niedziela, 4 grudnia 2016

"Spełnione marzenia" - Krystyna Mirek


Jak żyć, kiedy marzenia nie chcą się spełnić? Jak długo pielęgnować nadzieję? 
Czy pokrętny los da się oszukać?



"Spełnione marzenia" to trzecia i zarazem ostatnia część wspaniałej sagi rodzinnej pt. "Jabłoniowy sad", którą przez ostatnie miesiące mieliśmy przyjemność czytać dzięki autorce oraz wydawnictwu Filia. Pierwszy tym tej serii był nie tylko moim pierwszym kontaktem z bohaterami sagi, wielopokoleniową rodziną Zagórskich, ale też w ogóle twórczością Krystyny Mirek - pierwszym, a zarazem bardzo udanym. Po lekturze ostatniej części tej serii mam w sobie dwa uczucia: błogość, bo fabuła "Spełnionych marzeń" miała w sobie coś magicznego, oraz żal, że to już koniec podglądania losów bohaterów, z którymi zdążyłam porządnie się z żyć. 


W jabłoniowym sadzie na rozłożystych gałęziach znów kołyszą się dojrzewające owoce, na tarasie stoi wieczorna herbata, a wiatr szumi w tysiącach liści. Nie ma już burzy, w życiu zapanował spokój. A jednak nadchodzą wielkie zmiany. Tym razem po cichu, niepostrzeżenie. Dotyczą przede wszystkim Gabrysi, która wraz z mężem już od wielu lat bezskutecznie stara się o dziecko. Ma wrażenie, że próbowała już każdej metody - walczyła, poddała się, stawiała wszystko na jedną kartę, odpuszczała, omal nie straciła małżeństwa, ale wszystko na nic. Nie ucieknie im również Julia, młoda pani weterynarz, marząca o miłości. Obserwując co dzień pracującego naprzeciw byłego narzeczonego, skrycie marzy o miłości, która nie będzie jej ograniczała, ale pozwoli zachować wolność. Tylko czy spotkanie mężczyzny, który nie będzie chciał zamknąć jej w domu, jest w ogóle możliwe? Natomiast Maryla, najstarsza z sióstr, zmaga się z zazdrością wobec męża, którego dopiero udało jej się odzyskać. Myślała, że powrót do siebie po tym, jak ich drogi się rozeszły będzie o wiele łatwiejszy, niż jest w rzeczywistości. Przeszłość jednak nie  koniecznie daje o sobie zapomnieć. Wszystkie z sióstr, także układająca sobie życie w Warszawie Anielka, marzą o spełnieniu marzeń i zawzięcie szukają szczęścia. Ale może powinny nieco zwolnić i rozejrzeć się dookoła? Przecież szczęście czai się na mniej uczęszczanych ścieżkach, w stronę których nawet nie spoglądamy. 

Lubię klimat, który udało się stworzyć autorce we wszystkich częściach sagi - są one spokojne, pełne refleksji, na które zwykle nie mamy czasu, a przede wszystkim obfite w wiarę w ludzi oraz ich dobroć. To wszystko sprawia, że proza Mirek jest inna od tej, z którą zwykle mam kontakt i naprawdę przykro mi było przewracać ostatnią stronę tej książki. Podczas gdy wielu autorów stawia w swoich książkach na dynamiczną akcję, życie rodziny Zagórskich, choć nie jest wolne od problemów, płynie jakoś tak niespiesznie, zupełnie inaczej niż w rzeczywistości. Otwierając tę książkę nie mogłam wyzbyć się wrażenia, jakbym na chwilę przenosiła się do rodzinnego domu, z którego każda troska wygląda inaczej niż z perspektywy miejskiego pędu. Czytając książki Mirek niemal czuje się woń pieczonego ciasta, zapach dojrzewających jabłek, ale przede wszystkim unoszącą się w powietrzu miłość, którą darzą się wszyscy członkowie wykreowanej przez autorkę rodziny. To wszystko sprawia, że słowo, które już zawsze będzie mi się kojarzyło z tą sagą to magia. Tak. I to jedyna oraz niepodważalna, która może zaistnieć tylko w kochającej się rodzinie pełnej wzajemnego szacunku, troski oraz wsparcia. 

Pokuszę się o stwierdzenie, że Krystyna Mirek posiada rzadki talent do pisania o trudnych sprawach w sposób niezwykle prosty. Mimo, iż życie rodziny Zagórskich nie jest usłane różami - w tym tomie bohaterowie zmagają się z bezpłodnością, utratą najbliższych, samotnością, zdradą, zazdrością oraz nadszarpniętym zaufaniem, to "Spełnione marzenia" ani na chwilę nie przestają być książką przyjemną w odbiorze i odprężającą. Jak gdyby autorka ukazywała ludzkie troski z trochę niecodziennej perspektywy szepcząc między wersami, że szkoda marnować energię i nerwy na problemy, bo wszystkie je da się rozwiązać. Czasem szybciej, czasem powoli, ale każde marzenie może się spełnić. I to nie zawsze wtedy, kiedy byśmy się tego spodziewali. Wystarczy tylko nie stracić głowy i cieszyć się z tego, co mamy: zdrowia, dachu nad głową oraz potężnej siły płynącej z rodziny. Wszystko inne ułoży się samo. Niekiedy warto zatrzymać się w pędzie i cierpliwie poczekać. 

Polecam wam "Spełnione marzenia", podobnie jak i poprzednie części tej sagi. Książki Krystyny Mirek są niezwykłe - przypominają o wartościach, które zdają się trochę blaknąć we współczesnym świecie. Przywracają też wiarę w drugiego człowieka i wciągają do tego stopnia, że nie chce się ich kończyć. Po przewróceniu ostatniej strony tej lektury uśmiech na mojej twarzy przeplatał się ze smutkiem. Dlaczego wszystko, co dobre, tak szybko się kończy? 

Ze egzemplarz recenzencki utworu dziękuję serdecznie portalowi ONACZYTA
oraz wydawnictwu: 







2 komentarze:

  1. Świetna powieść, podobnie jak i poprzednie części tej sagi.

    OdpowiedzUsuń
  2. Saga jeszcze do nadrobienia przeze mnie :)

    OdpowiedzUsuń