poniedziałek, 29 lutego 2016

Zapowiedzi


Marzec, przynajmniej w moim odczuciu, będzie obfitował w ogrom tytułów, które chciałabym przeczytać. Postanowiłam wykorzystać dodatkowy dzień w kalendarzu, żeby wskazać Wam zapowiedzi książkowe, na które zwracam w marcu szczególną uwagę. 


1. SIOSTRY, Agnieszka Krawczyk
data premiery: 02.03.2016
Uwielbiam plastyczną prozę tej autorki, więc nie mogę przegapić pierwszego tomu jej nowej sagi. 

Młoda kobieta, Agata Niemirska chce poznać prawdę o swojej przeszłości. Dostaje zawiadomienie o śmierci matki, której nigdy nie znała. Razem z przyrodnią siostrą, Danielą, jedzie więc do Zmysłowa, maleńkiego miasteczka w górach, by znaleźć odpowiedź na pytania, które dręczyły ją całe życie.
Nic nie jest jednak tak proste jak może się wydawać na pierwszy rzut oka. Pytania nie mają łatwych odpowiedzi, podobnie jak życie, które nie układa się według naszych planów.
W Zmysłowie czeka na Agatę dziewięcioletnia dziewczynka, Tosia, jej druga przyrodnia siostra, o której istnieniu dziewczyna nie miała pojęcia. Kto jest jej ojcem? Dlaczego matka ukrywała jego tożsamość? Miasteczko zatrzyma Agatę i Danielę na dłużej, zmuszając, by nie tylko przyjrzały się przeszłości i jej zagadkom, ale i własnemu życiu. Otoczą ich ludzie – dobrzy, ale też i ci mniej życzliwi, pojawią się wierni przyjaciele, ale i wrogowie. Niemirska zyska oddanych sojuszników – miejscowego weterynarza-dziwaka, Jerzego Wilka i Julię Kovacs – Węgierkę, która związała swój los z Polską. Siostry wpłyną na życie wielu osób, zmieniając ich w zaskakujący sposób. Gdzieś w tle zamajaczy wielkie uczucie. Miłość pomimo wszystko i bez pytań „dlaczego?”.
Niech zatem uwiedzie Was magia małego miasteczka w górach, położonego wśród lasów i pachnących kwiatami łąk.
Czary codzienności – one odmienią losy sióstr, pozostałych mieszkańców Zmysłowa, a może odmienią i nas…

2. TYSIĄC RÓŻ, Magda Rem

data premiery: 03.03.2016
Do lektury zachęca mnie obietnica wyjątkowego klimatu, uwielbiam powieści psychologiczne, mam nadzieję, że się nie zawiodę. 

Michał i jego żona Elżbieta wiodą spokojne życie w domu na uboczu. Regularnie włączają zraszacz, rozmawiają z sąsiadem, odwiedza ich listonosz, mają swoje nawyki i zwyczaje. O stałej porze słychać stukot maszyny do pisania. Bo Elżbieta jest pisarką popularnych romansów, Michał zaś grafikiem projektującym okładki.
Tak było. Jeszcze do wczoraj.
Bo już tak nie będzie.Jedna chwila zmienia ich życie w teatr pozorów. Tylko kto w nim obsadza role?
Znakomicie skonstruowana powieść psychologiczna z elementami thrillera. Hitchcockowskie klimaty – atmosfera rodem z „Psychozy"… i wyczekiwanie na pojawianie się matki Normana.


3. POKALANE POCZĘCIA, Natalia Rogińska

data premiery: 22.03.2016
Lubię książki z klubu "Kobiety to czytają", poza tym uczęszczam teraz na zajęcia na studiach o tematyce macierzyństwa. 

Bohaterowie, których łączy wspólny wątek − poczęcie człowieka.
Każda z tych historii wychodzi poza wszelkie akceptowalne społecznie schematy, a zdarzenia zaskakują ich samych.
Poznajcie pacjentki różowego gabinetu na Chmielnej: Gretę, która desperacko pragnie macierzyństwa, Michalinę, która posuwa się bardzo daleko, aby mieć dziecko, Adrianę, która maksymalnie medykalizuje proces poczęcia córki, Beatę, tradycyjną katoliczkę, która musi zmierzyć się z niebożymi realiami, Honoratę − ofiarę − oraz Agatę, która zachodząc w ciążę, bardzo wiele ryzykuje.
Początki życia absolutnie niezgodne z wyobrażeniem ideału. Ciąże, które nie zawsze biorą się z obopólnej decyzji partnerów, nawarstwiają problemy, wiążą się z dużym ryzykiem albo obnażają dodatkowe okoliczności relacji przyszłych rodziców.
A jednak z tych historii wynika coś dobrego – nowy start, nowe możliwości, nowa perspektywa, a przede wszystkim – nowe, kiełkujące życie.

4. BYŁY SOBIE ŚWINKI TRZY, Olga Rudnicka

data premiery: 15.03.2016
Nie ukrywam, że lubię dobre komedie, a motyw z byciem bogatą wdową wydaje mi się być bardzo... atrakcyjny :D 

Bycie żoną swojego męża ma pewne zalety – pełne konto i nadmiar wolnego czasu. W zamian wystarczy tylko pilnować, by mąż nie zapominał, dzięki komu żyje pełnią szczęścia. Układ działa jak w zegarku, ale do czasu… Jolka, Martusia i Kama pewnego dnia odkrywają, że w metryce lat im przybywa, nie ubywa, pojawiają się kurze łapki, dodatkowe kilogramy, a w życiu ich mężów inne kobiety. Przyjaciółki postanawiają zmienić swój stan cywilny, zanim zrobią to ich mężowie. Tylko te nieszczęsne intercyzy…
W tej sytuacji można zrobić tylko jedno. Zostać bogatą wdową. Żeby to tylko było takie proste…

5. UNIK, Chelsea Cain 
data premiery: 16.03.2016
Najpierw zaintrygowały mnie oczy na okładce, potem opis fabuły, no i chyba nie muszę mówić, jak bardzo lubię Czwartą Stronę. 

Kick Lannigan, mimo młodego wieku, przeżyła w życiu koszmar. Porwana w biały dzień, w wieku zaledwie sześciu lat, przepadła bez wieści. Po kliku miesiącach poszukiwań już mało kto wierzył w szczęśliwe zakończenie tej historii.Wszyscy zakładali najgorsze. Gdy więc niespodziewanie, po kilku latach od tego tragicznego zdarzenia, okazało się, że dziewczynka żyje – wszyscy przecierali oczy ze zdumienia.

Każda trauma pozostawia jednak ślad. Kick, w pierwszych miesiącach po uwolnieniu, zmaga się z zespołem stresu pourazowego, a rozliczne terapie, w których uczestniczy, zdają się tylko pogarszać sprawę. Lekarstwem okazuje się… wysiłek fizyczny i walka. Dziewczyna zaczyna trenować boks, łucznictwo, szkoli się w walce wręcz, rzucaniu nożem oraz strzelaniu do celu. I poprzysięga, że już nigdy nie będzie ofiarą…

Kiedy więc w ciągu miesiąca w Portland ginie dwójka małych dzieci, a na jej drodze staje tajemniczy Bishop, Kick nie waha się ani przez moment. Dziewczyna uzbrojona w arsenał broni rusza na poszukiwania zaginionych, zupełnie nieświadoma, że wszystkie tropy prowadzą bezpośrednio do jej przerażającej przeszłości…


Recenzji na blogu ukaże się pewnie trochę więcej, ponieważ mam do opisania jeszcze kilka tytułów z lutego, nie mówię też, że w marcu przeczytam jedynie te książki. To jedynie moja książkowa lista must have, bez których nie wyobrażam sobie tego miesiąca. A Wy na co czekacie? 

środa, 24 lutego 2016

"Zazdrośnice"
Eric-Emmanuel Schmitt 



Jak cienka linia dzieli miłość i nienawiść, przyjaźń i zemstę? "Mój związek z Julią będzie taki, jak ty postanowisz."


"Zazdrośnice" to dająca do myślenia książka o dorastaniu, pierwszych problemach, miłościach, a także burzliwym emocjom towarzyszącym procesowi dorastania. 

"Nienawidzę miłości. Pragnę się buntować przeciwko niej. Jeśli kochać oznacza cierpieć, przestać być panem samego siebie, zostać niewolnikiem, to ja nie chcę kochać. Wolę uderzać. Wolę prowokować. Pragnę pokoju, nie wojny. Jednak gdyby okazało się, że to nieuniknione, prowadziłabym wojnę."

Anouchka, Julia, Raphaëlle i Colombe  to cztery przyjaciółki od serca, na zawsze. Od dziecka zwierzały się sobie ze wszystkiego, dzieliły każdą radością i smutkiem. Uwielbiają spędzać ze sobą czas, rozmawiać i zgodnie wierzą, że miłość przemija, lecz prawdziwa przyjaźń trwa wiecznie. Jednak gdy jedna z dziewczyn, Raphaëlle zaczyna korespondować z chłopakiem, z którym spotykała się Julia, więzi łączące cztery przyjaciółki zostają wystawione na ciężką próbę…


W swojej najnowszej książce Eric-Emmanuel Schmitt sprawdza, do czego jesteśmy zdolni, gdy zawładnie nami zazdrość i uraza, a także ukazuje nam, dorosłym, problematyczny świat nastolatek, które często ukrywają przed rodzicami swoje myśli, uczucia i pragnienia. Lekkim piórem kreśli realistyczne postaci czterech bohaterek i przelewa na papier ich związane z dorastaniem trudności. Zwraca także uwagę na fakt, że brak prawidłowych wzorców w osobach dorosłych, bardzo utrudnia nawiązywanie trwałych relacji z rówieśnikami, a także poszukiwanie własnej tożsamości i rozstrzyganie problemów natury etyczno-moralnej. 

Chociaż pierwszoosobowej narracji można zarzucić fakt, że w pewien sposób ogranicza czytelników, bardzo podoba mi się fakt, że Schmitt zdecydował się w "Zazdrośnicach" właśnie na ten zabieg i przedstawił nam to, co dzieje się w psychice dziewcząt ukazując ich zapiski w pamiętnikach oraz wiadomości do siebie. Dzięki temu to my możemy oceniać ich zachowanie, autor w żaden sposób nam tego nie narzuca. Wyjątkowo przypadł mi też do gustu pomysł z wpleceniem do fabuły wątku trudnej miłości żywcem z "Romea i Julii". 

Podsumowując, zachęcam was do czytania "Zazdrośnic". Choć jest to książka o problemach dorastających dziewcząt, wydaje mi się, że przyjaźnie i rozterki ludzi dorosłych niewiele różnią się od tych opisanych przez Schmitta. Bardzo lubię książki tego autora, dlatego i po tą sięgnęłam z przyjemnością. 


Za egzemplarz recenzencki utworu dziękuję wydawnictwu: 


wtorek, 23 lutego 2016

"Chcę cię usłyszeć" 
Diane Chamberlain


Obietnica złożona umierającemu ojcu. Zagadkowa kobieta. Szokujące samobójstwo męża. Przewlekłe milczenie córki. Czy prawda może wyzwolić? 

"Chcę cię usłyszeć" to w moim odczuciu najlepsza książka Diane Chamberlain. Przedstawiona w niej historia oczarowała mnie i chwyciła za serce, a po zakończeniu lektury przez długi czas nie miałam ochoty zagłębiać się w świat jakiejkolwiek innej opowieści. Wcześniej uważałam Chamberlain za dobrą pisarkę, ale dzięki "Chcę cię usłyszeć", zakrawa teraz w moich oczach o mistrzostwo. Nawet niezwykle mrocznym klimatem jednego z amerykańskich szpitali wpisała się idealnie w lubiane przeze mnie klimaty... 

Laurę Brandon złożyła umierającemu ojcu obietnicę: zaopiekuje się starszą kobietą, o której wcześniej nie słyszała, a która cierpi na Alzheimera i nie pamięta nic więcej poza odległą przeszłością. Wizyta u Sarah Tolley wydawała się być niewielkim poświęceniem. Rzecz jednak w tym, że obietnica Laury skutkuje kolejną śmiercią: tragicznym i niespodziewanym odejściem jej męża. Świadkiem samobójstwa okazuje się jedynie pięcioletnia córka Laury, Emma, która nie chce o tym mówić... Właściwie, to nie chce mówić wcale. A nawet nie może. Zdruzgotana i gnębiona poczuciem winy Laura kontaktuje się więc z jedyną osobą, która może być w stanie jej pomóc. Z mężczyzną, którego spotkała tylko raz przed sześciu laty, a który nawet nie wie, o tym że jest prawdziwym ojcem Emmy. Od tej pory wspólnie próbują wypełnić obietnicę daną ojcu przez Laurę i pomóc milczącej dziewczynce. Przy okazji odkryją też fascynującą opowieść o miłości i rozpaczy pewnej pielęgniarki, która musiała wykazać się niezwykłą odwagą, stawić czoła niewyobrażalnemu złu i poświecić to, co miała najważniejsze. Ale przede wszystkim będzie to brutalna historia okrytą całunem milczenia...


"Chcę cię usłyszeć" to piękna i problematyczna książka, która porywa czytelnika już od pierwszych stron. Autorka wykreowała grono bardzo wiarygodnych postaci, z których każda posiada własną, unikatową historię. Zarówno wątek Laury jak i historia zastraszanej Sarah, które przedstawia Chamberlain, są niezwykle ciekawe, a umiejętne dawkowanie przez autorkę napięcia, sprawiło, że nie byłam w stanie zmrużyć oczu, dopóki nie skończyłam czytać tej książki. Bardzo podoba mi się fakt, że Chamberlain poruszyła w "Chcę cię usłyszeć" wiele problemów natury psychicznej, psychologicznej, moralnej oraz społecznej, z którymi zmaga się współczesne społeczeństwo (na przykład: depresja, mutyzm selektywny, demencja starcza, schizofrenia oraz kontrowersyjne formy ich leczenia w przeszłości), a do tego przedstawiła je wyjątkowo wiarygodnie. Nie jest to więc kolejna bezrefleksyjna opowieść o miłości, ale książka z niejednym "drugim" dnem. 

Przypadł mi także do gustu fakt, że poza fascynującą fabułą, autorka przedstawiła w utworze garść naukowych informacji. Wykreowany przez nią na potrzeby fabuły, niezwykle realistyczny szpital psychiatryczny z XX wieku, w którym prowadzi się medyczne, nieetyczne eksperymenty na ludziach, idealnie wpisał się w moje gusta, natomiast czający się w nim mrok, kilkukrotnie wywołały na plecach chłodny dreszczyk emocji. Na koniec lektury zrobiłam natomiast  wielkie "WOW" i przez kilka minut z podziwem patrzyłam w ścianę. Choć mam świadomość tego, że wielu osobom zakończenie może wydawać się nieco przerysowane, odnoszę wrażenie, iż bez niego ta książka nie byłaby tak dobra i efektywna. Nie powodowałaby czytelniczego głodu na kolejną tak świetną historię, a równocześnie nieprzyjemnego uczucia związanego z myślą, że trudno będzie znaleźć drugą taką.

Podsumowując, jeżeli chcecie przeczytać książkę, która przeprowadzi was przez wiele różnobarwnych emocji, a na koniec niemalże wgniecie w fotel, zachęcam do lektury "Chcę cię usłyszeć". To bardzo dobrze skonstruowana i mądra powieść o dochodzeniu do prawdy, kłamstwach oraz miłości. Pochłonęłam ją na jednym tchu i jeszcze przez kilka dni po jej lekturze "dochodziłam do siebie". Chamberlain kolejny raz dała popis swoich pisarskich umiejętności. 


Za egzemplarz recenzencki dziękuję serdecznie wydawnictwu: 



środa, 17 lutego 2016

"Niewypowiedziane słowa"
Agata Kołakowska


Małe dzieci wierzą, że jeśli zamkną oczy, inni ludzie pomyślą, że ich nie ma. To, że one nie widzą,ma sprawić, że nie będą widoczne. Czy tak samo jest ze słowami? Czy jeśli nie powiemy czegoś na głos, to znaczy, że tego nie ma? 

Łucja i Andrzej Szulc wiodą spokojne, poukładane życie.Są małżeństwem już od kilku lat i obojgu wydaje się, że są względnie szczęśliwi. Łucja jest okulistką, pracuje w szpitalu, a Andrzej prowadzi rodzinną aptekę ojca żony. Ona jest wychuchaną przez rodziców jedynaczka, a on od zawsze żyje w cieniu młodszego brata. Łucja interesuje się malarstwem i pasjonuje muzyką klasyczną, której on nie cierpi. Andrzej przepada za filmami science-fiction, których ona nie uznaje. Choć żyją ze sobą, każde ma swój własny świat i problemy, o których nie mówi temu drugiemu. Patrząc na ich relację można postawić sobie pytanie: czy to już związek, czy jeszcze samotność we dwoje? 

Z kolei Hanna i Mariusz żyją w niesformalizowanym związku. Ona jest pedagogiem szkolnym i świetnie sprawdza się w pracy z młodzieżą, a on muzykiem, gra w orkiestrze na instrumentach perkusyjnych. Hanka lubi pomagać, ma duszę społecznika, stawia potrzeby innych nad swoimi, bo przez całe życie czuła się jak zastępcze dziecko po zmarłej siostrze. Jej rodzice nigdy nie pogodzili się ze stratą pierwszej córki, co znacząco wpłynęło na wychowanie Hanki. Mariusz natomiast nie ma takich problemów. Był i jest oczkiem w głowie nadopiekuńczej matki, która do tej pory czuwa przy jego łóżku, gdy jest chory i przynosi mu obiady. To taki wieczny kawaler owładnięty pasją do muzyki, trochę oderwany od rzeczywistości i omamiony potrzebą społecznego uznania.

Życie tych dwóch par toczy się przewidywalnie i spokojnie. I z pewnością byłoby tak dalej, gdyby los nie skrzyżował ich dróg. Hanna przypadkowo wstępuje bowiem do apteki prowadzonej przez Andrzeja. Mariusz natomiast zagaduje Łucję w muzeum sztuki. Nowe, ukrywane przed "drugimi połówkami" znajomości przeradzają się w fascynacje, a potem jeszcze w coś więcej. Rozpoczyna się poufna gra, w wyniku której każdy z tej czwórki poważnie zastanowi się nad swoim związkiem, a także dowie czegoś o sobie samym. Tylko czy to, co im się przytrafia, to jedynie próba na wierność, czy może szansa na lepsze, szczęśliwsze życie? I wreszcie, czy niewypowiedziane słowa mogą wpłynąć na ich życie i związki?

"Niewypowiedziane słowa" to moje kolejne już spotkanie z autorką i muszę przyznać, że było to spotkanie bardzo udane. Chociaż przedstawiona w utworze historia na pozór wydaje się być prosta i całkiem zwyczajna, "Niewypowiedziane słowa" na pewno takie nie są. Kołakowska zaskoczyła mnie porządnym nakreśleniem rysów psychologicznych każdej z postaci i choć na początku utworu jej skrupulatność i mnogość wątków działała mi na nerwy, szybko się to zmieniło. Z każdą kolejną stroną coraz bardziej wchodziłam w świat każdej z postaci, zagłębiałam się w jej emocje, losy i przeszłość. W pewnym momencie zaczęłam łapać się na tym, że wydawało mi się, że czytam o ludziach, których dobrze znam. Na przykład czwórce sąsiadów żyjących w położonym nieopodal miasteczku, którzy pojedynczo opowiadają mi swoja historię. A żaden z nich nie jest idealny i ma swoje za uszami. Rzadko trafiają w moje ręce tak dobrze napisane od strony psychologicznej utwory polskich autorów. Kreacje bohaterów to w moim odczuciu główny atut tej powieści.

"Niewypowiedziane słowa" to z jednej strony utwór zwyczajny, opowiadający o codziennych problemach, z którymi zmaga się większość chodzących po tym świecie małżeństw, ale z drugiej strony własnie tą zwykłością prowokujący do przemyśleń. Nie ma w nim przesady, scen pełnych uniesień czy pikantnych szczegółów. Autorka ukazuje czytelnikowi życie dokładnie takie, jakim jest: pełne problemów, wątpliwości, rutyny i znudzenia. To właśnie dzięki temu spodobała mi się ta książka. Z obserwacji normalnego, nudnego życia ludzi dookoła, czy swojego, można wyciągnąć najlepsze i najbardziej trafne wnioski. I to właśnie możne podczas lektury tej książki zrobić czytelnik: zastanowić się nad tym, czy nie w rutynie i przyzwyczajeniu tkwi prawdziwy sekret szczęścia. Uniesienia, choć piękne, bywają przecież wyjątkowo ulotne... 

Jeśli chodzi o styl utworu, to język, którym posługuje się autorka jest prosty oraz potoczny. Nie znajdziemy tu barwnych opisów czy scen pełnych gwałtownych emocji, ale wydaje mi się, że jest to zabieg celowy. Autorka chyba umyślnie dostosowała język utworu do jego treści, przez co książka jest spójna i czyta się ją płynnie. Nie męczy. 

Podsumowując, jeśli szukacie naprawdę porządnie napisanej powieści kobiecej, która nie tylko porusza ważne społecznie tematy (zdrad bowiem jest wokół nas coraz więcej), ale też sprowokuje was do myślenia, polecam wam "Niewypowiedziane słowa". Spodobała mi się ta książka. Spodobała mi się w swojej prostocie i wiernym oddaniu przez autorkę rzeczywistości. Dobrze jest przeczytać czasem coś o sobie samym: takim zwykłym, szarym człowieku. 

Za egzemplarz recenzencki utworu dziękuję serdecznie wydawnictwu: 




sobota, 13 lutego 2016

"I że ci nie odpuszczę"
Joanny Szarańskiej


Czasem "najpiękniejszy dzień w życiu" może okazać się prawdziwą katastrofą. Jak to jednak zwykło się mówić: nie ma takiej burzy, po której nie wyszłoby słońce.

"I że ci nie odpuszczę" to komediowy debiut Joanny Szarańskiej. Książka miła, lekka i choć może na początku niezbyt przyjemna (no bo kto chciałby doświadczyć upokorzenia, i to przed ołtarzem?!), to podnosząca na duchu i wywołująca uśmiech na ustach. Utwór wręcz idealny, by zabrać go ze sobą do łóżka gdy za oknem chlapa lub do autobusu, w pięciogodzinną podróż, gdy za oknem świeci słońce (tak było w moim przypadku). 

Kalina, stojąc przed ołtarzem, dowiaduje się, że jej narzeczony wkrótce zostanie ojcem. Oczywiście nie jej dziecka, bo to byłoby zbyt oczywiste. Patryk zostanie tatusiem dziecka jednej z jej najlepszych koleżanek, z którą raptem kilkanaście godzin temu Kalina bawiła się na swoim wieczorze panieńskim. Wzburzona wybiega więc z kościoła i owszem, zaczyna nowe życie, ale nie takie, jakiego się spodziewała. Kalina otrzymuje bowiem od jednej z ciotek Patryka voucher do spa, który miał być prezentem ślubnym, a że ze ślubu nici, Kalina postanawia sama skorzystać z karty podarunkowej. Niestety, jak to w życiu bywa, los postanawia spłatać jej figla. Po dość "dramatycznej" podróży w upale, zamiast do luksusowego ośrodka, Kalina trafia do podupadłego dworku, który gabinetem spa ma być dopiero w przyszłości, a teraz wcale go nie przypomina. Pomimo rozczarowania Kalina decyduje się jednak zostać na wsi i odpocząć. Niestety, już pierwszego wieczoru jej pobytu okazuje się, że będzie to czas wielu (nie do końca przyjemnych) niespodzianek... 

"Bilans przedstawiałby się całkiem całkiem, gdyby nie jeden mały szczegół. Straciłam coś cenniejszego od szykownego wesela na sto dwadzieścia osób, sukni wysadzanej kryształkami Svarowskiego i trzypiętrowego tortu śmietankowego. Straciłam przyjaciółkę i wiarę w uczciwość drugiego człowieka"

" I że ci nie odpuszczę" to zabawna i lekka książka, która na długo pozostanie w mojej pamięci. Nasz rynek książki zalewa tak wiele tytułów, że stworzenie oryginalnej historii wydaje się nieraz graniczyć z cudem. Joannie Szarańskiej się to jednak udało. Choć w ogóle się tego nie spodziewałam, jej debiutancka powieść to ciekawa i wciągająca historia pomyłek oraz niesamowitych splotów wydarzeń, które spotykają główną bohaterkę. Pomimo tego, że mamy w utworze porzuconą kobietę (aczkolwiek może to Kalina porzuca? sama nie wiem) i stary dworek, nie jest to sztampowy utwór, a autorka nie powiela w nim żadnych znanych nam z kobiecej literatury schematów. W "I że ci nie odpuszczę" mamy ciekawy watek kryminalny, porządną dawkę uśmiechu no i oczywiście wątek romantyczny, który, ze względu na niedawne wydarzenia z życia Kaliny nie jest co prawda za bardzo rozbudowany, ale jednak jest. Do tego autorka serwuje nam malowniczą okolicę, klimat starego dworku i kilku barwnych bohaterów, w wyniku czego możemy spędzić z "I że ci nie odpuszczę" wiele przyjemnych chwil. Ja osobiście mam ochotę przeczytać tę książkę jeszcze raz, aczkolwiek nie robiłam tego od czasów, gdy zakochałam się w twórczości Sparksa. 

Jeżeli chodzi o język, jakim posługuje się autorka, to jest on lekki, prosty i plastyczny. Czytelnik może bez trudu wyobrazić sobie dworek, w którym przebywa Kalina, a także jej stany emocjonalne. Na uwagę zasługuje też kreacja przez autorkę bardzo barwnych bohaterów. Każdy z nich posiada zestaw wyjątkowych cech, żaden nie jest mdły. Choć w utworze dominuje humor sytuacyjny, znajdziemy w "I że ci nie odpuszczę" także odrobinę komizmu językowego. Bardzo ciekawy pomysł na fabułę, zagadka kryminalna i wszystkie te "językowe" cechy sprawiają, że smutno mi było kończyć lekturę tej książki. 

Czekam na kolejny tom! 


Za możliwość przeczytania ebooka dziękuję serwisowi woblink.com
I Wy możecie nabyć tam tę książkę: 



poniedziałek, 8 lutego 2016

"Rodzinne sekrety"
Krystyna Mirek 



"Dom jest tam, gdzie my". 

"Rodzinne sekrety" Krysty Mirek to drugi tom współczesnej sagi o wielopokoleniowej rodzinie Zagórskich. Książka piękna, wciągająca, a przede wszystkim w pewien sposób magiczna. Jak gdyby dom Zagórskich i ich jabłoniowy sad znajdowały się trochę poza światem... 


Otoczony jabłoniowym sadem dom rodziny Zagórskich znajduje się w niebezpieczeństwie. Kłopoty finansowe i duchy przeszłości zmuszają Jana seniora rodu i właściciela staromodnej księgarni do podjęcia dramatycznych decyzji, które zapoczątkowują ciąg zmian w życiu jego rodziny. Cztery córki zainspirowane postawą ojca, również postanowią zawalczyć o to, na czym im najbardziej zależy. Aniela, samotna mama kilkuletniej córeczki, wyruszy w wielki świat na poszukiwanie ojca swojego dziecka. Czy nieszczęśliwa historia sprzed lat, może mieć szczęśliwe zakończenie? Maryla, starsza z córek Jana, zrozumie natomiast, dlaczego żaden jej związek nie trwa dłużej niż kilka tygodni, a jej relacjom z byłym mężem daleko do poprawności. I nie będzie tu wcale chodziło o jego nową miłość, Paulinkę. Czy można jeszcze normalnie rozmawiać z kimś, kto owszem, był kimś ważnym, ale w przeszłości? Spokój domu Zagórskich zachwieje się od nagłych wydarzeń, a wyjaśnione tajemnice z przeszłości będą ranić. Czy kochająca się rodzina znów okaże się drużyną zdolną stawić czoła nowym wyzwaniom? Czy spełni się jej marzenie o spokojnie pitej herbacie na drewnianym ganku z widokiem na piękny sad?

"Są zamki, które można otworzyć na wiele sposobów. Wytrychem, czy nawet spinką do włosów. Ale bywają też takie, do których pasuje wyłącznie jeden klucz. Istnieją też takie serca, do których może trafić tylko jeden człowiek. Jeśli się go straci, pozostaje już tylko samotność."

"Rodzinne sekrety" to moje pierwsze spotkanie z twórczością Krystyny Mirek i muszę przyznać, że jestem jej książką po prostu urzeczona. Autorka oczarowała mnie swoją prozą i sposobem snucia opowieści. Czytając tę książkę, ma się wrażenie, że czyta się bajkę i chociaż po lekturze pierwszych stron "bałam się" dość dużej liczby opisów, autorka szybko rozwiała mój niepokój. "Rodzinne sekrety" to bardzo wciągająca opowieść o rodzinie, która, przynajmniej częściowo, wydaje się żyć w trochę innym świecie. Oczarowało mnie podejście Jana do jego księgarni, wspólne rodzinne obiady i zażyłe relacje między domownikami i nie tylko. Stworzona przez Mirek rodzina jest takim trochę współczesnym archetypem i tęsknotą. Wydaje mi się, że każdy chciałby mieć takiego ojca jak Jan, czy pełną miłości matkę. Tę książkę czyta się z prawdziwą przyjemnością. Stanowi idealne oderwanie od problemów dnia codziennego. 

Tym, co jeszcze przypadło mi do gustu w utworze, są z pewnością najbardziej rozbudowane wątki Anieli i Maryli. Chociaż zarówno problem samotnego macierzyństwa jak i rozwodów są dość oklepane, autorka potrafiła sprawić, że czytałam fragmenty związane z tymi bohaterkami z wypiekami na twarzach, a kartki przewracałam w szaleńczym tempie. Historia, którą opowiada nam autorka, jest bardzo wiarygodna. Pomimo tego, że wokół domu rodziny Zagórskich unosi się jakaś tajemnicza aura, bohaterowie mierzą się z problemami i nie są idealni. Takie książki czyta mi się wyjątkowo dobrze. Odnoszę wtedy wrażenie, że czytam o ludziach takich samych jak ja, przez co lektura jest jeszcze bardziej przyjemna. 


Podsumowując, jeśli macie ochotę przeczytać wciągającą powieść obyczajową, zachęcam was do lektury "Rodzinnych sekretów". Przeczytałam gdzieś, że mówi się o niej, że to książka "dotulająca" i w moich oczach jest w tym stwierdzeniu wiele racji. Czyta się ją z prawdziwą przyjemnością.


Za egzemplarz recenzencki utworu dziękuję serdecznie wydawnictwu: 





poniedziałek, 1 lutego 2016

"Awaria Małżeńska" 
M. Witkiewicz i N. Socha


Spróbuję podsumować tę książkę jednym zdaniem: Po prostu się uśmiałam! 

"Otworzył iPada i zaczął czytać tasiemcową listę zadań, którą podyktowała mu ze szpitalnego łóżka żona. Do tej pory wydawało mu się, że najtrudniejsze będzie skompletowanie wyprawki szkolnej dla Brunona, szczegółowo opisanej w mailu od wychowawczyni. Teraz już wiedział, że wyprawka to zaledwie początek. Zadania podyktowane przez Ewelinę okazały się znacznie bardziej skomplikowane. Zadania na dzisiaj, jutro i na dalsze dni tej bitwy zwanej życiem."

Każda historia musi się od czegoś zacząć, ta tutaj zaczęła się od kota. Nie wiadomo czy przypadkowo, czy nie (przypadki lubią bowiem chadzać po ludziach, ewentualnie ulicach), rzeczone zwierze wbiegło pod koła autobusu, w którym znajdowały się Justyna i Ewelina. Ich pierwsze spotkanie (trzeba zaznaczyć, że bardzo bliskie), skończyło się więc telefonem na pogotowie i podróżą karetką w stronę oddziału chirurgii urazowej w szpitalu na Gdańskiej Zaspie. Dość nieprzyjemna, a może nawet i przerażająca diagnoza lekarza (bynajmniej nie w kwestii stanu zdrowia pacjentek, bo kto by tam się sam sobą przejmował), na zawsze zmienia los dwóch obcych rodzin. I Justyna i Ewelina mają bowiem zarówno dzieci jak i mężów, choć to drugie to w sumie pojęcie względne, bo mężczyźni w życiu nie gotowali obiadów, nie robili prania i nie odwozili dzieci do szkół (ba, oni nawet nie znają adresów placówek). 

Mateusz i Sebastian muszą więc zmierzyć się nie tylko z perspektywą zajmowania się dziećmi, ale także spróbować zapanować nad całym gospodarstwem domowym i codziennym chaosem. Na szczęście (a może i nie), na pomoc przyjdą im dwie dobre kobiety: pedantyczna teściowa jednego z nich oraz Dżesika, ceniąca się prostytutka, która, jak się szybko okaże, nie tylko zajmuje się „ornitologią”, ale potrafi przypilnować dzieci i zrobić prawdziwy, domowy obiad. Jedzenie z McDonald’s też może się bowiem znudzić…. 

"Awaria małżeńska" to rodzinna komedia w najlepszym wydaniu. Witkiewicz i Socha napisały przezabawną i przeciekawą, a przede wszystkim przeżyciową opowieść o tym, że nie taki wilk straszny, jak go malują. Nawet jeśli tym wilkiem okazują się być domowe obowiązki. Dwoje nieporadnych z początku panów, którym przyjdzie odnaleźć się w nieznanych dotąd rolach życiowych, szybko przekona się, jak to jest odrabiać z dziećmi lekcje, gotować obiady, wieszać pranie w wilgotnych piwnicach czy szukać zagubionych skarpetek. Chociaż z początku z powodu tego wszystkiego, będzie odechciewało im się żyć, zarówno oni, jak i ich żony przekonają się w końcu, że nieszczęścia zbliżają, a zwłaszcza oddalające się od siebie, znudzone codziennością rodziny. 

"Awaria małżeńska" to książka napisana lekkim, potocznym językiem. Bezapelacyjnie największym jej atutem jest humor sytuacyjny. Czytając ją (pomimo grypy żołądkowej), śmiałam się w głos i chichotałam pod nosem. Uwielbiam dobrze napisane komedie, w których bohaterowie są do bólu prawdziwi, opisywane sytuacje prześmieszne, ale nie wyszukane (nawet codzienne), a ogólny wydźwięk utworu niezwykle pozytywny. 

Jeżeli szukacie książki, która poprawi wam humor i otworzy oczy na to, że mężczyźni nie są wcale tacy źli, jak by się mogło wydawać, sięgnijcie po "Awarię małżeńską" i to bez najmniejszego wahania. Ja podczas czytania bawiłam się przednio i do tej pory mam w głowie kilka opisanych w niej wydarzeń. Lektura obowiązkowa dla wszystkich pań! Jednak nie jesteśmy takie do końca niezastąpione... 

Ebook przeczytałam dzięki uprzejmości serwisu woblink.com
I Wy możecie nabyć tam tę wspaniałą książkę.