sobota, 8 października 2016

"Spójrz na mnie" - Nicholas Sparks


"Będziesz wiedziała, co się wtedy czuje."


Spójrz na mnie to bez wątpienia najbardziej wyczekiwana przeze mnie powieść nie tylko tej jesieni, ale w ogóle w tym roku. Od dobrych kilku lat jestem wielką fanką prozy Sparksa i wracam do jego książek przynajmniej po kilka razy. Wydawnictwo Albatros kazało nam czekam na Spójrz na mnie dość długo, ale warto było uzbroić się w cierpliwość. Choć może nie do końca? O tym za chwilę. 

Collin i Maria to dwa niepodobne do siebie charaktery. On jest zawodnikiem MMA, który posiada na swoim koncie liczne zatargi z prawem i ma problemy z kontrolowaniem emocji, a Maria to dobrze rokująca prawniczka na początku drogi zawodowej. Przypadek, (a może wcale nie?) sprawia, że losy tych dwojga krzyżują się ze sobą w pewien deszczowy wieczór, Maria i Colin zostają parą. Pomimo dzielących ich różnic kiełkuje między nimi uczucie, które z dnia na dzień staje się coraz silniejsze. Związek kwitnie, a oni wydają się być bardzo szczęśliwi. Do czasu. Niespodziewanie Maria zaczyna bowiem otrzymywać dziwne wiadomości od anonimowego prześladowcy...

Czytałam tę książkę przez cztery wieczory i pierwszych trzech nie uważam za udane. Nie chodzi o fabułę, ponieważ Sparks to Sparks, już dawno udowodnił, że jest mistrzem pisania wzruszających historii miłosnych, lecz o język. Powiem tak - w moim odczuciu tłumaczka zepsuła tę książkę i zabrakło tu skrupulatnej redakcji oraz korekty. Nigdy nie przypuszczałam, że będę męczyła się czytając Sparksa, ale przez pierwsze dwieście stron właśnie tak było. Zabrakło mi rytmu i płynności. Po kilku dobrych i płynnych akapitach następowały zdania napisane tak dziwnym szykiem, że musiałam czytać je kilka razy, by zrozumieć ich sens, a finalnie odkładałam książkę na szafkę. Denerwowało mnie też nagromadzenie powtórzeń np. używanie jednego słowa trzy razy w jednym zdaniu i to wcale nie jako wzmocnienia. Co wieczór zabierałam się jednak za lekturę z nadzieją, że historia obroni się mimo kiepskiego języka i w końcu mnie pochłonie. Tak też się stało. Druga połowa książki jest o niebo lepsza od pierwszej, akcja staje się dynamiczna i pełna niedopowiedzeń, a przede wszystkim wciąga. Skończyłam czytać w środku nocy. 

W drugiej części Spójrz na mnie Sparks wychodzi poza ramy utartego, typowego dla siebie schematu, wplatając do romantycznej fabuły elementy thrillera. Kiedy do akcji wkroczył stalker Marii, niejednokrotnie czułam na przedramionach gęsią skórkę i oglądałam się przez ramię. Końcówka tej książki wręcz mnie zahipnotyzowała i sprawiła, że trudno mi się było od niej oderwać. Mimo późnej pory doczytałam do końca. Zarysowane wcześniej elementy w drugiej połowie książki powoli łączą się w spójną całość, a czytelnik przerzuca kolejne strony w napięciu i z oczekiwaniem. I chociaż podczas lektury w jego głowie pojawiają się różne scenariusze co do zakończenia, Sparksowi udaje się zaskoczyć. Końcowe wydarzenia sprawiają, że mimo marnego początku uwielbiam tę książkę. Połączenie romansu z dreszczykiem sprawdza się w przypadku Spójrz na mnie idealnie. 

Z niecierpliwością czekam na Two By Two. 

6 komentarzy:

  1. Mam w planach. Ta okładka jest śliczna a ja uwielbiam powieści Sparksa.

    OdpowiedzUsuń
  2. Mimo wszystko mam w planie. Odrobinę przeraża mnie ta pierwsza połowa, niestety korekta, a raczej jej brak potrafi zepsuć najlepsze książki. Mimo wszystko przeczytam, bo wiadomo to Sparks ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Sparks to jeden z moich ulubionych autorów, dlatego zamierzam kiedyś sięgnąć po tę powieść. Nie wiem kiedy, ale mam nadzieję, że mi się to uda. Odrobinę zmartwiłaś mnie tą redakcją, ale może uda mi się przez nią przebrnąć ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Czasami tak jest, że tłumaczenie psuje książkę i choćby fabuła była super to to, że kiepsko czyta się polską wersję psuje cały efekt zauroczenia w książce... I to prawda Sparks to Sparks, ma swój urok, swój styl i to jest fajne:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Dziękuję za ten tekst. Mam dokładnie takie same odczucia odnośnie języka i zastanawiałam się, kto "spaprał". Cieszę się, że nie jestem osamotniona w mojej ocenie. Wiem też, że jedna dokończę książkę ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. I jeszcze jedna rzecz. Wydaje mi się, że język jest taki ugrzeczniony. Niby Colin, taki były zły chłopczyk, ale mówi i "myśli" takim językiem, jakby całe życie siedział na zajęciach z savoir vivre'u. Jego postać mogłaby być bardziej wyrazista i bardziej niegrzeczna ;)

    OdpowiedzUsuń