sobota, 20 sierpnia 2016

"Szkoła żon" - Magdalena Witkiewicz

"Wiesz, moja mama mówiła mi zawsze, że nic nie dzieje się bez przyczyny. Jeżeli coś się dzieje, to tylko po to, by pociągnęło za sobą jakieś inne sznurki, które poruszą to, co musi i tak nas spotkać. I coś w tym chyba jest."

Przyznaję bez bicia, że przygodę z książkami Magdaleny Witkiewicz zaczęłam dopiero przy premierze "Moralności Pani Piontek". Słyszałam wcześniej o jej książkach, ale było mi po prostu nie po drodze. Potem przeczytałam "Po prostu bądź", "Awarię małżeńską" i "Cześć, co słychać". Po premierze tej ostatniej obiecałam sobie nadrobić zaległości w twórczości Autorki i dlatego dziś napiszę kilka słów o bestsellerowej "Szkole żon". Książce, która przyniosła międzynarodową sławę Autorce, a przedstawiona w niej historia już niedługo trafi na ekrany. 

Opis okładkowy: 
"Julia jest świeżo po rozwodzie. Bardzo świeżo. Dokładnie pięć godzin i dwadzieścia siedem minut.Właśnie opija w klubie z przyjaciółkami imprezę rozwodową, kiedy w loterii wizytówkowej wygrywa tajemnicze zaproszenie do luksusowego spa o nietuzinkowej nazwie…Lista rzeczy, które ma ze sobą zabrać do „Szkoły żon” ogranicza się do szczoteczki do zębów i jednej pary bielizny. Julia, która porzuciła wiarę w miłość i w ogóle we wszystko, nie ma już nic więcej do stracenia, decyduje się jechać.W niesamowitym luksusowym spa, ona i kilka innych, zwyczajnych kobiet, przeżywają przygodę życia.Zostają tam przez 3 tygodnie a po powrocie nic nie jest już takie samo…
Już nigdy żaden facet ich nie zostawi." 

"Szkoła żon", co dość zabawne i wydaje się: paradoksalne, to erotyczna powieść wpisująca się w nurt literatury aktywnej społecznie. Brzmi niedorzecznie, prawda? Po pustym Grey'u czy Crossie ciężko wyobrazić sobie, że książka należąca do tego gatunku może nieść za sobą coś więcej niż przesadną ilość opisów erotycznych, których po lekturze ma się po dziurki w nosie. W tym wypadku jednak tak jest. Witkiewicz wychodzi poza utarte schematy i wplata w "Szkołę żon" szereg ważnych rad oraz zwraca uwagę na bardzo ważne, masowe wręcz zjawisko: niską samoocenę kobiet i ich problemy z własną akceptacją oraz seksualnością. Otwarcie pisze o tym, że nie da się kochać i uszczęśliwić kogoś innego, gdy nie jest się szczęśliwym i nie pokocha się samego siebie. Ale nie miłością pustą i próżną, lecz tą zdrową i niezbędną (do osiągnięcia szczęścia właśnie.) 

Współczesne Polki wydają się nie pamiętać o sobie, dbaniu o własne zdrowie i przyjemnościach, które to DLA NICH są przyjemne. Całe życie poświęcają mężowi, dzieciom i pracy, nie pamiętając już, jak to jest zrobić coś dla siebie. Są wiecznie przemęczone i rozdarte między rodziną a karierą zawodową. Ktoś wmówił im, że muszą być perfekcyjnymi matkami, które zawsze zdążą z obiadem i odbiorą dzieci ze szkoły punktualnie wtedy, gdy kończą lekcje, a dodatkowo będą przykładnymi pracownicami, które powinno się nagradzać za ich ciężką pracę. Ale nie czarujmy się drogie panie, tak się nie da. Nie można spać sześciu godzin na dobę i być wypoczętą. Dostawać kolejne awanse, a do tego codziennie odrabiać z dzieckiem lekcje i każdy weekend spędzać w innym, atrakcyjnym miejscu, by pochwalić się potem zdjęciem na Facebooku czy Instagramie. Czasami trzeba sobie odpuścić poświęcanie się dla innych. Dla szefa, męża i dzieci, które same potrafią zasznurować buty a nawet posprzątać. Nie da się być szczęśliwą kobietą zapominając o sobie i o swoich potrzebach. I właśnie o tym jest "Szkoła żon". Myślę, że Magdalena Witkiewicz pisząc ją nawet nie miała pojęcia, jak ważnego społecznie apelu się podjęła. I do jak wielu pozytywnych zmian sprowokuje swoje czytelniczki. 

Jeżeli chodzi o językową stronę utworu, nie ma co ukrywać, że nie jest to najlepsza książka Witkiewicz. Gdy czyta się ją po "Po prostu bądź" czy "Cześć, co słychać?", nie da się nie zauważyć postępu, jaki Autorka poczyniła od tamtej pory jeżeli chodzi o styl i płynność pisania. Każda jej kolejna książka, niezależnie od tematyki, jest coraz lżejsza i przyjemniej się ją czyta. Dlatego z niecierpliwością czekam na "Pracownię dobrych myśli", której premiera już jesienią.

Jeżeli więc jeszcze nie czytałyście "Szkoły żon", serdecznie Wam ją polecam. To książka lekka i łatwa w odbiorze, którą pochłania się w jeden wieczór. Może i jest powieścią erotyczną, ale gatunek wydaje się być tu tylko tłem dla czegoś więcej. Myślę, że nie jedną czytelniczkę sprowokowała już do ważnych przemyśleń i szeregu zmian w jej życiu. Polecam. A może i Wy polecicie ją komuś? 



1 komentarz:

  1. Okładka jakoś mnie odpycha, poza tym chyba nie wciągnęłaby mnie ta historia

    Blog o książkach

    OdpowiedzUsuń