poniedziałek, 18 stycznia 2016

"Pozytywka"
Agnieszki Lis 


"Gdy cichną weselne dzwony, nadchodzi proza życia." Nie każda kobieca książka musi opowiadać o szczęśliwej miłości. Czasem warto przeczytać właśnie taką, która traktuje o czym innym. Choćby dla zachowania równowagi psychicznej - w życiu przecież nie wszystko jest "cukierkowe". 

Monika to dziewczyna ze wsi, którą poznajemy w dniu wielkiego, hucznego ślubu. Jej rodzice co prawda mocno się zadłużyli, żeby wyprawić jej głośne na całą okolicę weselisko, ale w końcu nie każda z wiejskich panien może pochwalić się wielkomiejskim narzeczonym. I to nie byle jakim, bo na wysokim stanowisku, z klasą i wielką willą na warszawskim Żoliborzu! Monika chętnie wkracza w to nowe życie w otoczeniu kwiatów i wielkiej białej sukni, ale szybko orientuje się, że pozory mylą, a ludzie, którymi niegdyś się zachwycała, okazują się być chłodni w okazywaniu uczuć. Również Warszawa, pomimo tego, że rozkłada przed Moniką wachlarz zawodowych możliwości, w pewien sposób skazuje ją na samotność i brak przyjaciół. Idealny Robert nagle przestaje być wzorowym mężem i Monika orientuje się, że w pewnym momencie wspólnego życia łączy ich już tylko jedno: marzenie o dziecku. Podekscytowana ujawnia więc rodzinie pozytywny wynik testu ciążowego, ale życie, jak to życie, nie pozwoli Monice długo cieszyć się tym szczęściem... 

Sięgnęłam po "Pozytywkę" z trzech powodów. Pierwszy był taki, że potrzebowałam odskoczni od nauki, która pochłania mi teraz większość czasu, drugi, że chciałam oderwać się od słodkich, cukierkowych historii od miłości, a trzeci: przyciągnęła mnie niezwykle subtelna okładka. Podczas lektury zaspokoiłam każdą z potrzeb, która sprowokowała mnie do rozpoczęcia lektury. 

Historia, którą opisała w "Pozytywce" Agnieszka Lis, znacząco odbiega od kanonu książek, którym przykleja się etykietkę "literatura kobieca". Nie dość, że przedstawiona przez nią historia nie ma nic wspólnego z opowieścią o wielkiej miłości, to jeszcze autorka świetnie oddaje otaczającą nas rzeczywistość. Spójrzmy prawdzie w oczy: czy po szarych, asfaltowych ulicach za naszymi oknami chadzają książęta albo galopują białe konie, a miłość zawsze trwa do grobowej deski? Chyba nie do końca. Tak też przedstawia życie Agnieszka Lis. 

Opisane przez nią małżeństwo nie jest zbudowane na fundamencie miłości, mieszkający ze sobą ludzie nie potrafią ze sobą rozmawiać, a dominującym stylem komunikacji okazuje się być aleksytymia. Autorka w sugestywny sposób oddała esencję funkcjonowania wielu z nas: niby-bliscy, a jednak tak bardzo oddaleni, niby otoczeniu ludźmi, a jednak samotni, niby-kochający, a jednak skoncentrowani tylko na siebie, niby-nieczujący i twardzi, a jednak głęboko poranieni. Taka jest właśnie rzeczywistość człowieka żyjącego w XXI wieku, taki jest przedstawiony w "Pozytywce" świat. I to właśnie dzięki temu jest ona w moich oczach utworem wyjątkowym: nie tylko prowokuje do zatrzymania się i zastanowienia nad swoim postępowaniem, ale mam wrażenie, że wręcz popycha do zmian wypisując w głowie czytelniczki wielkimi literami: NAPRAWDĘ CHCESZ BYĆ TAKA JAK ONI? CHCESZ, ŻEBY WŁAŚNIE TAKIE BYŁO TWOJE ŻYCIE? 

Jeśli chodzi o stronę językową utworu... Bez wątpienia największym atutem utworu jest kreacja głównej bohaterki i opisy jej stanów psychicznych. Autorka przedstawia nam sposób myślenia i odczuwania, zarówno Moniki, jak i pobocznych bohaterów, w sposób bardzo szczegółowy, aczkolwiek suchy i pozbawiony emocji. Styl pisania jest w "Pozytywce" dostosowany do opisywanej samotności i pustki, przez co książka ta ma unikatowy wydźwięk. Brawo dla autorki za ten zabieg!  

Jeśli miałabym wskazać na słabe strony tej pozycji, to wydaje mi się, że nie tylko przez wzgląd na bardzo problematyczną tematykę "Pozytywka" nie jest książką dla wszystkich, ale przez bardzo powolną i pełną opisów akcję też. Choć w utworze dużo się dzieje, przewaga opisów sprawia, że ciężko przeczytać tę książkę na raz. Z pewnością wybór takiej narracji ma swoje uzasadnienie w fakcie, że Agnieszka :is skupiła się na kreacji profilu charakterologicznego głównej bohaterki i jeśli spojrzymy na przewagę opisów pod tym względem, to się nie zawiedziemy. Nie mniej jednak, trochę zabrakło mi w "Pozytywce" dynamizmu. 

Podsumowując, "Pozytywka" to problematyczna i do bólu rzeczywista książka o tym, że miłość nie zawsze bywa szczęśliwa, a związki nie koniecznie muszą być udane. Autorka bardzo szczegółowo opisuje myśli i zachowania samotnej i skrzywdzonej bohaterki, a także jej drogę do osiągania szczęścia i wspinanie się po drabinie sukcesów zawodowych. Tylko czy jest na tym świecie choć jedna rzecz, którą możemy zagłuszyć brak miłości? 

Za egzemplarz recenzencki utworu dziękuję serdecznie wydawnictwu: 



7 komentarzy:

  1. Generalnie nie przepadam za książkami pozbawionymi jakiejkolwiek dynamiki, ale może w przypadku "Pozytywki" zrobię wyjątek.

    OdpowiedzUsuń
  2. Okładka jest niesamowicie nastrojowa ! <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, jest śliczna! Chce się tę książkę od razu wziąć do ręki :)

      Usuń
  3. Zaciekawiłaś mnie tą książką, a myślałam, że to całkiem inna historia. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A tu takie zaskoczenie! Ja spodziewałam się czegoś problematycznego :)

      Usuń
  4. Zainteresowała mnie ta książka i mam ją w planach :)

    OdpowiedzUsuń