środa, 17 lutego 2016

"Niewypowiedziane słowa"
Agata Kołakowska


Małe dzieci wierzą, że jeśli zamkną oczy, inni ludzie pomyślą, że ich nie ma. To, że one nie widzą,ma sprawić, że nie będą widoczne. Czy tak samo jest ze słowami? Czy jeśli nie powiemy czegoś na głos, to znaczy, że tego nie ma? 

Łucja i Andrzej Szulc wiodą spokojne, poukładane życie.Są małżeństwem już od kilku lat i obojgu wydaje się, że są względnie szczęśliwi. Łucja jest okulistką, pracuje w szpitalu, a Andrzej prowadzi rodzinną aptekę ojca żony. Ona jest wychuchaną przez rodziców jedynaczka, a on od zawsze żyje w cieniu młodszego brata. Łucja interesuje się malarstwem i pasjonuje muzyką klasyczną, której on nie cierpi. Andrzej przepada za filmami science-fiction, których ona nie uznaje. Choć żyją ze sobą, każde ma swój własny świat i problemy, o których nie mówi temu drugiemu. Patrząc na ich relację można postawić sobie pytanie: czy to już związek, czy jeszcze samotność we dwoje? 

Z kolei Hanna i Mariusz żyją w niesformalizowanym związku. Ona jest pedagogiem szkolnym i świetnie sprawdza się w pracy z młodzieżą, a on muzykiem, gra w orkiestrze na instrumentach perkusyjnych. Hanka lubi pomagać, ma duszę społecznika, stawia potrzeby innych nad swoimi, bo przez całe życie czuła się jak zastępcze dziecko po zmarłej siostrze. Jej rodzice nigdy nie pogodzili się ze stratą pierwszej córki, co znacząco wpłynęło na wychowanie Hanki. Mariusz natomiast nie ma takich problemów. Był i jest oczkiem w głowie nadopiekuńczej matki, która do tej pory czuwa przy jego łóżku, gdy jest chory i przynosi mu obiady. To taki wieczny kawaler owładnięty pasją do muzyki, trochę oderwany od rzeczywistości i omamiony potrzebą społecznego uznania.

Życie tych dwóch par toczy się przewidywalnie i spokojnie. I z pewnością byłoby tak dalej, gdyby los nie skrzyżował ich dróg. Hanna przypadkowo wstępuje bowiem do apteki prowadzonej przez Andrzeja. Mariusz natomiast zagaduje Łucję w muzeum sztuki. Nowe, ukrywane przed "drugimi połówkami" znajomości przeradzają się w fascynacje, a potem jeszcze w coś więcej. Rozpoczyna się poufna gra, w wyniku której każdy z tej czwórki poważnie zastanowi się nad swoim związkiem, a także dowie czegoś o sobie samym. Tylko czy to, co im się przytrafia, to jedynie próba na wierność, czy może szansa na lepsze, szczęśliwsze życie? I wreszcie, czy niewypowiedziane słowa mogą wpłynąć na ich życie i związki?

"Niewypowiedziane słowa" to moje kolejne już spotkanie z autorką i muszę przyznać, że było to spotkanie bardzo udane. Chociaż przedstawiona w utworze historia na pozór wydaje się być prosta i całkiem zwyczajna, "Niewypowiedziane słowa" na pewno takie nie są. Kołakowska zaskoczyła mnie porządnym nakreśleniem rysów psychologicznych każdej z postaci i choć na początku utworu jej skrupulatność i mnogość wątków działała mi na nerwy, szybko się to zmieniło. Z każdą kolejną stroną coraz bardziej wchodziłam w świat każdej z postaci, zagłębiałam się w jej emocje, losy i przeszłość. W pewnym momencie zaczęłam łapać się na tym, że wydawało mi się, że czytam o ludziach, których dobrze znam. Na przykład czwórce sąsiadów żyjących w położonym nieopodal miasteczku, którzy pojedynczo opowiadają mi swoja historię. A żaden z nich nie jest idealny i ma swoje za uszami. Rzadko trafiają w moje ręce tak dobrze napisane od strony psychologicznej utwory polskich autorów. Kreacje bohaterów to w moim odczuciu główny atut tej powieści.

"Niewypowiedziane słowa" to z jednej strony utwór zwyczajny, opowiadający o codziennych problemach, z którymi zmaga się większość chodzących po tym świecie małżeństw, ale z drugiej strony własnie tą zwykłością prowokujący do przemyśleń. Nie ma w nim przesady, scen pełnych uniesień czy pikantnych szczegółów. Autorka ukazuje czytelnikowi życie dokładnie takie, jakim jest: pełne problemów, wątpliwości, rutyny i znudzenia. To właśnie dzięki temu spodobała mi się ta książka. Z obserwacji normalnego, nudnego życia ludzi dookoła, czy swojego, można wyciągnąć najlepsze i najbardziej trafne wnioski. I to właśnie możne podczas lektury tej książki zrobić czytelnik: zastanowić się nad tym, czy nie w rutynie i przyzwyczajeniu tkwi prawdziwy sekret szczęścia. Uniesienia, choć piękne, bywają przecież wyjątkowo ulotne... 

Jeśli chodzi o styl utworu, to język, którym posługuje się autorka jest prosty oraz potoczny. Nie znajdziemy tu barwnych opisów czy scen pełnych gwałtownych emocji, ale wydaje mi się, że jest to zabieg celowy. Autorka chyba umyślnie dostosowała język utworu do jego treści, przez co książka jest spójna i czyta się ją płynnie. Nie męczy. 

Podsumowując, jeśli szukacie naprawdę porządnie napisanej powieści kobiecej, która nie tylko porusza ważne społecznie tematy (zdrad bowiem jest wokół nas coraz więcej), ale też sprowokuje was do myślenia, polecam wam "Niewypowiedziane słowa". Spodobała mi się ta książka. Spodobała mi się w swojej prostocie i wiernym oddaniu przez autorkę rzeczywistości. Dobrze jest przeczytać czasem coś o sobie samym: takim zwykłym, szarym człowieku. 

Za egzemplarz recenzencki utworu dziękuję serdecznie wydawnictwu: 




2 komentarze:

  1. Bardzo lubię powieści Pani Kołakowskiej, więc i tę mam w planach przeczytać.

    OdpowiedzUsuń
  2. Brzmi jak typowy przykład literatury kobiecej, więc póki co nie wiem, czy zdecyduję się na jej lekturę. Nie przekreślam jej jednak w perspektywie czasu, bo kto wie, może się skuszę? :)

    Pozdrawiam,
    http://faaantasyworld.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń