wtorek, 13 września 2016

Wywiad z Natalią Sońską






Natalio,  witam cię serdecznie, jest mi niezwykle miło gościć cię na swoim blogu. Jakiś czas temu do rąk czytelników trafiła twoja druga powieść, „Mniej złości, więcej miłości”. Jak się czujesz po premierze?
Teraz emocje już opadły, pracuję nad kolejną książką, ale wciąż czytając nowe recenzje miewam motyle w brzuchu. To wspaniałe uczucie. Wszelkie obawy, jakie towarzyszyły mi przed premierą drugiej książki na szczęście gdzieś umknęły, a ja mogę cieszyć się swoim kolejnym „dzieckiem”, które jest nie mniej ważne niż to pierwsze.

Jak to jest być pisarką? Tak to sobie wyobrażałaś?
Nie wiem czy słowo „pisarka” to dobre określenie. To duże słowo i aby móc otrzymać miano pisarki, trzeba naprawdę sobie na to zapracować. Ja jestem dopiero początkującą autorką, która powoli wchodzi w ten literacki świat. Oczywiście pracuję nad tym, by pewnego dnia z czystym sumieniem powiedzieć „tak, jestem pisarką!” i ta praca jest niezwykle przyjemna. Czy tak sobie to wyobrażałam? Jeszcze rok temu nie wierzyłam w to, co zaczyna się wokół mnie dziać, z tego co pamiętam nawet moja rodzina jeszcze nie wiedziała, że napisałam książkę i została ona przyjęta przez wydawnictwo. To co dzieje się teraz to o wiele więcej, niż mogłam sobie kiedykolwiek wyobrazić. To wspaniałe uczucie spełnienia, satysfakcji, wiary, że to co robię, przynosi radość mnie, ale też czytelnikom, jest ponad moje wszelkie wyobrażenia i powiem szczerze, że miewam momenty, kiedy muszę uszczypnąć się w ramię, by sprawdzić czy nie śnię. Jest dobrze, jest naprawdę dobrze.

Co było inspiracja do napisania „Mniej złości, więcej miłości”?
Pierwsza powieść. Bardzo chciałam kontynuować tą historię, jednak pragnęłam rozszerzyć ją o nowych bohaterów, by nie skupiać się tylko na Hani i Wiktorze. Zupełnie przypadkiem skierowałam ją na życie Kingi, ale w ogóle tego nie żałuję. Znalazło się grono czytelniczek, które polubiło nową bohaterkę już w pierwszej książce (między innymi moja przyjaciółka), dlatego poświęciłam Kindze tym razem więcej uwagi. Cała reszta przychodziła spontanicznie, pomysły pojawiały się sukcesywnie, wiedziałam jedynie, że tym razem nie może być to lukrowana powieść obyczajowa.

Jak wygląda u ciebie proces tworzenia książki? Robisz konkretny plan, czy stawiasz na spontaniczność? Masz jakieś swoje rytuały, ulubione pory na pisanie?
Proces twórczy jest w moim przypadku zależny od wielu czynników i często bywa bardzo zwariowany. Nie mam ustalonego schematu ani określonych godzin, podczas których włączam komputer i zajmuję się tylko pisaniem. Miewam takie chwile, gdy zasiadam przed otwartym plikiem i wiem, że napiszę kilka stron. Często jednak piszę z doskoku, spontanicznie, bowiem pomysły pojawią się nagle. Natomiast przy tworzeniu konkretnej książki staram się ustalić w pierwszej kolejności trzon który musi później utrzymać całą książkę w ryzach i wokół niego buduję fabułę. Takim kręgosłupem jest na przykład bohater, zakończenie lub pewien przekaz, które są wówczas najbardziej charakterystycznymi elementami danej powieści
Jeśli chodzi natomiast o rytuały, raczej nie mam ustalonych schematów działania. Zazwyczaj piszę wieczorami, gdy mogę skupić się tylko i wyłącznie na pisaniu, gdy nic wokół mnie nie rozprasza. Nie jest to jednak reguła, bywa i tak, że siadam na tarasie i wsłuchując się w zewsząd dobiegające odgłosy jestem w stanie się bardziej skoncentrować, niż wieczorem. To zależy głównie od mojego nastroju danego dnia, od tego kiedy znajduję chwilę, żeby poświęcić się pisaniu. Lubię też zrobić sobie dobrą herbatę i włączyć muzykę, to w pewien sposób mnie nastraja.

Wplotłaś do fabuły „Mniej złości, więcej miłości” także wątek sensacyjny i wydaje mi się, że chyba zaskoczyłaś tym faktem czytelniczki. Skąd ten pomysł? I skąd czerpałaś wiedzę na takie „kryminalne” tematy?
Postanowiłam odejść troszkę od typowej historii miłosnej. Choć momentami naprawdę improwizowałam, chciałam sprawdzić, czy uda mi się stworzyć coś bez lukrowanej otoczki i sprostać wymaganiom czytelników o różnych gustach. Starałam się jednak utrzymać fabułę w podobnym klimacie jak „Garść pierników…”, bo zdecydowanie właśnie to jest mój klimat, ale w pewnych momentach byłam zupełnie bezradna. Bohaterowie robili co chcieli, historia toczyła się własnym życiem. Stąd właśnie wątek sensacyjny, który nieprzewidywanie wkradł mi się do powieści. Tak po prostu musiało być, coś od środka podpowiadało mi, by dodać odrobinę dreszczyku. Nie żałuję jednak, bo naprawdę bardzo przyjemnie pisało mi się tę książkę. A inspiracja? Można powiedzieć, że poniekąd studia wpływają na to, że kryminalne tematy nie są mi obce. Dużo na ten temat czytam, sporo się uczę i siłą rzeczy już w mojej podświadomości zostają zachowane pewne schematy, które z przyjemnością przenoszę na karty powieści.


„Mniej złości, więcej miłości” opowiada losy Kingi, bohaterki drugoplanowej z Twojej debiutanckiej powieści. Klimatem zupełnie odbiega jednak od pełnego miłości nastroju świąt.  Którą z książek pisało ci się łatwiej?
Trudno mi stwierdzić, którą książkę pisało się łatwiej, bo obie tworzyłam z ogromną przyjemnością. W obu też znajduję elementy, które wymagały dopracowania, zastanowienia się i dojrzenia sensu w tym co robię. Bliższa jest mi jednak chyba moja debiutancka powieść, zarówno jeśli chodzi o tematykę, klimat i bohaterów, ale są to tak minimalne różnice, że naprawdę musiałam się chwilę zastanowić nad odpowiedzią.

Którą z bohaterek lubisz bardziej: Kingę czy Hanię? A może postrzeloną Mirę? Co was łączy?
Hania zdecydowanie odpowiada mi pod względem ambicji i dążenia do celu. To twarda babka, która ma w sobie ogromne pokłady empatii, potrafi radzić sobie w życiu i choć niejednokrotnie błądzi (jak każdy z nas), potrafi w końcu wybrać dobrą drogę. Kinga natomiast jest osobą upartą, co nie oznacza, że jest to jej wadą. Potrafi postawić do pionu, zwrócić uwagę. Waży słowa, a cierpliwość traci w ostateczności. Niewątpliwie stara się uporządkować świat po swojemu, co nie zawsze wychodzi jej na dobre, nigdy jednak nie działa w złej wierze. Mirka natomiast jest najmniej okrzesana z całej trójki. Błądzi, potyka się o własne decyzje, jest uparta, impulsywna i nierozsądna. Potrafi zirytować, jednak w kryzysowych sytuacjach okazuje się być prawdziwą przyjaciółką. Każda z tych bohaterek jest barwną postacią i każdą darzę taką samą sympatią, właśnie dlatego, że są od siebie tak różne. I myślę, że w każdej z nich znajduje się przynajmniej jedna cecha, którą mogłabym odnaleźć w sobie.

Do tej pory głównymi bohaterkami Twoich książek są kobiety, ale w „Mniej złości, więcej miłości” pojawia się też sporo mężczyzn. Nie kusi cię, żeby uczynić głównym bohaterem jakiejś książki mężczyznę? Którego z tych opisanych do tej pory darzysz największym sentymentem?
Zastanawiałam się nad tym już nie raz, jestem tylko ciekawa, czy udałoby mi się wejść w psychikę mężczyzny na tyle dobrze, by przedstawić bohatera jak najbardziej realnie. Bo to nie prawda, że kobiety jest ciężko zrozumieć, płeć przeciwna jest równie trudna do rozszyfrowania! Myślę jednak, że kiedyś podejmę to ryzyko, POSTARAM się postawić na miejscu mężczyzny i ujrzeć świat jego oczami – jakkolwiek zabawnie to brzmi ;). Największym sentymentem darzę zdecydowanie Wiktora. Potrafił ujarzmić burzliwy charakter Hani i za to należy mu się szacunek z mojej strony. Gdyby nie on, aż strach pomyśleć co nawywijałaby moja bohaterka!

„Mniej złości, więcej miłości” zbiera bardzo pozytywne recenzje. Stresowałaś się, czy powtórzy sukces Twojego debiutu?
Stresowałam się i to bardzo. Druga książka to w pewnym sensie weryfikacja twórczości. Czytelnik potrafi wówczas wskazać, czy autor spoczął na laurach, ruszył do przodu czy może debiut był jednorazowym sukcesem. Byłam zaniepokojona, ale równocześnie ciekawa jak zostanie odebrana moja druga powieść, nie tylko pod względem szlifowania warsztatu, ale między innymi dlatego, że mimo bycia kontynuacją, tak bardzo różni się ona od pierwszej. Wciąż z wypiekami na twarzy czytam każdą pojawiającą się recenzję!

Masz kontakt z czytelniczkami? Podglądam Twoją stronę na Facebooku i sporo się tam dzieje.
Tak, dostaję wiele komentarzy, ale także prywatnych wiadomości, w których czytelnicy dzielą się swoimi wrażeniami na temat książek, pytają o kolejne powieści, albo po prostu chcą zwyczajnie porozmawiać. Ponadto na spotkaniach autorskich, czy w wywiadach dostaję sporo pytań na temat mojej twórczości jak i życia prywatnego. To bardzo budujące wiedzieć, że ma się tak szerokie grono odbiorców, którzy nie są tylko biernymi czytelnikami, ale czynnie uczestniczą w życiu autora i jego książek.

Jest jakiś pisarz, którego nazwałabyś swoim autorytetem?
Pisarzy, których podziwiam jest wielu. Takich, których sukcesy mnie inspirują, przed których twórczością chylę czoła. Podziwiam ich za to, że tak wspaniale potrafią przenosić swoje myśli na papier i urzekać swoimi powieściami czytelników. W tym gronie są zarówno polscy, ale też zagraniczni twórcy, a gatunki, które tworzą Ci autorzy to głównie powieści obyczajowe i kryminalne. Jednak jeśli miałabym się ograniczyć do jednego lub ewentualnie dwóch autorów, od których chciałabym się uczyć, byłaby to pani Magdalena Witkiewicz i  Nicholas Sparks.

Co czyta Natalia Sońska?
Najczęściej sięgam po literaturę obyczajową, jednak inne gatunki literackie również goszczą w mojej biblioteczce. Lubię czytać kryminały, powieści sensacyjne. Fantastyka także znajduje miejsce w moich zbiorach, tak samo jak powieści pisane w oparciu o fakty lub reportaże. Nie mam jednak jednego ulubionego autora, bo pisarzy, którzy skradli moje serce swoimi powieściami jest wielu, jak np. Nicholas Sparks, Cecilia Ahern, Magdalena Witkiewicz, Katarzyna Bonda, Remigiusz Mróz czy Zygmunt Miłoszewski.

W listopadzie ukaże się Twoja trzecia powieść, „Obudź się, kopciuszku”. Zdradzisz nam na jej temat choć kilka słów?
Będzie to powieść o Alicji, samotnej, młodej lekarce, która całkowicie poświęca się swojej pracy. Życie poważnie doświadczyło ją w przeszłości, dlatego teraz jest zamknięta w sobie i wycofana, wręcz unika kontaktu z ludźmi. Jest twarda, ale pod skorupą nieprzystępnej i płochliwej kobiety kryje się ogromne pragnienie odnalezienia równowagi i miłości.
Jej życie zmienia się, gdy wraz z przyjaciółmi udaje się na bal sylwestrowy do Zakopanego. Poznaje tam pewnego ratownika, który jak nikt dotąd pokazuje jej nowy, albo co więcej – zapomniany już przez nią wymiar szczęścia. Jest to książka osadzona w zimowej scenerii. Nie zabraknie w niej świątecznego klimatu, skrzypiącego pod butami śniegu i przyjemnego dźwięku dzwoneczków. Mam nadzieję, że przypadnie czytelnikom do gustu.

Bardzo dziękuję Ci za rozmowę i życzę głowy pełnej pomysłów na kolejne książki. No i czasu na pisanie, oczywiście.

Ja również bardzo dziękuję za rozmowę i życzenia! Mam nadzieję, że spełnią się wszystkie, bo uwielbiam dzielić się z czytelnikami swoimi pomysłami.

1 komentarz: