wtorek, 5 kwietnia 2016

"I tu jest bies pogrzebany" - Karina Bonowicz 


Powiem tak: uśmiałam się jak mało kiedy. Czarny humor w najlepszy wydaniu! Jak się okazuje, można stworzyć prześmieszną komedię, nawet wtedy, gdy akcję osadzi się w... zakładzie pogrzebowym. 

Edward to pisarz nieudacznik, który tworzy pikantne romanse dla kur domowych i marzy o osobistej psychofance. Niestety, kiedy wpada w literacki szał, całą swoją "miłosną energię" przelewa na papier, bardzo zaniedbując tym samym, nierozumiejącą jego procesu twórczego, żonę Marię. W związku z tym Maria panicznie boi się, że na starość nie będzie miał jej kto podać szklanki wody, nie mówiąc już o szklance, za pomocą której będzie mogła odrysować sobie brwi. W końcu jest już po trzydziestce, a to oznacza tylko jedno: starość jest już tuż tuż. Ojciec Marii, Eugeniusz, to właściciel zakładu pogrzebowego, skarżący się, że przez kryzys w branży będzie musiał pochować sam siebie. Nie dość, że praca jest dla niego całym życiem (jakkolwiek dziwacznie w tej sytuacji to nie brzmi), to musi jeszcze walczyć z czyhającą na jego wpadki konkurencją! Jego córka Nina, która pomaga w prowadzeniu zakładu, nie tylko zna całą encyklopedię chorób, ale jest w stanie napisać ją od początku, co weryfikuje podczas codziennych wizyt u swojego lekarza Jakuba. Za każdym razem, gdy ktoś umiera, Nina pędzi przebadać się pod kątem tej dolegliwości. W związku z tym Jakub zna ją dosłownie na wylot. Nie zmienia to jednak faktu, że nie pamięta, kiedy ostatni raz spał, nie mówiąc już o tym, kiedy spał z kimkolwiek. Cała piątka – chcąc nie chcąc – będzie musiała zacieśnić więzi, a wszystko przez kryzys w branży funeralnej…. Bo jak na złość, w całym mieście nikt nie chce umierać! 

„I tu jest bies pogrzebany” to niezwykła, zabawna i groteskowa opowieść, która niesamowicie mnie wciągnęła i to już od pierwszych stron! Przyznam, że nigdy nie myślałam, że można stworzyć komedię, w której akcja kręci się wokół śmierci, ale Karina Bonowicz zrobiła to naprawdę wspaniale. Utwór pełen jest barwnych, nieprzeciętnych osobowości. Już sama myśl o bohaterach sprawia, że chce mi się chichotać pod nosem. Mamy tu ogrom przezabawnych i absurdalnych wydarzeń (pomijając jazdę karawanem, bo na tle całej fabuły to jeszcze względnie mieści się w normie), które autorka opisuje z punktu widzenia wielu postaci. Mamy dzięki temu ogląd na to, jak różnie można postrzegać tę samą rzeczywistość. A wszystko zależy oczywiście od kontekstu. 


Jednak największym atutem tej książki, bez wątpienia, jest język. Czytałam "I tu jest bies pogrzebany" na uczelni i musiałam mocno się hamować z parskaniem śmiechem, żeby nie wyjść na wariatkę (co w skrzydle psychologii w sumie raczej nikogo by nie zdziwiło, ale jednak...). To utwór napisany niezwykle lekko, płynnie i wręcz przesycony komizmem słownym. Czytanie tej książki, choć o dość funeralnej tematyce, to prawdziwa przyjemność. Autorka sprawnie modyfikuje znane powiedzonka i raczy nimi czytelnika. Jestem pod wrażeniem, że żartując ze śmierci można stworzyć tak smaczny i śmieszny utwór.  Tylko okładka wydaje mi się być jakaś taka mało zachęcająca... No ale nie może być idealnie! 

"I tu jest bies pogrzebany" z pewnością rozbawi nie jednego ponuraka. Sięgając po tę książkę miałam nadzieję na dobrą zabawę i jestem w pełni usatysfakcjonowana. Jak się okazuje, ze wszystkiego można pożartować i wszystko oswoić. Nawet śmierć, której tak spragnieni są główni bohaterowie. Moja ocena: 5/5


Za możliwość przeczytania utworu dziękuję platformie woblink.com I wy możecie nabyć tam swój ebook! 


9 komentarzy:

  1. Uwielbiam czarne komedie, chociaż zdecydowanie za rzadko po nie sięgam. Ja się uśmiechnęłam już podczas czytania pozycji, a podejrzewam że lektura rozśmieszyłaby mnie do łez. Chętnie przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zachęcam, to książka naprawdę warta uwagi. Jest wyjątkowa i mega śmieszna :)

      Usuń
  2. Czytałam i naprawdę wyśmienicie się bawiłam :). Genialna książka.

    OdpowiedzUsuń
  3. Już od dawna chcę i poluję wytrwale :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Słyszałam już o niej i miałam nadzieję, że uda mi się ją w marcu dostać na którąś z okazji, a że się nie udało, to trzeba samemu zapolować! ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. No tak, jak się nie ma, co się lubi... :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Myślę, że prędzej czy później się na nią skuszę ;) Pozdrawiam Pośredniczka

    OdpowiedzUsuń