelniczo usatysfakcjonowana. Podkreślę kolejny raz, że Puzyńska serwuje nam kryminały na iście światowym poziomie. 

Za egzemplarz recenzencki utworu dziękuję serdecznie wydawnictwu:


wtorek, 24 listopada 2015

"Sekretnik,
czyli przepis na szczęście" 


"Czego potrzeba, by spełniać swe marzenia? Pieniędzy? Szczęścia?  Odwagi, moja kochana. Przede wszystkim odwagi."

Willa? Lexus? Książę? A może po prostu dobra praca? Wszystko, o czym tylko marzysz, jest na wyciągnięcie twojej ręki,  a przynajmniej tak twierdzi Katarzyna Michalak w swoim "Sekretniku". W pierwszoosobowej narracji, w pewnie sposób odbywając rozmową z samą sobą, chce przekazać czytelniczkom, że wcale nie potrzebują czarodziejskiej różdżki, by spełnić swoje marzenia. Twierdzi, że wystarczy wyobraźnia i odwaga, żeby osiągnąć to, o czym marzy się przed snem. A pomaga jej w tym Patrycja, bohaterka "Poczekajki", wraz z którą autorka snuje monolog na temat szczęścia i spełniania marzeń. 

Nie mam pojęcia, ile wiecie o Katarzynie Michalak, ale "Sekretnik" z pewnością pozwoli Wam poznać drogę do sukcesu tej bestsellerowej pisaki. Była zwyczajną dziewczyną. Gnieździła się w maleńkiej kawalerce razem z małymi dziećmi i nienawidziła swojej pracy. Pewnego dnia, właściwie zupełnie nieoczekiwanie, stała się pisarką bestsellerów, kobietą sukcesu, a "Sekretnik" napisała w swoim wymarzonym domku pod lasem. Wiele z czytelniczek powie "Kopciuszek", takie rzeczy nie dzieją się w prawdziwym życiu. Autorka "Sekretnika" udowadnia, że wcale nie trzeba spotkać czarodziejskiej wróżki, żeby wywrócić swoje życie i osiągnąć spokój. I właśnie o tym jest "Sekretnik". Opowieścią o kobiecie, która z dnia na dzień osiągnęła sukces i chce się tym podzielić ze swoimi czytelniczkami. Próbuje też w pewien sposób pomóc im w spełnianiu swoich marzeń. Czy skutecznie? Żeby ocenić, powinnyście ocenić same... 

Jeśli chodzi o moja wrażenia po lekturze "Sekretnika", to na pewno urzekło mnie wydanie tej niewielkiej książeczki. Już na pierwszy rzut oka widać, że te małe cudeńko idealnie nadaje się do tego, by owinąć je w kolorowy papier i podarować komuś w Wigilijny wieczór. Piękne ilustracje, kredowy papier i dopracowana szata graficzna z pewnością przykuwają wzrok i sprawiają, że chce się tę książkę mieć na swojej półce.

A co, jeśli chodzi o treść? Chociaż nie przepadam za twórczością Katarzyny Michalak, to jest ona w moich oczach bardzo inspirującą osobą i z prawdziwym zapałem sięgnęłam po "Sekretnik", w którym opowiada o spełnianiu swoich marzeń. Jeśli myślę o tej książce w ten sposób, to jestem usatysfakcjonowana. To naprawdę piękna historia o tym, jak tracąc wiele (żeby nie rzecz: wszystko), można odbić się od ziemi i stać kimś. Jeśli natomiast miałabym spojrzeć na ten utwór przez pryzmat poradnika, to jeśli chodzi o formę, oczywiście nim on jest i nie mam wątpliwości, że nie jednej kobiecie pozwoli spełniać swoje marzenia i zmotywuje do zmian. Do mnie niestety, jako studentki psychologii,  rady Michalak nie trafiły (a już na pewno nie jej wersja psychoanalizy). Ale ja, przez to, że mam głowę pełną teorii, nie przepadam za "pseudo-psychologicznymi" poradnikami (zaznaczam to, żeby nie umniejszać tej książce). 

Nie mam jednak wątpliwości co do tego, że jeśli kiedykolwiek będę szukała pomysłu na prezent dla przyjaciółki, to wręczę jej właśnie "Sekretnik". To książka, która pozwala zatrzymać się nad samą sobą i popycha do zmian. Pozwala też zastanowić się, czy to, o czym marzymy naprawdę jest nam niezbędne do życia i popukać w głowę, że wcale nie mamy tak źle, jak na pierwszy rzut oka nam się wydaje. Może, zamiast gonić za niedoścignionym, lepiej rozejrzeć się dookoła i zacząć cieszyć z wspaniałych ludzi i rzeczy, które nas otaczają? Do tego "Sekretnik" naprawdę krzyczy, żeby wziąć go w ręce. Nie mogę przestać go oglądać, taka jest śliczny. Polecam go na gwiazdkowy prezent. 


Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję wydawnictwu:



poniedziałek, 23 listopada 2015

"Rozważna czy romantyczna"
Anny Karpińskiej


Wzruszająca opowieść o determinacji w dążeniu do szczęścia, które nie zawsze zależy od naszej woli. I o tym, że czasem warto zdać się na tak zwany przypadek. 

Akcja powieści rozpoczyna się dwa dni przed świętami Bożego Narodzenia. Natalia, redaktorka jednego z gdańskich wydawnictw, mama małego Krzysia zaczyna wreszcie układać sobie życie. Wszystko wskazuje na to, że już do grobowej deski spędzi je u boku ukochanego Bruna. Kiedy jednak Natalia przygotowuje się na randkę z Brunem i debatuje nad wyborem sukienki: "Czerwona czy czarna? Romantyczna czy klasyczna?", dzwoni Andrzej, mężczyzna niegdyś ważny w jej życiu i umawiają się na spotkanie. W czasie gdy umówieni mężczyźni wyraźnie się spóźniają, niedaleko domu Natalii dochodzi do groźnego wypadku, w którym ginie kierowca sportowego auta. Wszystko wskazuje na to, że może być to jeden z nich… Czy los ponownie odwróci się od Natalii, czy też uchroni ją od kolejnych nieszczęść?

Anna Karpińska to autorka, która ukończyła politologię na Uniwersytecie Wrocławskim, która w swoim życiu chwytała się już różnych zajęć: uczyła studentów, była dziennikarką, wydawaje książki, prowadzi firmę zajmującą się szkoleniami i wdrażaniem systemów jakości. Ma męża, trójkę dorosłych dzieci, synową, zięcia i wnuka. Na co dzień mieszka w Toruniu, ale weekendy spędza na wsi. Przynajmniej raz w roku podróżuje gdzieś dalej, by naładować akumulatory. Książki pisuje przy kuchennym stole. Jak sama mówi: „Nie żałuję niczego. Bez zdarzeń, ludzi, zajęć, wrażeń nie byłoby ani mnie, ani moich bohaterów”.

Choć po okładce zupełnie się tego nie spodziewałam, "Rozważna czy romantyczna?" to bardzo przyjemnie napisana opowieść o miłości, zdradzie, przyjaźni, rodzinie i walce o własne marzenia. Historia trochę pogubionej w życiu Natalii przypadła mi do gustu i sprawiła, że czytałam tę książkę z zaangażowaniem. Podobało mi się, że jest to utwór dość realistyczny, a przedstawiona przez autorkę historia z życia wzięta. Jeżeli rozejrzymy się dookoła, na pewno dojdziemy do wniosku, że mogłaby przytrafić się każdemu z nas, mało tego! Nawet nie mogłaby, bo każdy z nas ma czasem rodzinne problemy, uczucie pustki, osamotnienia. Wokół pełno zdrad i rodzinnych dramatów. I choć czasem robi nam się przykro, że tak właśnie jest, to nie ma co uciekać od rzeczywistości i warto czasem o niej poczytać.  

Jeśli chodzi o język, to poza uczuciem, że książka jest trochę rozdmuchana opisami, nie mam zastrzeżeń. Czyta się ją przyjemnie i lekko. Ciężko przyczepić się do mankamentów w kreacji bohaterów albo w fabule. "Rozważna czy romantyczna?" to przyjemna, babska książka, choć, ze względu na trudną tematykę, nie nazwałabym jej łatwą w odbiorze. Dość pomysłowym zabiegiem, o którym warto wspomnieć, jest wplecenie do historii Natalii motywu poprzedniej książki Anny Karpińskiej pt. „Chorwacka przystań”. Natalia znajduje ją w formie rękopisu w szufladzie zmarłej mamy i postanawia wydać. Zastanawiam się, czy to już kompozycja szkatułkowa, ale na pewno ciekawy zabieg. W dodatku wydarzenie to otwiera przed bohaterką nowe perspektywy, z czasem prowadząc nawet do Dubrownika. Nie spotkałam się jeszcze z czymś takim w żadnej książce. Czasem autorzy "wrzucają" do nowych tworów bohaterów, z którymi nie mogą się rozstać, ale pomysłem Anny Karpińskiej jestem wręcz oczarowana. 

Zastanawiacie się czasem, czy jesteście bardziej "Rozważne, czy romantyczne?" Jeśli nie, to może warto zacząć to robić, a świetnym startem na pewno będzie najnowsza powieść Anny Karpińskiej. To poruszająca książka o tym, że życie nie zawsze wygląda tak, jak byśmy chcieli i zaskakuje nas w najmniej oczekiwanych momentach. Płynie z niej też bardzo ciekawy morał: o szczęście trzeba czasem zawalczyć. 

Za egzemplarz recenzencki utworu dziękuję serdecznie wydawnictwu:


sobota, 14 listopada 2015

"Po prostu bądź" M.Witkiewicz
- recenzja


Są psychologowie, którzy twierdzą, że życie jest pasmem strat, a główną rolą człowieka jest wypracowanie sobie skutecznej strategii radzenia sobie z tymi stratami. I właśnie o tym w moim odczuciu jest ta opowieść. 

"Po prostu bądź" to jedna z tych książek, które zapadają czytelnikowi w pamięć i pozostają z nim nawet nie na długo, ale na zawsze. Choć to moje pierwsze literackie spotkanie z twórczością Magdaleny Witkiewicz, to jestem oczarowana jej twórczością i od razu chcę więcej. Chociaż może nie! Po tej książce nie mam ochoty czytać żadnej innej, nie chcę się od niej odrywać. Gdyby to było możliwe, to chciałabym przeżywać ją w kółko i w kółko, a potem jeszcze raz. "Po prostu bądź" to prawdziwy rollercoaster emocjonalny. Wciąga w swój świat i za nic w świecie nie chce wypuścić. A na dodatek nie jeden raz podczas lektury wyciśnie z Was łzy... Jeżeli więc szukacie pięknej, a za razem do bólu prawdziwej historii o miłości, to trafiliście idealnie. To powieść właśnie dla Was.

Pola to młoda dziewczyna, której rodzice, niestety, mieli wobec niej inne plany, niż ona sama. Z racji tego, że Pola to ich najmłodsza, a do tego nieplanowana córka, postanowili, że dziewczyna zostanie z nimi na wsi i będzie pomagała w gospodarstwie. Nie chcieli, by uczyła się w liceum, bo po co komu wykształcenie? Do pracy w gospodarstwie wystarczy zawodówka. Pola miała szybko wyjść za mąż i zbyt wiele nie protestować. Kandydat już nawet był,  oczywiście wybrany przez rodziców, więc Pola miała tylko powiedzieć sakramentalne tak.  Jej rodzice nie przewidzieli tylko jednego, a mianowicie tego, że Pola to mądra i ambitna dziewczyna, która będzie miała odwagę sprzeciwić się ich planowi i wyjechać na studia, żeby zawalczyć o lepszą przyszłość...

"W życiu nie ma GPSa, który w momencie, gdy obierzesz niewłaściwą drogę, powie nam: "Zawróć, gdy to tylko możliwe"."

Pola dostaje się na architekturę i zostaje sama. Może tak nie zupełnie, bo jest u jej boku przyjaciel, ale musi liczyć sama na siebie. Jest rozdarta między pracą a studiami i właściwie powoli traci nadzieję na to, że kiedykolwiek zazna miłości. Jej życie zmienia się jednak, gdy poznaje Aleksandra, jednego ze swoich wykładowców. Choć wydaje się to dość mało prawdobodobne, uczucie które rodzi łączy tych dwoje, w końcu przeradza się w prawdziwą miłość. Stają się nierozłączni. Jednak los, jak to zwykle w życiu bywa, ma wobec nich zupełnie mam inne plany. W jednej chwili odbiera Paulinie to co najcenniejsze i dziewczyna znowu zostaje sama. W dodatku w jeszcze bardziej podłej sytuacji, nich dotychczas. Pogrążona w rozpaczy, nie wie jak dalej żyć. Jednak jest przy niej ktoś, kto obiecał że się nią zaopiekuje. Bliski przyjaciel, z którym Paulina zawiera pewien pakt...

"Po prostu bądź" to smutna, osadzona w rzeczywistości i pełna bólu, ale jednak bajka. Mam spory problem z tym, jak mówić o tej książce. Z jednej strony jest tak piękna i wzruszająca, że aż boli serce, a z drugiej tak nieprawdopodobnie romantyczna... Przygotowując się do pisania recenzji nie mogłam się zdecydować, którym z tych dwóch sformułowań powinnam ją nazywać, ale dzięki temu rozdarciu doszłam do ciekawego wniosku. Właśnie w tej sprzeczności tkwi magia tej książki. Autorka rzuca bohaterami i czytelnikiem ze skrajności w skrajności. Od smutku do euforii i tak ciągle. Nie wiem, czy kiedykolwiek czytałam książkę aż tak bardzo oddziałującą na emocje, jak ta, ale wiem jedno: jestem oczarowana. 

Napisałam na początku, że "Po prostu bądź" to opowieść o radzeniu sobie ze stratami, więc śmiało mogę powiedzieć jest to po prostu książka życiu. Nie przerysowanym, nie wyjaskrawionym, ale własnie takim, jakie ono jest. Nieraz wesołym, a nieraz smutnym. Pola to taka każda z nas, dziewczyna jak wszystkie inne. Nie jest księżniczką i choć spotyka księcia w lśniącej zbroi, to jej życie nie przypomina bajki nawet za grosz. Wręcz przeciwnie. Jest ono pełne tragedii i traum, a do niej należy radzenie sobie z nimi, choć nie jest łatwo. A właściwie to chyba bardziej poprawnie byłoby stwierdzić, że jest po prostu fatalnie. Pola traci wszystkich i ciągle musi układać sobie wszystko od nowa. Ale czyje życie własnie takie nie jest? "Po prostu bądź" jest historią do bólu prawdziwą i chyba właśnie to jest w niej najpiękniejsze. Czytając ją czytamy o swojej codzienności. O swoich problemach, o podobnym postrzeganiu świata, o miejscach, w których bywamy na co dzień (może nie wszyscy, bo miejscem fabuły jest Gdańsk, a ze mnie tymczasowo gdańszczanka). Każdy znajdzie w niej coś dla siebie, jestem pewna! Uwielbiam też w tym utworze to, że mimo wszystkich tych nieszczęść w życiu Poli po burzy wychodzi w końcu słońce. To książka pełna nadziei na to, że i w naszych życiach wszystko może dobrze się skończyć. Wystarczy tylko cierpliwie poczekać...

"Po prostu bądź" to powieść napisana naprawdę porządnie. Zarówno fabuła jak i bohaterowie są dopracowani w najmniejszym nawet szczególe. (Osobiście zachwycam się ukazywaniem przez autorkę stanów emocjonalnych Poli.) Nie ma tu żadnej przypadkowości, wszystko jest starannie dopracowane. Widać, że autorka włożyła w tę powieść dużo solidnej pracy. Język jest prosty i przyjemny w odbiorze, nie ma w nim niepotrzebnego patosu, nawet podczas mówienia o sprawach trudnych i bolesnych. Dialogi równoważą się z opisami idealnie. Zachwyca też jej wiarygodność.


Stawiam "Po prostu bądź" w hierarchii swoich ulubionych na wysokości ubóstwianego przeze mnie autora, Nicholasa Sparksa. Z tym, że jego opowieści to bajki, a ta, choć też romantyczna i piękna, jest też do bólu prawdziwa... Nie mogę ochłonąć po przeczytaniu tej książki.

Ebook "Po prostu bądź" możecie nabyć pod linkiem: Woblink, Po prostu bądź, do czego gorąco Was zachęcam, a za możliwość przeczytania tej książki dziękuję serdecznie: 



wtorek, 3 listopada 2015

Zanim będzie za późno, 
Lauren Frankel - recenzja


"Dziecko może chwilowo zawiesić przeżywanie żałoby, ale to nie znaczy, że już sobie z nią poradziło. Zawsze tam była, tuż pod powierzchnią, w każdej chwili mogła wypłynąć."

Pod adresem trzynastoletniej Callie pada oskarżenie o agresywne zachowanie i znieważenie nauczycielki. Doskonale znająca łagodne usposobienie przysposobionej córki, jej opiekunka prawna, Rebecca jest przekonana o jej niewinności. Dzięki sprawnej interwencji Rebeki Callie zostaje więc oczyszczona z podejrzeń, ale koleżanka, która ją oskarżyła, zaczyna przysyłać wiadomości z pogróżkami o coraz bardziej rozpaczliwej treści. W dodatku zostawia je w bardzo ważnych dla dziewczynki miejscu. Widząc co się dzieje Rebecca postanawia interweniować. Próbując pomóc niezrównoważonej dziewczynie dzwoni do jej matki i rozmawia z pedagogami. Wszystkie te wydarzenia sprawiają, że Rebbeca wspomina także własne nastoletnie dramaty i przyjaźnie. Wraca pamięcią do czasów, których nie chce pamiętać. Przypomina sobie, jak w czasach jej młodości brak zrozumienia wobec najbliższych doprowadził do tragedii i postanawia uczynić wszystko, aby historia, w którą wplątana jest Callie zakończyła się inaczej. 

Jednak nie będzie to proste. Rebecca nie wie wszystkiego, nie rozumie, kto jest prawdziwą ofiarą, i nie zdaje sobie sprawy, w jak wielkim niebezpieczeństwie znalazła się Callie.


"Zanim będzie za późno" to oddziałująca na wyobraźnię opowieść o intensywnych emocjach wieku dojrzewania, który zdecydowanie należy do najtrudniejszych w życiu człowieka i o relacjach między światem nastolatki-dorośli. Chociaż Rebbeca bardzo stara się pomóc Callie, nie wiedząc o niej wszystkiego jedynie gmatwa się w swoich działaniach i momentami odczuwa bezradność. Czy nie jest to aż nader popularne zjawisko występujące we współczesnych rodzinach? Autorka, miejscami trochę brutalnie, konfrontuje czytelników ze złożoną naturą dojrzewającej młodzieży, którą czasem bardzo ciężko zrozumieć. Wskazuje na obecne w życiu adolescentów problemy ze swoją tożsamością i rozprawia o okrucieństwie, nie obcym żadnemu z nas. Ukazuje, że żądny poklasku, pozbawiony kontroli człowiek zdolny jest do wszystkiego i bardzo łatwo staje się bezkarny, co w wypadku tej książki spotkało kilka młodych dziewczynek. Frankel pisze też o tym, jak łatwo z roli kata przejść do roli ofiary i wskazuje na nieprzewidywalność losu. "Zanim będzie za późno" to odważne spojrzenie na najgorsze ludzkie instynkty, które oddalają nas nie tyle od bliskich, co od siebie samych. Przecież przed sobą samym nie można grać. Ale czy na pewno? Czy wyrzekanie się swojej  tożsamości przed sobą samym nie byłoby czasem wybawieniem? 

Debiutancka powieść Lauren Frankel przypadła mi do gustu głównie ze względu na pogłębioną analizę psychologiczną bohaterów i problematykę, chociaż mam wrażenie, że przez dominujące w utworze, związane z tym opisy, aż za bardzo spowolniły akcję. Zabrakło mi w niej dynamizujących opowieść dialogów i częstszego ukazywania bohaterów w działaniu, ale oczywiście rozumiem, że autorka miała na ten utwór właśnie taki, nie inny zamysł. Gusta są różne, mnie to nie zachwyciło, ale dzięki temu Frankel mogła w pełni ukazać nam motywy bohaterów. Ciekawym zabiegiem były w utworze na pewno dość częste retrospekcje,w  których Rebecca wracała do swojej młodości i swoich problemów z tamtego okresu. Dzięki temu czytelnik może w pełni zrozumieć dlaczego zarówno Rebecca, jak i Callie są jakie są. Może też uświadomić sobie to, jak trauma z przeszłości wpływa na ich aktualne zachowanie. Bardzo dobrze wykorzystany zabieg. 

Przyznam, że jeśli chodzi o wybór tej lektury podziałało na mnie hasło "Kobieca strona thrillera" i nie mogłam oprzeć się usilnej chęci poznania losów Callie i Rebeki. Jak napisałam już wcześniej, nie zawiodłam się. "Zanim będzie za późno" to bardzo wiarygodny utwór podejmujący temat, który w taki, czy inny sposób dotyka każdego z nas. Może nie wszyscy jesteśmy rodzicami, ale każdy z nas na pewno był nastolatkiem. W moim odczuciu warto przeczytać tę książkę. Na pewno jest to opowieść z morałem, z której można wyciągnąć wiele przydatnych związków. Lepiej przecież wznieść fałszywy alarm, niż czekać, aż będzie za późno, prawda?

Za egzemplarz utworu dziękuję serdecznie wydawnictwu: