piątek, 29 stycznia 2016

"Dziewczyna z kabaretu"
Manuli Kalickiej


Bardzo pozytywna książka o bardzo nie pozytywnych czasach. Pierwszy raz zetknęłam się z powieścią rozgrywającą się w czasach II wojny światowej, która wywołała uśmiech na mojej twarzy.

„Dziewczyna z kabaretu” to wydane pod nowym tytułem wznowienie powieści Manuli Kalickiej „Rembrandt, wojna i dziewczyna z kabaretu”.

Irenka Górecka to młoda tancerka z kabaretu, której przyszło żyć w "mało przyjemnych" czasach. Gdy bowiem zaczyna się wojna, Irenka jest gotowa uciec z bombardowanej stolicy, w czym towarzyszy jej sąsiad Witold Kiersnowski i jego szofer. Kiersnowski, urzędnik jednego z ministerstw, wywozi ze sobą z Warszawy bardzo cenny obraz, autoportret Rembrandta, który ma zostać bezpiecznie dowieziony aż do Szwajcarii. Niestety, w czasie drogi Kiersnowski i szofer giną, a Irenka zostaje sama z Rembrandtem i ich samochodem. W dodatku przy drodze znajduje małego żydowskiego chłopca, który stracił matkę, a którym nikt nie chce się zaopiekować. Kobieta, choć niechętnie, bierze go w końcu pod swoje skrzydła, pomimo bolesnej świadomości, że od tej chwili grozi jej podwójne niebezpieczeństwo: związane zarówno z ukrywaniem Rembrandta, jak i żydowskiego dziecka... A w dodatku na jej trop wpadają niemieccy koneserzy sztuki! 

Muszę przyznać, że Manula Kalicka zaskoczyła mnie swoim podejściem do tematyki II wojny światowej. Autorzy takich powieści przyzwyczaili nas do bestialstwa, okrucieństwa, smutku, biedy i patosu (i nie miejmy im tego za złe, tak przecież było, wojna była okrutna), a tu proszę, trafia do czytelników książka zupełnie innego pokroju. Choć jej tematyka zdecydowanie nie jest pozytywna, to Manula Kalicka stworzyła lekką i momentami trochę nawet zabawną powieść, której lektura była dla mnie prawdziwą przyjemnością. Do tej pory zastanawiam się, jak to w ogóle możliwe, ale tak to chyba jest, gdy autor postanawia przełamać w swojej książce utarte schematy i stworzyć coś nowego. Nie dość, że polubiłam wykreowanych przez autorkę bohaterów (a szczególnie pewną zakochaną w sobie parę), to fabuła naprawdę mnie wciągnęła. Nawet pomimo momentami nudzącego braku dynamizmu w fabule. 

Jeśli chodzi o język utworu, to nie sposób nie zwrócić uwagi na fakt, że jest on napisany pięknie wystylizowaną prozą, która dodaje tej książce uroku. Choć na początku bałam się, że właśnie z tego powodu ciężko będzie mi przez "Dziewczynę z kabaretu" przebrnąć, nic bardziej mylnego. Już od pierwszych stron widać (i czuć), że autorka naprawdę przygotowała się do pisania tej książki i poza wciągającą fabułą przypominającą gonitwę kotka i myszki, dostaniemy też garść informacji o tym, jak kiedyś się żyło. Osobiście bardzo mi to odpowiada i właśnie z tego powodu jestem w stanie wybaczyć tej książce brak dynamizmu, o którym wcześniej wspomniałam. Była to jedna z książek, której nie byłam w stanie pochłonąć w jeden czy nawet dwa dni, a ostatnio fakt ten nie zdarza mi się... prawie wcale. I mam wrażenie, że nie chodzi tu o objętość. 

Podsumowując, "Dziewczyna z kabaretu" to przyjemna książka o nieco zwariowanych losach Irenki i wielu innych bohaterów, które losy splecione są z obrazem Rembranta. Wciągnęła mnie fabuła, oczarował język. Na pewno nie jest to książka, o której zapomni się zaraz po lekturze. Autorka potrafi pobudzić wyobraźnię czytelnika. Zachęcam do przeczytania wszystkich, którzy chcieliby poznać dość nietypową historię osadzoną w czasach II wojny światowej. 

Za egzemplarz recenzencki utworu dziękuję serdecznie wydawnictwu: 


4 komentarze: