poniedziałek, 21 listopada 2016

"Dom czwarty" - Katarzyna Puzyńska



Nie da się uciec przed przeszłością.
Zwłaszcza, gdy teraźniejszość sama w sobie jest niezwykle problematyczna. 


Seria o Lipowie, a dokładnie "Trzydziesta pierwsza" (trzeci tom), to książka, która sprawiła, że zaczęłam czytać kryminały. Ba! Niesamowicie to polubiłam, dlatego mam do książek Puzyńskiej wyjątkowy sentyment i z niecierpliwością czekam na następne. "Dom czwarty" jest już siódmym tomem bestsellerowej serii o Lipowie i zabrałam się za lekturę natychmiast, gdy tylko wpadła w moje ręce. (Napisałam to zdanie i przez chwilę się nad nim zamyśliłam. Już siódmy to? Naprawdę? Ależ trudno w to uwierzyć! Właśnie dlatego, za każdym razem, kiedy tylko widzę w zapowiedziach kolejną książkę autorki, nie mogę wysiedzieć z niecierpliwości.) Sięgając po kolejne tomy tej serii nie mogę wyzbyć się wrażenia, że wracam do rodzinnych stron albo chociaż podglądam bohaterów ulubionego serialu. Lipowo skradło moje serce. Jednak mimo tego, iż "Dom czwarty" jest już kolejnym tomem o policjantach z Lipowa, autorka nadal trzyma wysoki poziom. I czytelnika w napięciu przez całą książkę. 

Była policjantka Klementyna Kopp po czterdziestu latach wraca w rodzinne strony. Po telefonie od matki, mimo konfliktów rodzinnych, postanawia przyjrzeć się sprawie pewnego morderstwa, którego dokonano w okolicy. W drodze na miejsce Klementyna znika bez śladu, a na jej poszukiwania wyruszają policjanci i przyjaciele z Komendy Powiatowej w Brodnicy, Daniel, Emilia oraz Weronika. Mieszkańcy Złocin zgodnie twierdzą jednak, że zaginiona nigdy nie dotarła do miasteczka, ale aspirant Daniel Podgórski wkrótce odkrywa, że musiało być inaczej. W głowie policjantów powstają dwa pytania: dlaczego wszyscy kłamią i co tak naprawdę przydarzyło się Klementynie? Śledztwo z każdym kolejnym dniem wydaje się być coraz bardziej zagmatwane, a podejrzani mnożą się niesamowicie szybko. Czy podejrzanym powinien być ten, kto maluje tajemnicze graffiti z czarną szubienicą i podrzuca martwe ptaki? I jaki ma z tym wszystkim związek okrutna egzekucja dokonana nad jeziorem Bachotek w październiku 1939 roku?

To, co jest w moich oczach najbardziej wyrazistą i unikatową cechą książek Katarzyny Puzyńskiej, to bijący ze stron niepokój, groza oraz mrok. Żadna inna z autorek kryminałów nie potrafi wywołać we mnie tak silnego napięcia oraz gęsiej skórki na przedramionach podczas lektury oraz wciągnąć w wykreowany przez siebie świat do tego stopnia, że nie mam zamiaru rozstawać się z książką ani na chwilę, dopóki nie skończę. Tym razem miejscem akcji jest podupadające miasteczko ze starymi dworami otoczone wilgocią lasów i zapachem igliwia. To właśnie w tej pobudzającej wyobraźnię scenerii autorka ukrywa kolejną kryminalną intrygę i, tak jak w poprzednich częściach, robi to niesamowicie dobrze. Tym razem policjanci rozwiązują jednocześnie kilka różnych spraw, które, pozornie, niczym się nie łączą. Autorka świetnie buduje jednak napięcie - co i rusz podsyca w czytelniku wyczekiwanie, podrzucając kolejne wskazówki oraz nierozwikłane sekrety. Efekt wzmacniają krótkie, barwne rozdziały oraz ukazywanie wydarzeń z perspektywy różnych bohaterów. Jest to kolejna charakterystyczna cecha utworów Puzyńskiej, jednocześnie bardzo trafiony zabieg. 

"Dom czwarty", tak samo jak poprzednie utwory autorki, to jednak nie tylko kryminał, ale i utwór podszyty wyraźnie zarysowanym tłem obyczajowym pełnym obserwacji społecznych oraz licznymi wątkami z dziedziny psychologii. I tym razem mamy możliwość wniknięcia w mentalność ludzi żyjących w małej, zamkniętej społeczności, poznania ich zmartwień, radości oraz urazów z przeszłości, o których nie umieją zapomnieć. Przyglądamy się, jak bardzo destrukcyjna jest zemsta i do czego może prowadzić nieprzepracowana trauma oraz tłumiony w sobie żal. Przez całą fabułę mamy też możliwość obserwowania problemów ludzi, zmagających się ze stratą dziecka oraz zastanowić się nad tym, do czego skłonni jesteśmy w imię miłości. Jedynym minusem tej powieści jest w moich oczach nadużywanie przez jednego z policjantów, Daniela, wulgaryzmów. Przywykłam już, że bohaterowie Puzyńskiej co i rusz rzucają mięsem, ale tym razem było tego tak dużo, że czułam niesmak. 

Polecam "Dom czwarty" całym sercem i to nie tylko dlatego, iż fabuła rozgrywa się w okolicy moich rodzinnych stron. Książki Puzyńskiej czyta się migiem niezależnie od objętości. Te utwory mają unikatowy klimat i aż chce się wracać do znanych bohaterów oraz okolic Lipowa. Przeczytałam niedawno wypowiedź jednej z blogerek, która napisała, że chętnie przeczytałaby jakąś książkę Puzyńskiej nie będącą kolejną częścią serii, ale w żadnym wypadku się pod tym nie podpisuję. Chcę więcej kryminałów o policjantach z Lipowa. Dużo więcej! Kocham tę serię i nie mogę się doczekać kolejnej części.


Za egzemplarz recenzencki dziękuję serdecznie wydawnictwu: 


4 komentarze:

  1. Ani Puzyńskiej, ani Bondy, którą chyba się do niej porównuje, jeszcze nie czytałam, a mam w planach ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W moim odczuciu Bonda i Puzynska to dwa różne style pisania, ale polecam obie :)

      Usuń
  2. Dla tej książki zarwałam dwie noce i nic następnego dnia mi nie przeszkadzało. Dobrze, że pozostałe tomy już stoją na półce i czekają na przeczytanie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja zarwałam nie noc, ale dzień i wieczór, podobnie jak Ty - nie żałuję. Polecam poprzednie tomy, zwłaszcza Utopce :)

      Usuń