czwartek, 7 kwietnia 2016

"Primabalerina" - Dorota Gąsiorowska



"Ludzie zazwyczaj chcieliby mieć wszystko od razu. Nie potrafią zrozumieć, że pewne sprawy mogą zaistnieć dopiero wtedy, kiedy inne ustąpią im miejsca." 


Bardzo lubię książki i prozę Doroty Gąsiorowskiej. Są to niezwykłe utwory pełne ciepła i pozytywnych emocji, dlatego po "Obietnicy Łucji" i "Marzeniu Łucji" z ogromnym zapałem zabrałam się za lekturę "Primabaleriny". Podobnie, jak poprzednie, jest to wzruszająca i piękna książka, ale na pewno najmniej rzeczywista i najbardziej bajkowa ze wszystkich dotychczas publikowanych utworów autorki. Czy to dobrze, czy źle - zależy od gustów. Mi "Primabalerina" się spodobała, a dlaczego tłumaczę poniżej. 

Mówi się, że każdy nowy dzień daje szansę na zmiany i coś w tym jest. Kiedy zapracowana Nina poznaje życzliwą staruszkę, Irmę, szybko rodzi się miedzy nimi nić sympatii. Zupełnie nieoczekiwanie dziewczyna dostaje od niej wyjątkowy dar - klucze do starej, lwowskiej kamienicy. Mimo oporów Nina jedzie do Lwowa, ale kiedy staje przed bramą budynku, nie ma bladego pojęcia o tym, że kryje się za nią tajemnica. Historia słynnej primabaleriny prowadzi ją śladem rodzinnych sekretów, a kresowy Lwów staje się coraz bliższy sercu. Okazuje się, że uciekająca w pracę Nina może tu odnaleźć klucze do własnej przeszłości. Ale przyszłość też nigdy nie jest taka, jak się spodziewamy. Kiedy Nina przypadkowo spotyka jednego z mieszkańców kamienicy, Michaiła, oboje czują, że zaczyna łączyć ich coś szczególnego. Ale czy w powodzi emocji dziewczyna rozpozna to jedno jedyne prawdziwe uczucie? Czy zdoła zawalczyć o szczęście, które czasem bywa kruche jak porcelanowa figurka baletnicy?

"Primabalerina" to historia, której fabuła kręci się wokół motywu baletu i pewnej związanej z nim rodziny, w losy której Nina, niespodziewanie, zostaje wciągnięta. Jest to, w moim odczuciu, bardzo ciekawy motyw. Lubię, gdy w książkach pojawia się sztuka. Mam wtedy wrażenie, że świat przedstawiony staje się bardziej barwny i kolorowy. Tak jest też tutaj. Gąsiorowska wzruszająco opisuje losy kilku pokoleń kobiet - ich pasje, miłości, rozterki, ale przede wszystkim rodzinne, skrywane przed światem tajemnice. "Primabalerina" jest bowiem taką skompensowaną w jednym tomie sagą rodzinną. Nie brakuje w niej konfliktów, ale jest też miejsce na miłość, wybaczenie i przemianę. Gąsiorowska porusza też ważne społecznie problemy: sieroctwo, homoseksualizm oraz samotność, przez co książka nie jest bezmyślna i choć pięknie napisana, na pewno nie określiłabym jej mianem "lekkiej". Większość fabuły "Primabaleriny" rozgrywa się w pięknym Lwowie. Opisuje to miasto jako niezwykle piękne i wyjątkowe i przyznam, że po lekturze zrodziła się we mnie myśl, że rzeczywiście fajnie by było się do niego wybrać. Polubiłam Lwów tak samo, jak główna bohaterka. Zresztą bohaterów też polubiłam. Aż szkoda, że są fikcyjni i żadnego nie da się rzeczywiście tam spotkać. 

Kolejnym atutem utworu jest, bezapelacyjnie, styl Gąsiorowskiej. Jej teksty naprawdę dobrze się czyta i czytelnik nie ma najmniejszego problemu, by wciągnąć się w fabułę i przepaść w nich bez reszty. Gąsiorowska jest jedną z dwóch polskich autorek, które uwielbiam za to, jak barwnie, plastycznie i niemal poetycko piszą swoje książki. Opisy są tu tak barwne i wiarygodne, że czytelnik niemal czuje, jakby sam chodził po ulicach Lwowa. Podobnie jest z dialogami - choć nie są są wiarygodne i zdecydowana większość ludzi nie używałaby w potocznej mowie ani takich słów, ani konstrukcji jak autorka, to czyta się je płynnie i wartko. Jedynym, co trochę mi przeszkadzało, było nagminne używanie imion bohaterów, które można by zastąpić zaimkami. Miałam wrażenie, że ciągle widzę słowo "Nina". W pewnym momencie zaczęło mi to przeszkadzać. 

Co by jednak nie było tak słodko, muszę powiedzieć, że choć fabuła "Primabaleriny" jest najbardziej oryginalna ze wszystkich utworów Gąsiorowskiej i bardzo dobrze się ją czyta, to zakończenie i przedziwne sploty okoliczności wydały mi się być mocno naciągane. Rozumiem, że książki nie koniecznie muszą mieć wiele wspólnego z rzeczywistością, a dzięki nim utwór nabiera jeszcze bardziej bajkowego wydźwięku, ale zabrakło mi nieco zdrowego realizmu. Część z tych splotów wydarzeń autorka mogłaby sobie darować, były za bardzo naciągane. Po lekturze nie miałabym wtedy myśli: "Bez przesady, to się nie mogło zdarzyć". 

Podsumowując, "Primabalerina" jest naprawdę wciągającą, wyjątkową i dobrze napisaną książką. Autorka niemal czaruje słowem ukazując nam Lwów i rozterki bohaterów, fabuła wciąga, nie brak w niej ważnych społecznie tematów, nie jest bezmyślna. Książka bardzo mi się podobała i z pewnością sięgnę po każdy kolejny utwór, który wyjdzie spod pióra autorki. 


Za egzemplarz recenzencki dziękuję serdecznie wydawnictwu:



5 komentarzy:

  1. Mam na półce. Książki, w których wraca się do przeszłości kocham całym sercem, mają w sobie niesamowity urok i już nie mogę się doczekać aż po te książkę sięgnę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda :) I chociaż historii jako takiej w "Primabalerinie" nie ma, to jest magiczna :)

      Usuń
  2. Nie znam jeszcze twórczości tej autorki, ale mam w planach to zmienić.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie mogę się już doczekać. Książkę już mam na stosiku. Poprzednie książki autorki bardzo mi przypadły do gustu więc w przypadku tej najnowszej liczę na to samo:)

    OdpowiedzUsuń